Rok temu narzekałam, że nowych seriali fantastycznych pojawi się stosunkowo niewiele – okazało się, że trochę się w swoich kalkulacjach przeliczyłam. Tym bardziej boję się myśleć o sezonie 2014/2015, kiedy już teraz mamy zapowiedzi tak wielu smakowitych kąsków. Zapraszam zatem na ich wielki przegląd.

Nie podejmę się podliczenia, ile nowych seriali science fiction i fantasy wkroczy do ramówek w drugiej połowie tego i pierwszej połowie przyszłego roku, bo spojrzenie na liczby z jednej strony mnie uraduje, ale z drugiej równie dobrze załamie. Nie sugerujcie się też wyłącznie tytułami przeze mnie wymienionymi – póki co, z gąszczu wszystkich, o jakich w tym momencie wiadomo, wybrałam tylko te, które najbardziej mnie interesują (gdzie „tylko” powinno być słowem kluczowym). Tak czy inaczej, jestem bardzo, naprawdę bardzo zadowolona z tegorocznych propozycji i mam wielką nadzieję, że wszystkie, bez wyjątku, okażą się sukcesami. Nawet, jeśli nadal nie ma wśród nich prawdziwego, rasowego sci-fi w kosmosie, za którym wszyscy tak bardzo tęsknimy.

12 Monkeys

Serialowa wersja filmu Terry’ego Gilliama była jedną z pierwszych fantastycznych zapowiedzi na nowy sezon i przy okazji moim pierwszym powodem do tego sezonu oczekiwania. 12 małp musiałam jednak ekspresowo obejrzeć, żeby ucieszyć się jeszcze bardziej – bo do tej pory cieszyłam się głównie na myśl, że w głównej roli wystąpi Aaron Stanford (a Aaron Stanford i jego bohater byli moimi absolutnymi ulubieńcami w Nikicie, którą absolutnie uwielbiłam samą z siebie). Teraz cieszy mnie więc myśl o całych futurystycznych podróżach w czasie, zapobieganiu zagłady i szaleństwie, z którym boryka się główny bohater. Niektórym znacznie mniej mogą jednak podejść wieści od samego Terry’ego Gilliama, który raz, że z projektem nie ma nic wspólnego, dwa, że tak w zasadzie jest mu przeciwny. Nie wnikam – ale chcę ten serial coraz bardziej (i tym bardziej, że z Nikity przeszedł do niego również Noah Bean).

Agent Carter

Serial o Peggy Carter, nieugiętej agentce S.H.I.E.L.D., którą poznaliśmy najpierw w Kapitanie Ameryce: Pierwszym starciu, a potem zobaczyliśmy w Marvel One-Shot: Agent Carter, to chyba jeden z najgorętszych i najbardziej oczekiwanych tytułów na tej liście – nie tylko przeze mnie, ale z tego, co widzę, również i przez resztę fanów na świecie. Absolutnie nie mogę doczekać się w końcu oficjalnego oświadczenia od ABC, że produkcja dostaje zielone światło – póki co wiadomo, że scenariusz został już napisany (i chodzą słuchy, że jest ponoć bardzo dobry), a Hayley Atwell zdecydowanie chce wrócić do swojej roli. Z ostatnich informacji wynika, że serial, jeśli zostanie zamówiony, przybierze ok. 13-odcinkowy format, w którym każdy sezon będzie skupiał się na jednym wątku głównym (pierwszy będzie miał miejsce w 1946 roku i pokaże nam okres sprzed i po dołączeniu bohaterki do S.H.I.E.L.D.). Nie muszę chyba dodawać, jak bardzo cieszy mnie taka a nie inna długość, ale przede wszystkim, jak bardzo cieszy mnie niesamowicie piękny potencjał tej opowieści. Dobrze napisana, kompetentna i kickassowa bohaterka rozprawiająca się z niebezpieczeństwami w męskim świecie to jedno, ale szpiegowska, pulpowa otoczka lat 40-tych może zrobić z Agentki Carter tzw. deal-breakera. Słowami nie opiszę, jak bardzo ta mieszanka działa na moją wyobraźnię.

