Extant – opowieść o astronautce, która po 13-stu miesiącach samotności w kosmosie wraca na Ziemię będąc w ciąży – nie był moim pierwszym wyborem na serial. Na pewno nie oglądałabym go dla samej Halle Berry. Ostatecznie pilota obejrzałam z nudów i choć nie znalazłam w nim przesadnie wciągającej historii, niespodziewanie odkryłam inne, znacznie fajniejsze zalety.

Dwa tygodnie zajęło mi zabranie się za obejrzenie pilota – co może wydawać się dziwne, skoro to thriller science-fiction, który w teorii powinien zainteresować mnie automatycznie. Za bardzo nie wiem, o co chodziło – może z jednej strony miałam dość reklamowania go jako „serialu z Halle Berry”, jakby była to produkcja nie-wiadomo-jak przełomowa? Może z drugiej zniechęciła mnie absolutna pewność, że skoro bohaterka wróciła na Ziemię, to by było na tyle z science-fiction? Nie przekonałam się, dopóki nie spróbowałam – i cóż mogę rzecz: Extant to faktycznie nic serialowo specjalnego. Złożony jest jednak z kilku bardzo fajnych – i niespodziewanych – elementów, które chcąc nie chcąc stosunkowo przypadły mi do gustu.

Trzeba zacząć od tego, że te obawy o brak science-fiction okazały się płonne. Nie zwracając szczególnej uwagi na serial, nie zwróciłam jej również ku szczegółowym opisom fabuły, a wtedy pewnie bym wiedziała, że akcja dzieje się lekko w przyszłości – na tyle, że mamy do dyspozycji domowe systemy komputerowe rodem ze Star Treków, czyli sterowane wszechobecną sztuczną inteligencją, albo podrasowane sprzęty codziennego użytku. Tutaj zatrzymam się na dłużej, bo jak słowo daję, właśnie ten najbardziej przyziemny aspekt Extant zrobił na mnie największe wrażenie. Znaczna część serialu opiera się na rodzinie, a więc na domu, dom zatem musiał być miejscem co najmniej nie nudnym. Tymczasem oglądanie w użyciu lewitujących zabawek, wynoszenia śmieci (!) czy odbierania telefonów okazało się niezwykle interesujące, bo ten drobny futurystyczny akcent nie tylko wprowadził element sci-fi, ale przedstawił niezwykle wiarygodny obraz bliskiej przyszłości. Nie czuć tu przesady, przygniecenia ilością technologii na pokaz czy też narzucania niestworzonych wizji świata – przeciwnie, czuć normalny wycinek rzeczywistości, która znajduje się dosłownie tuż na wyciągnięcie ręki. Pod tym względem serial przypomina mi nieszczęśliwie pogrzebane Defying Gravity, które zresztą też skupiało się bardziej na psychologii bohaterów niż eksploracji, w tym przypadku, kosmosu. Założę się, że twórcy specjalnie wyśrodkowali klimat serialu, fanom fantastyki dając odrobinę futuryzmu, ale nie aż tyle, by zniechęcić widzów szukających przede wszystkim serialowej produkcji z Halle Berry. W Extant jedni i drudzy powinni się tu poczuć całkiem swojsko.

W tej otoczce rozgrywają się dwa dominujące wątki: w jednym bohaterka Halle Berry, Molly, obiera jak cebulę spisek mający ujawnić jej prawdziwe oblicze wydarzeń, które przytrafiły się jej na pokładzie statku, w drugim wraz z mężem (Goran Visnjic) zmaga się z trudami wychowywania prototypowego robota, chłopca o imieniu Ethan, którego bardzo słusznie gra creepy dzieciak z niedawnego Loopera. O ile wątek konspiracyjny stanowi tu trzon opowieści, tak pełne podskórnego niepokoju interakcje pomiędzy Ethanem a rodzicami szybko wysunęły się na moje prywatne czoło. Niby wszystko jest w jak najlepszym porządku, ale wystarczy jedno spojrzenie, jedno ujęcie kamery czy jedno słowo, by nagle poczuć się w tych scenach bardzo nieswojo. Dziecko, które rośnie w brzuchu bohaterki – od początku z oczywistych powodów kreowane na kosmitę – nie jest nawet w połowie tak niepokojące jak Ethan, a oboje stanowią względem siebie świetny kontrast. Bo czy bardziej boimy się tego, czego nie widzimy, czy tego, co mamy przed oczami?

