Premiera drugiego sezonu Bibliotekarzy już za pasem, dziś więc kontynuuję swój blogowy tydzień z serialem, tym razem w formie rozmowy z aktorem, dzięki któremu tak tę serię znamy i kochamy. Panie i panowie, oto Noah Wyle, Flynn Carsen we własnej osobie, opowiada o swojej historii z marką, zasiadaniu po drugiej strony kamery i wyczerpujących rolach komediowych. 

Jeśli nie mieliście jeszcze okazji odwiedzić Biblioteki i przeżyć zwariowanych przygód w różnych zakątkach świata, mogę poradzić Wam tylko jedno: dajcie sobie szansę, bo a nuż zakochacie się po uszy. Tymczasem dla wszystkich, którzy już przepadają za magią, humorem i samo-świadomym szaleństwem serialu mam wywiad z aktorem, którego – jeśli jesteście dziećmi lat 90-tych – przedstawiać chyba nie trzeba. Niezapomniany dr John Carter z Ostrego dyżuru, postapokaliptyczny ojciec z Falling Skies czy wreszcie nieustraszony Bibliotekarz, od którego wszystko się zaczęło, odpowiedział na kilka moich pytań, dając się poznać jako przemiła istota ludzka i czyniąc mnie szczęśliwszym geekiem. Oto, co mi opowiedział:

Po filmach o Bibliotekarzu oraz serialu widać, że odgrywanie Flynna sprawia ci dużo radości. Zawsze przepełnia go tyle pozytywnej energii, pod koniec dnia na pewno musisz się czuć wykończony. Jakie są twoje przemyślenia o postaci Flynna i co lubisz w nim najbardziej?

Dokładnie to, co opisałaś – bardzo lubię jego energię. To fakt, może być wykańczająca, ale wcielanie się w tak dynamiczną postać i możliwość odgrywania komediowych gagów są dla mnie cudowną odskocznią od ról dramatycznych, które kreuję od ponad dwudziestu lat. Zacząłem grać Flynna gdzieś w połowie mojej przygody z Ostrym dyżurem, gdzie codziennie po przyjściu do pracy opowiadałem o raku, bezdomności i tym podobnych depresyjnych sprawach. Flynn był dla mnie zwyczajnie okazją do dobrej zabawy. Co więcej, ludzie odpowiedzialni za tworzenie tych filmów stali się moimi serdecznymi przyjaciółmi, więc świetnie bawiłem się nie tylko przed kamerą, ale również poza nią. Wszyscy bardzo cieszyliśmy się na myśl o kręceniu tych filmów – a potem przez siedem lat nic nie mogliśmy z nimi zrobić, bo straciliśmy prawa do marki. Teraz powrót do tego świata, spotkanie z tymi samymi ludźmi, powrót do Flynna, który przez te siedem lat stał się jeszcze bardziej szalony i obłąkany – to naprawdę fantastyczne doświadczenie i mnóstwo radości.

Przez jakiś czas z przyjemnością oglądałam też Falling Skies i dziś, od czasu Bibliotekarzy, zadziwia mnie, że Tom i Flynn są odgrywani przez tę samą osobę. 

[Śmieje się]. Bycie gwiazdą dwóch seriali tej samej stacji reprezentujących dwa różne gatunki tematyczne nie zdarza się często. To może brzmi jak wyzwanie, ale dla mnie to bardziej kwestia równowagi, dwie strony tej samej monety.

Którego z bohaterów wolisz bardziej?

Stawiam na różnorodność, tak naprawdę, ale jeśli miałbym wybierać pomiędzy jednym bohaterem a drugim, powiedziałbym, że Flynn jest znacznie fajniejszy do odgrywania. Stworzyłem w sumie taką teorię, że dramat ciężej odbija się na umyśle, a komedia ciężej na ciele [śmieje się]. Po Falling Skies jestem zmęczony bardziej psychicznie, Bibliotekarze wykańczają mnie fizycznie.

Czy postacie, w które wcielasz się przez dłuższy okres czasu w jakiś sposób cię zmieniają? Czy stajesz się, na przykład, odważniejszy dzięki Flynnowi, albo czy lepiej radzisz sobie z dziećmi po roli ojca w Falling Skies? Zdarza ci się „pożyczać” coś od swoich bohaterów?

Ciekawe pytanie, ale zazwyczaj jest w sumie na odwrót: to okoliczności mojego własnego życia pomagają mi wpłynąć na rolę. Gram lepszego ojca po tym, jak sam zostałem ojcem; dzięki moim własnym doświadczeniom w tym zakresie jestem w stanie wzbogacić swoją kreację przed kamerą. Nigdy nie zastanawiałem się nad tym, czy to bohaterowie na mnie wpływają. Ale powiem za to, że moja żona woli, kiedy gram Flynna! [śmieje się]. Jeśli pod koniec dnia wracam do domu z resztkami charakteru Flynna, jej podoba się to bardziej! Zdecydowanie bardziej lubi jego niż Toma – Tom potrafi być naprawdę przygnębiający.

Wspomniałeś, że straciliście prawa do marki Bibliotekarza. Jaka była twoja reakcja na wieść, że powstaje serialowa kontynuacja filmów?

