Pamięć absolutna (2012): Więcej, szybciej, bardziej sci-fi

pamiec-absolutna-2012

Colin Farrell nie należy do moich ulubionych aktorów – nie jest mu nawet blisko – ale obejrzenia remake’u Pamięci absolutnej absolutnie nie mogłam sobie odmówić. Bez owijania w bawełnę powiem, że wyszłam z kina w niemałym zachwycie. Może nie jest to ani świetny film, ani udany remake, ale z całą pewnością fantastycznie się go ogląda.

Zacznę od tego, że nowa wersja Pamięci absolutnej to film, któremu powstania absolutnie nie miałam za złe. Wręcz przeciwnie, odczuwałam na jego temat autentyczną radość, bo byłam całkowicie przekonana, że dostarczy mi wybornych wrażeń wizualnych, a przede wszystkim solidnej dawki porządnego przyszłościowego science-fiction. Oryginalny film Paula Verhoevena oczywiście oglądałam, ale było to dawno temu i niewiele z niego pamiętam, a choć otoczkę techniczną miał jak na tamte czasy wyjątkową, dziś zaliczyć ją mogę tylko jako krok ku jej doskonaleniu. W efekcie takiego nastawienia zupełnie nie oczekiwałam, że nowa Pamięć absolutna będzie mogła aspirować do miana godnego, lepszego czy też w ogóle następcy. Od samego początku traktowałam ją jako zupełnie osobny film, który miał być wyłącznie dobrym kinem science-fiction. I dokładnie to od niego dostałam.

Pierwszą rzeczą, która ogólnie wywarła na mnie najlepsze wrażenie podczas całego seansu, jest fantastyczna wizja przyszłości. Przeludnienie wymusiło na ludziach szukanie nowej przestrzeni do życia, więc zbudowali ją sobie nad własnymi głowami. W rezultacie nad miastami wiszą zupełnie nowe aglomeracje, cała sieć przylegających do siebie, ciasnych budynków, połączonych ze sobą anty-grawitacyjnymi autostradami. Jednak jak bardzo nie było to widowiskowe – a widowiskowe jest na potęgę – najpiękniejszy jest w tym wszystkim brud i zużycie. Drogi, po których mną nowoczesne super-szybkie pojazdy są nierówne i pełne kałuż, budynki mieszkalne to obskurne, odpychające dziury, choć nawet stare, zardzewiałe drzwi mają wbudowany komputerowy zamek, wszechobecny tłok i ścisk przytłaczają swym ogromem, a ciasnota przestrzeni świetnie oddaje motyw kompletnego poddania się człowieka szarej, burej codzienności. Wszystko to jest widoczne zwłaszcza w scenach w Kolonii, gdzie obrzydliwe kontenery i paskudna deszczowa pogoda ścierają się z kolorowymi lampionami w slumsowej dzielnicy, które usiłują dodać okolicy uroku – choćby wymuszonego i tandetnego, ale uroku. Z kolei w scenach w Zjednoczonej Federacji Brytanii dostajemy białe, eleganckie wnętrza podkreślające luksus i dobrobyt. Słupy wyświetlające animowane reklamy, oszklone ściany i estetyka architektury jak nic przywoływały mi na myśl lokacje z Mass Effecta, szczególnie Cytadelę. Całościowo rzeczywistość przedstawioną w Pamięci absolutnej mogłabym opisać jako skrzyżowanie własnie Mass Effecta z Blade Runnerem. Uwielbiam takie wizje, naprawdę, bo nie są wcale dalekie od naszej, i świetnie pokazują, jak wysoko możemy się wznieść, lecz również jak nisko stoczyć.

