Wyższość PBF-ów nad tradycyjnymi sesjami

k20

Ten post oryginalnie miał być o czymś innym – o tym, co lubię w RPG, na co zwracam największą uwagę i co mi sprawia największą frajdę. Wzięłam jednak udział w ciekawej dyskusji, która otworzyła mi oczy na pewne istotne kwestie, i w efekcie pomysł na wpis przeszedł transformację. Dalej chciałabym więc napisać o tym, co uważam za ważne – dla mnie jako gracza – ale jednocześnie zwrócić uwagę na kwestie, których mi w tradycyjnych „stołowych” sesjach brak. Mianowicie, jak to jest z odgrywaniem CAŁEJ postaci, a nie tylko jej wypowiedzi i działań?

Ostatnio dużo gram w RPG. Dołączyłam do zakrojonej na szeroką skalę kampanii w Gasnących Słońcach i w porównaniu do niegdyś prawie zerowej styczności z RPG-ami, mam ją teraz minimum co tydzień. To wszystko po dłuższej przerwie od grania na forach, które przez jakieś osiem lat stanowiło dla mnie mój cały RPG-owy światek. Łączną ilość sesji play by forum, w jakich brałam udział mogę spokojnie zaokrąglić do ok. 30-35. PBF-y zapewniały mi mnóstwo radochy. Raz, że mogłam grać, kiedy inaczej nie mogłabym grać wcale. Dwa, że mogłam pisać – i to w formie literackiej – rozwijając swoje kreatywne możliwości i dając mi przyjemność samą w sobie. I trzy, że podobała mi się specyfika grania – opcja spokojnego zaplanowania następnego ruchu, przemyślenia wypowiedzi, zastanowienia się nad prowadzeniem swojej postaci, możliwość nawiązania silniejszych interakcji z innymi bohaterami, płynna wizja świata i wydarzeń (można je dokładnie opisać, więc unika się nieporozumień), i wiele innych kwestii. Ale przede wszystkim – i to jest właśnie to, co w RPG-ach ogólnie ma dla mnie największe znaczenie – możliwość odgrywania swojej postaci na kilku płaszczyznach: głównie fizycznej (to, co robi, co mówi i jak wygląda) i emocjonalnej (to, co odczuwa, jak się zachowuje, i jak wpływają na nią poszczególne wydarzenia). Literacka forma PBF-ów skutecznie i w pełni umożliwia obie te rzeczy. Nawet, jeśli MG i współgracze nie zwracają na część z nich uwagi, ja odczuwam satysfakcję, że odgrywam swoją postać tak, jak sobie założyłam, kierując nią w sposób, który w danym momencie uważam za istotny. A to przy okazji zawsze stwarza szansę, by inny gracz zauważył, że postać, choć się nie odzywa, wygląda na zmęczoną/zniesmaczoną/niezadowoloną/smutną/nieszczęśliwą/etc. I już robi się wątek, już jest okazja, impuls, by zacieśnić więzy pomiędzy bohaterami – i w konsekwencji dać pole do dalszego ich rozwijania.

Niestety, w tylu sesjach na żywo, w jakich wzięłam udział – czy to w obecnej kampanii, czy nie – kwestia odgrywania postaci w dużej mierze sprowadza się do deklarowania działań, jakie wykonuje i formułowania wypowiedzi, które wychodzą z jej ust. Działania rozumieją się same przez się, formułowanie wypowiedzi – konkretnych zdań, nie deklaracji czy rzutów – również bardzo sobie cenię, ale w dalszym ciągu brak mi tego trzeciego wymiaru: mimiki, gestów, ruchów ciała, sygnałów, które wskazują na aktualny stan ducha. Postać – człowiek, osoba – to przecież nie tylko jego zachowanie i wypowiedzi, ale również wygląd, prezencja. Może zblednąć na widok ciał pozostawionych po masakrze, może rozpromienić się w towarzystwie innej postaci, może zaciskać zęby z nienawiści, kiedy widzi swojego największego wroga, może zapatrzyć się w gwiazdy nostalgicznym spojrzeniem, gdy przypomni sobie jakieś smutne wydarzenie ze swojej przeszłości. Nie mówię tu oczywiście o zdradzaniu myśli czy odczuć – jedynie o elementach zewnętrznych, które te odczucia mogą uwidaczniać. Takie rzeczy oczywiście nie definiują postaci, ale uważam, że ją dopełniają, zapewniając tworzonej na sesjach historii dodatkowy klimat. Klimat, który według mnie i zgodnie z moimi upodobaniami, jest bardzo potrzebny i korzystny. Ułatwia nawiązywanie więzi, wprowadzanie ciekawych wątków, rozwijanie fabuły, ale przede wszystkim umożliwia pokazanie głębi postaci – czegoś więcej niż tylko narzędzia do rozwiązywania problemów, pokonywania przeciwników i pchania akcji do przodu.

