Karnawał Blogowy RPG #26: Błędne wizje a wspólne wizje

Ostatni raz w Karnawale Blogowym brałam udział dawno dawno temu (w tej galaktyce), a dziś mam nadzieję, że uda mi się dołączyć jeszcze przed zakończeniem aktualnej edycji. Wszystko dlatego, że tematem są błędy w RPG, a dopiero w minionym tygodniu przeżyłam na tyle otwierające oczy doświadczenie, że zebrał się z niego materiał na wartościowy, mam nadzieję, wpis.

W swoim poprzednim poście wspomniałam, że jakiś czas temu dołączyłam do kampanii w Gasnących Słońcach. Gasnące Słońca to jeden z moich ulubionych settingów, w którym zakochałam się od pierwszego wejrzenia. Podręcznik podstawowy jest jedynym, jaki przeczytałam od deski do deski. Problem polegał jednak na tym, że lubienie settingu a możliwość zagrania w nim to dwie inne rzeczy. Gdy poznawałam GS-y, jedyną moją możliwością na granie były PBF-y. Jednak PBF-y, z racji swojego specyficznego charakteru i wymogów, przyciągają znacznie mniej chętnych prowadzących, którzy niekoniecznie muszą chcieć poprowadzić sesję w akurat tym a nie innym systemie. Czekałam więc i czekałam, aż pojawi się jakaś obiecująca rekrutacja do sesji w Gasnące Słońca, aż w końcu, nie mogąc się takiej doczekać, poprosiłam znajomego MG o poprowadzenie sesji „szkoleniowej” – po to, żebym mogła zapoznać się z tym światem i klimatem. Sesja się rozpoczęła, ale po próbach i przeszkodach przetrwała może do drugiej strony forumowego tematu. Więcej się już nie podniosła. I patrząc na nią teraz, z perspektywy gracza, który w ciągu ostatnich dwóch miesięcy chłonął GS-osy klimat co najmniej raz w tygodniu, sesja ta była raczej naiwna, lekka i niekoniecznie oddająca atmosferę w takiej pełni, w jakiej bym chciała. Zauroczona settingiem, chłonęłam go przez różowe okulary, które wiele kwestii łagodziły i kolorowały. Wcale jednak nie uważam tego za błąd – wszak każdy ma prawo do takiej wizji świata, jaka mu odpowiada. Warunek jest jeden – wizja ta musi pasować wszystkim, zarówno graczom, jak i MG. I tutaj właśnie błąd się pojawia.

Od czasu tamtej PBF-owej sesji, mój kontakt z Gasnącymi Słońcami urwał się na kilkanaście miesięcy. Później pojawiły się dwie sesje, które z różnych powodów nie przetrwały. Dalej nie było GS-ów, dalej chciałam w nie grać. Wówczas pojawił się MG, który zapraszał chętnych do swojej kampanii. Po pierwszej sesji wiedziałam, że to jest – to, w co chcę grać. Rozegrała się pierwsza kilkusesjowa część – i pojawił się problem. W jego wyniku rozpętała się intensywna dyskusja na temat tego, w jaki sposób prowadzę swoją postać, powodach, dla których jest to niewłaściwe w koncepcji settingu, i tego, w jaki sposób moje działania na sesji zmuszały współgraczy do naginania charakterów swoich postaci. Dyskusja była zażarta. Najpierw strasznie się pokłóciliśmy, potem pokłóciliśmy się jeszcze bardziej, potem zaczęliśmy chłonąć, potem po kolei wyjaśnialiśmy nasze stanowiska, a potem ja uświadomiłam sobie swoje błędy, a gracze wyciągnęli pomocną dłoń, by pomóc mi zrozumieć przyjętą w kampanii wizję świata. I tego właśnie – wizji świata – dotyczy ów błąd. Ja, wciąż będąca pod urokiem czytanego przez różowe okulary podręcznika, patrzyłam na świat pod zupełnie innym kątem niż pozostali gracze. I co fajniejsze, nie byłam tego do końca świadoma. Prowadziłam więc postać w sposób, który w realiach kampanii mógł jej spokojnie zapewnić strzał w łeb. Brak doświadczenia w graniu w Gasnące Słońca to jedno – ale brak odpowiedniego spojrzenia na setting, co innego.

