Falling Skies: Dwa razy ten sam serial

wrogie-niebo-sezon-2-f

[2×01] Bez owijania w bawełnę: wow. Drugi sezon Falling Skies wystartował wczoraj z dwugodzinną premierą, a ja ciągle jeszcze próbuję sobie przypomnieć, że to dalej ten sam serial. Byłabym mu wierna nawet, jeśli miałby kontynuować swój schematyczny bieg, ale dwa nowe odcinki przebijają chyba całe dziesięć poprzednich.

Falling Skies to w sumie jedyna serialowa premiera, której w to lato wręcz nie mogłam się doczekać. Nakręciłam się sama z siebie bez żadnej marketingowej pomocy, robiąc sobie powtórkę z sezonu pierwszego. Na obejrzenie pierwszego trailera sezonu drugiego pozwoliłam sobie dopiero na kilka dni przed premierą – i zrobił na mnie naprawdę wielkie wrażenie. Zupełnie, jakby  to nie było Falling Skies – to szlachetne, proste i przyjazne Falling Skies. Akcja, kosmici, walki, strzały, ucieczki, bieganie, dramat, desperacja, napięcie, czego tam nie było! Jestem ostrożna w poddawaniu się reklamowej propagandzie, ale w połączeniu z wcześniejszą sympatią do serialu miałam praktycznie pewność, że ta premiera to będzie coś. I z czystym sumieniem mówię, że była.

[Ten akapit bez spoilerów] Przede wszystkim zmienił się ton. Akcja przesuwa się trzy miesiące do przodu, w trakcie których 2nd Mass został poważnie uszczuplony. Ścigani przez obcych – których cierpliwość zaczyna być na wyczerpaniu – bohaterowie nie mają wyboru jak żyć w ruchu. Teraz ich domem są więc zdezelowane pojazdy, wojskowe namioty i każdy skrawek bezpiecznego gruntu, jaki przyjdzie im znaleźć. Od razu widać, że jest im znacznie ciężej, co podkreśla również brak „obyczajowych” scenek. Nie ma już szkółki dla dzieci czy pogadanek przy stole – bo nie ma już na nie czasu. Najważniejsze jest już tylko przetrwanie i dokopanie kosmitom ile wlezie. W zapowiedziach było jasno i wyraźnie powiedziane, że w Falling Skies skończyła się sielanka, i dokładnie tak się stało. Jest mroczniej, jest ciężej, jest brudniej. Jest o wiele ciekawiej i o wiele bardziej niebezpiecznie. A gdyby tego było mało – również od środka.

[Spoiler] Pojawiają się zarysy poważnych problemów wewnątrz grupy – takich, o których bohaterowie nie mieli jeszcze nawet okazji pomyśleć. Tom powraca z „wizyty” u obcych, ale wydaje się jedną z zaledwie dwóch osób, które widzą w nim zagrożenie. Jego nieufność wobec samego siebie jest tylko niewiele większa od burzy, jaką próbuje rozpętać Pope, i która na pewno będzie jednym z tematów numer jeden na dalszą część sezonu. Postać Toma przekonuje mnie jednak po raz kolejny – jego rozsądek, jego wiara, jego motywacje – ale muszę przyznać, że scena rozwiązywania więzów lekko podniosła mi ciśnienie. Co więcej, problemem wydaje się być również Ben, i to nawet pomimo tego, że wszyscy zdążyli już przywyknąć do jego nadludzkich umiejętności. Już w pierwszym sezonie trudno było mi uwierzyć w jego szczerą nienawiść do obcych – było ku temu mnóstwo drobnych aluzji – i wygląda na to, że ten wątek zostanie podkręcony. I bardzo, naprawdę bardzo mi się to podoba.

[Tu już bez spoilerów] Zresztą odniosłam ogólne wrażenie, że cała konstrukcja bohaterów zmieniła się na lepsze. Na pewno jest to kwestia tego, że już ich znany, więc zamiast rysować ich osobowość, serial może nas wrzucić prosto w wir akcji, ale nie tylko. Postacie w Falling Skies stały się bardziej dojrzałe, ich problemy bardziej realne, a ich charakter bardziej wiarygodny. Na pewno nie powiem, że brakowało tego w pierwszym sezonie, ale przeskok jakościowy w premierze drugiego jest widoczny gołym okiem. Poza tym znów mogę podkreślić, że każda postać w tym serialu jest jakoś wykorzystana – na tyle widocznie, że z pewnością nie znika w tłumie.

