Pandemia zmieniła podejście społeczeństwa do technologii. Wśród segmentów, które w ostatnich latach znacznie zyskały na popularności są kursy prowadzone przez internet. Według analityków Grupy IMARC jest to początek dalszego wzrostu rynku kursów online, który w 2021 r. osiągnął wartość 253,3 mld USD. Tylko w 2022 r. klienci należącej do spółki Escola platformy myVOD zarobili na swoich kursach 5,8 mln zł. Znaczna część trenerów na stałe przeniosła się z sal szkoleniowych do internetu, widząc w tym realny potencjał skalowania swojego biznesu. Już teraz najpopularniejsi z nich mogą rocznie zarobić nawet kilkaset tysięcy na sprzedaży kursów i szkoleń. Jest to również szansa dla nowych twórców, którzy mogą stawiać pierwsze kroki w branży.
Według tegorocznego raportu Reportlinker.com globalny przemysł e-learningowy w 2026 r. osiągnie wartość 457,8 mld USD, co oznacza wzrost CAGR o 10,3 proc. W tak dynamicznym wzroście kluczową rolę odegrała pandemia, która przyspieszyła rozwój technologiczny na wielu płaszczyznach. Z jednej strony trenerzy, którzy prowadzili do tej pory stacjonarne szkolenia musieli nagle przestawić się na nowe narzędzia, z drugiej strony społeczeństwo zamknięte w domach zaczęło szukać możliwości kształcenia się.
Duży wzrost zainteresowania kursami zauważają dedykowane platformy, które oferują narzędzia dla twórców szkoleń online.
– Na pewno moment pandemii był przełomowy dla całego obszaru zdalnego nauczania, który rozwinął się w błyskawicznym tempie. Co ciekawe, obecny popandemiczny rok przynosi jeszcze większe wzrosty. Do tej pory twórcy współpracujący z naszą platformą zarobili łącznie ponad 20 mln zł, z czego tylko w tym roku ponad 5,8 mln zł. Na podstawie danych z 50 najlepszych platform zbudowanych na myVOD, wzrósł także średni zarobek autora, który w tym roku wynosi 115 tys. zł. Dla porównania w całym 2021 r. autorzy średnio zarabiali 205,5 tys. zł – podsumowuje Robert Rachwał, prezes Escola LMS, która rozwija serwis myVOD.io.
Autorzy szkoleń oprócz możliwości monetyzacji swoich kursów dostrzegają również dodatkowe korzyści wynikające z przeniesienia swojej wiedzy do platform szkoleniowych.
– Poza nowymi możliwościami sprzedażowymi dla szerszej grupy klientów, obecność na platformie wzmocniła również naszą pozycję dostawcy szkoleń stacjonarnych dla branży ubezpieczeń. Na platformie m.in. zamieściliśmy rozbudowany moduł powtórek treści szkolenia stacjonarnego, istotnie ułatwiając uczestnikom szkoleń utrwalanie wiedzy i ćwiczenie umiejętności, w domu, w komfortowych warunkach i na własnych zasadach – ocenia Wojciech Łojan, współwłaściciel firmy Diameo i platformy edukacyjnej TRINS.pl rozwijanej na myVOD.io.
Zaletę automatyzacji procesu edukacyjnego bez utraty jakości nauczania podkreśla również Darek Butkiewicz z nieinformatyk.pl, dodając, że przeniesienie kursów do sieci stwarza więcej możliwości w rozwiązywaniu problemów klientów.
– Szkolenia online pozwalają odesłać uczestników do gotowego produktu, zamiast w kółko powtarzać pewne zagadnienia każdemu z osobna. Należy jednak pamiętać zawsze o odbiorcy. Kurs dla 10 różnych grup odbiorców to 10 różnych kursów online o jednej tematyce – podkreśla właściciel platformy nieinformatyk.pl.
