Co jest lepsze od oglądania jednego serialu o zombie? Oglądanie dwóch seriali o zombie! Do lecącego od 4-ech lat The Walking Dead dołączył właśnie Z Nation, oryginalna produkcja Syfy. Choć porównań ze swoim wielkim odpowiednikiem nie uniknie, już na starcie trzeba sobie zapamiętać jedno: to zupełnie i całkowicie inny serial. W zasadzie to zupełnie i całkowicie inna serialowa liga.

Powiem Wam szczerze, że pojawienie się Z Nation we wrześniowej ramówce przyjęłam z niezłym zdumieniem – przede wszystkim dlatego, że wieść o tym serialu pojawiła się zupełnie znikąd. Nie było serialu, nagle jest. Syfy jednak strasznie poskąpił wszelkich wieści na jego temat, więc przez kilka miesięcy od informacji aż do pilota miałam tylko mgliste pojęcie, o czymże to może opowiadać. Że akcja dzieje się w trzy lata po wybuchu apokalipsy i że pewien żołnierz, grany przez Harolda Perrineau, musi przetransportować ostatniego ocalałego przez pół Stanów Zjednoczonych. Całkiem standardowa sprawa, niemniej wyraźnie obiecująca dla takiego fana postapokalips zombie jak ja. Zupełnie nieznane są mi też nazwiska twórców, Karla Schaefera i Craiga Englera, poza tym, że podobno pisali scenariusze m.in. do Eureki (czyli wszystko zostaje w rodzinie). Generalnie, jedna wielka niewiadoma. Ale dalej zombie, so… Tak czy inaczej, macie mnie, żebym Wam opowiedziała o tym pilocie, żebyście nie musieli nurkować od razu na głębokie wody. No i przede wszystkim, żebyście się nie zdziwili, co się tu wyprawia – a wyprawia się, oj, dużo.

Na sam początek uderza jedno: rzecz rozpoczyna się od razu z grubej rury, nerwową i chaotyczną ucieczką z opanowanego przez zombie więzienia dając wyraźny sygnał, że Z Nation, w przeciwieństwie do The Walking Dead, będzie ewidentnym serialem akcji. Również w przeciwieństwie do serialu AMC, Syfy proponuje nam znacznie bardziej niebezpieczną wizję umarlaków, z rodzaju tych szybkich, skaczących i (!) szczątkowo inteligentnych. Zapomnijcie o subtelnym napięciu odczuwanym na widok powolnie sunących po ziemi szwendaczy, przygotujcie się na uciekanie ile sił w nogach i ciągle odwracanie się za ramię, żeby jakiś Z – oficjalnie używana nazwa – nie skoczył wam do gardeł. Klimat trylogii 28 dni później czy remake’owanego Świtu żywych trupów. Osobiście zawsze wolałam te nierozgarnięte powolniaki, ale z biegaczy też da się zrobić fajną dramę. Póki co, „Puppies and Kittens” to jednak ciąg prawie nie zwalniających wydarzeń, więc na dramy trzeba jeszcze poczekać. Mam nadzieję, że nie za długo, no bo jednak by wypadało…

Bo idzie to tak: główny bohater, porucznik w oddziale Delty, niejaki Hammond, zajmuje się ewakuacją więzienia, w którym przeprowadzane są wątpliwej natury testy szczepionki – na skrępowanych, przytomnych więźniach. Po aplikacji substancji, dwójka z nich natychmiast przemienia się w umarlaki, po czym żegna się ze światem słysząc „I give you mercy” – no kidding – i witając się z lufą pistoletu. Później następuje przerwa w badaniach, bo do laboratorium wpadają zombie – po czym kilka minut później okazuje się, że trzeci więzień, pomimo licznych zombiaczych ugryzień, przeżył. Więc antyciała, więc specjalna placówka w Kalifornii, więc najważniejszy człowiek na świecie, więc eskorta, więc taka dorosła, brzydka i paskudna męska wersja Ellie (przy czym, broń boże, nie porównuję Z Nation do The Last of Us).

