Top 10 piosenek z filmów Disneya

disney-records-f

Rzadko zdarza mi się pisać wpisy spontanicznie – a już tym bardziej wtedy, kiedy wymyśliłam kilka tematów trzy tygodnie temu i jeszcze nic z nich nie wyszło – ale tym razem nie mam wyboru. Wszystko przez to, że obejrzałam przeuroczy film o studenckiej grupie a capella pt. Pitch Perfect (do którego ogromnie ogromnie zachęcam), a potem, zainspirowana piosenkami wykonywanymi przez bohaterki, wlazłam na YouTube i znalazłam TO (potem jeszcze w drugiej wersji).

To, mówiąc krótko, jest mieszanką znanych piosenek z filmów Disneya, wykonaną przez studentów z The Doo Wop Shop – wyłącznie męskiej grupy zrzeszającej członków University of Massachusetts-Amherst. Panowie, też mówiąc krótko, zwalili mnie z nóg. Wydaje mi się, że wszyscy sąsiedzi słyszeli przez ścianę mój niepohamowany brecht – i jeszcze przestraszyli się jego nagłymi wybuchami – a jakakolwiek resztka makijażu, jaka została mi po całym dniu na twarzy, spłynęła razem z cieknącymi ze śmiechu łzami. Jeśli jesteście miłośnikami filmów Disneya, kochacie ich piosenki i chcecie zobaczyć coś naprawdę cudownego, koniecznie obejrzyjcie ten amatorski pokaz talentu, zmysłu i nieposkromionej zajebistości.

Ale ja w zasadzie nie o tym. Obejrzenie wykonanego przez panów z UMass Disney Medley skończyło się na tym, że zostałam na YouTube jeszcze godzinę dłużej, szukając i odświeżając sobie swoje ulubione disneyowskie piosenki. Dziś więc będzie o moim top 10, z kilkoma koniecznymi – bo nie dało się inaczej – wyróżnieniami. Lista mocno subiektywna i z wersjami wyłącznie oryginalnymi.

10. I Have a Dream (Zaplątani, 2010)


Zaplątani to wyjątkowo udany jak na ostatnie lata Disneya film, któremu świetnie udało się wymieszać kreskówkowy ton z niestandardowym podejściem do prowadzenia fabuły, np. poprzez eliminację gadających zwierzątek. Elementów komediowych jest tu od groma, więc nic dziwnego, że ich charakter przenika do piosenek – i nigdzie nie widać tego lepiej niż w „I Have a Dream”. Szalenie podoba mi się to zwariowane tempo i milion rzeczy, jakie naraz dzieją się tam w rytm skocznej muzyki i trafionych rymów. Scena, w której do akcji wkracza zmuszony pod przymusem Rider rozbraja mnie za każdym razem. No i ten piękny, ciepły przekaz: że wszyscy, niezależnie od wyglądu, profesji czy sposobu bycia, mają swoje marzenia. Słodkie to i kochane. Wszystkie piosenki w Zaplątanych do mnie przemawiają – szczególnie jeszcze „I See the Light” – ale ta komedia jest nie do przebicia.

9. Steady as the Beating Drums (Pocahontas, 1995)


Wspaniałe otwarcie filmu, zrobione w stylu momentalnie przywodzącym na myśl Króla Lwa, ale komercyjnie przyćmione przez mocno reklamowane „Colors of the Wind„. „Colors of the Wind” to również piosenka piękna i wzruszająca, ale to „Steady as the Beating Drums” nadaje Pocahontas tonu. Oglądając otwarcie widzimy spokojną plemienną codzienność, a rytmiczne słowa w tle opowiadają o życiu w zgodzie z naturą. Jak dramatycznie ta codzienność się później zmienia, wszyscy wiemy – a mając w pamięci słowa piosenki łamią nam się serca. Moją sympatię wobec tego utworu zwiększa fakt, że mam słabość do etnicznych rytmów i chórów, dlatego żadna piosenka w Pocahontas już tak wielkiego wrażenia na mnie nie zrobiła. A przy niej zawsze robi mi się na sercu cieplej – nawet pomimo smutku, który ogarnia mnie zaraz potem.