Obecnie kursy online trafiają na bardzo podatny grunt. Polacy coraz chętniej korzystają z tych narzędzi, aby zwiększyć swoją konkurencyjność na rynku pracy. Z ubiegłorocznego raportu „Cyfrowa ewolucja kariery”, przygotowanego przez serwis Pracuj.pl wynika, że 65 proc. respondentów jest skłonnych poświęcić swój czas na kurs online, jeżeli zwiększy to szanse na lepszą pracę. Z kolei 50 proc. badanych jest skłonnych zainwestować własne pieniądze, jeżeli da to korzyść w postaci znalezienia lepszego miejsca zatrudnienia.
***
O spółce:
Escola LMS Sp. z o.o. rozwija zaawansowane platformy e-learningowe, w tym MyVOD.io i Wellms.io Spółka należy do Grupy Kapitałowej Escola S.A. – www.escola.pl , tworzącej aplikacje webowe i mobilne. Escola S.A. w 2022 r. zamierza zadebiutować na NewConnect. Prezesem Zarządu i głównym akcjonariuszem spółki jest dr Krzysztof Wojewodzic. Escolę wspiera doświadczona Rada Nadzorcza, w której zasiada m.in. prof. Witold Orłowski pełniący funkcję Przewodniczącego.
Najszybciej newsy trafią do Internetu. Zmiany w stanie prawnym lub projekty, które mają szansę wejść w życie, branżowe nowinki, informacje o nowych technologiach, produktach – portale internetowe są miejscem, gdzie na nie trafimy. Tak jak w przypadku niebranżowych mediów internetowych, mamy zagwarantowaną szybkość dostarczania informacji. Poszerzanie swojej wiedzy poprzez lekturę branżowej prasy, książek i stron internetowych wydaje się być oczywistą ścieżką samodzielnego rozwoju swojego życia zawodowego.
W zależności od naszych potrzeb, nastawienia, upodobań itp. warto sięgać po autorów, których styl pisania, charakter ujmowania tematu nam się podobają i po prostu do nas przemawia. Nie ma potrzeby zmuszać się do czytania czegoś, co nam się zwyczajnie nie podoba. Wszak lektura ma nam sprawiać satysfakcję i przyjemność, a nie tylko dostarczać wiedzy.
Słowo pisane to nieoceniony sposób na rozpowszechnianie informacji. Pamięć ludzka jest ulotna, o czym często przekonujemy się aż za dobrze. Dzięki lekturze zyskujemy dostęp do informacji, do których możemy się praktycznie w każdej chwili odwołać i potraktować je jako swoisty pewnik, także w sytuacjach spornych czy przy wyjaśnianiu nieścisłości. Tego komfortu nie mamy w przypadku sięgania po informacje przekazane drogą ustną, które są uważane za mniej wiarygodne. Większe zaufanie do zanotowanych informacji kosztem tych powiedzianych i usłyszanych to efekt uboczny rewolucji Gutenberga.
Czytanie jest czynnością angażującą nasz mózg – można to tak w skrócie ująć, bez wchodzenia nadmiernie w medyczne szczegóły. „Muszę przemyśleć to co przeczytałem/przeczytałam” – często w ten sposób podsumowujemy lekturę (chyba, że była ona dla nas bardzo nieangażująca na poziomie intelektualnym, emocjonalnym, nie dostarczyła nam żadnych nowych informacji itp.). Dzięki czytaniu wpadniemy na nowe pomysły, kreatywne sposoby rozwiązania problemów, nowe ujęcia starego i dobrze znanego tematu. Opisany przez autora case study może stać się inspiracją do wykorzystania przez analogię pewnych rozwiązań w nowym kontekście. Osobną kwestię, choć wartą wspomnienia, stanowią teksty, które nie są inspiracją w sensie zawodowych, a przede wszystkim w zakresie samorozwoju. Z doświadczenia mogę napisać, że świetnie w tej kwestii sprawdzają się biografie znanych ludzi, których osiągnięcia lub ścieżka życia z jakiegoś powodu budzą nasz podziw czy po prostu zainteresowanie. Recepty na sukces od A do Z na skalę Billa Gatesa w takiej biografii raczej znajdziemy (zresztą wtedy cena takiej książki była inna), ale coś, co może pchnąć nasze myślenie o swojej działalności, zachęcić do odejścia z pracy na etacie i założenia własnej firmy, przemodelowania swojej oferty, wpłynięcia na sposób komunikowania się z klientami itp. Możliwości jest tu naprawdę sporo i warto je wykorzystać. Funkcję inspiracji może pełnić biografia nie tylko kogoś z naszej branży, do tego celu potrafią się też nadawać nieźle życiorysy artystów, którzy zazwyczaj w życiu nie mieli lekko.
