Jakiś czas temu, Felicia Day – aktorka, producentka, gracz, geek – ścięła włosy. Gdy zobaczyłam jej nowe wcielenie pomyślałam sobie, że ok, czemu nie? Zresztą, co mnie do tego. Jednak przez sieć przetoczyła się burza: Felicia zaczęła tracić subskrypcje i w zamian dostawać komentarze, że „do zobaczenia, jak odrosną jej włosy”. I pojawiło się pytanie: czy włosy czynią gracza?

Sprawa jest oczywiście bardziej rozbudowana, ale już na pierwszy rzut oka widać, z jak absurdalnym przejawem dyskryminacji na tle płciowym mamy do czynienia. Jak zauważa sama Felicia, dla ludzi mających jej za złe nie liczy się jej wkład w rozwój geekowego środowiska – m.in. poprzez założenie i prowadzenie kanału na YouTube, Geek & Sundry – ale jej atrakcyjność fizyczna, podkreślana (najwyraźniej w sposób definitywny) przez jej długie włosy. Więcej o tej sprawie możecie przeczytać w tekście, który zgrabnie streszcza przebieg afery. Przeczytacie w nim też wypowiedź Day udzieloną przy innej okazji, ale doskonale podkreślającą stan, którego od pewnego czasu jestem zwolenniczką: „Jesteśmy najpierw graczami, a tylko przypadkowo kobietami”.

Niniejszy tekst jest częścią 6-tej edycji Karnawału Graczy Blogerów: Płcie i gry.

Trudno mi opisać, jak bardzo zgadzam się z tym stwierdzeniem i jak bardzo podoba mi się postawa reprezentowana przez Felicię. W środowisku, w którym na tak wiele rzeczy patrzy się przez pryzmat wrogości, udawania, nieszczerości i oszukiwania, Felicia po prostu robi swoje. Nie głosi żadnych ideologii, nie próbuje zmieniać świata, nie wytacza dział przeciw tej czy innej grupie, zwyczajnie robi to, co sprawia jej frajdę, pozwalając przy okazji czerpać tę samą frajdę tysiącom innych geeków na świecie. Podziwiam ją za to – za ten jej wkład, za tę jej pracę, za tę jej umiejętność skupienia się na tym, co najważniejsze: byciu, i radowaniu się, z bycia geekiem.

Sytuację, która ja spotkała, uważam więc za bardzo przykrą i na wskroś niesprawiedliwą – po pierwsze, bo uważam, że na nią absolutnie nie zasłużyła, po drugie, bo obnażyła jeden z najbrzydszych elementów współczesnej popkultury: że zamiast być konsumentami, miłośnikami i twórcami popkultury, dzielimy się na mężczyzn i kobiety. Dlaczego – w środowisku, w którym jesteśmy z wyboru, z pasji i z miłości do swojego hobby – nie możemy być po prostu geekami?

Oczywiście, wypowiedź Felicii nabiera tak silnego znaczenia, bo jest wypowiedziana i głoszona po angielsku: we are gamers first, and female incidentially. Jesteśmy gamerami – graczami. I może to kwestia tego, że od dziecka mam do czynienia z językiem angielskim, że od lat konsumuję popkulturę w języku Shakespeara, że angielski jest we mnie tak głęboko zakorzeniony, że z trudem potrafię go czasem przetłumaczyć na polski – ale ja się właśnie za takiego gamera, za takiego gracza, uważam. Bo kiedy myślę o graniu, świadomość bycia kobietą nie pojawia się w mojej głowie jako pierwsza. Kiedy myślę o graniu, w pierwszym odruchu myślę „wow, granie!”. Co z tego, że gramatyka języka polskiego wymusza jedną czy drugą końcówkę, i że ta jedna końcówka gramatycznie odnosi się do podmiotu w rodzaju męskim. „Mężczyzna” w języku angielskim też gramatycznie oznacza to samo, co w języku polskim „człowiek” – niby niesprawiedliwe, ale zasady języka nie określają jeszcze kontekstu. A w kontekście, o którym piszę, chcę – i czuję się – w pierwszej kolejności bezpłciowa. „Gracz” to tylko gramatyka. Gracz to stan umysłu.