Warto też wspomnieć, że twórcy wyraźnie podkreślają, że będzie to serial o Peggy Carter – w związku z tym zapowiadany gościnnie Dominic Cooper (jako Howard Stark) będzie występował tylko gościnnie. Nie wiem, jak Wam, ale mnie dobrze wiedzieć, że ten projekt od początku akcentuje potencjał swojej bohaterki – bo ma szansę wiele zmienić w świecie komiksowych adaptacji.

Babylon Fields

W największym możliwym skrócie – serial o zombie. W nieco większym – serial o nowojorskiej miejscowości Babylon, w której pewnego razu umarli zaczynają powracać do życia. Ich ciała szybciej się leczą, są też znacznie silniejsze, co pozwala wysnuć teorię, że być może stanowią nowe ogniwo w ewolucji człowieka. Tak czy inaczej, „zregenerowani” próbują odzyskać swoje dawne życia i powrócić na łono społeczeństwa. Oczywiście wynika z tego cała ilość dram, rozterek i waśni i chyba właśnie to najbardziej mnie w tym serialu interesuje. Bo drugie to fakt, że w głównej roli męskiej (i to podwójnej, bo braci bliźniaków) zagra Skeet Ulrich, doskonale znany fanom gatunku jako Jake z Jericho. W Babylon Fields będzie jednym z żywych – księdzem – i jednym z umarłych – narkomanem. Jak widać, mieszanka bardzo typowa, choć na korzyść serialu może przemawiać fakt, że twórcy walczyli o niego przez siedem lat. Z drugiej strony, koncept jest na tyle dziwny, że może za bardzo chcieli „odpodobnić” go od The Walking Dead. Na ten moment pozostaję skromnie zaciekawiona – zobaczymy, co wyjdzie z pilota.

DMZ

Gdybym nie czytała io9, pewnie bym o DMZ w ogóle nie usłyszała – ale czytam io9 i dzięki temu wiem, że szykuje się adaptacja komiksu o korespondencie wojennym, który utknął w strefie zdemilitaryzowanej na Manhattanie podczas drugiej wojny domowej w Stanach Zjednoczonych. Bohater staje przed trudnym wyborem: uciec i przetrwać, czy dobrać się do prawdy i stworzyć materiał swojej kariery? Jest coś w zrujnowanych wojną metropoliach, co ma niewątpliwą siłę przyciągania, a DMZ – poza aspektem dramatu, wojennego brudu i akcji – ma jeszcze ten futurystyczny posmak. Niektórym na przeszkodzie może stanąć fakt, że za ekranizację projektu zabrała się stacja Syfy, ale sądząc po ich niedawnych obietnicach zajęcia się poważniejszymi tematami, daję im kredyt zaufania. Może nawet Defiance się w tym roku poprawi.

Constantine

Jak wskazuje tytuł, serialowa adaptacja komiksów o Johnie Constantine. Jeżeli o komiksy chodzi, muszę przyznać, że wiem o nich tylko przez pryzmat pełnometrażowego filmu z Keanu Reevesem, który skądinąd całkiem mi się podobał (choć trzeba wziąć poprawkę na datę wydania oraz fakt, że od tamtej pory nie sięgnęłam po niego ponownie). Na tej podstawie mogę powiedzieć więc tyle, że cynicznego egzorcystę, oszusta i błądzącego po różnych ścieżkach moralności maga powitam na małym ekranie z nieskrywaną przyjemnością. Fani komiksów powinni być z kolei zadowoleni, że tym razem wizerunek bohatera będzie niemal w stu procentach zgodny z pierwowzorem (elementem wykluczonym będą naturalnie papierosy). Co więcej, pomysłodawcą, producentem i scenarzystą tego projektu jest David S. Goyer – znany po pierwsze z dobrze przyjętych Demonów da Vinci oraz, przede wszystkim, z pisania nolanowskich Batmanów. Co jak co, ale w konwencji urban fantasy będzie się więc czuł jak ryba w wodzie. A żeby tego było mało, w roli głównej obsadzony został Matt Ryan, którego występ jako Edwarda Kenwaya przez ostatnie kilkadziesiąt godzin podziwiałam Assassin’s Creed IV: Black Flag (swoją drogą, David S. Goyer musi naprawdę lubić tę serię, patrz inspiracje do Demonów da Vinci). Zresztą popatrzcie na pierwsze oficjalne zdjęcie i powiedzcie, czy naprawdę nie chcielibyście oglądać serialu mającego takiego bohatera.