Najszybciej newsy trafią do Internetu. Zmiany w stanie prawnym lub projekty, które mają szansę wejść w życie, branżowe nowinki, informacje o nowych technologiach, produktach – portale internetowe są miejscem, gdzie na nie trafimy. Tak jak w przypadku niebranżowych mediów internetowych, mamy zagwarantowaną szybkość dostarczania informacji. Poszerzanie swojej wiedzy poprzez lekturę branżowej prasy, książek i stron internetowych wydaje się być oczywistą ścieżką samodzielnego rozwoju swojego życia zawodowego.
W zależności od naszych potrzeb, nastawienia, upodobań itp. warto sięgać po autorów, których styl pisania, charakter ujmowania tematu nam się podobają i po prostu do nas przemawia. Nie ma potrzeby zmuszać się do czytania czegoś, co nam się zwyczajnie nie podoba. Wszak lektura ma nam sprawiać satysfakcję i przyjemność, a nie tylko dostarczać wiedzy.
Słowo pisane to nieoceniony sposób na rozpowszechnianie informacji. Pamięć ludzka jest ulotna, o czym często przekonujemy się aż za dobrze. Dzięki lekturze zyskujemy dostęp do informacji, do których możemy się praktycznie w każdej chwili odwołać i potraktować je jako swoisty pewnik, także w sytuacjach spornych czy przy wyjaśnianiu nieścisłości. Tego komfortu nie mamy w przypadku sięgania po informacje przekazane drogą ustną, które są uważane za mniej wiarygodne. Większe zaufanie do zanotowanych informacji kosztem tych powiedzianych i usłyszanych to efekt uboczny rewolucji Gutenberga.
Czytanie jest czynnością angażującą nasz mózg – można to tak w skrócie ująć, bez wchodzenia nadmiernie w medyczne szczegóły. „Muszę przemyśleć to co przeczytałem/przeczytałam” – często w ten sposób podsumowujemy lekturę (chyba, że była ona dla nas bardzo nieangażująca na poziomie intelektualnym, emocjonalnym, nie dostarczyła nam żadnych nowych informacji itp.). Dzięki czytaniu wpadniemy na nowe pomysły, kreatywne sposoby rozwiązania problemów, nowe ujęcia starego i dobrze znanego tematu. Opisany przez autora case study może stać się inspiracją do wykorzystania przez analogię pewnych rozwiązań w nowym kontekście. Osobną kwestię, choć wartą wspomnienia, stanowią teksty, które nie są inspiracją w sensie zawodowych, a przede wszystkim w zakresie samorozwoju. Z doświadczenia mogę napisać, że świetnie w tej kwestii sprawdzają się biografie znanych ludzi, których osiągnięcia lub ścieżka życia z jakiegoś powodu budzą nasz podziw czy po prostu zainteresowanie. Recepty na sukces od A do Z na skalę Billa Gatesa w takiej biografii raczej znajdziemy (zresztą wtedy cena takiej książki była inna), ale coś, co może pchnąć nasze myślenie o swojej działalności, zachęcić do odejścia z pracy na etacie i założenia własnej firmy, przemodelowania swojej oferty, wpłynięcia na sposób komunikowania się z klientami itp. Możliwości jest tu naprawdę sporo i warto je wykorzystać. Funkcję inspiracji może pełnić biografia nie tylko kogoś z naszej branży, do tego celu potrafią się też nadawać nieźle życiorysy artystów, którzy zazwyczaj w życiu nie mieli lekko.
