Terra Nova: Stara, ale dalej nowa

terra-nova-sezon-1-f

Finał Terra Nova już za nami, pora więc na mały rachunek sumienia i zrewidowanie poglądów, o których rozpisałam się tuż po obejrzeniu pilotowego odcinka. Od razu napiszę, że pomimo krytycznego spojrzenia moje stanowisko jest jasne – chcę i będę dalej ten serial oglądać. Pomimo tego, że moje liczne oczekiwania zostały w pewnych aspektach boleśnie zdruzgotane, a zamiast pasjonującej przygody w dżungli pełnej dinozaurów dostałam rodzinną sielankę na tle wielkiej-ale-nie-aż-tak-ważnej tajemnicy, Terra Nova była w stanie zapewnić mi konkretny poziom rozrywki. Rozrywki, która – mówiąc prosto – ma na mnie haka. Science-fiction.

Po obejrzeniu pilota wiedziałam, jakiego serialu spodziewać się w dalszych odcinkach – familijnego, uproszczonego, naiwnego. W dalszym ciągu liczyłam jednak na wielką przygodę, która co tydzień będzie odkrywać przede mną kolejne tajemnice. Pomimo tego, że liczyłam, by bohaterowie posiedli większą emocjonalną głębię i wiarygodność, a fabuła skoncentrowała się wokół trudności i przeciwnościach czyhających na kolonię, ostatecznie musiałam się poddać i przyjąć inny punkt widzenia. Okazało się bowiem, że nawet mimo świadomości uproszczonego i familijnego charakteru tego serialu, nie spodziewałam się, że będzie on uproszczony i familijny aż tak. Cóż, winnego trudno wskazać. Problem jednak w tym, że kimkolwiek by ten winny nie był, niekoniecznie wpasował Terra Novę w aktualne trendy. W efekcie wyszedł serial o olbrzymim potencjale, który został strwoniony na odrabianie lekcji, szlabany i wspólne rodzinne obiadki. Tylko gdyby te lekcje, szlabany i obiadki odbywały się gdzieś w początkach XXI w., pewnie dawno zostawiłabym je daleko za sobą. Ale że dzieją się w prehistorycznej kolonii założonej dzięki przenosinom z dalekiej przyszłości w daleką przeszłość, to ja w zasadzie nie mam pytań. Oglądam dalej i chłonę co tylko się da.

Science-fiction. Nie jestem w stanie oprzeć się urokowi tej konwencji. Samotna osada samotną osadą, ale to samotna osada zaawansowana technologicznie! Codzienne życie nudne jak każde inne – ale z elementami fajnej technologii! Zielony las jest, jak każdy widzi – ale jeżdżą po nim w futurystycznych pojazdach! Strzelają z broni sonicznej, mają medyczne skanery na zawołanie, wiszące w powietrzu ekrany, bojowe pancerze, holograficzne komputery i milion innych smaczków, które dodają kolorytu tej rzeczywistości. I co z tego, że połowa z tych rzeczy może wydawać się sztuczna i umowna, a działanie niektórych przywołuje na twarz raczej śmiech politowania (The Eye i jego mega-prosta obsługa pt. „mówisz-masz”). Akurat się składa, że jestem fanką Star Treka i przeszłam swoje patrząc, jak kapitan Pickard zamawia sobie w replikatorze swoją ukochaną gorącą earl grey. Wyśnione i bzdurne technologie wcale mnie nie odstraszają – pod warunkiem, że umieją wpasować się w przyjętą konwencję i są elementem tła, bez którego spokojnie da się obejść. Jednak w Terra Nova nie zaprzątałam sobie głowy bzdurnościami – wystarczyło, że mogłam obserwować propozycję przyszłości, do której spokojnie mogłam się odnieść. Mieli w końcu tylko odrobinę inne komputery, odrobinę inne technologie medyczne, odrobinę inne pojazdy, odrobinę inne bronie. Wszystko to sprawiało, że z łatwością mogłam odnaleźć się w tym świecie i jednocześnie cieszyć wyobraźnię nowymi, ciekawymi urządzeniami.

Problem za to Terra Nova ma inny. Ponownie wykorzystując porównanie do Star Treka, przytoczę tekst napisany przez mojego kolegę na portalu Serialowa: „Terra Nova”, czyli „Star Trek” bez kosmosu. I bez sensu. Moje odczucia są znacznie mniej negatywne, ale w jednym przyznaję Michałowi całkowitą rację – utarte, schematyczne i powtarzające się jak zapętlona piosenka wątki prowadzą ten serial ku nicości. Bardzo bym tego nie chciała, ale trudno nie spojrzeć prawdzie oczy. Tak jak w Star Trekach, gdzie pod koniec każdego odcinka bohaterowie wracają na mostek i kontynuują swoją podroż jak gdyby nigdy nic się nie stało, tak w Terra Nova mamy do czynienia z happy endami i dziecinną wręcz moralnością. Niezależnie od tego, czy zdrajca miał dobre powody, by zdradzać, dawny chłopak wciąż czuje coś do zamężnej teraz bohaterki, a syn nie może wybaczyć ojcu win, odcinki kończą się prawie tak samo, jak się zaczęły. Dramatyczne wydarzenia nie niosą ze sobą żadnych widocznych konsekwencji. Przez 11 odcinków nie zachodzą w bohaterach praktycznie żadne zmiany. Coś rusza się dopiero w dwugodzinnym finale, gdzie autentycznie podjęte są istotne kwestie – miłości, rodziny, zrozumienia, przebaczenia. Niestety, za późno.