Fabuła niesie bohaterów do jednej z ludzkich enklaw, gdzie miejsca grzeje pozostała część postaci. W ich wprowadzeniu dowiadujemy się na przykład, że osobom starszym, chorym i słabym – w założeniu: gotowym na śmierć – wyprawia się stypę, a potem pakuje się im kulkę w łeb. To pewnie ma oznaczać, że postapokaliptyczny świat nie nadaje się dla cherlawych, bo jest tak ciężki i trudny, więc owa „łaska” to w zasadzie gest humanitarny. Nie za bardzo łapię tę logikę, ale gdyby poświęcono tej scenie jakieś 2 minuty więcej, dodając odrobinę faktycznego bólu i cierpienia, mogłabym to przełknąć – niestety, w podejściu scenarzystów jest to po prostu kolejna czynność do odhaczenia, nie niosąca ze sobą żadnego odczuwalnego ładunku emocji. Gorzej, jest to również kolejny sygnał, że podobnie wyprana będzie z nich reszta odcinka, bo w końcu to serial akcji i ma się w nim dziać, dziać i dziać, z okazjonalnymi przerwami na mówienie, żeby popchnąć wydarzenia do przodu. I tak się właśnie dzieje.

Tak czy inaczej, Hammond wraz ze swoim pogryzionym podopiecznym lądują u pozostałych bohaterów, domagając się pomocy w transporcie dalej na, jak się domyślam, zachód. Jest tu jakiś zarys konfliktu interesów – ratowanie świata vs opieka nad garstką ludzi – ale koniec końców grupa wypadowa wybiera się na trasę. W międzyczasie, w całkiem niezłej scenie kupowania broni od podróżnych handlarzy, poznajemy jeszcze inną grupkę, ale wszystko podziało się u nich tak szybko, że nie nawet nie wyłapałam ich imion. Koniec końców, wszyscy lądują ostatecznie razem, a potem dzieją się tak niestworzone rzeczy, że w zasadzie można się nieźle uśmiać. Podpowiem (i przepraszam za spoiler): zombiak-niemowlak. Finał odcinka jest dosyć niedorzeczny, głównie dlatego, że bohaterowie zachowują się bardzo nierozsądnie, ale żeby być sprawiedliwą, muszę dać scenarzystom sporego plusa za niezły twist zasadniczo wywracający całą fabułę tego pilota do góry nogami. Trudno powiedzieć, czy wyjdzie to Z Nation na dobre – bo równie dobrze może go pogrzebać – ale w gąszczu potknięć, dziur i braków okazał się autentycznym powiewem świeżości. Ciekawa jestem, czy będziecie mieć podobne odczucia.

Z_Nation_S01_E01_720p_HDTV_x264_KILLERS_2_mkv_001

Składając to wszystko razem do kupy, wychodzi z tym pilotem kilka podstawowym problemów. Po pierwsze, stara się być bardzo na serio. Generalnie, to całkiem dobry objaw i popieram go całym sercem, ale tradycyjnie musi za tym iść również jakieś wykonanie. Tymczasem kiczowate dialogi, pospieszne sceny, słabe zarysowanie postaci oraz nieumiejętność ukazania jakiejkolwiek tragedii osiągają efekt praktycznie odwrotny. Naprawdę, trudno zachować powagę w momencie teoretycznie napiętej sceny, kiedy nagle słyszy się nadęte „Let him go or I will send you to walk among the dead!„. Widać, że aktorzy starają się nadać sytuacji należytej powagi (no, przynajmniej część z nich), ale konstrukcja scenariusza za bardzo im na to nie pozwala.