8. I’ll Make a Man Out of You (Mulan, 1998)


Dobra, wcale nie chodzi o to, że piosenkę śpiewa przystojny, półnagi facet (choć na pewno pomaga), ani o to, że starożytne Chiny i chińskie sztuki walki fascynują mnie od lat (choć nie jest bez znaczenia), ani w ogóle o to, że Mulan to jeden z moich najbardziej ulubionych filmów Disneya wszech czasów – ale o to, że jak słyszę to przeciągnięte, zaśpiewane z prawdziwym amerykańskim akcentem „mysterious as the dark side of the moon”, to coś w środku mnie cieszy się zanim ja się zorientuję. „I’ll Make a Man Out of You” brzmi fantastycznie samo w sobie, ale ten jeden fragment po prostu zalęgł mi się w mózgu. Fakt, że historyjka w tle jest z jednym najważniejszych momentów przełomowych w całym filmie również piosence pomaga, a klasyczna szczypta dobrej komedii nigdy nie nudzi. Generalnie Mulan nie ma słabych piosenek – na uwagę zasługują oczywiście „Honor to us all„, „A Girl Worth Fighting For” i „Reflections” (ale tylko w wersji filmowej; ozdobny pop Christiny Aquilery mnie gryzie) – no ale mózg nie wybiera.

7. Hawaiian Roller Coaster Ride (Lilo & Stitch, 2002)


Najbardziej niedisneyowski film ze wszystkich disneyowskich filmów animowanych, jakie widziałam – i zarazem mój ulubiony – zawierający najbardziej niedisneyowski zestaw piosenek, jakie w filmach Disneya słyszałam. I dobrze, bardzo bardzo dobrze. W Lilo & Stitch przede wszystkim nie ma piosenek śpiewanych przez bohaterów, są za to hitowe utwory nieśmiertelnego Elvisa i dwa hawajskie kawałki napisane i nagrane specjalnie na potrzeby filmu. Jedną z nich jest „Hawaiian Roller Coaster Ride”, drugą „He Mele No Lilo„, obie zaśpiewane przez Marka Kealiʻi Hoʻomalu i dziecięcy chór z Kamehameha Schools – obie cudowne, ciepłe i podnoszące na duchu. Do listy wybrałam „Hawaiian Roller Coaster Ride”, bo łatwiej go zapamiętać, a skojarzenie z gorzko-słodką przygodą skruszonego Stitcha roztapia mi serce. Przy okazji idealnie podkreśla fakt, który mnie w piosenkach Disneya potrafi drażnić, mianowicie różnorodność gatunkową. Bardzo lubię wykorzystywanie w muzyce Disneya różnych gatunków. No a poza tym to piosenka o surfowaniu – a ja jestem osobą uwielbiającą wodę. Przyciąganie rozumie się samo przez się.

6. Two Worlds (Tarzan, 1999)


No i stało się coś, czego się spodziewałam, czyli popłakałam się ze wzruszenia słuchając „Two Worlds”. Nie potrzebna mi była nawet zachęta w postaci powyższego klipu, ani przypomnienie sobie filmu, który nota bene widziałam tylko raz. Po prostu – te potężne bębny towarzyszące orkiestrze, dramatyczne i dynamiczne tony oraz przeszywający głos Phila Collinsa wystarcza, żeby uderzyć mi muzycznie w samo serce. Pewnego razu „Two Worlds” zupełnie niespodziewanie weszło mi playlistę radiową w pracy (w której namiętnie słucham StreamingSoundstracks) i wręcz musiałam zrobić sobie przerwę tylko po to, żeby posłuchać tej muzyki jak należy – w skupieniu i z ciarkami na ciele. Oscarowe „Strangers Like Me” nie ma na mnie takiego wpływu, choć bez wątpienia ma w sobie siłę.

5. Kiss the Girl (Mała Syrenka, 1989)


Pierwszą piątkę otwiera Mała Syrenka i jedna z dwóch najbardziej rozpoznawalnych piosenek Sebastiana – drugą jest oczywiście „Under the Sea” (która pokonała „Kiss the Girl” w walce o nagrody, ale jest jednak moją trzecią ulubioną piosenką z tego filmu). „Kiss the Girl” ma niesamowicie romantyczną i magiczną atmosferę, przy czym ani nie jest topornym popowym brzmieniem, ani nie zanudza zbyt wolnym tempem. Przeciwnie, jako inspirowana karaibskimi rytmami muzyki calypso, „Kiss the Girl” to melodyjna ballada z ciekawa treścią, której dodatkowego charakteru nadaje specyficzny głos Sebastiana – brzmiący zabawnie, ale nie groteskowo. Z klipem czy bez, zawsze radośnie mi się jej słucha, ale na słuchaniu nigdy się nie kończy – wskażcie mi kogoś, kto potrafi oprzeć się chociażby kiwaniu się do rytmu na krześle. Bo ja to mam zwykle ochotę wznosić do góry ręce i wypluwać z ust wyimaginowane fontanny.