Brak powagi bolał mnie przez cały sezon – tak samo jak bolały mnie nieliczne i w większości marnie udane próby jej adresowania. Ten temat został potraktowany strasznie po macoszemu, z czego w efekcie aż ciężko określić Terra Novę jakimś konkretnym przymiotnikiem. Nie wzbudzała zbytnich emocji, nie powodowała, że można było naprawdę przywiązać się do bohaterów, nie serwowała nawet ciekawej akcji na dobrym poziomie, woląc iść okrojonymi i łatwymi ścieżkami przez chowanie jej poza ekranem. Płytkie i schematyczne prowadzenie fabuły skończyło się na tym, że ciężko było wzruszyć się nawet głównym wątkiem fabularnym – zagrożenia z przyszłości. Problemy rozwiązywały się za szybko i praktycznie bez wysiłku, a czasem nawet bez sensu (do dziś nie wiem, w jaki sposób Curren wydostał chorą matkę Skye z obozu Szóstek). Zbyt dużo zapychaczy i miałkich scen rodzinnych odwracało uwagę od całego sensu tego serialu. Słysząc pytanie „o czym jest Terra Nova” musiałabym chwilkę pomyśleć, by nie wprowadzić nieświadomego rozmówcy w błąd. Terra Nova sama nie wie, o czym jest Terra Nova – podtrzymuję to zdanie z jeszcze innego wpisu. I to w zasadzie definiuje cały jej problem.

Jednak w dalszym ciągu mam zamiar oglądać – wręcz mam nadzieję, że informacje o przedłużonych kontraktach dwóch głównych aktorów okażą się potwierdzić zamówienie drugiego sezonu. Liczę przede wszystkim na to, że nowi scenarzyści tchną w ten serial znacznie więcej koloru, bo Terra Nova sama z siebie nie utrzyma się na rynku. Fani science-fiction to w końcu nie tylko wiecznie spragniona, ale wymagająca banda, którą ciężko zadowolić produktem średniej jakości. Mnie przy serialu trzyma mimo wszystko, poza konwencją, historia. W finale sezonu otworzył się nowy interesujący wątek, którzy przy odrobinie pracy ze strony scenarzystów może wiele zmienić. Poza tym, nie powiem, uwielbiam Stephena Langa. Wprawdzie czasem szkoda patrzeć, jak męczy się grając w scenach z o wiele mniej zaangażowanymi aktorami, ale on sam wystarcza, by mnie magnetyzować. Okropnie mi za to szkoda mojej ulubionej bohaterki – nikt już tak jak Wash nie skopie tyłka Szóstkom.

Podsumowując – Terra Nova trąci myszką, bazując na schematach oklepanych już dekadę temu, ale wciąż ma świeży i odważny pomysł, na którym została zbudowana. Mnie, jako patrzącej krytycznym okiem fance pozostaje liczyć, że pomysł ten nabierze wiatru w żagle i zaskoczy nas czymś jeszcze – jak dla Terra Novy – nowszym.

  • TN to dla mnie rozczarowanie sezonu, tuz obok Falling Skies. Nie wiem, jak mozna popsuc dwa samograje (inwazja obcych i dinozaury). FS dostalo drugi sezon, TN moze tez dostanie, ale ja chyba sobie podaruje jedno i drugie. Nie jestem najwyrazniej grupa docelowa (nastolatek plus rodzice oczekujacy cieplych, rodzinnych, inspirujacych patriotyzm i milosc do zwierzat seriali ;)).

  • Mnie akurat Falling Skies również się podoba, prawdę mówiąc nawet trochę bardziej od Terra Novy ;) Fakt, serial mógł się obejść bez moralizatorstwa patriotyczno-religijno-rodzinnego, aczkolwiek nie było to dla mnie aż tak nachalne i ugrzecznione jak w TN :)

  • W tym serialu upatrywałem hitu sezony, a teraz nawet nie mogę zmęczyć wszystkich odcinków. Też jestem fanem sci-fi (mimo że nie widizałem takiego Star Treka :P) ale tutaj niektórych rzeczy znieść nie mogę. Technologia nie wygląda na nowoczesną, wszystko jest za bardzo uproszczone, w osadzie niby mieszka elita światowa ale tego nie widać. Relację między bohaterami są nijakie, a wątków familijnych nie mogę zdzierżyć. Langa lubię, ale w tym serialu strasznie irytująco gra. Może ma taką postać że nie wiem kiedy jest sarkastyczny a kiedy śmiertelnie poważny. Najbardziej mnie interesuje co dzieje się w naszej teraźniejszości, ale jak na złość nie ma tam żadnych scen i jedynie dostajemy jakieś strzępki informacji. Prawda jest taka że jakby dinozaury zjadły wszystkich bohaterów to bym się nie przejął. Do końca jeszcze sezon i zapewne przestanę oglądać. Najlepiej będzie jak TN zostanie skasowane przez co zwiększy to szansę Fringe na przetrwanie kolejnego roku

  • […]Prawda jest taka że jakby dinozaury zjadły wszystkich bohaterów to bym się nie przejął. [../]

    Żeby tam jeszcze były jakieś dinozaury ;) Bardzo żałowałam, że nie podjęto wątków związanych z niebezpieczeństwem samej dżungli – a przynajmniej nie podjęto jej satysfakcjonująco ;)

    Nie życzę jednak Terra Nova skasowania, na pewno nie. Po prostu trzymam kciuki, by nowy sezon pokazał, jakim serialem mogła być od początku – nawet przy całej tej disneyowskiej rodzinności.