Wysyp ożywionych klasyków

duma-i-uprzedzenie-i-zombie

[Wpis oryginalnie opublikowany 31.07.2010]

Uwielbiam konwencję zombie – mówię to otwarcie i z radosnym uśmiechem na ustach, bo rzeczy typu „grupka nieznajomych próbuje przeżyć mniej lub bardziej niespodziewany atak żywych trupów” najzwyczajniej w świecie przyciągają mnie jak ćmy do ognia. Uwielbiam oglądać filmy, w których strach wyjść na ulicę, bo zaraz zostanie się zeżartym przez stado bezmózgich martwiaków, albo grać w nieśmiertelne Residenty, gdzie szuranie ciągniętych po podłodze stóp jest jednym z najstraszniejszych dźwięków w głośnikach.  I choć w zombie samych w sobie zbyt wiele ciekawego nie ma – poza tym, że są, obrzydliwe i nachalnie (na)rzucające się na wszystko, co się rusza – to w połączeniu z uciekającą garstką ocalałych zapewniają jedyną w swoim rodzaju dawkę terroru i zniszczenia. Kolejne ucieczki, śmierci, plany, wypadki, konflikty, ugryzienia – gdzie indziej szukać tego strachu, tego napięcia, tych emocji? Miałam przyjemność zagrać nawet w sesji PBF, w której przypadkowo spotkani bohaterowie próbują przetrwać do rana w osaczonej przez zombie osadzie, i jest to jedno z moich najmilszych sesyjnych wspomnień. Klasyczne ujęcie konwencji w realiach DD-ków – niezapomniane.

Co jednak, jeśli pójdzie się trochę dalej i klasykę pulpową połączy z klasyką z najwyższej półki? Co wyjdzie, jeśli małe miasteczko gdzieś w Stanach Zjednoczonych zamienić na wiejskie posiadłości angielskiego ziemiaństwa z początków XIX w.? Odpowiedź na to pytanie ukazała się w marcu 2009 roku, kiedy na półki amerykańskich księgarni trafiła powieść o zaskakującym tytule Pride and Prejudice and Zombies – Duma i uprzedzenie i zombie.

Anglia na przełomie XVIII i XIX w. to trudne i niepewne czasy. Po wsiach i posiadłościach snują się dotknięci tejemniczą zarazą nieszczęśnicy, napadając na podróżujących pomiędzy domami kurierów i zjadając panny wybierające się na przechadzki. Dla przedstawicieli wyższych sfer nie są jednak przesadnym zagrożeniem. Ziemiaństwo znacznie bardziej interesuje bowiem problem, czy dama powinna dla bezpieczeństwa nosić muszkiet, choć posiadanie broni nie przystoi kobiecie? Na balach, spotkaniach towarzyskich i podczas odwiedzin u znajomych podziwia się umiejętności bojowe sąsiadów, a zombie nie są niczym więcej, jak uciążliwą niedogodnością. Tymczasem do sąsiedztwa pana Benneta i jego pięciu córek, wytrenowanych pogromczyń nieumarłych, wprowadza się tajemniczy pan Bingley. Gdy bal, na którym się pojawia, zostaje przerwany przez niespodziewany atak zombie, nieustraszone dziewczęta wkraczają do akcji i ratują zgromadzonych przed śmiercią. Najstarsza córka Bennetów, Jane, wprawia w zachwyt pana Bingleya, lecz jego serdeczny przyjaciel, wyniosły łowca potworów Fitzwilliam Darcy, wchodzi w nieskrywany konflikt ze śmiałą i bezpośrednią Elizabeth. Na tle wschodzącej apokalipsy, nienawiść powoli przeradza się w miłość…

W ten sposób przedstawia się pokrótce alternatywna wersja Dumy i uprzedzenia. Co ciekawe, autorka powieści takiej, jaką znany, Jane Austen, wymieniona jest jako współtwórca, rzecz zaś popełnił niejaki Seth Grahame-Smith, który w oryginalny tekst pisarki wplótł elementy zombie, ninja i nowoczesnego nurtu grozy. Osobiście, poza uwielbieniem do współczesnych horrorów, jestem także ogromną fanką twórczości Jane Austen, dlatego też powyższa wizja brzmi dla mnie prawie jak spełnienie nigdy nie wypowiedzianych marzeń. Zestawienie delikatnej i wrażliwej na społeczne niuanse angielskiej szlachty z plagą grasujących w lasach umarlaków jest ideą tak abstrakcyjną, że aż uderzająco błyskotliwą. Sielankowe spacerki w scenerii, z której lada moment mogą wypaść żądne ludzkiego mięsa monstra? Towarzyskie herbatki, na których omawia się najnowsze plotki, podczas gdy z grobów wstają nieumarli? Siostry Bennet jako nieustraszone zabójczynie, wyszkolone w sztukach walki na wzór najlepszych bohaterek kultury popularnej? Genialne! Poziom absurdu i frajdy sięga zenitu po przeczytaniu nawet samego opisu, wg którego jest to “rozkoszna komedia obyczajowa, obfitująca w mnóstwo cywilizowanych potyczek pomiędzy dwójką młodych zakochanych – i jeszcze bardziej brutalnych starć na usianych we krwi polach bitwy”. Dlaczego nie? Od dawna nie spotkałam się z tak zwariowanym pomysłem, ani też z takim entuzjazmem nie chciałam przeczytać jakiejkolwiek książki. Tym bardziej cieszy zatem mnie fakt, że Pride and Prejudice and Zombies zebrało same pozytywne recenzje, a ciepłe przyjęcie na rynku książkowym spotkało się z szerokim odzewem innych pisarzy. I tak oto narodził się nowy gatunek.

