Tradycja nakazuje, że finał serialu ma się zakończyć z hukiem. Cóż powiedzieć, jeśli nie, że moje pięć tradycji oddało zadość – and then some. Mogłabym skupić się na każdym z osobna, ale w zamian postanowiłam zrobić podsumowanie zbiorowe, żeby w jednym miejscu zmieścić ogrom tej zajebistości.

Ten ostatni tydzień miał być niby bardzo smutny. W moim serialowym kalendarzu zaroiło się od czerwonych tytułów i sączącej się z kolejnych dni pustki, i miałam być teoretycznie bardzo niepocieszona. Ale jak na złość, nic z tego. Jak mam być niepocieszona, kiedy gęba cieszyła mi się na całą swoją szerokość, a pięści zaciskały z entuzjazmu na samą myśl o kolejnych sezonach? Nieważne, że sobie poczekam – ważne, że się doczekam! Takiej dawki radości starczy mi nawet i na rok. A zatem bez zbędnego ociągania, oto sześć finałowych twistów, które przeszły same siebie.

Same spoilery do seriali Once Upon a Time, The Originals, Agents of S.H.I.E.L.D., Person of Interest, Arrow.

Zima w Storybrooke

Rozprawię się na początek z chyba największą i najbardziej niespodziewaną niespodzianką – i w gruncie rzeczy chyba najciekawszą, bo czegoś takiego telewizja jeszcze nie widziała. W niecały rok od swojej kinowej premiery, niesłychanie uwielbiana Kraina lodu zawita do Once Upon a Time. Nie sposób pomylić odzianej w charakterystyczną suknię, noszącą charakterystyczny warkocz i władającą charakterystycznymi mocami postać z kimkolwiek innym niż z Elsą. Natychmiast zaczęły się spekulacje co do tego, która aktorka powinna wcielić się w jej rolę (osobiście chętnie widziałabym w niej Sarę Michelle Gellar), ale znacznie ciekawszym pytaniem jest moim zdaniem: jaką Elsę dostaniemy? Biorąc pod uwagę, że wzięła się z urny (?) zamkniętej przez Rumpelstiltskina w najgłębszej i najlepiej strzeżonej krypcie na niebezpieczną magię, jest powód sądzić, że królowa lodu jeszcze nie poznała uroków siostrzanej miłości. Wypowiedzi twórców zwracają z kolei uwagę, że serialowa Elsa nie będzie ani dobitnie zła, ani bezbrzeżnie dobra – zastaniemy ją raczej w stanie wewnętrznego konfliktu, z którym będzie musiała się uporać. Kto za tym, by odnalazła znaczenie rodziny za pomocą Emmy, która sama dopiero co zaakceptowała swoją własną? Nie zapominajmy o tych plotkach, jakoby Kristen Bell miała powtórzyć swoją rolę księżniczki Anny!

Powrót do przeszłości

Ale tak naprawdę zanim w Once Upon a Time stała się radość, nastała wielka smutność, bo oto wyczekiwany i wyśniony związek Reginy i Robin Hooda został gwałtownie rozbity przez pojawienie się wyciągniętej z przeszłości Marion. Żona Robina i matka jego syna została „uratowana” przez Emmę, która nie myśląc o konsekwencjach mieszania w czasie, postanowiła nie zostawiać napotkanej kobiety na pastwę złego losu. Szkoda, że przez te wszystkie dialogi i towarzystwo, ani razu nie zapytała, jak kobieta ma na imię – niespodzianka nie byłaby wtedy tak wielka, ale miałaby przynajmniej ręce i nogi. Tymczasem trudno nie było dostrzec złamania w oczach Reginy, gdy jej ukochany czym prędzej rzucił się w ramiona uznawanej za zmarłą żonie. Nawet nie dziwiłam się byłej złej królowie, że niemal natychmiast wpadła w morderczy tryb, tym razem obierając sobie za cel Emmę. Bardzo bym jednak chciała, by po tych wszystkich zmianach i próbach, jakie z trudem, ale sukcesem, przeszła Regina, bohaterka miałaby teraz wracać do swoich demonicznych korzeni. Przeciwnie, wolałabym, by z całych sił – dzięki Henry’emu – trzymała się dobra (nie bez przeszkód, oczywiście), aż w końcu dorobi się swojego szczęśliwego zakończenia. Tym bardziej, że przecież Robin nie przestał tak nagle czuć do niej tego rozwijającego się uczucia – jak zapewniają nas twórcy. Trzymam więc kciuki za złą, zgorzkniałą Marion, i dobrą, nie poddającą się Reginę.

Bonus twist: Emma i Hook. No wreszcie!

A wild Samuel L. Jackson appears!

