Revolution: Potencjał bez rewolucji

revolution-f

[1×01] Przedwczoraj miała miejsce oficjalna premiera nowego serialu science-fiction produkcji J. J. Abramsa i Erica Kripke. Spore oczekiwania wobec tego tytułu stawiają go na starcie w nieco trudnej pozycji. Oczekiwaniom tym – już można powiedzieć – pilot niestety nie sprostuje, ale za to zostawia spore pole do poprawy.

Dla przypomnienia, Revolution to serial utrzymany w klimacie postapokalipsy, którego akcja dzieje się piętnaście lat po wyłączeniu się wszystkich urządzeń elektronicznych. Nieznane wydarzenie w jednej chwili pozbawiło całego świata wszelkiej zaawansowanej technologii, przez lodówki i samochody po telefony komórkowe i komputery. Moment ten obserwujemy z punktu widzenia małej dziewczynki , Charlie, której ojciec zdaje się być jedyną osobą nie tylko mającą jakiekolwiek pojęcie o tym, co się dzieje, ale również w jakiś sposób na to przygotowaną. Dowodem na to są gorączkowo zgrane na przenośny dysk dane, które piętnaście lat później staną się przyczyną jego przedwczesnej śmierci. Ludzkość zdołała się bowiem całkowicie przystosować do nowej rzeczywistości, ale to wcale nie oznacza, że wszyscy zapomnieli o przeszłości.

Pewnego dnia w małej, spokojnej wiosce zamieszkiwanej przez bohaterów zjawiają się przedstawiciele samozwańczej Republiki Monroe – paramilitarnej grupy sprawującej bezprawną władzę – szukając dokładnie ojca Charlie. W wyniku nieszczęśliwego splotu wydarzeń, ojciec bohaterki ginie, jej młodszy brat zostaje porwany, a ona sama wysłana z misją odnalezienia swojego nieznanego wujka. W międzyczasie tajemniczy dysk zmienia właściciela, by za wszelką cenę nie dostał się w niepowołane ręce.

Tak mniej-więcej zaczyna się nowy serial od twórców Zagubionych, Fringe i Supernatural. Niestety razem z rozpoczęciem zaczyna się również problem, bo… wszystko to już się gdzieś widziało. Historia przedstawiona w pilocie jest całkowicie poprawna, sprawnie nakręcona i wrzucona w naprawdę interesującą otoczkę, ale jednocześnie wtórna i banalna. Całość można przewidzieć już po obejrzeniu wprowadzenia, a wszelkie odbiegnięcia od klasycznego schematu są na tyle drobne, że zasadniczo nie robią żadnej różnicy. Wiemy, kogo bohaterowie spotkają na swoje drodze, jak sobie z nimi poradzą, kim się okażą i jak ostatecznie „drużyna” zbierze się w komplet. Można nawet włożyć w usta postaci słowa, które wypowie nim jeszcze sama o tym wie. Oryginalnych pomysłów jest w pilocie Revolution jak na lekarstwo – jeden albo dwa – co przy tak znanych nazwiskach jest niestety sporym rozczarowaniem. Chciałoby się znacznie, znacznie więcej.

Giancarlo Esposito jest z Republiki Monroe.
Giancarlo Esposito jest z Republiki Monroe.

Ten sam brak oryginalności dotyka bohaterów – to niemal całkowite kalki wyciągnięte z dziesiątków podobnych opowieści. Zupełnie nie zdziwiło mnie, że Charlie jest niepokorną ryzykantką rwącą się do odkrywania świata, ani że Miles, brat jej ojca, to samotny wilk przywykły do robienia wszystkiego na swój własny sposób. Nie zdziwiłam się, że Charlie nie akceptuje nowej kobiety na miejscu swojej matki, że etatowy geek to ciapa i comic relief, a Danny, porwany brat chory na astmę, to kąpany w gorącej wodzie nastolatek. Taki zestaw bohaterów nie jest jeszcze zły – w końcu to idealna gromadka do przeżywania niebezpiecznych przygód – ale w połączeniu z mało oryginalną fabułą nie jest na razie w stanie wzbudzić odpowiedniego zainteresowania. Ponownie – wszystko jest tu poprawne, aktorsko i koncepcyjnie, ale brakuje iskry, elementu, dzięki któremu te postacie mogłyby żyć własnym życiem. Ciekawy wydaje się jedynie Miles (Billy Burke), ów samotny wilk, który – choć oparty na wyeksploatowanym na dziesiątą stronę schemacie – ma charakter i charyzmę, która od razu wzbudza sympatię. Mam tylko nadzieję, że jego śladem pójdą i pozostałe postacie, a przede wszystkim główna bohaterka. Mało co tak mi w serialach przeszkadza, jak nieprzekonująca postać pierwszoplanowa.

