Królewna Śnieżka i Łowca: Przyczajony Łowca, ukryta Śnieżka

krolewna-sniezka-i-lowca-f

Od samego początku wiedziałam, że na Królewnę Śnieżkę i Łowcę muszę wybrać się do kina bez względu na wszelkie negatywne opinie, jakie dojdą mi do słuchu w międzyczasie. Ostatecznie wycieczki na film wcale nie żałuję. Żałuję tylko tego, że grała w nim Kristen Stewart.

Ponieważ internet zdążył już wystarczająco treściwie zahuczeć od recenzji, komentarzy i niespełnionych nadziei, nie chcę się powtarzać, że to mroczna adaptacja klasycznej baśni i że na pewno nie jest dla dzieci, a wręcz bardzo, bardzo przeciwnie, dlatego też ograniczę się do kilku obserwacji. Zaznaczę tylko, że to zdecydowanie widowiskowa produkcja fantasy, którą bardzo przyjemnie oglądało mi się na dużym ekranie, ale która ze względu na spłycenie fabuły – ze względu na spłycenie postaci Śnieżki wynikające w pewnym sensie z gry aktorskiej Kristen Stewart – niestety nie dostanie ode mnie więcej niż 6/10.

A oto obserwacje:

1) Chris Hemsworth, Charlize Theron i każdy inny aktor, który miał jakąkolwiek wspólną scenę z Kristen Stewart, grali sami do siebie. Najbardziej widoczne było to w przypadku Chrisa, który tych scen miał niestety najwięcej – w pewnym momencie zrobiło mi się przykro, że on się tak stara, a po drugiej stronie pusto. Śnieżka wykazywała w dialogach praktycznie zerowe zaangażowanie, przez co wspólne sceny z jej udziałem sprawiały kompletnie nienaturalne wrażenie – i wcale nie mówię tego dlatego, że nie lubię Kristen Stewart i że uparłam się, żeby ją w tym filmie obsmarować. Szczerze, jedyną produkcją, w jakiej widziałam ją przed Królewną Śnieżką i Łowcą był Azyl (Panic Room) z Jodie Foster, gdzie dziewczyna miała wtedy 12 lat. Pamiętam wręcz, że całkiem pozytywnie oceniłam jej występ i nawet myślałam, że wyrośnie na dobrą aktorkę. Zmierzchu ani nie czytałam, ani nie oglądałam, dlatego nie mogę się wypowiedzieć, jak udała jej się ta rola, ale dzięki temu mogłam podejść do Śnieżki prawie na czysto („prawie”, bo w dobie internetów ciężko uniknąć miliona uszczypliwych komentarzy). Czyste (prawie) podejście jednak nie pomogło, bo nawet pomimo szczerych chęci nie jestem w stanie dostrzec w tej roli jakiś naprawdę jasnych stron. Może z wyjątkiem jednej – Stewart świetnie sprawdziłaby się w filmie niemym, gdzie nie musiałaby mówić w ogóle, bo w scenach moczenia się w wodzie, uciekania przez las i ogólnego chodzenia była całkiem przekonująca. Niestety, to prowadzi do obserwacji numer dwa, która poniekąd ma więcej do czynienia ze scenariuszem niż z Kristen, ale podejrzewam, że aktorsko dziewczyna by i tak temu nie podołała.

2) Śnieżka nie ma prawie nic do powiedzenia. W zasadzie ta rzecz bolała mnie w tym filmie najbardziej, bo nawet pomimo roli Stewart o wiele łatwiej byłoby mi wyobrazić sobie ukazywane przez Śnieżkę emocje, gdyby one w ogóle zostały w scenariuszu zawarte. Tymczasem na próżno było ich szukać w momencie, w którym Łowca mówi do niej miłe słowa (na usta aż prosi się jakieś „dziękuję”), wszyscy wokół pomagają jej  z dobroci swoich serc (również „dziękuję”, ale może też jakieś „nie chcę, by przeze mnie stała się wam krzywda”), albo gdy ludzie szarpią się o nią jak o worek z ziemniakami (tutaj na przykład przydałoby się „nie wrócę tam”, albo „zostawcie mnie”, albo nawet „sama o siebie zadbam!”). Dziewczyna milczy nawet w scenie, w której umiera jej wierzchowiec (na tej scenie zamknęłam oczy i zasłoniłam uszy najmocniej jak potrafiłam, dlatego nie wiem, czy ten biały rumak rzeczywiście umarł, ale byłabym wdzięczna, żeby mi tego nie mówić, bo wolę nie wiedzieć). Nic, żadnych okrzyków, błagań, żadnej rozpaczy. Pamiętacie rozdzierającą serce scenę na bagnach z Niekończącej się opowieści? Tutaj też się można popłakać, bo w końcu umiera koń, ale o pięć razy nie tak bardzo. Od Śnieżki nie czuć praktycznie żadnych uczuć, a w centralnej bohaterce jest to po prostu niedopuszczalne. Nie powiem, że wyraz twarzy dziewczyny nie zmienia się w ogóle, ani też, że nie mówi ona kompletnie nic – ale jest tego tak mało i jest w to ukazane w tak opłakany sposób, że aż przykro. Naprawdę, było mi po prostu przykro, bo zepsuło mi taki fajny film. Gdyby ukryć Śnieżkę całkowicie, byłby naprawdę udaną produkcją.