Tyle radości, ile sprawiło mi w tamtym tygodniu 40-kilka minut Agentów, nie sprawiły mi wszystkie finały razem wzięte. Płakałam i śmiałam się na przemian, wybuchałam rechotem – bo to było zbyt zaawansowane na zwykły śmiech – i przebierałam nóżkami ile mogłam, a potem miałam jeszcze więcej frajdy czytając recapy tego odcinka. W jednym z nich dominował Disney, określając wątek podwodnej „przygody” FitzSimmons mianem „under the sea„, w drugim – Pokemony, gdzie na widok Samuela L. Jacksona wyciągającego życiodajną dłoń do tonącej Simmons użyto genialnego określenia „a wild Sam Jackson appears„. Oba tak czy inaczej zahaczają o sedno sprawy, czyli piękne, choć bolesne, sceny pożegnania przyjaciół oraz heroiczny – i kompletnie niespodziewany – ratunek na środku oceanu. Nie wiem jak Wy, ale ja po prostu nie mogłam uwierzyć, że po pierwsze, cameo Jacksona rozgrywa się w środku odcinka, po drugie, że to właśnie on przybywa bohaterom na ratunek, po trzecie, że scena ratunku pojawiła się tak znienacka, tak zupełnie, nieprzewidzianie z powietrza (!). Nie mówiąc o tym, że była tylko wstępem do morza wspaniałości, jakimi zalała mnie końcówka odcinka. Bo od czego by tu zacząć… Zemsta Melindy May! „I know what it does!” „Guys, I found it!” Coulson & Fury banter! Coulson Avengersem! Coulson dyrektorem S.H.I.E.L.D! Agent Koenig! Minął prawie tydzień, a ja wciąż chichram się w środku jak głupia.

Pojednania i powroty

Im bliżej finału, tym mniej zakładałam, że The Originals czymś mnie zaskoczy. Oczywiście przewidywałam, że na wszelkie sposoby będzie chciał wyciągnąć ze mnie łzy i emocje – i kurcze, brał się naprawdę niezłych chwytów, z listem miłosnym do nienarodzonej córki na czele. W pewnym momencie powstała też niezła wyrwa, gdy zaczęłam się zastanawiać, co Klaus zrobi bez Elijah. Czyżby wreszcie miarka się przebrała? Mimo wszystko błyskawiczna śmierć Hayley wzbudziła pewne podejrzenia – przecież scenarzyści strzeliliby sobie w stopę pozbywając się drugiej połówki jednego z najbardziej ulubionych romansów – zatem o konsekwencje tu się jakoś nie martwiłam. Za to tym, co zupełnie mnie zaskoczyło, była końcowa scena z Rebeką. Odejście Claire Holt z obsady (a przynajmniej w tym sezonie) wydawało się takim „done-dealem„, że nagłe pojawienie się jej bohaterki przyjęłam z takim samym zdumieniem, jak zaakceptowanie przez Klausa swojej roli w tej tragedii. Przekazanie pod opiekę siostry swojej córki było wspaniałym i symbolicznym gestem – ach, i ten drewniany rycerzyk! – ostatecznym pojednaniem, ale i upragnionym początkiem dla dwóch udręczonych dusz. Co prawda lubię Klausa jako bezwzględnego megalomana, ale na szczęście zamiast bliskich ma teraz do krzywdzenia dalekich. Wciągnęłam się ten serial prawie zupełnie wbrew sobie, a teraz oblizuję wargi w oczekiwaniu na ciąg dalszy.

Arrow-Unthinkable-Season-Finale-Felicity-Deathstroke

They had me fooled

Tymczasem Arrow zrobił ze mnie głupka – i to takiego głupka, że już zaczęłam wyobrażać sobie kolejne sezony i aż się zastanawiać, czy scenarzyści naprawdę upadli na głowy. Inaczej mówiąc, fortel z wyznaniem miłości Felicity udał się z nawiązką, grając na nosie nie tylko Slade’owi, ale i nam – przy czym nam znacznie bardziej, bo jak przypuszczam nie tylko mnie podskoczyło ciśnienie. Niestety w tej samej chwili, w której bezwolnie się ucieszyłam, faktycznie oblał mnie strach, bo w trakcie 2. sezonu przestałam już wiedzieć, której bohaterce chcę kibicować. Felicity jak była świetna, tak świetna jest nadal („Felicity Smoak, MIT class of ’09”), ale muszę przyznać, że wyjątkowo spodobała mi się jej stabilna, przyjacielska rola tej, która wierzy w Olivera jak w nikogo na świecie i zawsze wie, jak się z nim obchodzić. Na razie za wcześnie na romantyczne układy – warto poczekać, aż Oliver w końcu zdecyduje, czy i dla kogo jest w jego miejscu serce. Póki co wolę żaden związek, niż zły związek. Aczkolwiek muszę dodać, że pod koniec sezonu Laurel poprawiła się niezmiernie i w zasadzie przestałam mieć do niej jakieś większe wąty.