4. Why Should I Worry? (Oliver i spółka, 1988)


Wydaje mi się, że Oliver i spółka to stosunkowo nieznana w Polsce pozycja (ja oglądałam ją za młodu na pirackich VHS w oryginale z polskim lektorem), a „Why Should I Worry?” to stosunkowo nieznana w Polsce piosenka. Niewiele potrafię wskazać osób, które ją kojarzą, ja natomiast jestem w niej niezmiennie zakochana. Wesoła, optymistyczna – i łobuzerska – piosenka ulicznego cwaniaka Dodgera to popis nawet nie tekstu, ale wykonania. Szybkie, energiczne tempo idealnie komponuje się z miejską zawieruchą, a pełen życia wokal Billy’ego Joela za każdym razem zawraca mi w głowie tak, że sama zaczynam wyć to wciągające „Whoo, whoo, whoo, whoo, whoo”. Po prostu jazda. Jeśli widzieliście tylko wersję polską – przy której ja wytrwałam ledwie trzy sekundy – koniecznie obejrzyjcie oryginał. Nie jest to typowo disneyowski utwór, jest o wiele bardziej przyziemny – zresztą jak muzycznie i koncepcyjnie cały film – ale można przy nim odlecieć naprawdę daleko.

3. Dig a Little Deeper (Księżniczka i żaba, 2009)


Pierwszą trójkę otwieram pozycją dość niedawną, w dodatku z filmu, w którym piosenki zachwyciły mnie co najwyżej średnio. Z wyjątkiem, ma się rozumieć, popisowego numeru Mamy Odie. „Dig a Little Deeper” to eksplozja prawdziwej muzycznej radości, której najbliżej do mojego ulubionego rodzaju muzyki. Czerpiąca z Afro-Amerykańskich inspiracji jazzowych, soulowych, bluesowych, gospel i R&B, „Dig a Little Deeper” jest piosenką z tak wielkim sercem, że przy słuchaniu moje ma ochotę pękać z radości. Tańcząca i śpiewająca babinka to żywiołowa bomba, która skradła dla mnie cały film – bo Księżniczka i żaba, jako produkcja powracająca do disneyowskich korzeni, podobała mi się bardzo, ale dopiero po tej piosence. Szalony rytm w parze z niesamowicie trafionym tekstem – że „money ain’t got no heart”- to właśnie to, co w tych piosenkach kocham najbardziej: kolorową, dziecięcą wyobraźnię i życiowe prawdy przemycone pomiędzy wierszami. Coś pięknego.

2. Part of Your World (Mała Syrenka, 1989)


I powracam z Małą Syrenką – i bez dwóch zdań moją ulubioną disneyowską piosenką ever. Czemu jest więc na miejscu 2.? Bo miejsce 1. ma specjalną rezerwację i zaraz przekonacie się, czemu. Tymczasem „Part of Your World” to rzecz, którą podśpiewuję pod nosem, gdy idę sama przez nieoświetlony kawałek miasta nocą – bo rozgrzewa mnie od wewnątrz i dodaje mi otuchy. Przepiękny manifest pragnącej innego życia Ariel i piosenka przewodnia całego filmu, „Part of Your World” jest utworem stonowanym, ale porywającym, zabawnym, ale nie komediowym, silnym, ale nie krzykliwym, subtelnym, ale głębokim. Przepełnia mnie radością i pragnieniem życia gdzieś w samym środku, bo wcale nie potrzebuje głośnego, barwnego charakteru. Znam ją na pamięć i to zawsze przy niej dozgonnie żałuję, że nie potrafię śpiewać tak czystym i silnym głosem, jak Jodi Benson. Zresztą posłuchajcie, jak Jodi Benson śpiewa „Part of Your World” na żywo 22 lata po nagraniu jej do filmu. To powinno wyjaśnić wszystko.

1. Circle of Life (Król Lew, 1994)


Wiadome było, że bez Króla Lwa to w ogóle nie ma mowy o muzyce Disneya, a choć w Królu Lwie są same wspaniałe piosenki i wyłącznie genialna muzyka, żadne z nich robiło tak potężnego pierwszego wrażenia jak otwierające film „Circle of Life”. Pamiętny wschód słońca nad sawanną i donośny głos Lebo M. to jedno z moich najpiękniejszych filmowych wspomnień w życiu. Poruszają mnie i słowa, i śpiew, i delikatna muzyka w tle, i ten afrykański, melodyjny chór, a jeśli do tego widzę jeszcze całe otwarcie od początku do końca, ciarki przechodzą mnie po całym ciele – już nie wspominając o tym, że ogarnia mnie wzruszenie tak wielkie, że dławię się własnym płaczem. „Circle of Life” to muzyczny majestat i moim zdaniem szczytowe osiągnięcie Disneya w zakresie ścieżki dźwiękowej i obrazu, który ilustruje. Ani przed, ani po, nie powstała piosenka, która dorównałaby jej swoją potęgą. Kropka.