Jednak co gorsza – i to jest to, co boli mnie najbardziej  – fabuła i ton pilota utrzymane są w niebezpiecznie heroicznym klimacie. Bohaterów w ostatniej chwili ktoś wybawi z opresji, a nawet jeśli nie, wisząca nad nimi krzywda zostanie ograniczona do niezbędnego minimum. Świat postapokaliptycznej „rewolucji” ma być teoretycznie niepewny i niebezpieczny, ale twórcom o wiele bardziej podoba się chyba małostkowa opowiastka o dzielnych bohaterach. Scena, w której jeden z nich samotnie odpiera zmasowany atak, stojąc na szczycie schodów i siekając wrogów mieczem mogłaby być żywcem wyjęta z awanturniczego filmu z Burtem Lancasterem. Tego typu tanie chwyty dosyć grzebią moje nadzieje na głęboki i poważny serial, bo po pilocie Revolution wyraźnie widać, że ma to być produkt kierowany do typowego zjadacza chleba. Patrząc na to, że w podobną pułapkę wpadła rok temu Terra Nova – ułagodzona, familijna i pozytywna – z oglądalnością może być ciężko.

Zielono. Lubię zielono.
Zielono. Lubię zielono.

Oczywiście, wszystko może się jeszcze zmienić, tym bardziej, że Revolution ma jedną podstawową zaletę – naprawdę spory potencjał do wykorzystania. J. J. Abrams znany jest z tego, że w swoje seriale umiejętnie wplata zakrojone na szeroką skalę tajemnice, a w niniejszym pilocie intryga zapowiada się co najmniej smakowicie. Sama końcówka odcinka spowodowała, że praktycznie wybaczyłam mu większość zaliczonych po drodze wpadek, a nawet czuję, że coś może z tego wyjść. Generalnie bardzo bym tego chciała, bo pomysł zbyt bardzo mi się podoba. No i szkoda byłoby stracić kolejny serial fantastyczny, bo znowu mała oglądalność, bla bla bla. Więc tak, czekam na więcej.

Na osobną uwagę zasługuje również ciekawie skonstruowany świat, w którym ludzkość cofnęła się do swoistego średniowiecza. Świece, lampy oliwne, łuki, kusze i miecze, podróże konne, posłańcy niosący na odległość pisemne wieści – wszystko to ma świetny klimat i, szczerze mówiąc, nie mogę doczekać się, by poznawać tę rzeczywistość głębiej. Zarośnięte miasta wyglądają uroczo, wszechobecna natura – teraz wróg i sprzymierzeniec – może być sama w sobie atrakcyjnym tematem, podobnie jak znajdywanie nowych zastosowań dla bezużyteczny maszyn, przedmiotów i urządzeń. Uwielbiam w postapokalipsie prowizorkę, radzenie sobie z tym, co się ma, więc jeśli o klimat chodzi, Revolution ma u mnie duży kredyt zaufania.

Mam nadzieję, że te nieszczęśliwe wrażenia zostaną zatarte, bo wręcz mi szkoda, że tak niewiele mi się ten pilot podobał. Wiem, że będę oglądać dalej, bo na ten moment wydaje się, że jest na co czekać, ale choćbym chciała, nie mogę ukryć swojego rozczarowania. Po takich nazwiskach – i Jonie Favreau na stołku reżysera – oczekiwałam jednak więcej. Zobaczymy więc, co z tego wyjdzie dalej. 6/10.

Tekst ukazał się również w serwisie FilmyFantastyczne.pl.