Emerald City

Gra o tron w krainie Oz – tak mówi się o 10-cio odcinkowym projekcie, który dostał od NBC zamówienie od razu na cały sezon. I szczerze powiem, nawet bez skojarzeń z sagą Martina byłabym nim ewidentnie zaciekawiona, bo choć niewiele wiem o oryginalnych książkach Franka L. Bauma, wizja zaczarowanej, fantazyjnej krainy nie musi nawet mieć w nazwie „Oz”, żeby mnie do siebie przyciągnąć. W serialu będziemy mieć w dodatku 20-letnią Dorotkę, która na powrót trafia do świata Oz, tyle że tym razem pogrążonego w wojnie o władzę (coś mi to przypomina – coś, w czym zgadza się nawet zaczarowana kraina). Podobno ma się pojawić sam Czarnoksiężnik, podobno w formie, w jakiej go jeszcze nie widzieliśmy. Jeśli zaś faktycznie w serialu będą bitwy, waśnie i krew – na seks to bym raczej nie liczyła – to nie powiem,  jestem zdecydowanie i absolutnie za. I znów plusik za skondensowany sezon (a ja może przeczytam w końcu swoją wygraną niegdyś Wicked i obejrzę zaległego Oza Wielkiego i Potężnego).

The Flash

O spin-offie Arrow z całej tej listy wiadomo chyba najwięcej, choćby dlatego, że głównego bohatera zdążyliśmy już poznać w dwóch odcinkach serialu-matki. Osobiście muszę po raz kolejny podkreślić, że komiksowego pierwowzoru nie znam oczywiście w stopniu najmniejszym, ale wcale nie przeszkadza mi to wyczekiwać Flasha skąpanej w nadziejach. Jeśli będzie to serial choć w połowie tak dobry jak Arrow – tak pełen akcji, humoru i tej komiksowej mroczności – to już teraz mogę sądzić, że nawet polubię go bardziej. Grant Gustin w roli Barry’ego Allena zaskarbił sobie moje serce już od pierwszych chwil na ekranie, a jeśli nawet przed startem serialu lubię jednego głównego bohatera bardziej od drugiego, to cóż, kości zostały rzucone. Inna sprawa, że lubię też Danielle Panabaker, a do kilku dni wiadomo, że jej bohaterka zostanie niedługo wprowadzona w Arrow (obok jeszcze jednej postaci). Oba seriale będą ze sobą naturalnie połączone, co dodatkowo stwarza ciekawe pole do rozwoju akcji (a kto wie, może i podkład pod kolejny serial sygnowany marką DC? hint, hint). Jeśli chcecie przeczytać wszystkie dotychczasowe informacje, tu jest całkiem obszerne podsumowanie.

Ach, no i oczywiście jest już zdjęcie kostiumu. Nie znam się, ale mnie się naprawdę podoba.

Gotham

No dobra, robiąc aluzje do innego serialu sygnowanego marką DC miałam co innego na myśli, ale tak czy inaczej to bardzo dobrze, że powstaje również serial o młodym komisarzu Gordonie – bo wygląda na to, że obok dwóch superbohaterskich seriali akcji dostaniemy też ciężką, noirową opowieść o walce dobra, zła i szarości w skorumpowanym, mrocznym mieście. Gotham będzie jednak origin story nie tylko samego Jamesa Gordona, ale i wielu innych bohaterów znanych z kart komiksowych Batmanów. Wiadomo na przykład, że w głównej obsadzie 1. sezonu znajdą się młody Bruce Wayne i jego opiekuńczy ex-marine Alfred Pennyworth, a także Oswald Cobblepot – znany później jako Pingwin, oraz Selina Kyle – znana później jako Kobieta-Kot. Zapowiadani są również Dwie-Twarze, Człowiek-zagadka oraz naturalnie Joker (i proszę, proszę, niech będzie też Harley Quinn!). Co mnie osobiście w przypadku tego serialu cieszy, to że rola głównego bohatera przypadła Benowi McKenzie, który moim zdaniem naprawdę wybił się w zakończonym niedawno Southland. Zdjęcia już ruszyły, premiera jesienią, czekam bardzo niecierpliwie.