Powyższe w dużej mierze wynika pewnie z faktu, że jako kobieta mam w RPG-ach trochę inne priorytety (emocje). Przypuszczam (bo na klasyfikacjach typów graczy mało się znam), że ma to również związek z uwielbieniem wobec storytellingu – to opowieść jest dla mnie ważna, mechanika, walki, samo „techniczne” pokonywanie przecinków mniej. Jeśli walka do czegoś prowadzi i z czegoś wynika, super. A jeśli ma potem jakieś konsekwencje dla postaci, to idealnie. To samo w przypadku napotykanych przeciwności każdego typu – w końcu na postać, która coś czuje (a czuje, a przynajmniej powinna, bo jest postacią, a nie np. kamieniem), wydarzenia mogą mieć mniej lub bardziej silny wpływ, przyczyniając się do zmian, jakie w bohaterze zachodzą. Taka ewolucja postaci w trakcie sesji, czy lepiej: kampanii, jest dla mnie bardzo ważna – jednak by ją przekonująco sprzedać, potrzeba mi czegoś więcej niż odgrywania samego dialogu (chociażby nacechowanego emocjami) i deklaracji konkretnych działań.

Oczywiście, doskonale zdaję sobie sprawę, że sposób grania jest mocno uzależniony od różnorodnych czynników, np. wymogów systemu, stylu prowadzenia MG, osobistych preferencji graczy, różnych wizji grania, konwencji danej sesji, etc. etc. Zatem po co w zasadzie ten wpis. Patrząc ogólnie, brałam udział w naprawdę niewielkiej ilości tradycyjnych sesji przy stole. Z tego powodu moje rozeznanie wobec stylów grania czy prowadzenia jest póki co znikome. Zastanawia mnie jednak, czy ten element w tych czy innych sesjach się w ogóle przewija. Stąd moje pytanie do Was – odgrywacie postacie w ten sposób? Czy ten trzeci wymiar również jest dla Was istotny? Czy zwracacie uwagę na zmiany wyrazu twarzy, krzywienie się ust czy nerwowe bębnienie palcami o stół? Pytam, bo nie mam rozeznania i przede wszystkim ciekawi mnie, czy taki temat przewijał lub przewija się w progach doświadczonych RPG-owców.

  • Niestety, nie mam swoich bohaterów, a jedynie wspólne dobro drużyny w postaci NPC-ów. :( Mogę jednak powiedzieć, że na moich sesjach często zdarzają się deklaracje typu „widzicie, że X blednie, ręce zaczynają mu się trząść”. Wychodzą one zarówno z mojej strony, jak i ze strony graczy. Przy czym wydaje mi się, że wszyscy skłaniamy się raczej ku storytellingowi, a mechanika ma dla nas drugorzędne znaczenie.

    W kwestii PBF-ów: kiedyś grałam sporo, obecnie nie przepadam. Jednym z powodów jest to, że kiedy grywałam na forach sporo graczy robiło ze swoich postów elaboraty dotyczące stanu psychicznego ich bohaterów, co bardzo mnie denerwowało. Nie znosiłam postów typu: „Pomyślał: (tu wstawić około strony a4 tekstu), po czym powiedział – chodźmy”.
    Emocje są fajne, ale co za dużo to nie zdrowo. :P

  • No cóż… jak dla mnie PBF całkowicie odziera RPG z warstwy aktorsko-teatralnej. Możliwości manipulowania własną mimiką, tonacją głosu i tak dalej, celem przedstawienia emocji i nastrojów postaci. Jest to dosyć ważny i ciekawy element RPG-a, często oczywiście pomijany w radosnym offtopicowym nastroju panującym na licznych sesjach.