Bo zobaczcie:

  • grając w gry, obsługuję pada/klawiaturę tak samo, jak każdy inny grający człowiek
  • przechodzę te same gry, w które grają inni ludzie na świecie, w ten sam sposób, w jaki oni je przechodzą
  • rozumiem, na czym polegają te gry, co chcą opowiedzieć oraz jak i dlaczego są skonstruowane
  • potrafię odróżnić złą grę od dobrej gry
  • czerpię z grania tą samą radość, co inni gracze na świecie
  • posługuję się takim samym zestawem umiejętności wymaganych do grania, żeby grać
  • stworek z obrazka powyżej oznacza dla mnie to samo, co dla każdego innego gracza, który go rozpoznaje
  • gram w gry

Wtedy co z tego, czy mam krótkie, czy długie włosy, czy noszę spódnicę, czy spodnie, albo jakie narządy sterują moją biologią. Co z tego, że potrafię wybrać zbroję estetycznie ładniejszą niż praktycznie bezpieczniejszą, bo taka bardziej mi się podoba. Co z tego, że mogę się rozpłakać w scenie, z której inny gracz mógłby się śmiać. Granie w gry czyni ze mnie „gamera” – gracza. Jest to dla mnie tak proste jak konstrukcja przysłowiowego cepa.

I nie chodzi tu wcale o żadną wojnę płci, walkę z końcówkami, obrażanie się, obrzucanie się wyzwiskami, przerzucanie się argumentami. Nie będę nikomu mieć za złe, jeśli nazwie mnie „graczką” – w końcu jestem kobietą i gram w gry, określenie nasuwa się samo. Ważne tylko, byle ten ktoś rozumiał pod tym pojęciem dokładnie to samo, co pod tym rozumianym po angielsku gamerem. Rozumiał i dokładnie w ten sam sposób również traktował.

Dlatego tak bardzo podoba mi się aktywna postawa Felicii Day, w której nie chodzi o nic więcej, jak o granie, czerpanie z tego frajdy i bycie z tego powodu szczęśliwym człowiekiem. Nie chodzi o wytykanie błędów, ale demonstrowanie dobrego nastawienia, promowanie pozytywnych wzorców, skupienie się na istocie zabawy. I tak jak jestem kobietą i dostrzegam rozbieżność w sposobie przedstawiania obu płci w grach – która, jako kobiecie oraz graczowi, zazwyczaj wcale mi się nie podoba – tak uważam, że barykadowaniem się po jednej stronie konfliktu nie osiągnie się więcej niż pokazywaniem dobrego przykładu. Nie chcę być wyłącznie kobietą-graczem, chcę być – i jestem – po pierwsze graczem.

  • Michał Piwowarczyk

    Cóż, szkoda, że ma takich widzów, jakich ma :( Przykre to

    Tylko że ona nie jest tylko graczem, ona jest osobą zarabiającą na mówieniu o grach i tworzeniu własnego wizerunku. Jest to tak niewymownie przykre, że tak wiele osób jej oglądających przejmuje się jej wyglądem, a nie tym, co ma do powiedzenia.

  • świetny artykuł, świetnie napisane. Jako gracz mogę się z nim nawet utożsamić, a po przeczytaniu tego fragmentu o języku angielskim, takie bum- „ej, faktycznie, ja też tak mam”
    mąż- niezbyt gracz, niezbyt nastawiony na j.angielski często patrzy na mnie jak na wariatkę i dopiero wtedy dochodzi do mnie – „faktycznie, on mnie nie rozumie, używam dziwnych słów, o grach, o środowisku, również po angielsku”

  • Nawet nie wiedziałam, że jej włosy zrobiły takie wielkie ‚halo’. Uwielbiam to co robi – nie oglądam wszystkiego, ale kurcze, ona wie jak z pasji zrobić pracę :)

    Jestem trochę geekiem, gram (głownie w MMO) i zachowuję się przy tym jak baba. I otwarcie się do tego przyznaję :D Kobiety w środowisku przeciętnych graczy są nadal zjawiskiem mało powszechnym – widzę to nawet po społeczności, z którą mam przyjemność pogrywać – jeśli już są jakieś kobiety to raczej garstka w porównaniu z facetami.

  • Książe Gerg

    Problem jest ogromny, mimo iż w rzeczywistości problemem nie jest. Day stała się nie tylko ikoną, ale i marką, jak np. gwiazdy muzyki pop. Myślę, że w pewnym sensie zrobiła nieświadomy przesiew odbiorców. Sądzę, że ci, którzy z pozostali jej wierni to ludzie, którzy tak jak ona, czy my czują się po prostu gamerami.

