Witajcie w Gotham, mieście, w którym nad ponurymi wieżowcami niemal permanentnie wiszą nie mniej ponure chmury. Jeśli przydarzy się Wam coś złego, nie znajdziecie tu litości, choć być może znajdziecie sprawiedliwość. Prawo i porządek rządzą ulicami tylko po to, by miastem mogła rządzić przestępczość.

Jeśli słyszy się zdania typu „jeden z najbardziej oczekiwanych tytułów jesieni” i „ogłoszony przez krytyków najambitniejszym projektem tego sezonu” w stosunku do serialu stworzonego na podstawie komiksów o, de facto, superbohaterach, budzi się w człowieku pewna duma. Oto wreszcie ktoś spoza środowiska ogłasza fantastykę ambitną, a nawet jeśli nie fantastykę przed duże F, to przynajmniej wieloletni produkt popkultury. Ten ambitniejszy element – w rozumieniu dojrzalszy, znacznie bardziej ponury i znacznie mniej heroiczny – z dobrym efektem pokazała już niedawna trylogia o Batmanie, teraz zaś ten sam kawałek tortu próbuje ugryźć mały ekran. I jeśli Gotham, serial o młodości przyszłego komisarza Gordona oraz najpopularniejszych postaci zamieszkujących świat komiksów o Mrocznym Rycerzu – wraz z Mrocznym Rycerzem (prawie) we własnej osobie – będzie tak dobry jak jego pilot, bez wahania będzie można mówić o sukcesie.

Oczywiście, sama również wyczekiwałam Gotham z pewną niecierpliwością, choć sama, zarówno w filmach i serialach, wolę nieco luźniejsze podejście prezentowane przez Marvela. Swego czasu Batman był jednak moją ulubioną postacią komiksową, bo wśród wszystkich ówcześnie znanych mi superbohaterów był najbardziej ludzki, targany najbardziej zrozumiałymi dla mnie dylematami, a do tego pozbawiony nadprzyrodzonych zdolności. Jego spryt i niezłomność podziwiałam do czasu, kiedy trafiłam na X-Menów (and the rest, as they say, is history). Choć wtedy fascynacja przeskoczyła mi w inne rejony, nigdy nie zapomniałam tego mrocznego, aż dosłownie czarnego klimatu, który sączył się przede wszystkim z doskonałego serialu animowanego. Oglądając pilota Gotham, właśnie z nim miałam najwięcej skojarzeń, dlatego też pozwolę sobie zacząć omawianie tego odcinka nieco od końca.

fot. FOX

Bo widzicie, Gotham to serial niezwykle trafnie nazwany – jest niby zamieszkiwany przez jakieś tam postacie, ale tak naprawdę opowiada o mieście i tym, co, jak i dlaczego się w nim dzieje. Już otwierająca scena pokazuje nam nie tylko radośnie podkradającą drobne przedmioty Selinę Kyle (przy okazji nieźle rysując jej charakter za pomocą samych ruchomych obrazów), ale przede wszystkim stopień przestępczości, jaki panuje w jego przestrzeni. Kilka sekund później natrafiamy na kanoniczne morderstwo rodziny Wayne’ów, już w następnej scenie mamy do czynienia z sytuacją z zakładnikiem w samym środku komisariatu policji, a dalej w trakcie odcinka kluczowa okazuje się współpraca z półświatkiem i jego ciemnymi elementami. Bezprawie znajduje się tu niemal na każdym kroku, jaki wykonują bohaterowie. Przesiąknięte są nim nie tylko ulice, ale i morały – do tego stopnia, że trudno jednoznacznie wskazać postać pozytywną czy negatywną, czego świetnym przykładem jest np. detektyw Harvey Bullock albo scena z Fish Mooney przesłuchującą najpierw komika do lokalu, a potem swojego nieposłusznego pomocnika. Można wręcz powiedzieć, że Gotham jest ukształtowane przez przestępczość – rządzi nim burmistrz kupiony przez mafię, skorumpowani policjanci czy pozaoficjalne układy pod ręką prawa. To fascynujący obraz i przede wszystkim pyszne, plastyczne podłoże do wszelakich fabularnych dram, bo każdy krok może się dla bohaterów okazać fałszywy. Go, Gotham.