    PBF z natury jest wolny, wlecze się jak mucha w smole i wymaga dużo mniejszych umiejętności – bo każdą wypowiedź można przemyśleć i dokładnie rozpisać – a przy stole musimy decydować „na gorąco”. Trzeba mieć spójną i dopracowaną koncepcyjnie, historycznie i emocjonalnie postać, żeby osiągnąć poziom opisu, który bardzo łatwo przychodzi na pbf’ie. No ale to dla mnie raczej rodzaj wyzwania ;p

    Ogólnie, jako facet, nie zwracam za wiele uwagi na głębię emocjonalną, tak w rzeczywistości (\m/), jak i w rpgu – ALE są sytuacje, kiedy mi na tym zależy. Wtedy trzeba wyciągnąć gumowy młotek z napisem „CISZA K***A” i pacnąć resztę grających, żeby móc dokładnie opisać mimikę, scenę, zachowanie – ale nie lubię wstawek w stylu „wygląda smutno”, bo smutna to może być emotoikonka. Oczywiście w trakcie samej sesji również wartościowe są dodatki mimiczno-ruchowe w opisie. Da się, ale samemu trzeba sobie tego pilnować.

    No i co wynika z powyższego – to się dzieje w momentach, kiedy te emocje się liczą i coś wnoszą, co dla mnie jest olbrzymią zaletą. Kiedy próbuję czytać jakiegoś PBF’a i przebijać się przez pół strony opisu w nieistotnej sytuacji, czuję się jak przy próbie czytania „Nad Niemnem”.

  • Wytłumaczyłbym Ci dlaczego pbfy ssą ale nie chce mi się pisać więc porozmawiamy o tym jak się gdzieś spotkamy na żywo. :P

  • Zdecydowanie zgadzam się z Waszymi opiniami co do PBF-ów :) Pomimo swoich zalet (głównie tej opisanej jednej), nadużywanie tekstu i kilometrowe wywody na temat myśli i odczuć również zaczęły mnie nużyć i denerwować. Podobnie jak parafrazowanie każdego fragmentu posta MG z punktu widzenia postaci, nie mówiąc o wspólnym pisaniu dialogów w kilka osób i laniu wody na dziesiątą stronę… Znam to z autopsji, sama musiałam wyewoluować z tego stylu i przyjąć coś bardziej player-friendly. Aż w końcu przestałam grać w ogóle i już raczej nie wrócę, bo o wiele więcej radochy dają mi teraz sesje na żywo. Wolę takie sesje. Ale jest właśnie ten jeden element, który z PBF-ów wyciągnęłam, i dla którego próbuję znaleźć jakieś miejsce w sesjach przy stole.

    Plus, @yavi, absolutnie tak, emocje są ważne, gdy coś znaczą. Dla mnie ogólnie odgrywanie coś znaczy, prowadzenie drewnianych manekinów mija się dla mnie z celem. Wtrącanie kwestii i wątków znikąd jest zupełnie bez sensu, nie o to chodzi. Zawsze musi być dla nich jakiś powód, co z kolei jest motorem do rozwoju i ewolucji. I to się tyczy również emocji.

    @Mical – nie musisz tłumaczyć, doskonale wiem ;)

  • Bolivar

    Hmmm, przyznam że grając z Tobą odniosłem trochę inne wrażenie. Dziwne, ale wydawało mi się, że trzymasz się zasad i sztywnych konwencji. Nie przepadasz za odstępstwami i jeżeli ktoś gra rycerzem to musi być prawy, a nie może chlać w karczmie, jeżeli jest elfem to musi być wyniosły i poważny, a nie robić sobie żartów latając nago po karczmie… a może właśnie w ten sposób zachowują się postacie mające na co dzień do czynienia ze śmiercią i strachem? Może właśnie walczą i zasłaniają swoją własną tarczą towarzysza który właśnie upadł?
    Grałem z Tobą tylko raz (u naszego wspólnego znajomego) i wydawało mi się, że dla Ciebie większe znaczenie ma build niż to co postacie chcą przekazać i jaką mają historię. Może też byłem nieuważny?