    Bardzo podoba mi się wypunktowany fragment. Brakuje mi w nim co prawda jakiegoś zdania, które uwzględniałoby różnice (coś w deseń: przeżywam gry na swój własny sposób). Żebyśmy mimo tych wszystkich podobieństw mieli trochę wspólnej przestrzeni tylko dla siebie. Bo w końcu, ktoś może preferować inny styl walki lub coś w tym guście. Dobre w byciu graczem jest przecież to, że można dyskutować z innymi graczami, porównywać, prosić o radę, polecać itp.

    Wydaje mi się, że ludzie jakoś nie rozumieją samej istoty grania. Jako rozrywki. Rozumowanie hejterów Felicii, jest podobne, do osób, które uważają, że gamerem staje się w momencie przejścia konkretnej liczby tytułów.
    Różnice między gamerami są i będą zawsze, bo gamerami są ludzie, a ludzie nigdy się nie dogadają.

    Jeżeli już mielibyśmy dzielić graczy, na grupy (np. w celach naukowych), to moglibyśmy wziąć pod uwagę preferowany rodzaj gry, czy poziom. O płci można by wspomnieć, ale nie robić z tego istoty różnic między graczami. Na zmianę nastawienia musimy jednak jeszcze trochę poczekać.

    • Właśnie tak, podziały powinny być tworzone na zasadzie preferencji, upodobań, stylów, etc. I owszem, te preferencje i upodobania mogą pośrednio wynikać w płci, ale nie są tą płcią dyktowane. Czy to, że lubię gry ekonomiczne to kwestia tego, że jestem kobietą, czy że lubię gry ekonomiczne? Niestety – tak jak mówisz – podziały są, bo jesteśmy ludźmi. Uważam jednak, że nie ma co walczyć z tym na siłę, ale po prostu grać, bawić się, być geekiem. Tak jak Felicia.

  • Czekaj, czekaj. Kiedy myślisz o graniu nie myślisz o tym, że jesteś kobietą? A co z „Wiedźminem”, RPGiem, w którym gra się facetem, w którego nie mogłaś się wczuć, no bo przecież facet? Pamiętam naszą dyskusję na Twitterze, bo, przyznam się, dość mocno mnie wkurzyła. Jak mamy walczyć o kobiece bohaterki w grach, skoro facetów skreślamy za to, że są facetami? Ale zostawiając na boku gamedesignerskie decyzje. Może to wcale nie jest tak jak piszesz, że swoją płeć można całkowicie postawić z boku?
    Nie udawajmy, że faceci i kobiety się nie różnią. Bo tak nie jest. Nawet nasze sposoby gry się różnią! Ale jest to normalne. Jest naturalne. Jest pożądane, bo nie mam zamiaru żyć w świecie, w którym wszyscy są tacy sami. Jestem graczem kobietą. I nie mam zamiaru rezygnować z żadnego określenia.

    • Kiedy myślę o „Wiedźminie”, myślę, że to musi być fajna gra, w którą chciałabym zagrać. Ale potem, gdy gram, myślę, że mi nie odpowiada, bo nie umiem wcielić się w faceta. Jestem najpierw graczem, a potem kobietą-graczem. Nie neguję faktu, że pewne cechy mojej osobowości wynikają z faktu, że jestem kobietą – ale zobacz, też jesteś kobietą, a Tobie to nie nie przeszkadza. W byciu graczem nie ma takich sztywnych reguł, każdemu może podobać się co tylko się chce – ale tak samo każdemu pewne rzeczy mogą nie podchodzić.

      I owszem, mam problem z wcielaniem się w postacie męskie, ale to nie problem gry, tylko perspektywy. W RPG-ach – grach, które opierają się na tworzeniu historii poprzez dokonywanie przez gracza spersonalizowanych wyborów – perspektywa „męska” zaburza mi historię. Bo wiem, że jako kobieta nie byłabym np. w danej sytuacji postawiona.

      Zresztą podobnie ciężko mi związać się z bohaterem, którego nie widzę, o czym pisałam już w tekście o FPP.

      I nie piszę, że grając, zostawiam płeć z boku. Piszę, że to nie płeć wpływa na moje upodobanie grania w gry. Może – i ma – jakiś efekt na to, jak odbieram gry, ale ani o nim nie decyduje, ani go nie kształtuje.