3) Szczęśliwie, kompletnym przeciwieństwem Kristen Stewart jest oczywiście Charlize Theron, która w roli Królowej wypadła moim zdaniem rewelacyjnie. Ogromnie podobała mi się ekspresja, z jaką wypowiadała każde pojedyncze słowo, bo nadawało to jej postaci iście złowrogiego wrażenia – z jednej strony dama, przykładna, chłodna, wyrafinowana, z drugiej w każdej chwili może wybuchnąć. W zasadzie to nawet jej kibicowałam – żal było patrzeć, jak przegrywa na rzecz swojej drewnianej pasierbicy.

4) Podobało mi się również, że postać Łowcy dostała jakieś tło, które wyjaśniało jego rolę. Tu się przyznam do nieznajomości oryginału i niewiedzy, czy łowca z baśni też stracił ukochaną, ale w filmie całkiem zgrabnie zgrało się to z jego olewackim nastawieniem i stopniowej ewolucji w bohatera. Nie zaprzeczę też, że Chris Hemsworth bardzo mi w tej roli pasował – ani też, że nie przypominał Thora z Thora – ale ze swojego punktu widzenia nie mam powodów, by wymieniać to jako wadę ^^ Potencjał tej postaci nie został natomiast wykorzystany do końca, stąd też właśnie to „przyczajenie” – Łowca jest, ale w sumie dlatego, że tak nakazał mu film. To kolejny słaby punkt scenariusza.

5) Świetny klimat. Brudny, ciemny, nieprzyjazny – tak w postaci zabłoconych miast, w których leje deszcz, komnat w zamku królowej, w których pełno jesiennych liści, czy fantastycznie wykreowanego Mrocznego Lasu, w którym wszystko pełza, gnije i się rozkłada. Z kolei kiedy sprawy zaczynają przybierać dla Śnieżki jaśniejszy obraz, mamy przepiękną i fantazyjnie pokręconą naturę, która jak nic przypomina leśne cuda z Księżniczki Mononoke (porównanie zapożyczone od zwierza przy okazji innego porównania, ale które wryło mi się w mózg i przez które nie jestem w stanie dostrzec innego). Jak dla mnie, wizja artystyczna Śnieżki została zrealizowana w stu procentach. Dawno nie widziałam w filmie tak zjawiskowych, baśniowych lokacji, które wyglądają jakby zostały wyjęte wprost spod pędzla wyjątkowo uzdolnionego artysty – na przykład zwykły most w lesie. Ten film jest wręcz zrobiony, żeby go oglądać – niekoniecznie słuchać, ale na pewno oglądać.

Co do reszty, Królewna Śnieżka i Łowca byłaby o wiele bardziej udanym filmem, gdyby miała odrobinę mocniejszy scenariusz i aktorkę. Przez cały film nie mogłam pozbyć się wrażenia, że większość scen mogłaby zostać zrobiona lepiej (abstrahując od Śnieżki, do której mam prawie same zastrzeżenia, i Łowcy oraz Królowej, do których zastrzeżeń albo nie mam, albo mam ich mało). Sporo kwestii zostało potraktowanych bardzo powierzchownie, i bardzo mi tego szkoda (np. krasnoludki, wojna, tyraniczne rządy Ravenny). W tym świetle w zasadzie ucieszyła mnie wieść, że została zaklepana kontynuacja – bo mam nadzieję, że wątki zostaną rozwinięte i dostaniemy film, którym Królewna Śnieżka i Łowca się nie okazała. Tymczasem będę jednak zachęcać do obejrzenia – na DVD, ma się rozumieć – bo choć film ma swoje wady, to klimatu odmówić mu nie mogę. Dobrego kawałka klimatu fantasy.

  • Sama jeszcze nie miałam okazji zobaczyć „Śnieżki”, natomiast z Twojej relacji wynika, że wszystko jest dokładnie tak, jak się spodziewałam. Teraz tylko muszę zdecydować, czy warto wybierać się na ten film do kina. Bo obejrzę na pewno.