    Kurcze… na ostatniej sesji dostałem (jako postać) po przysłowiowym ryju bo stawiałem się budzącym mnie strażnikom miejskim. Za to wywlekli mnie (na szczęście) półnagiego do pierdla (tak nie więzienia, ale pierdla). Co przychodziło mi do głowy? Zabić, zemścić się… a co było na końcu? Zimna satysfakcja i pełen trzos złota.

    Piszesz o zastanawianiu się? Przecież jak idziesz ulicą i widzisz podjeżdżający autobus to w ciągu sekundy podejmujesz decyzję: biegnę/nie biegnę. W następstwie możesz zdążyć lub wylądować pod kołami samochodu. Wiem, gra to nie życie… ale jak mam grać z kimś kto w czasie swojej tury będzie się przez 5 minut zastanawiał czy zrobić to lub tamto… przecież po pewnym czasie podstawowe odruchy same wchodzą mi w krew. Wiem co zrobić i co w tym czasie zrobi X, a co zrobi Y. Wiem w momencie rozpoczęcia walki kto będzie blokował, a kto „zmiękczał”… i wiem, że dalej to będzie chaos ;-) Wiem, że nie ma sensu przewidywać bo jest za dużo „zmiennych”, a każda runda to nowe emocje.

    Proponuję następny wpis: co się dzieje gdy twoja postać ginie…

  • @Bolivar – na początek będę musiała Cię poprosić, byś podał dokładne informacje o sesji, z której mnie kojarzysz, bo niestety kompletnie nie jestem w stanie odszyfrować Cię po Twoim nicku…

    Natomiast co do tego „zastanawiania się”. Niestety odnoszę wrażenie, że zupełnie inaczej odebrałeś treść mojej wypowiedzi niż było moim zamiarem. Nie piszę wcale o tym, że na sesjach przy stole gracze powinni mieć czas, żeby zastanowić się nad swoimi kolejnym ruchem. Ani, że PBF są pod tym względem lepsze. Wpisałam to za to jako cechę, która w PBF-ach mi się podoba. W PBF-ach, nie we wszystkich sesjach we wszystkich formach w ogóle. PBF-y to zupełnie inna forma grania, dla której wolę mieć osobną kategorię.

    Dynamikę na tradycyjnej sesji bardzo sobie cenię, właśnie to szybkie i nagłe podejmowanie decyzji. To budzi emocje, nakręca. Nie wyobrażam sobie sesji, w której gracze przez 5 minut zastanawiają się, czy uskoczyć przed nadjeżdżającym autobusem, czy nie. Nie o to chodzi – ani też wcale nie wychwalałam takiego stylu grania w sesji na żywo. Zarzucasz mi więc coś, co nie istnieje.

    Chodziło mi tylko i wyłącznie o to, na co właściwie składa się dla Was odgrywanie postaci – biorąc pod uwagę, że emocje są elementem często pomijanym.

  • Bolivar

    No tak, tam gdzie nie mam konta wrzucam tego nicka. Bartek i graliśmy u Bartka ;-)

    […]Natomiast co do tego „zastanawiania się”. Niestety odnoszę wrażenie, że zupełnie inaczej odebrałeś treść mojej wypowiedzi niż było moim zamiarem. […]
    Niestety odbiór tekstu pisanego jest jaki jest – może być interpretowany… a co autor miał na myśli to wie tylko on ;-) Tak, żart.

    […]Nie wyobrażam sobie sesji, w której gracze przez 5 minut zastanawiają się, czy uskoczyć przed nadjeżdżającym autobusem, czy nie. […]
    W PBF tak masz.
    […]
    Chodziło mi tylko i wyłącznie o to, na co właściwie składa się dla Was odgrywanie postaci – biorąc pod uwagę, że emocje są elementem często pomijanym. […]
    Emocje elementem pomijalnym… w PBF? Bo w „normalnym” RPG nie wyobrażam sobie tego. Przecież tak naprawdę chodzi o odgrywanie postaci i emocje odczuwane, przekazywane, skrywane, pokazywane… bez tego nie widzę sensu gry. A jeżeli tego nie ma to znaczy, że coś jest nie tak, gdzieś został popełniony błąd (coś z MG/graczami/terminem/karmą/itp).