Najszybciej newsy trafią do Internetu. Zmiany w stanie prawnym lub projekty, które mają szansę wejść w życie, branżowe nowinki, informacje o nowych technologiach, produktach – portale internetowe są miejscem, gdzie na nie trafimy. Tak jak w przypadku niebranżowych mediów internetowych, mamy zagwarantowaną szybkość dostarczania informacji. Poszerzanie swojej wiedzy poprzez lekturę branżowej prasy, książek i stron internetowych wydaje się być oczywistą ścieżką samodzielnego rozwoju swojego życia zawodowego.
W zależności od naszych potrzeb, nastawienia, upodobań itp. warto sięgać po autorów, których styl pisania, charakter ujmowania tematu nam się podobają i po prostu do nas przemawia. Nie ma potrzeby zmuszać się do czytania czegoś, co nam się zwyczajnie nie podoba. Wszak lektura ma nam sprawiać satysfakcję i przyjemność, a nie tylko dostarczać wiedzy.
Słowo pisane to nieoceniony sposób na rozpowszechnianie informacji. Pamięć ludzka jest ulotna, o czym często przekonujemy się aż za dobrze. Dzięki lekturze zyskujemy dostęp do informacji, do których możemy się praktycznie w każdej chwili odwołać i potraktować je jako swoisty pewnik, także w sytuacjach spornych czy przy wyjaśnianiu nieścisłości. Tego komfortu nie mamy w przypadku sięgania po informacje przekazane drogą ustną, które są uważane za mniej wiarygodne. Większe zaufanie do zanotowanych informacji kosztem tych powiedzianych i usłyszanych to efekt uboczny rewolucji Gutenberga.
Czytanie jest czynnością angażującą nasz mózg – można to tak w skrócie ująć, bez wchodzenia nadmiernie w medyczne szczegóły. „Muszę przemyśleć to co przeczytałem/przeczytałam” – często w ten sposób podsumowujemy lekturę (chyba, że była ona dla nas bardzo nieangażująca na poziomie intelektualnym, emocjonalnym, nie dostarczyła nam żadnych nowych informacji itp.). Dzięki czytaniu wpadniemy na nowe pomysły, kreatywne sposoby rozwiązania problemów, nowe ujęcia starego i dobrze znanego tematu. Opisany przez autora case study może stać się inspiracją do wykorzystania przez analogię pewnych rozwiązań w nowym kontekście. Osobną kwestię, choć wartą wspomnienia, stanowią teksty, które nie są inspiracją w sensie zawodowych, a przede wszystkim w zakresie samorozwoju. Z doświadczenia mogę napisać, że świetnie w tej kwestii sprawdzają się biografie znanych ludzi, których osiągnięcia lub ścieżka życia z jakiegoś powodu budzą nasz podziw czy po prostu zainteresowanie. Recepty na sukces od A do Z na skalę Billa Gatesa w takiej biografii raczej znajdziemy (zresztą wtedy cena takiej książki była inna), ale coś, co może pchnąć nasze myślenie o swojej działalności, zachęcić do odejścia z pracy na etacie i założenia własnej firmy, przemodelowania swojej oferty, wpłynięcia na sposób komunikowania się z klientami itp. Możliwości jest tu naprawdę sporo i warto je wykorzystać. Funkcję inspiracji może pełnić biografia nie tylko kogoś z naszej branży, do tego celu potrafią się też nadawać nieźle życiorysy artystów, którzy zazwyczaj w życiu nie mieli lekko.