Kiedy w maju pisałam o zapowiedzi Intelligence, już wtedy byłam gotowa kupić go w całości. Warunek był tylko jeden: miał mi dać chemię, akcję i szpiegowskie zabawki. Pilot w zasadzie każdy z tych punktów ładnie odhaczył, ale na dwa kroki w przód, cofał się o dwa inne do tyłu. Gdybym kupiła go od razu, dalej nie bym nie wiedziała, za co zapłaciłam.

Na samym początku od razu zaznaczę, że to nie był pilot zły – ba, przy odrobinie dobrej woli można go nazwać całkiem dobrym, a już na pewno powiedzieć o nim „ok”. Ludzie na Zachodzie malują go jednak jako zbyt fantazyjną krzyżówkę Person of Interest i Chucka, która z balansowania na granicy czystej abstrakcji może się na własne życzenie spektakularnie roztrzaskać. Ja tak, dla kontrastu, wcale nie uważam – w dalszej części, dlaczego – ale też muszę zaznaczyć, że najlepiej do premiery Intelligence podejść na spokojnie. Oczywiście wiem, że jest Josh Holloway – w pierwszej roli, i to głównej, od czasu Zagubionych; oczywiście jest też Meghan Ory, do której po Once Upon a Time mam jakąś niewyjaśnioną słabość, ale pilot to jeszcze nie czas na ekscytację. Na tyle przypadków, w ilu mnie zaskoczył, gdzie indziej mnie niestety rozczarował. Mówiąc matematycznie, 2 – 2 = 1.

Koncept fabularny serialu jest prosty jak konstrukcja cepa. Gabriel Vaughn (Josh Holloway) to agent rządowej organizacji US Cyber Command, który dzięki wszczepionemu do mózgu chipowi jest trwale podłączony do internetu, światowych baz danych, przekaźników satelitarnych i każdego cyfrowego skrawka informacji. W dowolnej chwili może podłączyć się do dowolnej informacji, a nawet tworzyć w głowie fotograficzne hologramy pozwalające mu dokładnie obejrzeć każdą scenę każdego wydarzenia. W efekcie jest w swoim fachu niezwykle skuteczny, ale i równie cenny. Do ochrony zostaje mu więc przydzielona agentka specjalna Secret Service, Riley Neal (Meghan Ory), na której krnąbrny charakter Gabriela nie robi szczególnego wrażenia. Razem mają bronić Stany Zjednoczone przed zagrożeniami. Koniec konceptu fabularnego. Jeśli ktoś w tym momencie stwierdzi, że nie ma czego w tym serialu szukać, wcale nie będę mu się nawet dziwić. Jednak choć pomysł brzmi bardzo głupiutko – a na domiar złego serial ma być typowym CBS-owym proceduralem – można się zdziwić, jak wiele odbiegających od standardu niespodzianek potrafił w pilocie przygotować. Zacznijmy więc od pozytywów.

Otóż największą pozytywną niespodzianką pilota Intelligence jest fakt, że nie jest on swoim własnym początkiem. Zostajemy wprowadzeni w świat, który wyraźnie istnieje sobie już od pewnego czasu, i to na tyle wygodnie, żeby nawet nie chcieć kwestionować reguł jego rzeczywistości. Gabriela poznajemy w środku kolejnej rutynowej misji, od razu jest więc człowiekiem pewnym swoich umiejętności, o takim a nie innym usposobieniu, preferencjach i skłonnościach. W zasadzie można powiedzieć, że wcale go nie poznajemy, ale się o nim dowiadujemy – i to zdecydowanie bardziej poprzez obserwację niż liczne przymiotniki, którymi opisuje go przełożona (Marg Helgenberger). Gdy kilka chwil później zostaje nam pokazana wielka machina, jaką jest Cybercom, a wraz z nią zespół przydzielony bohaterowi, Gabriel nagle przestaje być cudem na ziemi, a zmienia się w nieco bardziej uzdolnionego – i co ważniejsze, ludzkiego – profesjonalistę. Był to bardzo interesujący zabieg, który dosłownie w kilka chwil pokazał bohatera jako de facto nie bohatera (a przynajmniej jeszcze nie teraz i nie w tym heroicznym, niezniszczalnym sensie), w zamian wciskając go pomiędzy innych i tworząc im wszystkim zgrane, naturalne środowisko. Dzięki temu nie miałam poczucia, że to zawsze Gabriel będzie miał odpowiedź i rozwiązanie na wszystko, a to już zdecydowanie dobry krok w historii o super agencie z chipem mózgu.