    • Myślę, że jeśli obejrzy się ten z film z odpowiednim nastawieniem, na pewno się na tym obejrzeniu nie straci – ale po prostu lepiej nie oczekiwać za wiele :)

  • Doedukuj się w kwestii Łowcy: http://basnie.republika.pl/sniezka.htm
    ;)

    • Zabił zająca :(

    • Albo dzika lub wieprza, zależnie od wersji, i także zależnie od niej pokazywał królowej serce albo wątrobę i płuca. W początkowych wersjach nie było też pocałunku, Śnieżkę budziło potrząśnięcie szklaną trumną, którą słudzy księcia przenosili do jego zamku, motyw z budzeniem przez pocałunek pojawił się później, prawdopodobnie pod wpływem Śpiącej Królewny.

  • Ech, czemu mnie ten wpis nie zaskoczył… Natomiast dziwi mnie, że Kristen w ogóle dostaje jakieś role, zwłaszcza takie, które wymagają większego zaangażowania -.-” Ja rozumiem, że jest na nią moda, ale na litość boską… Na pewno nie obejrzę, niestety niektórych aktorów nie mogę ścierpieć i ich gra psuje mi cały seans. Także daruję sobie tę wątpliwą przyjemność i cieszę się, że Ty znalazłaś jakieś pozytywy i nie był to całkiem zmarnowany wypad ;)

    • No niestety, choćbym chciała, nic nowego – tudzież nic innego – o tym filmie nie da się napisać ;)

  • „Nie powiem, że wyraz twarzy dziewczyny nie zmienia się w ogóle, ani też, że nie mówi ona kompletnie nic – ale jest tego tak mało i jest w to ukazane w tak opłakany sposób, że aż przykro.”

    Czyli gra aktorska lepsza niż w 2 i 3 epizodzie SW? Tam Haydenowi wyraz twarzy się nie zmieniał, chyba że akurat odwracał głowę.

    • Szczerze, to Hayden od czasu do czasu zmieniał barwę głosu – nie, żeby szczególnie przekonująco, ale jakoś bardziej zauważalnie ;)

  • Punkty 1 i 2 to kwintesencja tego, co zarzucałem temu filmowi. (pisałem o nim jakiś czas temu na blogu na Polterze)
    Mam pytanie, gdzie byłaś na filmie? Bo jak byliśmy w CC w Kaziemirzu, to na dużym ekranie jakość obrazu była taka, że oczy piekły i głowa bolała :( I nie wiem czy to wszystkim, czy tylko nam się tak trafiło…

    I ciekawostka: w filmie ukryto mnóstwo „znajdziek” z innych produkcji. Wspomnę o dwóch (choć znaleźliśmy więcej): scena żywcem z Księżniczki Mononoke czy ukryty symbol Gondoru z LOTRa. Podejrzewam że taka kinomaniaczka jak Aeth odnalazła więcej.

    • No niestety, zapatrzyłam się w inne rzeczy na tym filmie – m.in. na aktora, którzy rzeczywiście grał misjonarza w czwartej części „Piratów z Karaibów” ^^ (tutaj grał Williama). Ale poszukam tych znajdziek jeszcze – tym bardziej, że właśnie wyczytałam, że rolę Łowcy początkowo chciano dać Viggo Mortensenowi, więc symbol Gondoru to fajna ciekawostka (i tym bardziej, że na Avangardzie prowadzę prelekcję o easter eggach w filmach ^^)

      A w kinie byłam w Bonarce – i CC tam bardzo polecam. Najlepsze sale w całym w Krakowie (choć oczywiście nie wszystkie).

    • Herb Gondoru trudno było przeoczyć, był na 1/3 plakatów. :P

    • Nie jestem przesadnym freakiem twórczości Tolkiena, so I didn’t notice :P

  • Napiszę to samo, co wszędzie:) Jak zobaczyłam trailer w TV to mało się nie popłakałam. Stewart u boku wspaniałej Theron! Przecież to na samą myśl się gryzie! Czekałam na ten film, ale ta Stewart jak na razie mnie odstraszyła, może kiedyś jak uzbroję się w większą cierpliwość.
    Ale recka bardzo rzetelna, dokładna. Dzięki za ciekawą lekturę!

  • zamierzam obejrzeć, gdzieś po sesji ;)

  • Co do sceny umierania konia, to nie pokazali całości na ekranie, cut i lecimy dalej – twórcy filmu mieli momentami chyba problem z określeniem, dla jakiej widowni robią film.

  • ‚Get into the chopper’ ;) Dodam, że fajnie Warhammerowe filmidło :D