Po tym niepewnym, najeżonym pułapkami gruncie porusza się więc nasz bohater, młody, praworządny ex-żołnierz, którego idealizm (wyjątkowo, jak u idealistycznych bohaterów) idzie w parze z inteligencją. Nie jest to młodzik rzucający się na sprawy z wywieszonym językiem, ale młody mężczyzna ze swoim bagażem doświadczeń, które akurat stoją w sprzeczności z panującym w mieście cichym przyzwoleniem. Bardzo fajnie udało się pokazać spokojny, zrównoważony charakter Gordona, który nawet wśród bulgoczącym emocji potrafi myśleć logicznie, nie robi też z siebie żadnej gwiazdy, no i przede wszystkim cały entuzjazm, jaki wkłada w pracę wynika u niego praktycznie wyłącznie z zawodowego zaangażowania. Jeśli popełnia błędy, to z braku doświadczenia, nie z próby udowodnienia swoich umiejętności. Jako nowy, dostaje się pod skrzydła nieco zgorzkniałego detektywa Harveya Bullocka, który początkowo nie chce niańczyć dzieciaka, ale ostatecznie postanawia pokazać mu, że bez pójścia na układy nie ma w tym mieście szans. Co robi Gordon, łatwo przewidzieć, ale zarysowany tutaj konflikt pomiędzy starym a młodym to kolejny interesujący wątek, bo już w pilocie wyraźnie widać, że jeden wpływa na drugiego tak samo, jak drugi na jednego. Ta relacja – zresztą jak domyślają się czytelnicy komiksów – będzie w Gotham jednym z dominujących motywów i bardzo jestem ciekawa, jak rozwinie się już w najbliższych odcinkach.

Gdzie indziej mamy w serialu młodego Bruce’a Wayne’a, który po tragicznej stracie rodziców bez protestów pogrąża się w rygorystycznym hartowaniu ducha przez swojego wiernego kamerdynera Alfreda. Przyznaję, że niewiele wiem o młodości Bruce’a i jego młodzieńczej relacji z Alfredem, ale trochę inaczej wyobrażałam sobie postać Brytyjczyka. W Gotham jest dla panicza dość surowym nauczycielem – nie nieczułym, ale wyraźnie próbującym wychować go na twardego dziedzica, co trochę gryzie mi się z wizerunkiem ciepłego i życzliwego towarzysza, którego pamiętam z serialu i komiksów. W kontraście do Alfreda stoi jednak sam Gordon, który otacza Bruce’a nie tylko ciepłem i sympatią, ale i pełnym dojrzałym zaufaniem. Again, jestem bardzo ciekawa dalszego rozwoju tej przyjaźni, bo według zapowiedzi ma być jednym ze stałym elementów serialu, a poza tym to w końcu początek wielkiej, wieloletniej znajomości – droga do niej z pewnością będzie satysfakcjonująca.

fot. FOX

W pilocie poznajemy również kilka innych postaci, m.in. szalonego Oswalda Copplebota zwanego Pingwinem, który niemal tak samo jak Gordon szuka dla siebie miejsca w mieście, tylko po wyraźniej drugiej stronie barykady. Intrygującą postacią jest także wspomniana Fish Mooney, jedna z liderek tutejszej mafii fantastycznie zagrana przez Jadę Pinkett Smith, która zmienia się jak kameleon w zależności od sytuacji. Póki co, występuje jako ewidentna przeciwniczka Gordona, bezwzględna i nieprzewidywalna, ale dzięki tajemniczym powiązaniom z jednym z bohaterów zapowiada się na złożoną, niejednoznaczną bohaterkę. Z kolei inna bohaterka, przyszła Kobieta-Kot, pojawia się zaledwie w kilku scenach, ale za to wyraźnie podkreślających jej przyszłą fascynację Brucem. Mamy też niemalże cameo Edwarda Nygmy, który pracuje tu jako technik w laboratorium kryminalnym komisariatu. A co uwielbiają technicy? Chwalić się swoimi odkryciami poprzez zadawanie pytań – pardon, zagadek – na które doskonale znają odpowiedź. Uwielbiłam.

