Kilka słów o Last Order: Final Fantasy VII

final-fantasy-last-order-f

Skuszona pozytywnymi recenzjami owej krótkiej OAV-ki, z całkiem pogodnym nastawieniem postanowiłam na własne oczy zobaczyć, co to takiego. Na wstępie muszę jednak ostrzec, że nie należę do zapalonych fanów anime – mam sentyment do Studia Ghibli i kilku sprawdzonych tytułów, ale poza tym z wielkim trudem da się namówić mnie na jakąś nową serię.

Mimo wszystko pomyślałam, że skoro to FF, to może faktycznie warto, tym bardziej, że Last Order to zamknięta historia. Uprzedzę również, że Advent Children nie podobał mi się wyjątkowo, a sam Final Fantasy VII pośród moich ulubionych części nie stoi. Grałam w nią jednak niedawno, więc wydarzenia przedstawione w OAV-ce miałam w miarę na świeżo. Odkładając na bok moją niechęć wobec stylistyki anime powiem, że Last Order na swoje pozytywne recenzje zasługuje, aczkolwiek nie oszczędzę mu krytyki względem wyolbrzymionych wizji w wyobraźni twórców.

Anime opowiada o doskonale znanych z gry wydarzeniach mających miejsce w Nibelheim  oraz dziejącej się pięć lat później ucieczce Zacka i Clouda z laboratoriów Shin-Ra. Oba wątki w zgrabny sposób przeplatają się między sobą i tak naprawdę od razu startują z grubej rury – co oznacza, że osoba nie znająca fabuły FFVII będzie miała wielkie trudności z rozeznaniem się w akcji. Całość dopełnia swego rodzaju narracja z punktu widzenia Tsenga, który, wspominając wydarzenia sprzed pięciu lat, wprowadza widza w relację z nibelheimskiego incydentu. Będziemy zatem świadkami zarówno pragnącej pomścić śmierć swego ojca Tify, ulegającego potędze Sephirotha Zacka i bohaterskiego aktu Clouda – lecz w nieco wzbogaconej formie. Pełną listę mniej i bardziej drobnych zmian w stosunku do oryginału bardzo ładnie opisuje The Final Fantasy Wiki, dlatego ja nie będę się tutaj na nich skupiać. Osobiście nie robiły one dla mnie żadnej różnicy, a wręcz jestem za nie twórcom wdzięczna, bo gdyby Last Order był ich całkowicie pozbawiony, jego fabuła bardzo by na tym ucierpiała – z łatwością zmieściłaby się w dziesięciu, a nie dwudziestu pięciu minutach.

Tak jak wspomniałam, akcja startuje z grubej rury, co oznacza, że jesteśmy wciągnięci w sam środek wydarzeń i do samego końca trzymają nas one przed ekranem. Dzieje się dużo i to dzieje wszędzie, co dla mnie stanowi tak atut, jak i pierwszy element do wytknięcia. Zdaję sobie bowiem sprawę, że nie tylko anime, ale i gry – w tym Final Fantasy – często mają sobie za nic prawa grawitacji (do głowy wpada mi choćby Tidus i spółka zjeżdżający po stalowych linach do Bevelle w FFX), ale unikanie kilku pocisków naraz, skakanie pod sam sufit i odbijanie się od niego jak gdyby nigdy nic to dla mnie już lekka przesada. O ile nie mam nic do tłuczenia się na miecze na najdziwniejsze możliwe sposoby, to jednak mile byłoby widzieć w nich jakieś odniesienie do rzeczywistości. Spodziewam się, że nawet narysowana postać w narysowanym świecie ileś kilogramów waży. W Advent Children takie niedorzeczne fantazje były jedną z tych rzeczy, które maksymalnie zepsuły mi oglądanie, w Last Order jest niestety podobnie.

Pod względem designu sprawa jest prosta – Tifa nie mogłaby chyba wyglądać lepiej, a Zack czy Cloud przystojniej. Jak na produkcję wykonaną w ramach dodatku do animowanego komputerowo filmu jestem jednak zdania, że animacja (tj. płynność postępujących po sobie klatek) mogłaby prezentować się o wiele, wiele lepiej. Jej statyczność pozostawia wiele do życzenia. Odnoszę wrażenie, że o ile przy Advent Children postarali się o grafikę, a sknocili fabułę, to przy Last Order postarali się o fabułę, a sknocili grafikę. Niestety, od produktów ze znakiem FF w tytule oczekuję nieco lepszej jakości wykonania.

Fabuła jest najmocniejszą stroną owego anime i w zasadzie tylko dzięki niej Last Order wychodzi w moich oczach obronną ręką. Pomimo tego, że jest to przedstawienie wydarzeń już znanych nam z gry, twórcy postarali się o zapewnienie nam ciekawostek, dzięki którym opowiada historia zachowuje atrakcyjność. Mamy więc sporo drugo- lub trzecioplanowych postaci, mamy kilka scenek obrazujących dobrze znane nam motywy, mamy Tsenga, który nie jest względem bohaterów obojętny, i przede wszystkim mamy ciekawy zabieg przeskakiwania pomiędzy dwoma wątkami. Uciekający przed oddziałami SOLDIER Zack wraz z ogłupionym przez Mako Cloudem to tak naprawdę pretekst do pokazania, w jaki sposób obaj znaleźli się dzisiaj w takiej, a nie innej sytuacji. Pewny siebie i pełen życia Zack to również najciekawsza postać w OAV-ce, zwłaszcza, kiedy skontrastuje się jego rychły – jak wiemy – tragiczny koniec z pogodą ducha i nadziejami na przyszłość. Uznania dotyczącą się również za podwyższającą poziom adrenaliny końcówkę.

Podsumowując, Last Order to pozycja przede wszystkim dla fanów, którzy bez problemu odnajdą się w obu opowieściach i podchwycą podstawione przez twórców smaczki. Anime to jest zamkniętą całością i stanowi przyjemny dodatek do gry, co w moich oczach znacznie podwyższa jego wartość – jeśli zamiast tego mielibyśmy dostać dłuższy serial, nawet ja obawiałabym się końcowego wyniku. Pozostaje tylko żałować, że dla nie cieszących się tak wielką popularnością pozostałych części FFów, dodatków takich pewnie się nie doczekamy ;)