  • […]W PBF tak masz.[…]
    Tak, ale zauważ, że pisałam wtedy o tradycyjnej sesji przy stole ;)

    […]Emocje elementem pomijalnym… w PBF? Bo w „normalnym” RPG nie wyobrażam sobie tego. […]
    Nie emocje elementem pomijalnym w PBF. Napisałam coś wręcz dokładnie przeciwnego – że wg mnie w PBF-ach emocji widocznych w/po postaci jest więcej. Za to na tylu sesjach na żywo, na których byłam, emocje – albo raczej, uwydatnianie emocji poprzez opisywanie wyrazu twarzy czy np. gestów – jest często pomijane. Stąd moje zastanawianie się, jak to wygląda u innych graczy/MG :)

    A co do sesji u Bartka – cóż mogę rzec poza tym, że była to gra krótka, na szybko i bez uprzedniego przygotowania? Dlatego właśnie nie przepadam za sesjami spontanicznymi i jednostrzałami. Nie dają możliwości ukazania rozwoju postaci ani dokładnego poznania stylu gracza ;)

  • Bolivar

    […]Tak, ale zauważ, że pisałam wtedy o tradycyjnej sesji przy stole ;)[…]
    OK, mój błąd, ale też chodziło o coś innego. Zresztą…

    […]
    A co do sesji u Bartka – cóż mogę rzec poza tym, że była to gra krótka, na szybko i bez uprzedniego przygotowania? Dlatego właśnie nie przepadam za sesjami spontanicznymi i jednostrzałami. Nie dają możliwości ukazania rozwoju postaci ani dokładnego poznania stylu gracza ;) […]
    W sumie dla Ciebie była to jedna sesja – jakoś nie udało się później spotkać (a pewnie szkoda). Czy bez przygotowania… w sumie u Bartka to była nasza druga sesja, a z informacji od niego już wcześniej grałaś u niego jako MG. Więc w sumie miałaś większe rozeznanie niż my ;-) Nasza przewaga to, że z drugim graczem znamy się od lat i potrafimy „stworzyć” klimat postaci. Zastanawialiśmy się czy właśnie ta konwencja cię nie przestraszyła. Jednak Bartkowi pozwoliła przełamać się i poprowadzić (szkoda, że nie byłaś na całej) dość fajną sesję. Zresztą kolejna była też dobra ;-)

    Co do emocji. Jest to temat rzeka i można w nim utonąć. Zależy wszystko od dystansu i podejścia graczy do siebie. Jeżeli potrafimy oddzielić real od sesji to można sobie pozwolić na wiele. Jeżeli nie to lepiej nie grać – ja przykładowo nie gram z kilkoma osobami (mimo rozegranej wcześniej sporej ilości sesji) ponieważ jak powiem do postaci ty sku*** to gracz odbiera jak bym powiedział to do niego, a nie do Szlachetnie Oderwanego od Pługa Witolda…

    Kurcze… za dużo piszę…

  • @jednostrzałówki: Ich celem nie jest zrobienie głębokiej przemiany u bohatera tylko przeżycie jakiejś fajnej przygody. Z przykładów, tak na szybko, filmy o Bondzie. Są awesome a generalnie 007 nie przechodził w nich żadnych głębokich metamorfoz, prawda?
    Dla mnie dużo bardziej liczy się pokazanie konceptu i przetestowanie go niż przemiany, ale to może być kwestia tego, że mam penisa i jestem bucem. :) No, i pewnie również fakt, że grałem głównie w PBFy które nigdy nie żyły na tyle długo, by pokazać rozwój postaci. A zmiany zachodzące w bohaterze w ciągu kilku dni to jakiś absurd jest.

  • Bolivar

    @Mivalsten:
    przyznam, że grywałem w jednorazowe przygody – bardziej dla zabawy… i pewna ich ilość przekształciła się w kampanie ;)

    […]
    A zmiany zachodzące w bohaterze w ciągu kilku dni to jakiś absurd jest. […]
    Tutaj odwołam się do reala – takie zmiany są jak najbardziej możliwe. Przecież nie raz człowiek zakochuje się bez pamięci, przeżywa wypadek z którego ledwo wychodzi żywy (czy bez zadraśnięcia, a powinien nie żyć), jest na przysłowiowym dnie, a ktoś wyciąga do niego rękę. Skoro jest to możliwe (i zdarza się wielu ludziom) to dlaczego nie w RPG?