      • Ale właśnie, jak nie kształtuje, skoro właśnie nie pozwala „wczuć” Ci się w jakieś tam tytuły czy gatunki? Jak nie kształtuje, skoro ja na przykład wolę biegać w zbroi ładnej, a nie tej z najlepszymi statystykami i potem gram w grę pięć razy trudniejszą niż kolega? Neguję to, że można te dwa fakty oddzielić. Powiedzieć jestem graczem i kobietą, ale jedno nie ma związku z drugim. Ma i to diametralny! Na nasze postrzeganie popkultury mają wpływ nasze indywidualne doświadczenia. Te związane z płcią, seksualnością, stereotypami z którymi musimy się mierzyć również.
        Kobiecie graczowi należy się taki sam szacunek jak graczowi mężczyźnie. Ale wcale nie dlatego, że jest identyczna!

        • Indywidualne doświadczenie, jak nazwa wskazuje jest indywidualne. W takim wypadku nie ma mowy o grupach i w ogóle o dzieleniu jakiejś społeczności. Idąc tym torem każdego gracza trzeba byłoby traktować osobno, w zależności od jego własnych doświadczeń (płeć, seksualność, wiek, tytuły, w które grał).

          Trzeba pójść na kompromis i połączyć niektóre wspólne doświadczenia. I nikt nie przeczy, że warto zbadać różnicę na płaszczyźnie płci. Ale nie można na podstawie tej różnicy tworzyć fundamentalnego podziału graczy.

          • Ładnie, tylko nie za bardzo wiem, do kogo to było. Nie tworzę podziału graczy, wręcz przeciwnie udowadniam, że wszyscy jesteśmy tacy sami i wszyscy jesteśmy różni. Że nie musimy udowadniać niczego, ani wstydzić się tego, że na pewne rzeczy patrzymy inaczej. Że nie musimy wybierać czy jestem graczem czy kobietą, bo mogę być obydwoma.
            Polemizuję tylko ze stwierdzeniem Aeth, że najpierw granie, potem świadomość bycia kobietą. Bo to nie jest takie łatwe i świat naprawdę nie jest taki czarno-biały jakby się mogło wydawać.

        • Guest

          Rozumiem, zrozumiałem. Inaczej odebrałem ten wpis, o postrzeganiu popkultury.

          • O widzisz, czyli jednak prawda :)

        • Tak, prawda.
          Takiego aspektu wolności i różnorodności, mimo wielu wspólnych cech brakowało mi w części wypunktowanej. Aeth nie dała tam przykładu, w którym gracze różniliby się między sobą.

        • Izabela Pandora Próchniak

          Wtrącenie – szacunek należy się każdemu człowiekowi, niezależnie od płci (wieku, rasy, orientacji, czy co tam chcecie). Ale to na marginesie :D.

      • Oczywiście, że płeć decyduje, kształtuje i wpływa na odbiór gier, czy to innych produktów (pop)kulturowych! Zapytaj się dowolnego psychologa i co bardziej rozgarniętego socjologa (akurat wiem co piszę). Płeć odbiorcy ma ogromny wpływ na to jak postrzegana jest rzeczywistość i tutaj @pusiu:disqus ma zupełną rację.
        Sam bardzo często to obserwuję podczas wielu różnych rozmów na twitterze w naszym szanownym gronie i widzę jak różnie odbieramy gry (czy też filmy/seriale). Z czego to wynika? Z naszych charakterów oraz doświadczeń życiowych, które są warunkowane naszą płcią.

        Inna sprawa, że od dawna w środowisku internetowym była bardziej postrzegana przez pryzmat swojej seksualności niż tego kim jest i uważam iż najzwyczajniej w zły sposób podeszła do problemu. No bo zamiast wywołać ogólną dyskusję na ten temat po prostu ścięła włosy. No sorry, ale to do niczego nie prowadzi.

        • Pozwolę sobie zobrazować to ręcznie namalowanym w paincie rysunkiem. Ja, tak jak siebie widzę, jestem na nim G i K. Paweł będzie G i M. Oboje będziemy G. Tyle :)

          • Izabela Pandora Próchniak

            Nie zgodzę się z tekstem, że różnie rzeczy odbieramy, bo mamy różne doświadczenia życiowe przez płeć. Nie z tym, że różnie odbieramy rzeczy z powodu różnych doświadczeń życiowych, bo to akurat jest oczywiste. Ale jeżeli są jakieś gigantyczne różnice w tym, czego w życiu doświadczamy (co mnie zaskakuje, bo nigdy się z nimi nie spotkałam… Drobne, tak, ale gigantyczne?) z powodu naszej płci? A jeżeli już mają być warunkowane płcią, to imo bardziej płcią kulturową, niż biologiczną. Chyba, że wytoczysz argument fizjologiczny „bo kobieta rodzi”, ale nie każda kobieta jest czy będzie matką… Chętnie zapoznam się z jakimiś przykładami tych różnic, jeżeli można prosić.