Dokładnie dzisiaj pojawiło się też pierwsze oficjalne zdjęcie jednego z bohaterów – detektywa Harveya Bullocka, granego przez Donala Louge’a. Dobre, nie?

Hieroghlyph

Starożytny Egipt, potężni faraoni, pałacowe intrygi, wpływowi magowie – i złodziej zmuszony służyć miast siedzieć. Nie byłabym sobą, gdybym nie śliniła się na ten serial wszystkimi swoimi gruczołami, nawet jeśli już otacza go fala krytyki spowodowana obsadzeniem w roli głównej Brytyjczyka. No cóż, nie mam zamiaru kłócić się o kolor skóry, kiedy mogę po prostu cieszyć się przygodowym serialem w jednym z najbardziej interesujących settingów ever. Zapewne pomaga mi w tym fakt, że owym Brytyjczykiem jest Max Brown – pan, którego dostrzegłam dawno temu w Dynastii Tudorów – oraz że jego złodziejskiego mentora zagra aktor, który już z Egiptem (i przygodami) miał coś wspólnego: John Rhys-Davies. Bogowie, John Rhys-Davies w serialu. Hieroglyph będzie miał 13 odcinków (yay!) i naprawdę dałabym się pokroić, żeby mieć na małym ekranie skrzyżowanie Poszukiwaczy zaginionej Arki z dwoma pierwszymi Mumiami.

iZombie

i-zombiePamiętacie, jak kompletną, totalną i ziejącą pustkę wywołała we mnie zapowiedz serialu o studentce medycyny, która pożera mózgi zmarłych, by utrzymać swoje człowieczeństwo i rozwiązywać detektywistyczne zagadki? No więc możecie o niej zupełnie zapomnieć, bo na ten moment nie wiem, czy na iZombie nie czekam z wszystkich zapowiedzi najbardziej. Wszystko z dwóch powodów: pierwszym było zatrudnienie Davida Andersa, który znowu zagra naczelnego złoczyńcę (błagam, niech będzie choć połowie podobny do Sarka!), drugim – wybór Rose McIver do roli głównej bohaterki. Ci, którzy nie oglądają Once Upon a Time mogą nie wiedzieć, dlaczego tak się cieszę – w sumie nie wiem nawet ja – ale krótki występ aktorki jako Dzwoneczka rozkochał mnie w niej na dobre. Co prawda będę za Dzwoneczkiem bardzo tęsknić, muszę też pożegnać się z nadziejami o jej dołączeniu do stałej obsady, ale niewątpliwie iZombie jest dla niej lepszym dealem. Oczywiście szalenie ważne jest tu również nazwisko twórcy – Roba Thomasa, tego samego, spod którego ręki wyszła cudowna Veronica Mars – więc kto wie, czy nie dostaniemy murowanego hitu pełnego błyskotliwych dialogów, zręcznych komentarzy i niepodrabialnego uroku. Musiałam być niespełna mózgu, żeby w ogóle zwątpić w sens tego przedsięwzięcia.

Outlander

Nowy serial Roland D. Moore’a – to znaczy nieco bardziej nowszy niż kończący swój pierwszy sezon Helix. Tym razem twórca Battlestar Galacicti zabierze nas w aż dwie epoki, Outlander opowie bowiem o pielęgniarce z czasów II wojny światowej, która w tajemniczych okolicznościach przenosi się w czasie do Szkocji z 1743 roku. Tam zostaje zmuszona do małżeństwa z młodym wojownikiem, z którego to związku rodzi się jednak płomienne uczucie. Problem w tym, że bohaterka zostawiła w 1945 roku swojego obecnego męża. Serial jest ekranizacją powieści Diany Gabaldon i będzie miał 16 odcinków, a ponieważ produkcją zajmuje się stacja STARZ, zapewne będzie można liczyć na pikantne podejście do tematu. Ma być romans, ma być science fiction (w tej lub innej formie), ma być przygoda, ma być też oczywiście historyczna Szkocja pełna waśni i konfliktów. W obsadzie z kolei dużo rozpoznawalnych nazwisk, m.in. Tobias Menzies, Graham McTavish (Laza… przepraszam, Dwalin) oraz Gary Lewis. No i cóż, jeśli nie rzucam się na Outlandera jak wygłodniały pies, to przynajmniej jak zaciekawiony kot.