Jednak to nie tylko postacie – nawet tak abstrakcyjne jak skorumpowane miasto – są wielką siłą tego pilota, i dalej całego Gotham. Niesamowicie klimatyczna jest sama estetyka serialu: zawieszenie czasu w przestrzeni poprzez niemal całkowite usunięcie współczesnych technologii (nie ma tu ani jednego komputera i ze dwie komórki, ale wcale nie wyglądające na nowoczesne) czy dbałość o detale scenografii (mnóstwo ozdobnych żyrandoli, drewnianych dekoracji, staromodnych samochodów – sam komisariat to praktycznie hol muzeum zapełniony biurkami). Jest nawet mnóstwo specyficznych ujęć kamery, które lubią skupić się na postaciach z daleka. To znów przypomina mi Batman: The Animated Series, którego realia były ciekawą mieszanką co najmniej dwóch epok (albo pamiętacie może ten odcinek Fringe, w którym Walter opowiada historię jak z filmu noir? coś w tym stylu). Cały ten zabieg bardzo przyjemnie podkreśla ponadczasowość materiału źródłowego, a do tego pozwala skupić się na relacjach międzyludzkich zamiast na suchym rozwiązywaniu spraw – co z kolei rzuca dosyć pozytywne światło na całościowy kształt serialu oddalony od typowego procedurala najbardziej jak się da. Jak dla mnie, Gotham zapowiada się na prawdziwą character driven drama – a przy tym bardzo charakterystyczną i stylową – co już po pierwszym odcinku stawia ją u mnie wysoko na podium.

Co więcej, pomimo swej poważnej i dość ciężkiej tematyki, pilot Gotham wcale nie stroni od humoru. Rzecz jasna nie ma mowy o ciętych one-linerach po udanej akcji, ale jest tu nawet niejeden moment rozluźnienia atmosfery poprzez drobny komentarz pod nosem czy odrobinę, może nie humoru sytuacyjnego, ale humorystycznych w odbiorze sytuacji. W tych dominujących w serialu odcieniach szarości, takie żywsze kolory pozwalają go dosłownie rozjaśnić i uczynić jego świat prawdziwszym.

Nie ma co ukrywać, bardzo, bardzo podobał mi się ten pilot. Skąpani w odcieniach szarości bohaterowie to jego najsmakowitszy kąsek, wspaniale przyprawiony stylową atmosferą i niebanalnymi rozwiązaniami fabularnymi. Już w pilocie Gotham wcale bowiem nie patyczkuje się ze swoimi postaciami, w niezłym twiście łamiąc przy okazji inne serialowe tabu typowe dla policyjnych historii. Nie wspominam w sumie o aktorstwie, bo raz, doskonały casting został już omówiony na dziesiątą stronę, dwa, nie ma tu miejsca na granie gorsze niż dobre lub bardzo dobre (poziom zaniża może Erin Richards jako Barbara Kean, ale sama postać wypada na razie dość nijako). Koniec końców, wygląda na to, że FOX trafił w końcu na kurę znoszącą złote jaja, a cóż, najwyższa pora. Dobra oglądalność i pochlebne recenzje zwiastują urodzajne popkulturalne czasy, więc oglądajcie bez wahania, bo to może być faktycznie serial tej jesieni.

  • Widzę, że dziś chyba wszyscy obejrzeliśmy ten serial. To bodajże czwarta recenzja jaką czytam dzisiejszego poranka i pewnie nie ostatnia. Osobisię jestem zachwycony Pingwinem i czekam na rozwinięcie jego wątku.

  • Ja oglądam teraz, bardzo mi się podoba! Jest klimat, są charakterne postacie, będzie się działo.

  • rob

    wygląda mi to na origin story co nie jest złym pomysłem dla bat świata pytanie tylko czy serial będzie miał dostatecznie dużo czasu (sezonów )by to spokojnie ogarnąć czy obawiając się kasacji scenarzyści zaserwują nam skoki w czasie o parę lat co kilka odcinków

  • Mnie się też podobało, ale nie bez małych zastrzeżeń. Tak jak bardzo lubię nawiązania, smaczki itd., to mam wrażenie, że tutaj kilka było jednak nieco na siłę. I bardzo drażniła mnie postać Nygmy, zwłaszcza pod względem aktorskim.
    Natomiast jako całość „Gotham” zapowiada się obiecująco, a główni bohaterowie i ogólna atmosfera są genialne, więc czekam na kolejne odcinki :)