Druga rzecz dotyczy szybkości wydarzeń. Wspomniane tempo, nawet przy lepszym scenariuszu, raczej by temu pilotowi nie pomogło, jeśli twórcy uparli zawrzeć w 43-ech minutach najwięcej jak się da. W efekcie rozmowy są tylko pobieżne, akcja przeskakuje z jednego miejsca w drugie, bohaterowie, jak już napisałam, są strasznie jednowymiarowi, bo nie ma okazji bliżej ich poznać, a sploty fabuły wydają się tylko umowne (ten wspomniany zarys konfliktu jest naprawdę tylko zarysem, bo pomimo różnych poglądów grupka ocalałych słucha się nieznajomego żołnierza jak potulne dzieci). Po drodze dochodzą jeszcze jakieś nowe postacie, ale szybko-szybko, na zasadzie „hej, chcesz podwózkę”? Im więcej takich przypadków, tym bardziej człowiek zaczyna się zastanawiać, czy trafiło się do postapokalipsy zombie, czy piaskownicy dla dzieci – bo przecież nikomu do głowy nie przyjdzie, by jakiś nieznajomy z bronią mógłby nie chcieć się tylko zaprzyjaźnić. Jak wiecie, uwielbiam w opowieściach zombie stronę ludzką i wszystkie moralno-praktyczne problemy, jakie ze sobą niesie, ale w „Puppies and Kittens” srogo się rozczarowałam.

Inna sprawa, że zombie też nie wypadają tu w stu procentach pozytywnie. Owszem, są nieźle ucharakteryzowane, a sceny zabijania wypadają na poziomie zbliżonym do The Walking Dead, ale fakt, że biegają i zastawiają na ludzi pułapki (!) to jeszcze nie jest najgorsza rzecz, jaką widziałam w tym pilocie. Brakuje im bowiem pewnej logiki w zachowaniu. Na początku ustaliliśmy, że są szybkie i agresywne – ale gdy scena lepiej wyjdzie, jeśli będą powolne i podstępne, to o bieganiu zapominamy. Jeśli w The Walking Dead wypadnie na bohaterów jakiś zbłąkany szwendacz, to zazwyczaj jest to niespodzianka. W pilocie Z Nation zombie wyskakują z krzaków, bo akurat przydadzą się do przepędzenia bohaterów. Oczywiście kwestię inteligencji i najwyraźniej wzajemnej komunikacji już pomijam, bo inaczej zabiję sobie cały klimat, a jakieś jego szczątki chcę sobie jeszcze zachować. Inaczej mówiąc, lubię, gdy zombie są zagrożeniem, a nie plot device, a tutaj nie dość, że są plot device,  to jeszcze zagrożenie z nich kiepskie, bo nie wywołują poczucia strachu.

Z_Nation_S01_E01_720p_HDTV_x264_KILLERS_2_mkv_001 (1)

Idąc dalej, pilot nie zachwyca również aktorsko, ale nie dlatego, że obsada jest w jakiś sposób spartaczona – choć składa się z wielu no-name’ów – tylko dlatego, że aktorzy nie bardzo mają tu pole do popisu. Poza Haroldem Perrineau można rozpoznać jeszcze nazwisko Toma Everetta Scotta (pojawił się m.in. w Southland) oraz – co chyba najfajniejsze – DJ-a Quallsa, aktora charakterystycznego dla wielu komedii młodzieżowych. Zarówno Scott, a już zwłaszcza Qualls wyróżniają się na tle pozostałych, ale znów producenci zdecydowali się na dość niezrozumiały przeze mnie krok. Otóż o ile Scott gra przywódcę cywilów, to DJ Qualls został wciśnięty w bardzo fajną rolę wojskowego oficera komunikacji – oddalonego od grupy bohaterów o jakieś tysiące kilometrów. To moim zdaniem straszne marnowanie jego talentu i potencjału, bo choć ogląda się go jak zawsze fajnie, świadomość, że musi grać do słuchawki trochę mnie boli. Mam nadzieję, że to tylko tymczasowe i wkrótce dołączy do pozostałych, bo jestem przekonana, że ożywi interakcje w grupie co najmniej o kilka stopni (o ile, ha, pozwoli mu na to scenariusz).