            • Nie doświadczenia życiowe przez płeć a doświadczenia życiowe i płeć. Jedno niezależnie od drugiego. Więc chyba po prostu źle zrozumiałaś. I w życiu nie przytoczyłbym „argumentu” o rodzeniu, bo to nie argument.
              Nasza płeć (zarówno biologiczna i kulturowa) wpływa na postrzeganie otoczenia.

          • Tyle, że nie neguję tego iż oboje jesteśmy graczami! Bo jesteśmy :) Chodzi mi o to, że płeć wpływa na odbiór gier (i popkultury w ogóle) a właśnie temu zaprzeczasz.

            • Nie zaprzeczam – akceptuję, że tak, w pewnej mierze jest (większej czy mniejszej, nie ma znaczenia), ale nie uważam, że to oznacza, że na gry muszę patrzeć wyłącznie przez pryzmat swojej płci.

              Oczywiście, że jestem kobietą, oczywiście, że jestem grającą kobietą, oczywiście, że mój kobiecy punkt widzenia wpływa na mój odbiór popkultury – ale w żadnym wypadku nie w 100%. I gdy myślę o swoim hobby, myślę o tym, że i dlaczego swoje hobby lubię. A nie, że je lubię, bo jestem kobietą.

              I też, to nie dotyczy wszystkiego i zawsze w 100%. Ale uważam, że w dużej, nawet bardzo, ilości przypadków.

              • Nie mówię, że wyłącznie, ale z Twojego tekstu wynika właśnie że płeć nie ma znaczenia przy odbiorze. Stąd mój komentarz.
                I tak samo nie chodzi mi o postrzeganie hobby jako męskie lub kobiece, bo to czysty idiotyzm. Powtórzę, sam odbiór :) No i ten nieszczęsny przykład z Wiedźminem o którym już tu było – toż to kłóci się z tekstem…

                • Jeśli o mnie chodzi, to wynika, że płeć – dla mnie – nie powinna mieć znaczenia, że chciałabym, żeby nie miała, że moja płeć nie warunkuje mi charakteru mojego hobby, i że świat popkulturalny byłby lepszy, gdybyśmy wszyscy byli po prostu geekami.

                  „Wiedźmin” podchodzi pod konkret, na który moja płeć w pewnej całościowej mierze tej gry ma znaczenie. Bo też mówię, że jestem kobietą :)

                  • Izabela Pandora Próchniak

                    Dobra, sporo tu dyskusji, której jednak wciąż nie ogarniam. Już rozumiem, że doświadczenia życiowe i płeć płyną osobno. Fajnie. Ale w jaki dokładniej sposób płeć determinuje odbieranie popkultury? Chociażby gier właśnie? Nie do końca wiem, o co chodzi z tym „Wiedźminem”, możecie wyjaśnić? W sensie, przykłady, choćby wymyślone na prędce byłyby dla mnie fajne. Po prostu wciąż nie jestem w stanie ogarnąć, jak płeć wpływa na postrzeganie jakiś mediów, tematów, etc.

                    • Aeth powiedziała kiedyś, że nie może grać w „Wiedźmina”, bo gra się facetem, a ona w facetów nie umie się wczuć. Szczególnie w grach, w których cała rozgrywka jest nieliniowa i polega na podejmowaniu przez postać wyborów. W porządku, tak na to patrzy, jej sprawa. To był po prostu mój argument, że grając w gry nie można swojej płci postawić całkowicie osobno, bo jest to niewykonalne. Ot i tyle.

                    • Tak, mam problem z grami RPG, w których męska płeć postaci jest z góry narzucona (jak ten „Wiedźmin”). Ale nie mam tego problemu grając np. w „Uncharted”. Tutaj moja płeć ma znaczenie, ale tak samo ma znaczenie mój stosunek do odbioru fabuły. W jednej grze zakłada się „wcielanie się” w postać, w drugiej tę postacią się tylko steruje, oglądając jej – nie moje – przygody.

                      Więc tak jak mówię: jestem graczem, ale nie neguję faktu, że część moich zainteresowań i perspektyw pochodzi od mojej płci. Ale część, nie całość. Tak jak narysowałam.