To zatem moi faworyci. Gdybym miała wydłużyć tę listę, z całą pewnością zamieściłabym na niej dwa kawałki z Pięknej i bestii: „Belle” i „tytułowe „Beauty and the Beast” (w obu wykonaniach), a także „A Friend Like Me” z Aladyna (w przeciwieństwie do przeważającej ilości fanów Disneya, „A Whole New World” jakoś mnie aż tak nie kręci). Dodałabym do tego wszystkie pozostałe piosenki z Króla Lwa – wszystkie – i żeby było śmieszniej, nawet w polskich wersjach (polskie wersje piosenek z Króla Lwa to jedyne, które mogę słuchać nie tyle bez skrzywienia, co z radościa – z wyjątkiem tej drugiej, okropnej wersji „Kręgu życia”) oraz „Savages„, „The Virginia Company” i „Mine Mine Mine” z Pocahontas. I jeszcze małe, malutkie „Daughters of Triton” z wiadomo-czego. Postanowiłam jednak skupić się na ulubionych z ulubionych, a wybór mojej pierwszej dziesiątki jest dla mnie bezdyskusyjny od dawna.

Ale to jeszcze nie wszystko, bo nie mogę pisać o piosenkach Disneya bez wymienienia cudownych aranżacji z broadwaywoskich musicali. Z tych kilku, które powstały, najbardziej zachwycają mnie The Lion King – z muzyką przygotowaną przez tę samą ekipę, co film – oraz The Little Mermaid. Wszystkie disneyowskie musicale dostały po kilka nowych piosenek w stosunku do swoich filmowych oryginałów, a praktycznie każda z nich w równym stopniu dorównuje swoim poprzednikom. Posłuchajcie np. „The Lioness Hunt„, „Shadowland” i „One by One„, czy też mojego ukochanego „The Lion Sleeps Tonight” śpiewanego przez Lebo M. w bardzo nietypowej wersji. Z kolei w The Little Mermaid urzekła mnie śpiewana przez Floundera i siostry Ariel „She’s in Love” (dla lepszego dźwięku polecam też wersję soundtrackową). Zachęcam też do przesłuchania kompletnych soundtracków – jestem pewna, że pozytywnie Was zaskoczą.

A na deser jeszcze jedna honorowa wzmianka – album opisywany jako sequel do oryginalnego soundtracku z Króla Lwa, zawierający piosenki inspirowane muzyką w filmie, ale w nim nie wykorzystane: Rhythm of the Pride Lands. To bardzo żywiołowa mieszanka pięknych afrykańskich dźwięków wkomponowanych w pełne wigoru piosenki, od których cieszy się samo serducho. Nie ma na tym albumie utworu, który by mi się nie podobał, choć na szczególną uwagę zasługują na pewno „Warthog Raphsody” – piosenka Timona i Pumby o życiu wg Pumby (czasami uważam, że jest nawet lepsza niż „Hakuna Matata”); „It’s Time” Lebo M., oraz „Noyana„, tradycyjna afrykańska piosenka wykonana z prawdziwym kopem przez natchniony (nie ma innego wyrażenia) chór. Polecam całym sercem.

I ode mnie to by było wreszcie na tyle – choć bardzo jestem ciekawa, jakie są Wasze topowe disneyowskie utwory :)

  • 9,8,1 znalazłoby się również na mojej liście, ale na pewno w innej kolejności :P + Colors of The Wind, niestety nie odpuściłabym. I z nie-disneyowskich piosenki z Anastazji i Księżniczki łabędzi. Eh te bajki z dzieciństwa…

  • Anonymous

    Ekhem.. „Z dna piekieł”? Koniecznie polska wersja podobnie jak „Dzicy są”. Lepsze od oryginałów. :)

    • Niestety, piosenki z „Dzwonnika”, w którejkolwiek wersji – podobnie jak cały „Dzwonnik” – niestety mnie nie zachwyciły, więc nie znalazły się na tej liście z pełną premedytacją ;) Ale za to mogę dodać zapomniane „You’ve Got a Friend in Me” z pierwszego „Toy Story” :)

  • A gdzie kawałki z Herucelsa? :O „I won’t say I’m in love” to jedna z moich ulubionych disneyowskich piosenek, zresztą cały soundtrack jest cudny :)
    Świetne zestawienie. Choć przez „Księżniczkę i żabę” jakoś nie przebrnęłam, może akurat nie byłam w nastroju, niedługo zrobię drugie podejście ;)

    • Mnie niestety piosenki z „Herculesa” nie bardzo się podobały – są dla mnie zbyt popowe, a ja jednak wolę inne gatunki; wtedy muzyka brzmi dla mnie znacznie ciekawiej.