Penny Dreadful

Thriller psychologiczny – choć może lepiej użyć słowa „horror” – dziejący się w wiktoriańskim Londynie, który powoła do życia znane i lubiane postacie z kart klasyków literatury: Frankensteina, Doriana Graya oraz bohaterów Draculi. Połączenie horroru, wiktoriańskiego Londynu i okultyzmu to jedno, ale moje zainteresowanie tym serialem przypieczętowała obecność Billie Piper. Znaczy ok, wiem, że w głównych rolach występują również Eva Green, Josh Hartnett oraz Timothy Dalton, ale Billie Piper zwyczajnie i po prostu uwielbiam od nich wszystkich bardziej (może z wyjątkiem Josha Hartnetta). Tak czy inaczej, majowa premiera Penny Dreadful zbliża się wielkimi krokami, można już więc spokojnie oglądać trailery. To znaczy na tyle spokojnie, na ile jesteście w stanie, bo to naprawdę wygląda na rzecz dla widzów o mocnych nerwach. O fabule za to wiem niewiele – głównie dlatego, że chce zrobić sobie niespodziankę – wiem za to, że zmieści się w 8-miu odcinkach (yay!).

Poza tym aż zacieram ręce na myśl, że Penny Dreadful pokaże temu nieszczęsnemu zeszłorocznemu Draculi, jak wykorzystuje się wiktoriański Londyn do serialu fantastycznego.

Red Flag

Ok, tutaj trochę oszukuję, bo Red Flag w tym roku nie pojawi się na pewno, a w następnym wątpliwie, niemniej to serial, w którego zapowiedź aż nie mogłam uwierzyć, a przez to potwornie nie mogę się go doczekać. Bo zobaczcie: po pierwsze skupiać się będzie na postaci Ching Shih, chińskiej piratki, która na początku XIX w. kontrolowała południowe wody cesarstwa (a więc niezależna kobieca protagonistka), po drugie, będą to oczywiście historyczne Chiny (i woda!), w których zakochana jestem bez reszty, a po trzecie, w głównej roli zobaczymy Maggie Q, która po Nikicie ma mój miecz i moją duszę. Trzy najpiękniejsze na świecie części składowe, które pojawią się na małym ekranie w formie limitowanej serii. Nie wiem, jak długo będę musiała na ten serial czekać, ale będę czekać choćby i po kres świata, wciąż ciesząc się jak dziecko.

Rosemary’s Baby

I kolejna próba przeniesienia na mały ekran cenionego filmu pełnometrażowego – i, co ciekawe, miniserial o dziecku Rosemary również wyreżyseruje Polak z krwi i kości. Za kamerą staje bowiem Agnieszka Holland, ale tak naprawdę gdyby nie wieść o obsadzeniu w głównej roli Zoe Saldany, mogłabym się tym projektem aż tak nie zainteresować. Tymczasem jestem niezwykle zaintrygowana wizerunkiem bohaterki na małym ekranie, tym bardziej, że za scenariusz odpowiedzialny jest James Wong – pan doskonale znany miłośnikom Gwiezdnej eskadry, czy ostatnio American Horror Story. Jeśli zatem chodzi o reprezentację Rosemary, myślę, że mogę spać spokojnie. Podobnież wcale nie boję się o elementy psychodelicznego horroru, czyli tego, co tygryski w American Horror Story lubią najbardziej (poza innymi rzeczami). Serialowe Dziecko Rosemary będzie mieć cztery 60-cio minutowe odcinki, a więc mnóstwo miejsca na uknucie gniazdka dla niemowlęciego szatana. Jeśli to nie będzie jedna z najambitniejszych i najlepszych produkcji tego (przyszłego?) roku, to zjem własne skarpetki.