    […]
    Z przykładów, tak na szybko, filmy o Bondzie. Są awesome a generalnie 007 nie przechodził w nich żadnych głębokich metamorfoz, prawda? […]
    Czasem przechodzi… co było po zabiciu żony Bonda? BTW. w ostatnich częściach z Craigiem jest tego więcej ;) Ale to już osobna dyskusja :D

  • @Bond: No, to mamy dwie metamorfozy na 22 filmy o Bondzie (obie z tego samego powodu właściwie). Taki stosunek ważnych przemian do ilości rozegranych sesji jestem w stanie kupić. :P

    @Przemiany w rl: Well, jeśli chodzi o takie przemiany, to bardzo dobry diss na to był w poprzednim sezonie House’a (albo i w tym, nieważne). Pacjent z narażeniem życia uratował jakąś kobitę przed zmianą w dżem w metrze a potem generalnie zmienił całe swoje życie. Przestał grać w zespole i w ogóle, stwierdził, że będzie bliżej rodziny. I co? I gówno, takie nagłe przemiany znikają tak szybko, jak się pojawiły. Zmiana charakteru to nie jest praca na pięć minut. Z analogii do kultury, ‚Córka Łupieżcy’ J. Dukaja. Bohaterka pod wpływem impulsu programuje urządzenie na zmianę swojego charakteru. Ta zmiana, sterowana przez elektronicznego trenera trwa potem bardzo długo. W ogólności, nagłe zmiany charakteru nie istnieją a jeśli masz na to dowód, to pics or didn’t happen (nie akceptuję artykułów z faktu, SE, The Sun i innych bulwarówek). :)

  • Bolivar

    @Bonda zostaw w spokoju – toć to toczy się od lat 60-tych. W filmach z tamtego okresu nie szukaj głębi… ba spotkałem się kiedyś z zarzutem do filmu ze śmiercią żony Bonda, że niepotrzebnie przedstawione takie rozterki. Za to ostatnie dwa mają ciekawe podłoże.

    Wiesz… patrząc po moim całym życiu to wiele takich zwrotów widziałem. Tak, naprawdę sporo – m.in. dzięki takiej jestem ze swoją żoną. Może dlatego, że to w rl, a nie w filmie czy serialu?
    BTW. nie spotkałeś się z ludźmi, którzy zostali zwolnieni z pracy i:
    1. Rozwinęli własne biznesy i są zadowoleni
    2. Popadli w alkoholizm i żyją w nędzy
    3. Znaleźli nową pracę i jest tak jak było
    Prosty przykład a daje aż trzy możliwości. Stawiam, że raczej gwałtowny – w końcu rzadko informują cię tym, że wylatujesz pół roku wcześniej (nawet jak masz dłuższy okres wypowiedzenia to kasa do ręki i papa)

    Idziemy dalej – spotkałeś osoby, które dowiedziały się, że mają ciężką chorobę (lub przeżyły zawał)? Część tego nie przeżyła, część zmieniła swoje postępowanie… a część (ta większa) nic nie zrobiła.

    I można takie przykłady dalej przedstawiać (bez opierania się na Hausie :D).

    Teraz weź pod uwagę RPG (bo przecież o tym jest dyskusja). Gracze są WYJĄTKOWI. Tak ich postacie są WYJĄTKOWE. Przecież to herosi. Spotykają ich takie rzeczy, o których 99.9% otaczającego ich społeczeństwa słyszała od bardów/książek/tv/sieci/czy czego tam używają do przekazywania bajek.

    A teraz pewnie cię zaskoczę: oczywiście zmiana charakteru może też następować latami, człowiek może ewoluować przez dziesięciolecia – tak, może tworzyć własny biznes przez lata i dopiero na starość odnieść sukces, ale może też powoli popadać w alkohol i staczać się.

    Czy mam na to dowody? Oczywiście. Zapraszam na jakieś piwko przy okazji i porozmawianie.

    ps.
    nie czytam faktu, nie oglądam Wiadomości na TVP, nie wróżę z kart.