Przechodząc do sedna. W owej zażartej dyskusji wspomniałam w pewnym momencie o tym, że szkoda, że przed przystąpieniem do kampanii nie spotkaliśmy się całą ekipą i nie obgadaliśmy konwencji, w jakiej będziemy grać. Dałoby to, chociażby wstępnie, jakąś jedną wspólną wizję. Oczywiście wiadomo, że wszystkiego się nie obgada i wszystkiego przez samo gadanie się nie pozna – trzeba to na własnej skórze doświadczyć w grze. Ale dobrze, jeśli od tego się wyjdzie, po to chociaż, by móc zweryfikować swoje wyobrażenie o świecie. W moim przypadku tak się akurat złożyło, że kampania zakłada nieco cięższy klimat niż ukazuje to podręcznik. Nie znając dobrze GS-ów – w końcu czytałam tylko podstawkę, i to niestety dosyć dawno – miałam problem z rozeznaniem się w wielu rzeczach. Gdybym przed kampanią przeczytała go jeszcze raz, istniałaby szansa, że bym te różowe okulary chociaż połowicznie zdjęła. Zatem drugi błąd – czytanie podręczników. Obowiązkowo nawet czytanie dodatków, jeżeli ma się świadomość ogromu planowanej kampanii. Aktualnie, aby swoje błędy naprawić – błędną wizję i błędne nieczytanie materiałów – jestem na etapie nadrabiania spisanej wiedzy o settingu. Po to, by wpasować się w ogólnie przyjętą konwencję – bo wcale nie jest zła, wręcz przeciwnie – i grać zgodnie z przyjętymi założeniami. Bo w końcu granie nie ma sensu, jeśli gracze nie cierpią z niego przyjemności i z powodu błędów w postrzeganiu świata chcą się rzucać swoimi postaciami do gardeł.

Ogromnie się cieszę, że rozpętała się owa dyskusyjna burza, bo dzięki niej otworzyły mi się oczy. Zdałam sobie sprawę ze swoich błędów i ruszyłam się, żeby zacząć je naprawiać. Zwykła rozmowa z ekipą rozwiązała problem, który inaczej skończyłby się pewnie odłączeniem od drużyny. Zachęcam więc – tak jak mnie zachęcił mój MG – do komunikacji. Zwykłej, prostej, bez zawiłych metafor i domysłów. Bo gdy pojawia się problem, gdy pojawia się błąd, trzeba go po prostu rozwiązać.

  • Dzięki za wpis do Karnawału!

    Ciekawy nowy szablon :)

  • Jakiś czas temu na The Walking Eye (genialny podkast o erpegach i innym nerdostwie) trafiłem na świetną dyskusję o narzędziu pomagającym ustalić kontrakt społeczny przed kampanią.

    http://bankuei.wordpress.com/2010/03/27/the-same-page-tool/
    http://www.thewalkingeye.com/

  • Dla mnie taka rozmowa, to podstawa- nie wyobrażam sobie rozpoczecia sesji bez spotkania i obgadania „kto kogo z kim i dlaczego”.

  • Radoslaw Idol

    Rozmowa (z nowymi graczami) to oczywiście podstawa.

    A bardziej na temat.

    Problem z tym wpisem jest taki, że naprawdę nie wiem o co się rozeszło. Jedyna wskazówka, to to, że system był prowadzony bardziej mrocznie, niż to co zostało opisane w podręczniku. Dla mnie więc to wyglądało tak, że błąd (to moje zdanie) był bardziej po stronie tych drugich osób, które z góry stwierdziły, że każda sesja w Polsce musi być mroczna ;) I założyły, że każdy tak gra, bo Warhammer ;)

    Tekst trochę więc zbyt ogólnikowy jak na moje odczucia.

    • Tak, masz rację – tekst jest chaotyczny, bo pisany w początkach bloga, kiedy jeszcze nie wiedziałam, jak się pisze ;)

      Niemniej dzięki za komentarz i cieszę się, że podstawę dało się załapać ;)