Z rzeczy, które mi się podobały: na pewno sceny potyczek, charakteryzacja zombie oraz bardzo ciekawy filtr kamery, który wybiela wszystkie kolory jakby dla podkreślenia degeneracji świata. Generalnie do technicznej realizacji nie mam zastrzeżeń, bo pilot wygląda po prostu nieźle – prostu szkoda, że tak wiele zawodzi w nim gdzie indziej…

Co jeszcze? Poza tą próbą opowiedzenia poważnej historii w niepoważny sposób, to byłoby chyba na tyle. Początek odcinka zrobił na mnie całkiem pozytywne wrażenie – jest tam np. bardzo fajna scena odlotu samolotu – ale im dalej w las, tym gorzej. Nie, że nie spodziewałam się pozycji co najwyżej średniej, ale zwyczajnie byłam ciekawa, co z tego wyjdzie. Z drugiej strony, niektóre piloty mają tą nieszczęsną tendencję do upychania wszystkiego w jeden odcinek, byle tylko jak najszybciej zarysować nam fabułę, więc kto wie, może za trzy odcinki Z Nation będzie już całkiem innym serialem. Jeśli nie, no to cóż – dobrych zombie nie zabraknie mi w innych mediach.

  • Michał Gumienny

    Zombie nigdy za wiele! W oczekiwaniu na Walking Dead przyjmę wszystko co obsadza w jednej z ról zombiaki ;)

    • Tylko nie mów potem, że nie ostrzegałam :P

      • Michał Gumienny

        Jasne, w razie czego zwalę winę na moją „miłość” do zombie ;)

    • Podejście w stylu „nie ważne jak dobre, ważny jest temat” jest słabe – i dzięki takiemu czemuś wiele serii przeżywa, szczególnie na SyFy. Ja najpewniej zobaczę najbliższe dwa epizody, ale pilot nie pozostawił na mnie dobrego wrażenia. Właściwie wszystkie minusy przytoczone w tekście.

      Twórca show mówił, że trudno będzie się przebić z powodu TWD, ale wierzy w swój serial, bo jest zupełnie inny – w domyśle ciekawszy, bo nie płaczliwy a brutalny i szybki – a ludzie woleliby podobną apokalipsę przeżyć w taki sposób. Okay, ale nawet jeśli to tylko serial a nie rzeczywistość, to brak funduszy nie musi przekładać się na marny scenariusz. A tutaj tak jest.

      • Michał Gumienny

        W przypadku wszelkich innych seriali czy filmów nie kieruję się tą zasadą, choć nieco bardziej przychylnym okiem patrzę na te, które tematycznie podpadają pod to co lubię. W przypadku zombie jednak jest inaczej z racji na to, że obecnie bardzo mało wychodzi tworów poświęconych tej tematyce, stąd też każdy kolejny film/serial biorę w ciemno i na własnej skórze staram się przekonać jakie będą moje odczucia po obejrzeniu :) Nic nie poradzę na to, że zombie to moje ulubione „postaci” we wszelkiej maści materiałach filmowych czy grach komputerowych, więc jak jest możliwość to korzystam. Jeśli faktycznie okaże się fatalny to pewnie też odpuszczę, na siłę oglądać nie mam zamiaru, no ale jak mówię, musi być nad wyraz fatalny. Pozostawię tu swój komentarz po obejrzeniu także zobaczymy co z tego wyjdzie :)

        • Michał, w takim razie polecam Ci zajrzeć jeszcze w przestrzeń książkową, bo wierz mi, kilkutomowych serii zombie naprawdę nie brakuje. Nie w polskiej wersji, mind you, ale jeśli nie przeszkadza Ci czytanie po angielsku, na pewno coś dla siebie znajdziesz. Lepsze albo gorsze, wiadomo – ale pełno ;)

          Ogólnie ja mam podobne podejście – taryfę ulgową dla lubianej przeze mnie tematyki – ale niestety nie wszystko złoto, co się świeci. Jeśli „Z Nation” okaże się nagromadzeniem jeszcze większych głupot bez szans na poprawienie, to raczej dla zasady wcale nie będę się go trzymać. Wypowiedzi twórcy trochę mnie bawią – głownie ta ich wiara, że mają dobrą historię – ale jeśli coś zacznie z tego wychodzić, to będę się tylko cieszyć. Póki co jeszcze nie wierzę, że ten serial będzie aż tak niedorzeczny, więc daję mu szansę :)

  • Marcin Segit

    „Z Nation” jest uroczo złe i zabawne jednocześnie. Jeśli tego nie skopią, może wyjść fajny serial.

