Nie jest tajemnicą, że Once Upon a Time to serial nie dla wszystkich. Po pierwsze trzeba lubić baśnie, po drugie tolerować wysokie stężenie cukru, a po trzecie przymykać oko na kiepskie efekty specjalne. Ale na każdą swoją wadę, serial za każdym razem wygrywa jednym: genialnymi pomysłami łączącymi baśniowe elementy w jedną fantastyczną mieszankę.

Baśniowe wyzwanie czytelnicze Rusty Angel wciąż trwa jeszcze najlepsze, tym razem skorzystam jednak z otwartego zaproszenia do podjęcia tematu serialowego, a nie ma lepszego serialu podejmującego baśniowe tematy niż Once Upon a Time. Produkcja weszła własnie w swój 4. sezon – z głośnym zapożyczeniem postaci z disneyowskiej Krainy lodu – a przez co najmniej pierwsze dwa dawała mi w kość tyle samo, co dawała mi frajdy. Przebyłam długą i wyboistą drogę do pokochania tego serialu (nie wyłączając porzucenia), ale nawet w chwilach kompletnego zwątpienia nie miałam ani cienia wątpliwości, że jedno potrafi zrobić najlepiej ze wszystkiego: pobudzić wyobraźnię tak zmyślnym i ciekawym pomieszaniem, poplątaniem i pokręceniem znanych baśniowych motywów, że czasami mam ochotę ściągać z głowy niewidzialną czapkę. Jeśli widzieliście podobne opinie w necie, to wiedzcie, że mają rację. Pomyślałam zatem, że przedstawię Wam te – subiektywnie – najlepsze, bo w końcu czym lepiej zachęcić do obejrzenia jak nie zaletami? W zestawieniu będą naturalnie spoilery, bo ciężko ich uniknąć, ale wszystkie znajdą się tu w szlachetnym celu.

W zasadzie, zanim przejdę dalej, mogę zacząć od najbardziej podstawowej z podstaw, a już świetnie rozegranej: królewna Śnieżka i jej Książę z bajki to tak naprawdę wygnana z kraju banitka oraz farmer, który został księciem tylko dziełem (nie)szczęśliwego zbiegu okoliczności. Po drugiej stronie mamy z kolei Złą Królową, która poluje na Śnieżkę nie dlatego, że ta jest od niej piękniejsza, tylko z zemsty za wyrządzoną jej krzywdę. Cała trójka już na starcie odwraca baśniowe motywy do góry nogami, ale robi to nie tylko dla zabawy, ale przede wszystkim w celu podarowania bohaterom znacznie ciekawszej głębi i charakteru. Odkąd oglądam Once Upon a Time, ciężko już mi wrócić do wyobrażenia Śnieżki jako tego delikatnego dziewczęcia czekającego na ratunek, bo automatycznie mam przed oczami sprytną i samodzielną łuczniczkę, która odważnie patrzy niebezpieczeństwu prosto w oczy. Takie podejście – odwracania do góry nogami oraz jednoczesnego dopisywania własnych elementów – serial demonstruje od samego początku i robi to ze zdecydowanie świetnym efektem.

Przekonacie się o tym dalej czytając obiecane zestawienie:

Ośmiu krasnoludków

Jak przystało na każdą wersję historii Śnieżki, bohaterka i w serialu ma swoich siedmiu krasnoludków – a raczej skrywała się u nich podczas swojego wygnania, nawiązując przyjaźń na życie i śmierć. Czy jednak ktokolwiek zastanawiał się, dlaczego krasnoludków jest tylko siedmiu? Pomyśleli nad tym twórcy seriali i w efekcie dali nam jeden z najciekawszych twistów już w 1. sezonie. Otóż pewnego razu Śnieżka zakradła się do zamku złego króla George’a, żeby zapobiec małżeństwu Księcia z niekochaną przez niego kobietą, ale zostaje złapana i wtrącona do więzienia. Tam poznaje krasnoluda Grumpy’ego, po którego wkrótce przybywa jego przyjaciel, krasnolud Stealthy. Stealthy uwalnia zarówno Grumpy’ego, jak i Śnieżkę, ale już chwilę później ginie z rąk zamkowych straży. Gdy później w grupie pozostałych krasnoludów następuje jego pożegnanie, Grumpy wypowiada smutne „now we are seven”, które wbiło mi się w pamięć tak mocno, że postanowiłam o tym napisać najpierw.