Pride and Prejudice and Zombies to pierwsza powieść z rodzaju mashup – łączenia klasyków światowej literatury z pulpową konwencją grozy. Niezwykły pomysł przyjął się tak dobrze, że jak grzyby po deszczu pojawiły się kolejne przeróbki utworów pisarki – Sense and Sensibility and Sea Monsters (Rozważna i romantyczna i morskie potwory), gdzie siostry Dashwood próbują odnaleźć miłość i jednocześnie nie zostać zgładzone przed gigantyczne ośmiornice, monstrualne hydry i karmiące się ludzkim mięsem meduzy; Emma and the Werewolves (Emma i wilkołaki), w której cichą i spokojną wieś Highbury nękają tajemnicze i bestialskie morderstwa dokonywane pod osłoną nocy; oraz Mansfield Park and Mummies (Mansfield Park i mumie), zmuszająca kruchą i wrażliwą Fanny Price do starcia się ze starożytną klątwą egipskich faraonów – i starożytnym egipskim faraonem we własnej osobie. Powstał nawet prequel Pride and Prejudice and Zombies – Pride and Prejudice and Zombies: Dawn of the Dreadfuls. Na chwilę obecną nie jest mi wiadome, czy pozostałe dwa utwory – Northanger Abbey i Persuasion (Perswazje) – zostaną przerobione na tą samą modłę, ale wydanych zostało kilka książek swobodnie wykorzystujących bohaterów Jane Austen, m.in. Vampire Darcy’s Desire: A Pride and Prejudice Adaptation, Mr. Darcy, Vampyre, Jane Bites Back: A Novel. W tej ostatniej bohaterką jest sama Jane Austen, 233-letnia wampirzyca borykająca się z problemami na drodze wydania własnej powieści. Lista jednak na tym się nie kończy, ponieważ autorzy szybko wypłynęli na szersze wody i wzięli na tapetę inne dziewiętnastowieczne (i nie tylko) klasyki. Wśród nich wymienić można Jane Slayre, wariację na temat Jane Eyre Charlotte Brontë; Little Women and Werewolves na podstawie Małych kobietek Louisy May Alcott, podobnie jak Little Vampire Women; Robin Hood and Friar Tuck: Zombie Killers – A Canterbury Tale, pisanej wierszem opowieści o oczyszczaniu Anglii z plagii nieumarłych; The Undead World of Oz; Adventures of Huckleberry Finn and Zombie Jim; Alice in Zombieland czy też Android Karenina – steampunkowej wizji carskiej Rosji, w której cudowny metal, gronzium, pozwolił na zmechanizowanie standardu życia, nie wyłączając służących robotów i humanoidalnych cyborgów. Co więcej, wodze literackiej fantazji doprowadziły do konstruowania opowieści wokół ważnych postaci historycznych. Dzięki temu możemy przeczytać o przygodach młodej królowej Wiktorii w Queen Victoria: Demon Hunter, a także o nieznanej przeszłości Abrahama Lincolna na jego drodze do Białego Domu w Abraham Lincoln: Vampire Hunter (nota bene, najnowszej powieści Setha Grahame-Smitha).

Popularność nurtu mashup, a szczególnie jego napchany akcją i wizualnymi efektami potencjał sprawił, że na poważnie zainteresował się nim duży ekran. Wykupione zostały prawa do adaptacji Pride and Prejudice and Zombies. Z kolei Tim Burton będzie uczestniczył w przeniesieniu na język kina historii o Abrahamie Lincolnie. Nie wiem, jak dla Was, ale dla mnie zapowiada się iście soczysta rozrywka.

Czy powstanie więcej alternatywnych “klasyków grozy”, pozostaje w gestii czasu i wyobraźni potencjalnych twórców. Ze swojej strony mam zamiar przeczytać przynajmniej wszystkie przeróbki Jane Austen, które, jak wynika z moich wstępnych badań, są w większości możliwe do zakupienia w Polsce. Inną kwestią pozostaje, czy kolejne i kolejne powieści będą trzymać poziom ustanowiony przez Pride and Prejudice and Zombies. Tak czy inaczej, jestem póki co pod niezwykłym wrażeniem i wcale nie mam zamiaru szybko wydostawać spod jego zasięgu. Tymczasem połowa nowej Dumy i uprzedzenia za mną, zaś w najbliższym czasie skrobnę jeszcze słówko albo dwa o tym, gdzie jeszcze przedostał się mashup. Where no man has gone before…