Bonus twist: Sara podarowująca Laurel swoją skórzaną kurtkę! Foreshadowing!

Witaj, świecie

To powiedzieć mógłby Samarytanin, gdyby umiał. Niestety, w świecie Person of Interest sztuczne inteligencje mówić jeszcze nie potrafią, potrafią za to jedną zatrważającą rzecz: śledzić każdy ruch każdego człowieka w Stanach Zjednoczonych. Gdzie jednak Maszyna funkcjonuje jako środek ostatecznej prewencji, właśnie powołany do życia Samarytanin wydaje się o wiele bardziej zainteresowany oczyszczaniem kraju z „dewiantów” i innych niepożądanych elementów społeczeństwa. Strach pomyśleć, jak będzie wyglądał świat serialu w 4. sezonie, kiedy naszych bohaterów dzieli nie tylko moralna przepaść, ale i setki kilometrów dystansu pomagających ukrywać ich istnienie – nie mówiąc o maszynie, która ma zamiar decydować o ludzkich istnieniach. Przez całość emisji Person of Interest zdarzyło się wiele smutnych, wręcz łamiących serca wydarzeń, ale jednak widok zamykanej biblioteki i milczących pożegnań ukłuł mnie tak mocno jak tylko potrafił. Gorzkim finałem serial przekroczył kolejną granicę, której początków – procedurala o ratowaniu przypadkowych sludzi – prawie już nie widać. A że zaczyna coraz śmielej wkraczać na niewygodne terytoria, aż się boję, czy stacja wkrótce nie podetnie mu skrzydeł…

Z finałów to tyle – wkrótce premiery! Choć przed nimi jeszcze dwa pożegnania…

  • rob

    no właśnie ciekawe kogo w serialu oliver wybierze w komiksie i animacji zielona strzała kończył z czarnym kanarkiem (czekam aż w końcu pojawi się słynny soniczny krzyk kanarka ) a może wszyscy jesteśmy w błędzie i to Felicyty stanie się kanarkiem wyglądem pasuje tylko musiała by się nauczyć sztuk walki

    • Krzysiek Ceran

      Soniczny krzyk pojawił się jako gadżet, z którego parę razy korzystała Sara. Jakoś wątpię, by w przyszłości miał się zrobić bardziej komiksowy i dobywać z czyjego gardła – zakładam, że twórcy będą rezerwować supermoce dla obsady „Flasha”, a „Arrow” pozostanie w miarę uziemiony.

      • rob

        trochę szkoda czarny kanarek bez głosu to jak superman bez swych mocy ja liczę że się to jednak zmieni zwłaszcza że mają być crossowery z flashem a w takim wypadku nie widzę sensu by supermoce miały być zarezerwowane jedynie dla jednego serialu gdy oba dzieją się w jednym universum

  • Twoje podsumowanie Agentów zrobiło mi dzień bo miałam DOKŁADNIE takie same reakcje :D

    A odnośnie Elsy: próbowałam chłopakom z Myszmasza wytłumaczyć, jak bezprecedensowym zagraniem jest wrzucenie Elsy do OUaT -tak szybko- po sukcesie filmu, ale jakoś to do nich nie trafiło. A to naprawdę niesamowite i wprost nie mogę się tego nowego sezonu doczekać! Captain Swan FOREVER

    • Wiedziałam, że ma pojawić się Elsa, jednak gdy faktycznie pojawiła się w serialu… No aż mnie ciarki przeszły :-D

  • .

    tragiczna nowomowa młodej kobiety

  • OUaT miało piękne zakończenie! Arrow i PoI też ciekawe, ale to nie do końca „moje” seriale. Czekam teraz na jakieś pocieszenie po Warehouse 13. Zwłaszcza, że żyłam w błogiej nieświadomości że serial się kończy właściwie do połowy tego krótkiego sezonu…

  • rumiko

    wolałabym chyba raczej wprowadzenie zderzenia światów ONCE… i Narni zamiast producji Disney’owskich…

  • O tak, finał SHIELD był cudowny i z radościa wypuściłam na niego moją wewnętrzną fangirl. Ten moment, kiedy agent Coulson odzyskuje blask w oczach i sprężystość kroku! Tylko Fitza mi strasznie żal, ale bardzo podobało mi się, że jego postawa została pokazana jako bohaterstwo a nie naiwny sentymentalizm.