Salem

Ostatnia pozycja na tej liście to zarazem pierwsza, jaką będzie można zobaczyć – premiera to już 20 kwietnia, więc szykujcie swoje widły i wyciągajcie swe krucyfiksy. Jak nazwa wskazuje, Salem opowiadać będzie o niesłynnych polowaniach na czarownice w XVII w., z tą tylko różnicą, że tutaj magia istnieć będzie naprawdę. Głównymi bohaterami będą byli kochankowie rozdzieleni wojną przez siedem lat, standardowo będzie też wielebny opanowany rządzą wyplenienia zła. Serialem byłabym zainteresowana tak czy inaczej – czarownice to temat, którego po prostu nie odpuszczę – ale Salem przypadkowo dorobiło się jeszcze trzech innych zalet: otóż główną postać męską gra Shane West (z Nikity), w wielebnego wciela się Seth Gabel (z Fringe), a gdzieś na drugim planie przewinie się jeszcze Xander Berkeley (z Nikity). Tym samym proszę mi jeszcze obsadzić gdzieś Melindę Clarke i Lyndsy Fonsecę, i będę się czuć prawie tak, jakby Nikita nigdy się nie zakończyła. W międzyczasie chętnie przekonam się, czy Ashley Madekwe, po odejściu z Revenge, trafiła w końcu na ciekawą bohaterkę. Całości dodaje smaku fakt, że jest to pierwszy oryginalny serial kablowej stacji WGN America – a skoro to kablówka, to ponoć jest i wiele nagości. Ponoć jest też brudno, brutalnie i autentycznie. Ale przede wszystkim są czarownice. Czarownice wystarczają.

A zatem co my tu mamy (poza rasowym kosmicznym sf): superbohaterów, superbohaterów zanim stali się superbohaterami, mocne bohaterki żeńskie, kilka wersji zombie, szczypta postapo, dużo mrocznej historii no i, kurcze, starożytny Egipt. Nie wiem, jak Wy, ale ja mogę z tym rasowym kosmicznym sf nawet poczekać.

Jak jednak wspomniałam, propozycji jest – jeszcze – nieco więcej, a możecie o nich przeczytać na niezawodnym io9. A zatem pytanie najważniejsze: które bierzecie?

  • Na pewno sięgnę po „Constantine’a” (a propos, z tymi fajkami, to nic jeszcze nie wiadomo, choć rzeczywiście, mało prawdopodobne, żeby się pojawiły), „Flasha” i „Gotham” (z miłości do DC), obowiązkowo też po „Emerald City” (krainę Oz uwielbiam, a teraz jej tak wiele w popkulturze z racji 75-lecia filmu z 1939), „Hieroglyph” (Egiptem interesuję się od małego) i „Penny Dreadful” (Eva Green!). Obiecująco wygląda „iZombie”. Mocno waham się nad „Rosemary’s Baby” (ciężko bedzie pokazać tu coś nowego – będzie można albo spłycić wymowę filmu Polańskiego, albo ją skopiować) i „12 Monkeys” (i znów obawiam się spłycenia), ale z ciekawości zobaczę. Może też zerknę na Carterkę, ale bez szału.

  • Akedeia

    Wszystkie komiksowe adaptacje mile widziane (to nic, że nie czytam komiksów), ale tak poza tym największego smaka narobiło mi „Hieroglyph” i… „Red Flag”. Serial w chińskich dekoracjach – czemu, ach czemu tak długo będziemy musieli na niego czekać? T.T
    Zapewne obejrzę także resztę seriali (albo przynajmniej piloty), ale na „Rosemary’s Baby” czekam najmniej. Nie widziałam filmu, ale czytałam jakiś czas temu książkę i jakoś mi nie podeszła.

  • Robert

    Babylon Fields wygląda na przeróbkę brytyjskiego In the Flesh.