        • Gośććć

          „No bo zamiast wywołać ogólną dyskusję na ten temat po prostu ścięła włosy. No sorry, ale to do niczego nie prowadzi.”

          Eee, co? Jej włosy to sobie ścięła, miała pytać, czy jej wolno? #ojapierdolę

        • Pluszak

          Wiesz, jestem graczką, jestem też kobietą. Obie te cechy są dla mnie równie ważne, nie chcę rezygnować z żadnej. Wyśmieją każdego kto uzna że powinnam przestać grać w pewne gatunki, bo to niekobiece. Oburzę się, jeśli ktoś mi powie że fakt iż jestem kobietą jest podrzędny wobec tego że jestem graczką. Jestem kobietą która gra. I istotne dla mnie jest, żeby nie negować którejś z tych cech względem drugiej żeby w cudzych oczach wypaść „prawdziwiej”.

          Ale nie, mój charakter niespecjalnie się różni od charakterów moich kolegów- bycie kobietą to nie gotowy zestaw cech dorzucany gratis do podwójnego X w chromosomach: różni nas to, jak mając podobne/takie same charaktery mamy inne przeżycia i poglądy.
          A, postrzeganie felici przez pryzmat jej seksualności jest smutne i przykro aż używac argumentu że źle do tego podchodzi. Problem jest w tych, co ją tak widzą, nie w tym co ona robi ;)

    • Michał Zemełka

      „Nie chcę być wyłącznie kobietą-graczem, chcę być – i jestem – po pierwsze graczem.”

      Aeth chyba z niczego nie rezygnuje. Przynajmniej ja tak odbieram ten fragment i cały wpis.

  • Michał Zemełka

    Głos rozsądku.

  • Zastanawiam się: czy skala tego problemu jest naprawdę tak szeroka? Na sytuację z Felicią zamiast przez pryzmat płci, patrzę raczej przez pryzmat youtubowej demografii jako takiej. A ta jest jaka jest – w skrócie: chłopcy w wieku gimnazjalnym to grupa, która – zdaje się – tam dominuje.

    I to ma takie a nie inne konsekwencje. Na Felicii wyżywają się z powodu włosów, do Totalbuiscuita przyczepiają się, bo nie podoba im się coś innego (źródło: http://www.reddit.com/r/Cynicalbrit/comments/1xrb2d/why_did_tb_deleted_his_reddit_account_again/cfe40zd ). Komentarze na YT to przecież gorsze miejsce niż przysłowiowe komcie na Onecie. Tamtejsza widownia po prostu lubi dokuczyć i szuka pretekstu, by wyprodukować jakiegoś kolejnego zabwno-złośliwego mema.

    Takie złośliwości, przynajmniej moim zdaniem, są raczej płciowo neutralne. I kobietom i mężczyznom obrywa się za to w co grają, jak grają, czy jak przy tym wyglądają.

    Moim zdaniem takie sytuacja, jak ta którą wymieniasz, to w znakomitej większości efekt niedojrzałości odbiorców, a nie płci nadawcy.

    • Pluszak

      Nie ma co się oszukiwać że seksizm wobec graczek nie istnieje i że obrywa się wszystkim tak samo. Nie obrywa. Płeć ma znaczenie, jest na ten temat wiele gigabajtów spisanych. Ja tylko zachęcam do reaserchu w sprawie: kanału na youtube- Tropes vs Womens, projektantki gier Jennifer Helper, archiwizacji dla potomnosci wyzwisk z gier sieciowych centralnie skupionych na płci graczek (dziwka, grubaska, „zrób mi kanapkę”) i ewentualnie poczytanie czegoś o kobietach w popkulturze generalnie.
      I w sumie argument, że tak juz jest, tamci ludzie tacy są… świadczy tylko o bezsilności wobec sytuacji.

      • Oczywiście, że seksizm wobec graczek istnieje. Uważam natomiast, że to zjawisko przejściowe i wynikające bardziej z niedojrzałości (i szczególnego charakteru samego środowiska gamingowego) niż z jakiejś immanentnej nienawiści wobec kobiet.

        (Anita Sarkeesian (Tropes vs women) jest z kolei skrzywiona w drugą stronę. Generalnie, na spektrum szowinizmfeminizm lepiej być z dala od którejkolwiek skrajności. Bardziej przemawiają do mnie takie zrównoważone głosy: http://www.abc.net.au/technology/articles/2011/02/16/3140624.htm

        Archiwizacja wyzwisk – po co? Żeby się przejmować tym, co powie jakiś losowy, anonimowy dzieciak? Przecież growy smack-talk dotyka każdego, niezależnie od płci.)