Czerwony Kapturek i Wilk

Jedną z najfajniejszych postaci początkowych sezonów była Ruby – a.k.a. Red – krzykliwie umalowana kelnerka, która przy kluczykach do samochodu nosi breloczek z wilkiem, a zarazem baśniowy Czerwony Kapturek, a potem najlepsza przyjaciółka Śnieżki. Twist związany z Ruby jest pewnie do przewidzenia, skoro o nim piszę, ale gdy okazało się, że Kapturek wcale nie zmierza się z Wikiem, ale jest Wilkiem, nagle wyskoczyła na miejsce stara znana prawda, że najciemniej jest zawsze pod latarnią. Zrobienie z Ruby wilkołaka, a tym samym wzbogacenie jej o wilkołacze siły i słabości, nadało jej postaci znacznie ciekawszego wymiaru (do dzisiaj wciąż mam nadzieję, że Meghan Ory do serialu powróci), ale jednocześnie też pobawiło się oryginałem: Ruby się „Wilka” boi i choć nie fizycznie, nadal się z nim zmierza. Gdy do całości dodamy Babcię – tu uzbrojoną w bojową kuszę strażniczkę wiedzy – oraz „kapturek”, czyli magiczny płaszcz chroniący przed klątwą, chyba przyznacie, że robi się znacznie bardziej interesująco.

Dr Frankenstein

Jeśli myślicie jednak, że Once Upon a Time bierze na tapetę wyłącznie baśnie, to żaden przykład nie wybije Wam tego z głowy z lepiej. Powiem szczerze, pomysłem wprowadzenia postaci Dr Frankensteina byłam iście zachwycona, tym bardziej, że na tę okazję odcinek przyjął genialną czarno-białą stylistykę odwołującą się do klasycznej ekranizacji tej historii w więcej niż jeden sposób. Wyjątkowo nie zdradzę Wam więcej, żeby nie odbierać Wam jeszcze większej ilości frajdy, ale uwierzcie na słowo, to było jedno z najbardziej pozytywnych i zmyślnych zaskoczeń w serialu, idealnie obrazujące jeszcze wtedy nieznany – nie w aż takim wymiarze – rozmiar (bezmiar?) wyobraźni twórców. Rewelacja.

Piękna i „Bestia”

A oto jeden z najfajniejszych i najgłówniejszych wątków serialu – Belle w wzajemnością zakochana w rezydentnej serialowej „Bestii”, czyli Rumpelstiltskinie. Kierunek tego wątku jest szybki do przewidzenia kiedy tylko dowiadujemy się, że dziewczyna niechętnie zgadza się na służbę w posiadłości czarownika i jest względem niego łagodna, a on względem niej szorstki. Kolorytu temu wątkowi bez wątpienia dodaje fakt, że Belle jest niemal kropka w kropkę wyjęta z disneyowskiego filmu (w komplecie z niebieską sukienką), a bohaterów łączy spór o filiżankę z wyłamanym fragmentem („chipped cup”). Jej pojawienie się w Once Upon a Time to też świetny przykład na to, jak genialnie proste może być połączenie tych dwóch światów: baśniowego i serialowego, bo Belle pasuje do tej układanki jak ulał. Z kolei od momentu pojawienie się jej w życiu Rumpla, ten zaczął przejawiać bardziej ludzkie zachowania, w ostateczności stając się jedną z najbardziej skomplikowanych i trudnych do rozgryzienia postaci, nieustannie balansującej na granicy dobra i zła. Poza tym przygody Belle w Zaczarowanym Lesie to sama frajda, więc mamy totalne win-win.

Pani Jaś

Gdy w 2. sezonie Emma i Hook wspinają się po gigantycznej łodydze fasoli, żeby wśród skarbów gigantów odnaleźć magiczny kompas, od razu wiadomo, że zostanie nam pokazana przekręcona historia Jasia i magicznej fasoli. Nie wiadomo było za to, że będzie ona przekręcona aż tak fantastycznie, bo oto Jaś nie jest wcale płci męskiej, a na dodatek nie posiada wcale szlachetnego serca. Serialową wersją bohatera jest za to Jacqueline – zwana Jackiem – oszustka i złodziejka, która wraz ze złym bratem bliźniakiem Księcia z bajki wkupia się w łaski łagodnego giganta granego przez Jorgego Garcię (tudzież Hurleya z Zagubionych), żeby dobrać się prosto do skarbu. Nie kończy się to dla niej szczególnie dobrze, ale tak czy inaczej postać zdążyła zrobić na mnie pozytywne wrażenie (które pewnie ma coś wspólnego z faktem, że bohaterkę gra bardzo lubiana przeze mnie Cassidy Freeman). Żałowałam, że scenarzyści nie zostawili jej na dłużej – założę się, że w relacji z innymi postaciami jej skorumpowana natura lśniłaby jak diament.