  • Ja, mało pomocnie napiszę, że czekam na wszystkie, ie. obejrzę pilota każdego tak czy tak. Wszelkie horrorowo-czarownicowe klimaty (+ Egipt, bo heloł, Egipt!) automatycznie wchodzą w mój kalendarz telewizyjny, podobnie jak iZombie (komiks na kompie, czeka na wolny moment, może nawet dziś). Cała reszta – która jest raczej mało oryginalna, a bardzo odtwórcza: Gotham, Flash, Agent Carter, Constantine, 12 Monkeys, Emerald City, Rosemary’s Baby (nie, że to źle, że takie są – ja tam lubię zabawę oryginałem i nowe wersje znanego świata/pomysłu) – napewno zostanie spróbowana. A czy zostanie w ramówce? Zależy czy się spodoba :)

    • Ja bym chciała, żeby mi się spodobały – nie muszą wszystkie (myślę, że np. mogłabym żyć bez „Babylon Fields”), ale pozostałe taki „Gotham”, „iZombie” czy „Agent Carter” to dla mnie istne cudeńka i absolutnie muszą się udać! Koniec i kropka ^^

      • WIem, mam tak samo. Dla mnie sukcesem MUSI być Penny Dreadful (bo od początku zachwalam inicjatywę i jej kibicuję), Salem (bo po AHS potrzebuję dobrych czarownic) i iZombie (bo Rob Thomas). Reszta… pożyjemy.
        Agentce Carter też kibicuję. Hooray for female tv! :)

  • Arpad Gyorgy

    Preacher!!! Gdzie jest Preacher?!? Powinien się tu znaleźć. Gdzie takim Flashom do Preachera (choć jest duża obawa, że schrzanią, chyba (?) nie da się przenieść aż tak dobrze klimatu tego komiksu na ekran).

    • „Preacher” jest pod linkiem do io9. Nie dopisałam go do swojej listy, bo nie znam pierwowzoru, a sam opis jakoś w tym momencie mi nie podchodzi. Poczekam raczej na pierwsze recenzje.

  • Paweł Zarzycki

    12 Monkeys – Film stał Gilliamem, Willisem i Pittem. Marnie to widzę.
    Agent Carter – bleh, kolejna kopiąca tyłki laleczka.
    Babylon Fields – znowu zombie, ileż można.
    DMZ – nie znam komiksu, ale temat mi nie podchodzi.
    Constantine – jeśli będzie dobrze zrobione, to może. Ale wątpię.
    Emerald City – gdyby było w klimatach „Wicked” Gregory’ego Maguire to chętnie.
    The Flash – bleh, Arrow jest słabiutki, Flash, obstawiam, nie będzie lepszy.
    Gotham – bleh, obrzynki z Batmana.
    Hieroghlyph – John Rhys Davies grywał w serialach, na przykład w Sliders… W grach komputerowych zresztą też.
    iZombie – bleh, i znowu zombie…
    Outlander – nie znam książki, ale raczej podaruję sobie.
    Penny Dreadful – to może być niezłe pod warunkiem zachowania klimatu.
    Red Flag – jeżeli to będzie porządny serial historyczny to łykam, ale obawiam się, że będzie raczej bliżej Xeny.
    Rosemary’s Baby – nie wiem co o tym sądzić. O ile do Holland mam pełne zaufanie jeśli chodzi o reżyserię to do Jamesa Wonga jako scenarzysty już mniejsze, ale zobaczymy.
    Salem – nie wzbudza entuzjazmu, ale może dam szansę.

    • Pewnie, można też nie oglądać nic ;)

      • Paweł Zarzycki

        Pewnie, można też wybierać do oglądania rzeczy dobre. ;)

        • Wychodzę z założenia, że jeśli nie ma, co się lubi, to się lubi, co się ma. Wolę kilka „średnich” seriali fantasy i sf, niż jeden dobry ;)

          • Paweł Zarzycki

            Ujmę tak, jest tyle dobrych rzeczy do oglądania i czytania, że bez żalu mogę odpuścić sobie te słabe i przeciętne. Nie jestem masochistą i jeśli mam do wyboru bardzo średni serial albo dobrą powieść to wybiorę to drugie. ;)

          • Kamil Dzióbek

            Że na nie wszystkie znajdujesz czas. Przyznaj się, oglądasz je w pracy jak szef nie patrzy.

      • Kamil Dzióbek

        A nie lepiej obejrzeć jeszcze raz ‚po tamtej stronie’ lub ‚sliders’?

        • Nie bardzo, mam uczulenie na produkcje z dawnych lat :)

          • Kamil Dzióbek

            No, ale z tego co pamiętam Ziemia 2 Ci się podobała i powracałaś do tego serialu.
            Uczulają Ciebie efekty specjalne które są przestarzałe czy też infantylność?