      Natomiast „Księżniczka i żaba” jest rzeczywiście dyskusyjna, bo miesza klasyczne disneyowskie motywy z niewykorzystywanym dotąd tematem Afro-Amerykańskiego dziedzictwa. Pod tym względem nie do każdego może przemawiać, bo to jednak temat charakterystyczny. Ja doceniłam ten film mniej-więcej w połowie oglądania i ostatecznie bardzo mile go wspominam :)

      • rob

        ja lubie klasyki disneya z królewny śnieżki dumbo czy księgi dzungli ;)zatrudniali tam wtedy świetnych kompozytorów sherman frank churchil itd

  • A ja jednak nie potrafię wymienić takiej dziesiątki-bo ulubionych piosenek mam dużo, ale z pewnością znalazłyby się tam motywy z „Mulan”, „Pięknej i Bestii”, „Króla lwa” i reszty klasyków. „Księżniczka i żaba” nie zrobiła na mnie niestety zbyt dobrego wrażenia, więc pewnie dlatego nie za bardzo jej kojarzę.
    A muzyczkę z „Tarzana” bardzo dobrze pamiętam, bo grałam kiedyś w wersję na PC i tam bodajże pojawiały się oryginalne nuty Phila Collinsa;)I chyba „Mój brat niedźwiedź” miał jeszcze jakieś fajne utwory.

  • Bardzo przyjemny post :) Miło tak przed Świętami wrócić do czasów dziciństwa i przypomnieć sobie niektóre z ulubionych bajek.

    • Bardzo dziękuję – właśnie miałam nadzieję, że uda mu się na Święta wprowadzić taki miły, nostalgiczny klimat :)

  • Tak „Król lew”! Kocham tę bajkę, uwielbiam tę piosenkę! Jak najbardziej zasłużone miejsce pierwsze:)

  • A ja dzisiaj obejrzałam Pitch Perfect po raz drugi i to nadal jest fajny film. Tak dosyć fajnie inspirowany Hughesem i krytyką Glee. Nawet rozważałam przez chwilę zakup książkowego pierwowzoru.

    Wesołych świąt!

  • Pozostając w klimatach dinsejowskich – grałaś (pytam o całą sagę)?

    • Tylko trochę, gdzieś niedługo po wydaniu jedynki. Jest na mojej liście „to play” w 2013 roku – czekam tylko, aż pojawi się wydanie 1 i 1.5 HD, bo będzie mi się lepiej opłacać niż kupowanie ich po kolei na PS2. Anyway, to zbyt bajeczny mix, żebym mogła o nim kompletnie zapomnieć ;)

  • Aha…
    Hej „Geek – and proud of it” Aeth! Jak widzę preferujesz angielskie wersje…
    No cóż – nie wiesz, co tracisz…

    „…i żeby było śmieszniej, nawet w polskich wersjach (polskie wersje piosenek z Króla Lwa to jedyne, które mogę słuchać nie tyle bez skrzywienia, co z radością…” – Powiem Ci, że nie było śmieszniej…

    Naprawdę żenujące wiedźmo…
    Pozdrawiam!

    • Ale… jakbyś tak jeszcze napisał, czemu to takie żenujące, to może ta wymiana zdań miałaby jakiś większy sens ;)

  • Hej!
    Oczywiście żenujący był mój komentarz…
    Mam nadzieję, że teraz nasza wymiana zdań jest sensowniejsza ;p.

    Pozdrawiam!
    Melon

  • Tunguska

    Ja ogólnie Tarzana nie lubię, choć wiem co próbuje nam pokazać. A żadna z piosenek do mnie nie przemawia(ta bajka w ogóle nie ma dla mnie czaru, którego potrzebuję by zrozumieć).

  • Natalia

    ”Life is a highway” lub ”Real Gone” :)

    • Natalia

      i jeszcze ”Can you feel to love tonight” zapomniałam

      • Pączek

        Ja bym wzięła jakieś piosenki z „Hannah Montana” „Czarodzieje z Waverly Place” w każdym bądż razie coś takiego
        pozdrawiam:-)))

  • bartek

    Jak fajne piosenki to tylko na:
    http://fajnepiosenki.pl