Mroczny Piotruś Pan

Przy czym jeśli chodzi o przetwarzanie baśniowych bohaterów na złoczyńców Jack bezsprzecznie w osuwa się w cień przy mrocznym Piotrusiu Panie, który nękał serialową drużynę w pierwszej połowie 3. sezonu. Zacznijmy od tego, że połączono jego postać z owianym legendą Flecistą z Hamelin, bo właśnie hipnotyczną grą na zaczarowanym flecie Piotruś zwabiał do Nibylandii swoich przyszłych Zagubionych Chłopców. Skończmy zaś na tym, że jego wątek domyka się wokół jednej z centralnych postaci serialu w chyba najbardziej zaskakującym – a przynajmniej szeroko omawianym – twiście w jego historii. Piotruś w wydaniu Once Upon a Time to wyrafinowany okrutnik dla własnych egoistycznych celów manipulujący wszystkimi dookoła , który porywa Henry’ego, by dosłownie wyrwać mu serce. Jest przebiegły, elokwentny, władczy i nie znoszący sprzeciwu, bawiący się swą młodzieńczą wolnością bez smyczy autorytetów. Aury zła dodaje mu wspaniała rola młodego Robbiego Kaya, w którego wykonaniu każde spojrzenie Piotrusia albo mrozi strachem, albo przywołuje na twarz szeroki uśmiech doceniający złowieszcze ogniki tańczące mu w oczach. Jako złoczyńca jest doskonały w każdym calu i nie dajcie sobie wmówić, że „jak serial mógł zniszczyć tak klasyczną bajkową postać”, bo przerobił ją z każdą możliwą korzyścią. Takiego Piotrusia zapamiętacie na całe życie.

Królowa Urszula

Ale wiecie, co jeszcze zapamiętacie? Urszulę, boginię morską, która w Zaczarowanym Lesie uznawana jest za mit, ale nie przeszkadza to syrenie Ariel wierzyć w jej istnienie. Tę wiarę niecnie wykorzystuje zaś Zła Królowa, by podstępem posłużyć się naiwną syreną do schwytania Śnieżki. Bezkarnie podszywa się za mityczną Urszulę, ale wcale nie byle jaką Urszulę, tylko Urszulę dokładnie – i to dosłownie dokładnie – tę samą, którą znamy i uwielbiamy z animacji Disneya. Popatrzcie na obrazek i przekonajcie się sami, a ja Wam dodam, że Lana Parrilla odgrywająca Złą Królową odgrywająca disneyowską Urszulę przeszła w tej scenie samą siebie. Wszystko, w-s-z-y-s-t-k-o, w tych kilku minutach było absolutnie bezbłędne: gestykulacja, mowa ciała, akcent, prawie że identyczna barwa głosu. Patrzyłam i oczom nie wierzyłam, co ja patrzę. Szybko się potem okazało, że zagranie tej bohaterki było wieloletnim marzeniem Parrilli – dodając, że oparła na niej swoją interpretację Reginy – więc mówcie co chcecie na temat aktorstwa w Once Upon a Time, ale Lanę proszę zostawić w spokoju. Zresztą, co ja będę Wam zachwalać, wyjątkowo sprawdźcie sami. Na koniec bonus! W środku też!

Zła Czarownica z Zachodu

Na tym poziomie pewnie nie jest już zaskoczeniem, że Once Upon a Time dobiera sobie wątki z przeróżnych, baśniowych i nie, źródeł, ale pojawienie się Złej Czarownicy z Zachodu i tak było niespodzianką. Szalenie pozytywną, trzeba dodać, bo nie tylko zdrowo namieszała w Storybrooke, ale – aktorsko i koncepcyjnie – była po prostu pierwszorzędna. Oparta została oczywiście o klasyczną interpretację z Czarnoksiężnika z Krainy Oz, czyli z zieloną skórą, szpiczastym kapeluszem i tak dalej, ale wzbogacona o perfidny charakterek i genialne backstory: bo w sumie czemu jej skóra zmieniła kolor? Bo zzieleniała z zazdrości wobec swojej młodszej przyrodniej siostry, Złej Królowej. Mało tego, przybyła do miasteczka w poszukiwaniu składników sekretnego zaklęcia, do którego potrzebuje serca, mózgu i odwagi, a w przeszłości odwiedziła Oz i zapałała natychmiastową nienawiścią do Dorotki z bardzo sensownych, z punktu widzenia historii jej życia, powodów. Gdy na dodatek wciela się w nią Rebecca Mader umiejąca wypowiedzieć „wicked” tak, że ciarki przebiegają po plecach, mamy nie tylko jednego z najlepszych złoczyńców w serialu, ale i jeden z najbardziej efektywnych i pamiętliwych przekrętów. Nie ma się co dziwić, że 3. sezon jest jak dotąd najlepszy.