Ale dalej robi się jeszcze ciekawiej, kiedy na scenę wkracza Riley – bohaterka, która jest łącznikiem pomiędzy nimi a nami. Jedną z największych zalet, które nasuwały się mi się na myśl o Intelligence był fakt, że mamy tu ciekawą zamianę miejsc: to nie mężczyzna musi ochraniać kobietę, ale kobieta mężczyznę. Naturalnie zadbać o siebie potrafi jedno i drugie, ale chodzi raczej o fakt pokazania – czy raczej nie pokazania – że bycie kobietą w tej roli nie jest niczym specjalnym. Z tego powodu byłam postaci Riley niezwykle ciekawa. Spieszę więc donieść, że po pierwsze Meghan Ory spisuje się naprawdę fajnie, a po drugie, że pomimo fasady twardej, poważnej i chłodnej, jej bohaterka okazuje się ludzką istotą potrafiącą rozumieć ludzkie emocje. Miałam pewne obawy, że konflikt charakterów jej i Gabriela będzie dominującym motywem przynajmniej większości sezonu, a tymczasem mile zawiodłam się odkrywając, że już w połowie odcinka nawiązuje się pomiędzy nimi niewymuszona nić porozumienia. Wydarzenia, które do tego doprowadziły niekoniecznie mnie usatysfakcjonowały, ale z końcowego efektu wywiązała się ciekawa, naturalna relacja, której z przyjemnością będę przyglądać się dalej. Przy czym mówiąc „relacja” nie mam na myśli miłosnych iskierek, których można się po formacie Intelligence spodziewać, ale zwykłej, koleżeńskiej znajomości opartej na zaufaniu i zrozumieniu. To drugi mocny punkt dla tego pilota.

Ma jeszcze trzeci, a może nawet i czwarty, pod względem takim, że nakreślona przez niego intryga nie jest może przesadnie świeża i skomplikowana, ale za to wyjątkowo zaskakująca. Ten pilot bowiem uśpił moją uwagę. Przedstawił mi świat, który tętni od życia, jakie sobie w nim biegło – czego wyrazem jest naturalna, codzienna zażyłość pomiędzy postaciami (ukłon dla obsady) – a potem wywrócił go do góry nogami w bardzo niespodziewanym twiście. Naprawdę sądziłam, że nie oglądam niczego, czego bym już nie widziała, a tu ni stąd, ni zowąd scenariusz obiera zupełnie nieprzewidziany kierunek, tak jakby mi znienacka klasnął przed oczami. Nie wiem, czy serialowi robi to różnicę na teraz i na wieki, ale czegoś takiego jeszcze w proceduralu nie widziałam (na tą małą ilość procedurali, które widziałam). Oczywiście wiąże się z tym wątkiem zakrojona na szerszą skalę intryga, której przedsmak w pilocie jest nam pokazany, ale dla mnie najciekawszym był sam fakt, że dałam się nabrać.

Ale niestety tutaj zaczynają się też schody – bo może mogłam dać się nabrać na jeden fajny twist fabularny, ale już nie dam sobie wmówić, że sposób traktowania tak postaci, jak i widza jest tu brany na wystarczająco poważnie. Nie mam nic przeciwko temu, że Intelligence, jako szpiegowski serial akcji z elementem science-fiction korzysta z wielu bzdur wymyślonych na potrzeby serialu – nie mam, łykam takie konwencje na śniadanie – ale trochę mnie martwi, kiedy scenariusz zaczyna jechać po linii najmniejszego oporu. Wyżej pisałam o punktach za Riley, teraz napiszę o owym cofaniu się w tył. Otóż bohaterka została zilustrowana jako faktycznie twarda i nieustraszona agentka, która w obliczu niebezpieczeństwa potrafi nie tylko zachować zimną krew, ale przeć do przodu bez względu na wszystko (w serialu wspomniano akurat o ranach postrzałowych). W jednej z pierwszych akcji z Gabrielem, Riley znów zostaje postrzelona – ale w zasadzie jedynie draśnięta. Jednak z jakiegoś powodu taka mała ranka nagle zostawia ją niezdolną do działania, zdaną na nieuniknioną pomoc Gabriela. O ile więc podoba mi się samo przedstawienie bohaterki jako tej, która ochrania, nagłe robienie z niej tej, którą ochraniać trzeba zgrzytało mi niemiłosiernie. W tym momencie z Gabriela sztucznie zrobiono tego bohatera przez duże b, którego kule się nie imają, gdy działa w obronie słabszych. Riley nam początkowo nie pokazano jako słabej – wręcz przeciwnie – a tu nagle następuje nagła zamiana miejsc. Było to przykre i niestety stosunkowo rozczarowujące.