A poza tym – w tych dwóch odcinkach dzieje się naprawdę mnóstwo rzeczy. Tempo jest szybkie, ale dobrze zgrane i przede wszystkim trzymające w napięciu. Był moment, kiedy aż się bałam o los jednej bohaterki (pewnie nie uwierzycie, której). Zwracałam nawet uwagę na aspekty techniczne takie jak zdjęcia i montaż, a już na pewno na kilkuminutowe ujęcia kilku scen naraz (nie mam bladego pojęcia, jak nazywa się ta technika, ale chodzi o to, że scena zaczyna się przy jednej postaci, „idzie” za nią do pewnego momentu, potem przechodzi na kolejną postać, która robi coś w tym samym czasie, i tak sobie wędruje do kolejnej i kolejnej). Jedna nic nie znacząca dla fabuły technika filmowa, a dała mi tyle frajdy, że aż sobie te sceny powtarzałam.

Do tego smaczki – a przynajmniej coś, co ja smaczkiem mogę nazwać. Pope i jego grupa „berserkerów”, nowy bohater, mechanik McLaren, którego wspólny wątek z Lourdes pasuje mi tak bardzo, że aż mnie to cieszy, czy wspomniany wcześniej Ben nie tylko jako wojownik, ale jako wojownik wykorzystujący swoje nadludzkie zdolności. Serial nie zapomniał nawet o tym, by Maggie nie przestała troszczyć się jak siostra o Jimmy’ego (coś, co zapoczątkowała w finale sezonu pierwszego), ani o tym, że obcy też człowiek i też może chcieć się mścić z czysto personalnych pobudek.

Żeby jednak było sprawiedliwie muszę podkreślić jedno – żeby w pełni docenić premierę drugiego sezonu Falling Skies trzeba najpierw lubić Falling Skies. Poziom jest co najmniej dwu-, jeśli nie trzykrotnie wyższy niż w zeszłym roku, serial wkroczył na zdecydowanie lepsze tory i wygląda na to, że daleko na nich pojedzie, ale wszystkie jego fundamenty leżą w dziesięciu pierwszych odcinkach. Bez nich żadna z tych zmian nie będzie miała takiego samego wydźwięku. Ja wszem i wobec mówię, że jest super. Jestem naprawdę zaskoczona, że premiera spełniła moje oczekiwania (momentami je nawet przebiła) i generalnie polecam Falling Skies zupełnie od początku. A tych, którzy już te dwa nowe odcinki widzieli i też się nimi zachwycili, zachęcam również do obejrzenia pierwszego wydania 2nd Watch – programu internetowego, w którym Wil Wheaton przeprowadza wywiady z obsadą i twórcami. Podobno ma lecieć po każdym odcinku przez cały drugi sezon. I dobrze – niech się nakręca, bo ja chcę Falling Skies oglądać też za rok!

  • „Żeby jednak było sprawiedliwie muszę podkreślić jedno – żeby w pełni docenić premierę drugiego sezonu Falling Skies trzeba najpierw lubić Falling Skies.”

    E tam. Mozna na tym serialu polozyc krzyzyk z zalozeniem, ze drugi sezon bedzie jeszcze gorszy, ale da sie szanse na chwile. I zachwycic sie, jak mozna podniesc taka nedzna produkcje na nowy poziom. :)

    Widzialem na razie tylko 2×01, drugi za chwile, ale jesli bedzie tak dobry jak poprzedni, to dam im szanse jeszcze raz – o ile w trzecim odcinku nie zarzna wszystkiego (co by nie bylo niespodzianka). :>

    • Żeby nie było „nie mów hop…” ;)

      To stwierdzenie ma też jawnie ostrzegać, że to jest dalej „Falling Skies”, a nie zupełnie nowy i inny serial. Od pewnych elementów drugi sezon raczej nie ucieknie, więc lepiej się taką okoliczność przygotować ;)

    • 2×02 calkiem, calkiem. Wreszcie „ruch oporu” robi cokolwiek, zamiast byc emo. Na ile scenarzystom starczy pary? :)

      PS. Bardzo prosze, wylacz ciapcie, blogspot sam niezle wylapuje spam.

    • Dobra, wyłączyłam – ale tylko zauważę, że przechodzi mi spam, włączę ją z powrotem :P

      Fajnie, że podobała Ci się premiera. A co do scenarzystów, to nieco się pozmieniało, bo showrunnerem drugiego sezonu został koleś związany m.in. ze Stargate Universe. Poprzedni showrunner napisał parę odcinków do BSG, ale był głównie związany z komiksami. Może ta różnica będzie odczuwalna :)

  • Premiery tego sezonu nie widziałem i na razie nie zamierzam, za bardzo mnie pierwsza seria zniechęciła. Jednak jeśli opinię po finale będą równie pozytywny co po 2×1 to może sprawdzę.