  • Jacek Zajączkowski

    Absolutnie niezjadliwy serial, potknięć w scenariuszu co niemiara i najgorsza rzecz, czyli szybkie zombiaki.

    • Szybkie zombiaki to ja jeszcze przełknę, choć fakt, nie przepadam – ale inteligentne to już mnie odrobinę martwi ;)

      • Jacek Zajączkowski

        O Z Nation sam napisałem dzisiaj, ale w odmiennym tonie :D Btw świetny blog, cieszę się za każdym razem, gdy przybywa kobiet geeków w Internecie :)

        • Jak to przybywa? Ja tu jestem od ponad dwóch lat ;)

          Btw. gdzie napisałeś?

          • Jacek Zajączkowski

            Przepraszam, dopiero natrafiłem na Twój blog :D Na splay napisałem, ale nie chcę reklamować, tym bardziej, że nie jestem wyjątkowo dumny ze swojego tekstu :D

  • Kiedyś się mówiło: Im bardziej poznajesz ludzi, tym mocniej kochasz zwierzęta. Dziś można rzec: Im bardziej poznajesz ludzi, tym mocniej kochasz ZOMBIE…;)

  • Mnie natomiast Z Nation mocno rozczarował i był taki zupełnie nijaki. Niby wiele się dzieje, ale nic wzbudzającego zainteresowanie. O sympatii do bohaterów nawet nie wspomnę, bo po pilocie nie ma tam dla mnie nikogo.
    P.S. Dlaczego wszystko o zombie musi być porównywane do TWD? Nie kumam tego…

    • Dlatego, że to jedyny inny emitowany obecnie serial o zombie i do niczego innego „Z Nation” porównać się nie da ;)

      • Czemu nie do filmów o zombie, gdzie możliwości przyrównania jest znacznie więcej? Chociaż pewnie jeśli nie miałbym tak surowego zdania o TWD, to to porównywanie totalnie mi nie przeszkadzało ;)

        • Bo mimo wszystko seriale jednak różnią się od filmów? Inne budżety, inne konstrukcje scenariusza, inne ograniczenia? Skoro jest do czego porównać, to się porównuje. Wychodzi naturalnie ;)

  • Biegające Zombie są do bani, ale przynajmniej nie mają tendencji do bezgłośnej teleportacji tuż za plecami bohaterów, jak w przypadku TWD ;)

  • Pingback: Zombie inne niż wszystkie - Sakwan()

  • Jedną z rzeczy, których boję się bardziej, niż zombie, są zombie zapierdalające jak Usain Bolt. Takie życie. Pierwszy odcinek zrobił na mnie wrażenie raczej średnie, mam mieszane uczucia i nie wiem, jak długo będę w stanie wytrzymać oglądanie Z Nation. DJ-a Qualls świetny, pamiętam go z roli w Supernatural, to na ten moment najfajniejsza dla mnie postać w serialu.

  • Jak jeszcze jedną noc zarwię przez oglądanie seriali to sama zostanę za moment zombie :P

  • Obejrzałam dwa pierwsze odcinki i mam bardzo mieszane uczucia. Z jednej strony dużo się dzieje, ale z drugiej poziom tego „dziania się” jest słabiutki. Na dodatek te wszystkie zombiaki są takie ruchliwe i niezdecydowane (czy lepiej jeść ludzi czy się przed nimi chować?).

  • „Klimat trylogii 28 dni później”

    Whhooooooa, hold yer horses! :D Chyba, że o czymś nie wiem, przesiedziałem pod kamieniem parę lat i moja ulubiona seria doczekała się trzeciej części, bo np. Boyle dogadał się z innymi w sprawie praw.

    • Oh shoot, faktycznie! Byłam pewna, że to „28 Months Later” to już dawno jest nakręcone ^^

      Sorki i dzięki za poprawienie :)