tr-2012-09

Drugą rzeczą godną uwagi jest niewątpliwie akcja. Nie będę ukrywać, że w remake’u Pamięci absolutnej solidna dawka akcji w klimacie science-fiction była dokładnie tym, na co liczyłam najbardziej, i dostałam ją w zasadzie z nawiązką. Sekwencji potyczek, pościgów i ucieczek jest tu od groma, ale zupełnie nie odniosłam wrażenia przepychu. Przeciwnie, sceny akcji są wpasowane idealnie, bo całemu  filmowi udało się utrzymać skuteczną równowagę w tempie. Jest czas na wszystko – na wprowadzenie, na działanie, na chwilę oddechu. Fabuła nie spieszy do przodu i nie opiera się wyłącznie na gonieniu od starcia do starcia, czemu ja momentami nie mogłam uwierzyć, tak pozytywnie byłam zaskoczona. A same sceny akcji to po prostu crème de la crème. Długie, dopracowane, świetnie wyreżyserowane i rewelacyjnie zrealizowane – praca kamery zapiera dech w piersi! – wciągają bez chwili zastanowienia i trzymają w skupieniu od początku do końca. Niektórym produkcjom nie udaje się nakręcić ciekawych sekwencji akcji, które przy okazji nie zaczynają nużyć – Pamięć absolutna do nich zupełnie nie należy. Momentami żałowałam, że film nie został nakręcony w technologii 3D, ale z drugiej strony nawet się z tego cieszę, bo bez trójwymiaru udało mu się wydobyć z efektów wszystko, co najlepsze, a nawet więcej. Zresztą, można się było tego spodziewać patrząc na dotychczasowy dorobek reżysera, Lena Wisemana, w którym znajdują się m.in. Underworld i Live Free or Die Hard. Oba obrazy to przecież znakomity pokaz wizualnego kunsztu.

Za trzecią rzecz policzę owo wspomniane tempo, któremu zgrabnie udało się nadać niezbyt skomplikowanej fabule sensu, a przy tym utrzymać zaangażowanie do samego końca. W stosunku do samej fabuły mam do powiedzenia jedną podstawową rzecz – trzyma się kupy, a od czasu negatywnej nagonki po premierze w USA właśnie ten aspekt martwił mnie najbardziej (może to własnie przez to obniżyłam oczekiwania do najniższego możliwego poziomu, przez co tak miło się zaskoczyłam). Nie dotykam zmian w odniesieniu do oryginalnego filmu, bo jak mówiłam, traktuję remake jako odrębny twór, ale cieszy mnie przede wszystkim fakt, że wszystkie poruszone wątki dostały tutaj swoje pięć minut. Dzięki temu film płynnie się zamyka i nie pozostawia wrażenia niedosytu. W efekcie wątek przewodni – żądnego władzy polityka, jego próbę inwazji i heroiczny ruch oporu z głównym bohaterem na czele – który nie jest niczym odkrywczym i z pewnością nie pozostawi za sobą śladu po obejrzeniu, można bez problemu przełknąć i świetnie się bawić. Ostatecznie Pamięć absolutna to prosty, ale wciągający film.

tr-2012-07

W rezultacie powyższego trudno się dziwić, że remake zbiera prawie same negatywne recenzje, bo całą swoją prostotą na pewno nie dorówna swojemu poprzednikowi – to wiem nawet ja. Nie udała mu się jedna bowiem rzecz, która czyniła wcześniejszy film znacznie bardziej intrygującym: stan chaosu w głowie bohatera. Wątek ten, nota bene przewodni – w końcu film reklamuje się hasłem Co jest prawdą? – jest już ładnie widoczny w trailerach, ale jego rozwinięcie w gotowym obrazie nie jest przekonujące. Właściwie ani przez moment nie zaczęłam się zastanawiać, kim w danym momencie jest Quaid i co rzeczywiście jest tą prawdę. Wielka szkoda, bo warstwa paranoi jest tu w końcu ogromna. Nie powiem jednak, że film jest całkowicie pozbawiony przekazu, a choć nie jest on szczególnie głęboki, mnie w zupełności wystarczył (to czym się jest vs to kim się jest).

Wracając jednak do zalet, jest jeszcze czwarta rzecz, która w Pamięci absolutnej zrobiła mi miłą niespodziankę, mianowicie obsada. Jak mówiłam, Colin nie zalicza się do moich ulubionych aktorów, po prostu jakoś nie jestem w stanie się do niego przekonać (zapewne przez ciągłe bombardowanie stwierdzeniami, jaki to on nie przystojny i jak nie utalentowany). Muszę jednak przyznać, że wcale nie oglądało się go źle – choć na początku trudniej, bo miał wtedy prawie jedną i tą samą minę. Mimika nie specjalnie zmieniła mu się dalej, ale później zaczął biegać po całym filmie i zrobiło się na tyle ciekawie, że przestałam zwracać uwagę. Czyli dobrze. Z drugiej strony nazwiska Kate Beckinsale i Jessici Biel były dla mnie dodatkowymi atutami już na samym starcie. Kate Beckinsale kiedyś okropnie nie lubiłam, sama nie wiem czemu, ale od czasu zobaczenia jej w ekranizacji Emmy, a potem w Underworldach, całkowicie się do niej przekonałam. Tym razem wcieliła się w potworną, mściwą i nieustępliwą sukę, i moim zdaniem wypadła świetnie, bo nie każda aktorka umie zagrać taką rolę z gracją i lekkością (wersja Lori złej wyszła jej lepiej niż wersja Lori dobrej). Z kolei Jessicę Biel uwielbiam od Teksańskiej Masakry Piły Mechaniczną (remake’u, haha), i mam wobec niej sporo sympatii. Podobało mi się również krótkie wystąpienie Johna Cho, tylko żałuję, że właśnie krótkie. Generalnie, pierwsza trójka spisała się bez zarzutu, zapewniając pełne lub prawie pełne zaangażowanie w losy bohaterów, co w dobrych filmach akcji jest bardzo potrzebne – bo akcja bez emocji długo nie pojedzie.