  • Konstruktywnie napisze, że główna bohaterka jest wyjątkowo do dupy. Do tego strasznie irytuje mnie jej nowiuteńka skórzana kurteczka.

    Za plus, linux na końcu serialu. :D

  • Przerwałem oglądanie po dziesięciu minutach. Nie umiem zawiesić niewiary. Jakoś mi się nie klei ten powrót do średniowiecza. Rozumiem, że elektronika siadła, ale są przecież kotły parowe, wiatraki i generalnie ludzka pomysłowość nawet taki krach powinna bez większego bólu ogarnąć w jakieś 10-15 lat, a nie bezsensownie cofać się do epoki kamienia łupanego. Jakby poszli w steampunk, serial byłby, myślę, o wiele strawniejszy.

  • Ja sie zawiodlem. Do tego calosc klada czyste ciuchy, 15-letni inhalator (dzialac moze i zadziala, ale zawartosci bym sie bal) i ogolna beztroska bohaterow. Owszem, jest tajemnica (co ubilo elektrycznosc i to tak skutecznie, ze nawet dynamo rowerowe nie zadziala), ale obawiam sie, ze wyjdzie z tego druga Tera Nova. :/

  • „Terra Novę” położyli producenci, po których można się było spodziewać, że ją położą – przy „Revolution” jest to o tyle bolesne, że nazwiska twórców powinny raczej dobrze wróżyć na przyszłość…

    Czyste ciuchy mnie też drażniły, zapomniałam o tym napisać, a pamiętam nawet moment, w którym zwróciłam na to uwagę. A co do reszty – fakt, silniki parowe by się mogły pojawić, ale z drugiej strony wiemy o tym świecie na razie tylko tyle, ile pokazał pilot. Może np. te paramilitarne grupy kontrolują tego typu technologie, albo są zbyt one cenne i przez to skrywane, etc. Może ten temat jeszcze zostanie poruszony. Dużo tych „móż”…

  • Fka

    Niestety pilot nie zachwyca. Zgadzam się z Misiaelem, że to trochę dziwne, że przez 15 lat nikt na świecie nie znalazł rozwiązania problemu.
    Po za tym faktycznie mamy sztampowych bohaterów, a Charlie mnie denerwuje. Jednak lubię postapokaliptyczne klimaty i dam serialowi szansę, zobaczymy jak się rozwinie.

  • @Aeth

    ” A co do reszty – fakt, silniki parowe by się mogły pojawić, ale z drugiej strony wiemy o tym świecie na razie tylko tyle, ile pokazał pilot. Może np. te paramilitarne grupy kontrolują tego typu technologie, albo są zbyt one cenne i przez to skrywane, etc. Może ten temat jeszcze zostanie poruszony.”

    Przecież wybudowanie kotła parowego nie jest jakąś tam wielką filozofią – daleko bardziej skomplikowane urządzenia w Polsce potrafi skonstruować byle dziad pędzący bimber w piwnicy. Materiałów mają tam pod dostatkiem, schematy różnych mechanizmów są na przykład w książkach (chyba, że ta sama katastrofa oprócz wyjęcia wtyczki z gniazdka spowodowała też, nie wiem, automatyczne rozpuszczanie się atramentu). No, chyba, że plotki o legendarnej głupocie Amerykanów są prawdziwe, ale jakoś nie chce mi się w to wierzyć.

    • No mnie już ten serial może zdziwić tylko pozytywnie, obniżyłam wymagania do minimum ;) Zobaczymy, jak długo pociągnę.

    • Obiecuję, że jeśli wytrwasz cały sezon, to i ja ten sezon obejrzę ;)

    • Obejrzałam kiepskie i kiczowate „Once Upon a Time”, więc szykuj się ^^

  • Ten serial to jakaś porażka. Tak się najarałam na ten tytuł i spodziewałam się czegoś naprawdę ekstra. Już więcej emocji wzbudzało we mnie Flashforward. Tam to się chociaż coś działo. Revolution trochę mi go przypomina. Pierwsze minuty były super, a potem… nuda! Daje temu dziwnemu czemuś jeszcze 2 odcinki, nie mam zamiaru się angażować w coś, co usypia mnie po 15 minutach oglądania.