            • Zgadza się – ale tak jak pisałam, „Ziemia 2” była serialem wyprzedzającym swoje czasy, zarówno w formule, jak i treści, z powodzeniem mogłaby więc wpasować się w dzisiejsze standardy.

              Generalnie w starych serialach przeszkadza mi przede wszystkim ich dość proste nastawienie – np. skupienie na przygodzie tygodnia zamiast na rozwoju i relacjach pomiędzy bohaterami. Infantylność również mnie dobija (z tego powodu porzuciłam „Babylon 5” po 4-ech odcinkach), ale najbardziej brak mi szeroko zakrojonych story arców. Efekty jeszcze da się przeżyć ;)

  • rob

    nawiasem to gotham pokazało na twiterze odtwórczynie seleny ja ciągle czekam na jakiś kosmiczny serial może się w końcu doczekam SYFY mówi że może coś się pojawi w 2015r decyzja ma być najdalej latem

    • Ma być jakiś „6-hours television event” pt. „Ascension”, który zapowiada się kosmicznie i horrorowo. Ale to tak tylko mini zamiast serial, wciąż musimy czekać :)

  • Najbardziej czekam na „Penny Dreadful”, choć mam duuuuuuuże obawy, czy uda im się sprzedać temat w satysfakcjonujący oraz pozbawiony kiczu i przerysowani sposób.

  • Najbardziej czekam na trzy z powyższych produkcji. Constantine, w związku z odpowiednikiem filmowym i dziwnym podobieństwem głównego bohatera do Castiela. Wiem, że jest to postać oparta na bohaterze komiksu, jednak kolor płaszcza, rozpięta koszula sprawiają, że widzę w nim anioła z SN. Kolejnym serialem jest Salem, a wszystko za sprawą ostatniego sezonu AHS, gdzie tematyka wiedźm była główną osią fabularną. Po Covenie odczuwam pewien niedosyt, który mam nadzieję zaspokoję już za miesiąc oglądając Salem.
    Nawiązując jeszcze do AHS to ciekawy wydaje się „Penny Dreadful”, mam jednak wrażenie, że będzie bardziej mroczny i psychodeliczny. Bo chaos i miszmasz motywów w AHS, nadaje mu bardziej śmieszności niźli straszności. Może w końcu powstanie naprawdę dobry horror w odcinkach.

  • Ja z całą pewnością zapoznam się z przygodami agentki Carter, bo nie dość, że jestem ciekawa, to dodatkowo nie dopuszczam żadnemu projektowi z MCU. Z chęcią zapoznam się także z Penny Dreadful, obsada, wykonanie, pomysł – wszystko zapowiada się cudownie. I miejmy nadzieję, że faktycznie utrze nosa Drakuli, bo ten serial to jedno wielkie rozczarowanie!
    Reszta projektów zapowiada się ciekawie, w większym lub mniejszym stopniu, ale czasu brak, tak więc odpuszczam, ale może kiedyś;)

  • Constantine bez fajek? To trochę jak Kaznodzieja bez bluzgów…

  • Beryl Autumnramble

    „(a ja może przeczytam w końcu swoją wygraną niegdyś Wicked i obejrzę zaległego Oza Wielkiego i Potężnego).”
    Mam wrażenie, że dużo przyjemniejszą i sympatyczniejszą lekturą mogą być dalsze tomy oryginalnego Oza. Wicked ma fajny pomysł, ale się nie umywa do własnej adaptacji.

  • Guest

    ???

  • O rety, ile ciekawych seriali!

  • chionae

    z Twojej listy najbardziej wpadł mi w gusta Flash, Gotham i Constantine – w ułamku sekundy rozpoznałam Edwarda na tej fotce :D dzięki za uświadomienie, bo pewnie nie wiedziałabym o nich i prawdopodobnie siądę do oglądania zaraz jak się pojawią ;)

  • maciuk19992

    oczywiscie sledze the flash i constantine na biezaco, szybko wychodza odcinki z napisami pl na tvseriesonline.pl

  • Pingback: Penny Dreadful. | Fikcjodajnia()