        Mam wrażenie, że środowisko gamingowe jako takie, zawsze było poddawane stereotypiacji i nadużyciom. Stąd chociażby wizerunek gracza jako samotnika, żyjącego w piwnicy u mamy, nie dbającego o higienę itd. I idące za tym wyzwiska. Nie tylko ze strony nie-graczy. Także wewnątrz samej growej społeczności – trolling, wrogość wobec innych graczy, zwłaszcza w grach opartych na rywalizacji, to nie jest nic nadzwyczajnego.

        Zobacz ile masz konfliktów tylko w tym środowisku: casual vs hardcore, młodsi vs starsi, fani marki/konsoli A vs fani marki/konsoli B – by wymienić tylko kilka.

        Kobiety wchodzące w tę społeczność po prostu stają się kolejnym celem do złośliwości. I te nadużycia, pod kątem tego w czyim kierunku są skierowane – są niezależne od płci. Płeć jest po prostu kolejnym poziomem do konfliktu. To jest nadal ta sama wrogość, która tu była zawsze. Zmienia się tylko zestaw cech, które brane są za obiekt złośliwości.

        To złe? Oczywiście. Czy należy to piętnować? Edukować i wychowywać tych, którzy zachowują się niezgodnie z dobrymi obyczajami? Jak najbardziej. Ale czy warto się tym przejmować i brać do siebie? – chyba nie.

        • Izabela Pandora Próchniak

          Gratuluję niezrozumienia hasła „feminizm”. Ale bez obaw, to nieporozumienie typowe dla nas. Wiki może? http://pl.wikipedia.org/wiki/Feminizm

          Z Anitą można się zaś nie zgadzać – ja *feministka* często się z nią nie zgadzam, ale rozmiar hejtu i grożenia gwałtem i/lub śmiercią był delikatnie rzecz ujmując gigantyczny. Może mnie nie posłuchasz, bom feministka, a więc to samo, co nazista, więc proponuję obejrzeć filmik Angry Joe na temat największych kontrowersji około-growych z 2013 – mówi tam też o Anicie. I to rzadki głos rozsądku.

          http://angryjoeshow.com/2014/01/top-10-gaming-controversies-of-2013/

          • Mam wrażenie, że mimo wszystko dobrze się rozumiemy. Te zjawiska, o których piszesz i które spadły na Anitę są jak najbardziej godne potępienia.

            Mam po prostu nadzieję, że takie zachowania nie są wynikiem jakiejś stałej cechy tych ludzi i że wkrótce z tego wyrosną i zrozumieją swój błąd. Tym szybciej, jeżeli będą odpowiednio edukowani czy nakierowywani we właściwą stronę, tak jak np. w filmie, który linkujesz. I że m.in. także dystans i poczucie anonimowości, jakie daje internet, były jakimś katalizatorem tych durnych zachowań.
            Innymi słowy, mam nadzieję, że prawdziwy świat nie jest tak zły, jak komentarze na youtubie.

            • Pluszak

              Po cóż archwizacja wyzwisk? Żeby zachowac dowód na istnienie nienawiści do kobiet w środowisku graczy. Której to zaprzeczasz, względnie nazywasz „wygłupami dzieciaków” i „złośliwością”. To argument na istnienie kultury grania, gdzie za sam fakt posiadania żeńskiej ksywki można być obrzuconą błotem. Zajrzyj tam kiedyś, aż roi się tam od gróźb gwałtu czy pisania o cudzych genitaliach(aka: molestowania). I nie, za fakt posiadania męskiej ksywki nie dostaniesz nigdzie gróźb karalnych, więc tyle z symetrii. Są rzeczy wynikające z płci w tym środowisku i nie sa to miłe rzeczy. Nie jesteśmy traktowani równo.

              Skala problemu jest naprawdę tak szeroka.

              I w jednym masz racje: należy edukować na temat trudnych problemów w internecie. Więc cię edukuję. Feminizm to generalnie bardzo radykalny pogląd że kobieta to człowiek jak ty, więc osobiście uważam że nie ma za bardzo miejsca na wyważone poglądy w tej kwestii. Albo uznajesz kobiety za równe sobie, skrajny feministo, albo nie. To nie spektrum, to raczej rachunek zero-jedynkowy.