Byłem chyba ostatnią osobą, która cieszyła się na myśl o serialu. Świetnie bawiłem się przy tworzeniu filmów, a przez fakt, że za każdym razem wybieraliśmy inną lokację, stały się one moimi własnymi mini-przygodami. Miałem obawy, że jeśli chcielibyśmy powtórzyć ten sam schemat tydzień po tygodniu w serialu, rozmienimy całą markę na drobne; że poniesie nas ambicja i narazimy na szwank kwestie produkcyjne. Nie byłem też gotów tak od razu wskoczyć w inny serial zaraz po zakończeniu Falling Skies; potrzebowałem odrobiny przerwy na odpoczynek. Zastrzeżeń było sporo. Zaangażowałem się w projekt dopiero, gdy John Rogers przedstawił mi pomysł, że serial będzie czymś w rodzaju Ucznia czarnoksiężnika. Fakt, że mój bohater miałby posłużyć najpierw jako wprowadzenie, później, w środku sezonu, być jego rozwinięciem, a na koniec stać się częścią jego zamknięcia – a cotygodniowe przygody przeżywaliby pozostali bohaterowie – wydał mi się tutaj odpowiednim środkiem ciężkości. Dzięki niemu moja postać byłaby nadal żywa i obecna, ale nie nadużywana.

A skoro mowa o ożywianiu, przeżywamy obecnie swoisty comeback kina przygodowego na dużym i małym ekranie. Mamy przygodowe space opery reprezentowane przez Strażników galaktyki czy nadchodzące nowe Gwiezdne wojny, mamy kino pirackie w formie serii Piraci z Karaibów, nie mówiąc o dziesiątkach remake’ów klasycznych filmów z lat 80-tych. Co sądzisz o takim odrodzeniu gatunku? Czy prawdziwe przygody wracają do życia?

Według mnie to wszystko kręci się ciągle w kółko. Coś zaczyna się podobać, potem wypada z mody, potem zostaje odkryte na nowo. Teraz te kręgi w sumie nawet przyspieszają – dzisiaj wystarczy jakieś sześć lat, żeby wzbudzić nostalgię za elementem przeszłości [śmieje się]. Moim zdaniem w to wszystko wchodzi nie tyle kwestia samego elementu popkultury, co braku chęci ryzykowania na oryginalnym materiale, zwłaszcza, jeśli chodzi o filmy pełnometrażowe. Budżety są dzisiaj ekstremalnie wysokie, a szanse na stworzenie hitu cienkie, że studia produkcyjne wolą stawiać na produkty, które już mają swoją widownię, tak, żeby zmniejszyć trochę obawę o swoje inwestycje. Jednak przez to zanika umiejętność przekraczania granic i bycia innowacyjnym, pójścia w trochę innym niż utarty kierunku – a to właśnie sprawia, że filmy takie ja Birdman, będące trochę wbrew filmowej naturze, okazują się takie fascynujące. Obecnie faktycznie wygląda na to, że wpadliśmy w trend filmów przygodowych, ale to wynika z potrzeby eskapizmu – ludzie nie potrzebują wyzwania na tyle, na ile potrzebują rozrywki.

Miałeś już okazję reżyserować jeden odcinek Falling Skies, teraz zasiadłeś też przed kamerą Bibliotekarzy. Co nauczyło cię reżyserowanie jako aktora i jak, jeśli w ogóle, różniła się praca na obu planach?

Och, to było cudowne doświadczenie. Bardzo polubiłem reżyserowanie, bo dało mi okazję uczestniczyć w każdym aspekcie procesu filmowania. Po 25-ciu latach obserwowania swojej pracy tylko pod jednym kątem, spojrzenie na nią z zupełnie innej perspektywy było niezwykle odświeżające. Po tym, jak zasiadłem w tym krześle jestem bardziej otwarty względem reżyserów, po tym, jak przyjrzałem się pracy innych aktorów lepiej rozumiem proces ich działania. Mam nadzieję, że będę miał okazję to jeszcze powtórzyć.

Na koniec szybkie pytanie o drugi sezon Bibliotekarzy. Jakie są 3 nowe rzeczy, które w nim zobaczymy?

Na pewno nowi przeciwnicy i na pewno nowe wyzwania stawiane przed Bibliotekarzami. Relacja pomiędzy Flynnem a Eve przejdzie przez kilka wzlotów i upadków, a sam Flynn, dotychczas przyzwyczajony do pracy solo i mający problemy z zaufaniem i otwarciem się na innych, przejdzie w tym sezonie sporą przemianę; stanie się prawie że nowym człowiekiem, a na pewno lepszym graczem zespołowym.

Mam nadzieję, że będziemy go widywać często! Dziękuję ci bardzo za rozmowę, trzymam kciuki za serial i życzę powodzenia z przyszłymi projektami!

Dziękuję! Mam nadzieję, że jeszcze kiedyś porozmawiamy.

Polska premiera drugiego sezonu Bibliotekarzy 8 listopada o godz. 21:00 na Universal Channel.

  • Lukmaster

    Świetny wywiad :) gratuluje :)

  • Jak ja ci zazdroszczę! Poznałaś go osobiście czy tylko przez internet? Coś czuję, że Noah jest jednym z aktorów, przy którym zaczęłabym tak fangirlować, że aż wstyd. Świetny wywiad. Nie mogę się już doczekać premiery <3

  • Pingback: Moja żona woli mnie jako Flynna! Wywiad z Noah Wyle()