Colin Farrell;Jessica Biel

Na koniec jeszcze piąta rzecz, ale to już tylko dlatego, że jestem soundtrackożercą i trzecim najważniejszym, zaraz po obsadzie i reżyserze, nazwiskiem jest dla mnie kompozytor. Harry Gregson-Williams niejeden raz komponował już score do filmów akcji (Man on Fire i inne filmy Tony’ego Scotta, Prince of Persia: The Sands of Time, Cowboys & Aliens, Metal Gear Solid 2, 3, 4), więc nie było dla mnie zaskoczeniem, że pojawił się również tutaj. Co prawda soundtrack poza filmem nie brzmi równie zachwycająco, ale w trakcie scen pościgów i potyczek sprawdza się rewelacyjnie (zwłaszcza podczas gonitwy po dachach). Słuchało mi się go na tyle przyjemne, że zaraz po powrocie oświetlenia w sali kinowej wyczekałam do końca napisów, czym wzbudziłam zdziwienie jednego pana, zmuszając go do zadania mi pytania, czy spodziewam się po napisach jakiejś dodatkowej sceny. Gdy usłyszał „nie, po prostu podoba mi się muzyka”, powiedział „aha”, kiwnął głową i poszedł sobie dalej. A mi muzyka podobała się aż do końca.

Podsumowując, choćby chciała, nie umiem dać remake’owi Pamięci absolutnej mniej niż 8/10, bo pomimo swoich wad i braków, film zapewnił mi rewelacyjną rozrywkę, a przy tym po prostu nie był wcale taki głupi (czego najlepszym dowodem jest wspaniała, bo brudna, wizja przyszłości). Nie wymagałam od niego wiele, z pewnością nie wymagałam od niego dorównania bądź też zastąpienia pierwowzoru – czego przy oglądaniu zasadniczo życzę wszystkim – i naprawdę przyjemnie spędziłam seans. Jako rozrywkowe kino akcji science-fiction nowa Pamięć absolutna sprawdza się idealnie, więc osobom, które potrafią patrzeć na filmy z dystansem polecam bez dwóch zdań.

Pamięć absolutna (Total Recall), 2012
Reżyseria: Len Wiseman
Obsada: Colin Farrell, Kate Beckinsale, Jessica Biel, Bryan Cranston, John Cho, Bill Nighy
Muzyka: Harry Gregson-Williams
Ocena: 8/10

P.S. Poza tym plakat! Dawno żaden filmowy plakat nie podobał mi się tak bardzo.

Tekst ukazał się również w serwisie FilmyFantastyczne.pl.

  • Miałam nie oglądać (mam dość remake’ów), ale skoro Beckinsale, którą uwielbiam, jak napisałaś gra sukę (uwielbiam takie kobiece czarne charaktery) to nia mam wyjścia – muszę obejrzeć:)

    • Dwie niezależne opinie też to potwierdzają – Kate jest w tym filmie rewelacyjna :)

  • Interesująca recenzja. A jako, że lubię oryginał, chętnie obejrzę i remake. Ale chyba jednak nie w kinie. Poczekam na dvd. Aż tak się nie pali. Tegoroczne „must see” już obejrzałem na dużym ekranie. :)

    • Szczerze mówiąc, nie wiem, czy to lubienie oryginału jest akurat dobrą rzeczą, bo remake jest utrzymany w kompletnie innym klimacie, ale o ile tylko dasz radę wziąć na to poprawkę, może Ci się spodobać :)

    • Myślę, że dam radę nanieść tę poprawkę. W sumie nawet dobrze, że nie jest to kompletna kalka.

  • Jak nie lubię Remake’ów, tak ciągle słyszę peany na cześć „Pamięci absolutnej”. Chyba czas isć do kina, chyba mnie przekonałaś ostatecznie :)