„Pastereczka” Bo Peep

No dobrze, ale wiecie co? Żaden z powyższych przebłysków geniuszu i tak nie przygotował mnie na to, co wymyślili scenarzyści na początku 4. sezonu, kiedy przedstawili nam postać o imieniu Bo Peep, czyli wziętą z dziecięcej rymowanki pastereczkę. Może kojarzycie Pastereczkę z Toy Story, tę łagodną, porcelanową laleczkę w bujnej sukni, która opiekowała się swoimi owieczkami? No właśnie. W Once Upon a Time też mamy pastereczkę – a raczej żeńskiego mafijnego bossa; która opiekuje się swoimi owieczkami – a raczej pobiera haracz za „opiekę” nad farmami; ma też magiczną laskę, której używa do znakowania swoich ofiar, no i, zgodnie z przyjętym pierwowzorem, nosi dziewczęce, pastelowe kolory spotykające się w ślicznej, kwiecistej sukience. Poczekajcie tylko, aż się odezwie – będzie jeszcze jedna niespodzianka. Dodajmy do tego, że jej odpowiedniczka w Storybrooke jest rzeźnikiem (!) i byłam gotowa spaść z krzesła, podnieść się i spaść z wrażenia jeszcze raz.

Księżniczka Leia

A na deser jeszcze mała ciekawostka – teraz, kiedy Disney posiada pełne prawa do Gwiezdnych wojen, a stacja ABC, dla której Once Upon a Time powstaje, należy do Disneya, twórcy postanowili zamieścić mały easter egg w postaci… no powiedzmy, że pojawienia się księżniczki Lei. Uwierzcie jednak na słowo, że pojawia się w świetnym momencie i jest uroczym mrugnięciem dla wszystkich, którzy łapią temat :)

I ode mnie to na razie wszystko. Macie swoje typy? Dawajcie. Też się pobawimy :)

  • Fakt, sama miałam problem z tym serialem na początku, jednak to, co spowodowało, że nie przerwałam były właśnie te, fantastyczne, zabiegi mieszania bajek.

    Ja bardzo lubię postać Kapelusznika. Jego złe poczynania, które są efektem straty córki. To jak wytłumaczono jego szaleństwo. Bardzo brakuje mi tej postaci. Tak jak Dr. Frankensteina, którego też ubóstwiam.
    Zaskoczyło mnie też to, jak się okazało kim na prawdę był Piotruś. Rumple jest chyba moją ulubioną postacią i wszystkie te historie z jego życia tak ciekawie poprzekręcane, bardzo mnie interesują.

    Sharllot

  • Ja mam dokładnie takie same podejście do OUaT – serialowi dużo można zarzucić, ale cóż z tego, skoro jest tyle funu po drodze!:D
    Kurcze, przypomniałaś mi jak bardzo tęsknię za Red! Co prawda, dobrze że trochę przerzedzili obsadę, bo niektóre postacie naprawdę nic nie wnosiły, ale Kapturek była wspaniała i tak bardzo liczyłam na zeswatanie jej z doktorem Whalem! Chlip!:(
    Wymieniłaś chyba najciekawsze wariacje, ja tam może dodam Haka, który niespodziewanie okazał się postacią pozytywną, choć może to pisanie postaci pod sympatię fanów, w końcu przed debiutem pirata twórcy zapowiadali, że będzie gorszy od Reginy i Rumpla. Cosik nie wyszło:)

  • Plum

    „mały easter egg w postaci… no powiedzmy, że pojawienia się księżniczki Lei. Uwierzcie jednak na słowo, że pojawia się w świetnym momencie i jest uroczym mrugnięciem dla wszystkich, którzy łapią temat”

    W którym odcinku? Mnie się zdarza mniej lubiane/ciekawe sceny przewijać.

  • Pingback: Nieregularny skrót serialowy #1 | Iwona Magdalena()

  • To jeden z moich ulubionych seriali – właśnie ze względu na to przemieszanie wątków i czerpanie garściami zarówno z baśni, z przetworzonych baśni, z Disneya, z baśni literackich, z książek dla dzieci i nie-dla-dzieci… Spotykam się czasem z komentarzami, że to pomieszanie z poplątaniem – ale dla mnie do doskonały obraz współczesnej kultury popularnej i jej funkcjonowania. Wszystko można przetworzyć, wszystko do siebie pasuje. Tak daleko posunięte zjawisko recypowania wszystkiego jest po prostu fascynujące. I bardzo wiele mówi o nas samych, widzach.

  • Pingback: Nieregularny skrót serialowy #1 – WEIRD is a side effect of being AWESOME()