Szkoda tylko, że kilka minut później praktycznie się powtórzyło. Bohaterowie zostają chwilo pojmani, ale z niewoli tradycyjnie szybko się wydostają. Problem w tym, że choć Gabriel wcale nie biegł Riley na ratunek, bohaterka ostatecznie i tak wylądowała jako żywa tarcza Tego Złego. Po co tworzyć postać, która teoretycznie umie o siebie zadbać, a potem sprowadzać ją do roli damsel in distress? Czuję – albo chcę wierzyć – że twórcy Intelligence mieli dobre zamiary, ale zupełnie jeszcze nie wiedzieli, jak do tego tematu podejść. Gdzie indziej Shaw i Root w innej produkcji CBS-u potrafią samodzielnie utorować sobie drogę z każdej kabały, a opisywana – przez własny scenariusz – jako nieugięta agentka, Riley zostaje oddana na pożarcie najbardziej wyświechtanym motywom na świecie. To się musi poprawić, naprawdę musi.

Więc jest ten konflikt, te skonfliktowane uczucia, jakie wywołał we mnie ten pilot. Z jednej strony wszystko gra, kolejne sceny utwierdzają mnie w przekonaniu, że jest to niezłe, ciekawe, i choć dość niedorzeczne, to zwyczajnie „ok”, z drugiej następuje nagłe wykrzywienie mięśni twarzy na widok kalkowanych, krzywdzących schematów. Nie jestem z ich powodu jakoś przesadnie zła, nie sprawiły, że chcę ten serial rzucić – bo nie, chcę oglądać dalej – ale po prostu było tak dobrze, a potem wyszło jak zwykle. Przy czym zdaję sobie sprawę, że mnie to może przeszkadzać bardziej niż Wam, dlatego najlepiej radzę Wam Intelligence sprawdzić na własnej skórze. W tym momencie mogę powiedzieć tylko, że matematyka jeszcze mi się nie kalkuje.

  • Renata EM

    U mnie ten pierwszy odcinek pozostawił niedosyt i ambiwalencje. Po pierwsze Gabriel posiada ten unikatowy zestaw genów i Chinka tez(no ale ich jest kilka miliardów). Wypowiedź jego przełożonej sugeruje, ze pomimo jego oczywistych wad „reckless” i takie tam czyli żona zdrajczyni – nadaje sie na baaardzo ważnego agenta, któremu powierza się sprawy wagi światowej. Oczywiste jest, ze przez następne dwa sezony (o ile będą) Gabriel będzie ścigał tę żonę, w nieskończoność moralnie przeżuwając dylemat – zdradziła czy też nie. Ten wątek mnie zniechęca ..naprawdę. Tutaj się była girfriend Kennexa kłania. Poza tym – nawiązując do „Life” musi sie pojawić element napięcia seksualnego między partnerami – czy można wtedy wyłączyć chip? itd itp..duzo wątpliwości

  • Sawyer i Red razem w akcji – muszę to zobaczyć! Chociaż fabuła do mnie nie przemawia, ale spróbuję, jak już będzie co najmniej kilka odcinków :)

    • Dam znać, co z tego wyjdzie. Plusem jest, że serial ma mieć tylko 13 odcinków, więc pewnie nie będą rozmieniać fabuły na drobne. W sensie mam nadzieję, że nie aż tak drastycznie, jak robi to „Almost Human”…

  • >Ludzie na Zachodzie malują go jednak jako zbyt fantazyjną krzyżówkę Person of Interest i Chucka, która z balansowania na granicy czystej abstrakcji może się na własne życzenie spektakularnie roztrzaskać. Ja tak, dla kontrastu, wcale nie uważam – w dalszej części, dlaczego – ale też muszę zaznaczyć, że najlepiej do premiery Intelligence podejść na spokojnie

    Z tego co pamiętam Chucka nie oglądałaś :P

    • Tak, ale tyle dobrego się nasłyszałam, że mi zostało :P

      Poza tym ma go na liście zaraz po „Dr Who” i „Farscape” ^^

      • Wczoraj albo przed wczoraj oglądałem pilota. Jak by Intersect z Chucka dać Sarah i zmienić jej tylko płeć, to by wyszedł właśnie Intelligence

  • Elotis

    Zapraszam miłośników fantastyki Final Fantasy VIII do przeczytania niebywałej historii http://libenti.pl