Tak czy inaczej, wątek wychowania jest tu bardzo istotnym elementem, ale tak naprawdę nie na niego chciałam zwrócić szczególną uwagę – choć przemówił do mnie zdecydowanie wyraźniej. Przede wszystkim bardzo podoba mi się tutejsza kreacja rodziny jako jednostki oraz przedstawienie ról jej członków jako zupełnie równoprawnych. Zarówno Molly, jak i John są naukowcami i mają odpowiedzialne kariery, ale żadne nie robi drugiemu wyrzutów, co jest ważniejsze (nie mówiąc o tym, że Molly będąca astronautką to fakt na porządku dziennym – chwała za takie wizje przyszłości). Urzekają mnie sceny w stylu tej, w której to John podgrzewa żonie kolację albo to on kładzie syna do łóżka, tak samo jak gdy to Molly zmywa naczynia albo bawi się z Ethanem w klocki. Pięknie widać, że nie ma tu podziałów na funkcje, ale że oboje rodziców dzieli się wzajemnie tymi samymi obowiązkami i nie tworzą sobie z tego powodu absolutnie żadnych problemów. Ciężko powiedzieć, na ile ta wizja jest wyidealizowana i wygładzona, bo nie posiadam takich doświadczeń, ale I’ll be damned jeśli właśnie tak nie chciałabym kiedyś funkcjonować.

Jednak co lepsze, to samo widoczne jest we wzajemnych relacjach Molly i Johna, którzy wspierają się jak rzadko się na ekranie widzi. Tego nie spodziewałam się chyba najbardziej – że John, zamiast zbywać niepokoje Molly i przekonywać ją, że wszystko sobie wyobraża, okazał się jej największą podporą, która w trudnych chwilach sprowadza ją na ziemię. Oczywiście, hej, nie minęła jeszcze połowa serialu i teoretycznie wszystko może się zmienić, ale to naprawdę miła odmiana po tych wszystkich intrygach za plecami i sprowadzania postaci męża do roli kolejnej przeszkody, którą jedyna znająca prawdę bohaterka musi pokonać. Fajnie wiedzieć, że nie tylko my, widzowie, stoimy po jej stronie.

Z drugiej strony Extant cierpi jednak na zbyt wyraźnie rozdzielenie bohaterów na tych dobrych i tych złych. Na tyle fajnie, jak ogląda mi się relację Molly z Johnem, na tyle gdzie indziej brakuje mi nieco dwuznaczności w motywacjach złych korporacyjnych szumowin, którzy wykorzystują bohaterkę do swoich niecnych celów. Niby są tu jakieś próby zbudowania zaufania, ale od początku wiemy, że są nieszczere i skończą się dla Molly źle. Jak na thriller, Extant jest póki co bardzo jednoznaczny i poza szokującymi odkryciami brakuje mu elementu zaskoczenia. Przypomina się np. Orphan Black z jego zmieniającym się w kalejdoskopie krajobrazem, w którym wszystko mogło zawalić się w dowolnym momencie. Extant w zasadzie prowadzi nas za rączkę i jest w tym względzie mało skomplikowany. Teoretycznie to thriller bardziej psychologiczny – stanowi umysłowemu bohaterki poświęca się tu dużo uwagi – ale mimo wszystko ogląda się go stosunkowo bezstresowo. Z takim potencjałem fabularnym jest tu miejsce na znacznie większe pole do popisu – które, mam nadzieję, do końca sezonu zostanie jeszcze wykorzystane.