              • Masz pewność, że zaprzeczam? Cały czas piszę, że wrogość wobec kobiet-graczy istnieje i że to przykre, zdecydowanie negatywne zjawisko. Tyle, że płeć wcale nie musi być bezpośrednim powodem tej wrogości. Wydaje mi się, że najczęściej jest tylko pretekstem. Ta wrogość tak czy inaczej tam jest, niezależnie od tego czy jesteś kobietą czy mężczyzną. Po prostu u atakujących zmienia sie wachlarz argumentów.

                I uważam, że nie ma sensu licytować się, które obelgi są gorsze – te skierowane wobec kobiet, czy te wobec mężczyzn. Te nacechowane płciowo, czy te neutralne.

                Bo, wbrew pozorom, pewna symetria tu jest. Najlepiej użyć tu Twojej zero-jedynkowej optyki: albo uznajesz, że drugi człowiek zasługuje na szacunek, albo nie. W środowisku graczy, niestety, można znaleźć i takich ludzi, który szacunku do innych – do kobiet, do mężczyzn, po prostu do innych graczy – nie posiadają.

                Jeżeli zaś chodzi o feminizm, to znów – rozpatrując to pojęcie w takich kategoriach, jak tu piszesz, to oczywiście! Kobiety i mężczyźni w równym stopniu na szacunek zasługują i co do tego nie ma żadnych wątpliwości. Przez chwilę odebrałem Twój komentarz tak, jakbyś nie miał(a) pewności czy tak uważam. Mam nadzieję, że nadinterpretuję. W każdym razie, jak najbardziej, w takim kontekście nazywaj mnie skrajnym feministą.

                Natomiast jeżeli pod to pojęcie podciąga się takie „problemy”, że to Mario ratuje księżniczkę z zamku, a nie na odwrót, to ja się z tak rozumianego feminizmu wypisuję.

  • Ignis
  • Paweł Zarzycki

    Ale nie mylmy bycia celebrytą (mniejszym bądź większym) z byciem graczem. Rzeczona Felicja to przede wszystkim celebrytka, nie ważne, że przy okazji gracz i kobieta. I dokładnie z tego powodu jej się dostało po wizycie u fryzjera, bo w swojej naiwności myślała, że widownia (jak to leciało: „on YouTube, the home of 12-18 year olds”) ogląda jej filmiki wyłącznie dla treści merytorycznych. To mniej więcej tak jakby powiedzieć, że trzynastoletnie siksy piszczą i mdleją na koncertach jakiegoś boysbandu, bo urzekła je muzyka a nie ten chłopak, trzeci z lewej, z długimi lokami, zabójczą bródką i w skórzanej kurteczce. Ta, jasne. To teraz niech ten śliczny chłopczyk z plakatów zetnie włosy. Oberwie od części swoich „fanek” tak samo jak słynna Felicja, z groźbami podpalenia mu chaty włącznie. Tak to działa i niewiele ma to wspólnego z feminizmem, seksizmem, gamizmem oraz innymi „izmami”. Bardziej z niedojrzałością, głupotą i burzą hormonów. ;)
    Oczekiwanie od środowiska gamingowego, które, no nie czarujmy się, w lwiej części składa się jednak z nastolatków, „dojrzałych postaw” jest delikatnie mówiąc, pocieszne.

    • Izabela Pandora Próchniak

      Czekaj, czy to znaczy, że jak ktoś mnie obraża odnośnie mojej płci i wyglądu, to jestem celebrytką :D? A jak mnie tak obraża osoba dorosła, to jest to tylko…, przebrana gimbaza? Byłoby fajnie, ale są jeszcze gwałty. Ale… nie schodźmy już na ten temat. Zdecydowanie.

      • Paweł Zarzycki

        Tania erystyka. Nie wiem, a jesteś? 99% wyzwisk i obelg jest związana z płcią (obojga
        rodzajów), wyglądem lub innymi cechami osoby obrażanej, pochodzeniem,
        czynnościami fizjologicznymi albo
        preferencjami seksualnymi z domieszką gróźb różnych. W kombinacjach. Mam
        zacząć cytować? Celebryci są narażeni na fanów, a fani mają to do
        siebie, że potrafią jechać po bandzie, bo ich „idol zdradził”. I kompletnie nie ma to nic wspólnego z płcią „idola” lub fana. Aha, fani zostają nimi z różnych przyczyn, niekoniecznie związanych z tym czym zajmuje się „idol”.