I powiem szczerze, jako całkiem bezstresową określiłabym również grę Halle Berry. Nie mam specjalnych powodów czepiać się jej warsztatu, ale nie mam też czym przesadnie się zachwycać. Nie, że spodziewałam się gruszek na wierzbie – i nie, że Halle Berry ogląda się źle, wręcz przeciwnie – ale daleko serialowi do poprzeczki, którą ustawił sobie przed premierą. Z kolei spora część obsady to serialowi weterani – Goranowi Visnjicowi towarzyszy np. Michael O’Neill (twarz znana z wielu wielu tytułów), Brad Beyer (Stanley z Jericho) czy Camryn Manheim (Control z Person of Interest). Jest tu nawet mój ulubieniec Hiroyuki Sanada, który ostatnio pojawił się w Helix, a także Grace Gummer, córka Meryl Streep, którą, mówiąc krótko, bardzo lubię. Ostatecznie wychodzi więc na silną, solidną obsadę, na którą w najgorszym wypadku miło popatrzeć.

Koniec końców Extant nie jest żadnym hitem, ale porządnym, poprawnym tytułem, który jeśli nie może pochwalić się nieziemską fabułą, rozgrywa się przynajmniej w bardzo interesującej rzeczywistości. Zaciekawił mnie, więc oglądam – wręcz coraz uważniej – ale pogłoski o problemach w ramówce niekoniecznie mnie ruszają. Zresztą widać, że skoro z thrillera science-fiction wybrałam sobie wątek rodzinny, to coś musi być na rzeczy. Jest ok.

  • StacjaKosmiczna

    Z wieloma argumentami zgadzam się w pełni, ale z oceną całości poczekałbym do końca sezonu. W przypadku współczesnych seriali można się łatwo pomylić, czego świetnym przykładem był w/w „Helix”, który przez kilka pierwszych odcinków trzymał klimat, ale niestety – finalnie gdzieś się ta fabuła rozjechała na rzecz coraz większych niedorzeczności. Odwrotnym przykładem może być „True Detective”, który do ok. 4 odcinka mógł się wydawać nudny, a wręcz flegmatyczny, a ostatecznie zamknął się w 8 świetnych odcinkach, układających się w spójną całość.

    No i też nie przepadam za Halle ;)

    • Qzin

      Agreed. Helix mnie zawiódł po 3 odcinku po całości już (serio, zaczął się robić durny). True Detective mnie nudził z początku, a za to końcówka wgniotła w fotel i nie mogłem uwierzyć, że tak szybko się skończy. Obejrzałem 2 odcinki Extant i przyznaję, zajawiłem się. Tak bardzo jak przy Lostach, Flashforward czy The Killing czy The Event (którego szkoda, że wyłączyli, bo fabularnie choć sci-fi i robiło się naciąganie wątków, to bardzo mi się podobał).

  • Brzmi ciekawie, aczkolwiek mam wrażenie, że jak napisała @StacjaKosmiczna:disqus – nie wiem jak będzie dalej i zdecydowanie wolę oceniać serial po konkretnych sezonach. Jedna z moich ulubionych komedii telewizyjnych – How I Met Your Mother ma żenujący ostatni sezon i rewelacyjne ostatnie dwa odcinki, które ostro ponoszą poziom całości.

    Ciekawi mnie jak zmienią relację między głównymi bohaterami – nie wierzę, że cały serial będą taką dobrą, kochającą rodziną :D

    • Spoko, spoko, wiadomo, że jeszcze wszystko może się zmienić – i fajnie by było – ale póki co chciałam napisać coś na zachętę dla ludzi. Zresztą ostatnio przejechałam się na zjechaniu „The Last Ship” – pilota, co prawda – a teraz pochłaniam nowe odcinki garściami ^^