Falkon 2011: Bogowie górą

falkon_2011

Wybierając się na tegoroczny Falkon miałam na uwadze dwie rzeczy – moją szybką ewakuację w zeszłym roku, kiedy w zniechęceniu wróciłam do Krakowa już w sobotę bardzo rano, oraz rewelacyjną kampanię reklamową wraz ze świetną konwencją. Pomysł wykorzystania mitologicznych bóstw, i – przede wszystkim – wykonanie, spodobały mi się tak bardzo, że w zasadzie nie wierzyłam, by w tym roku sytuacja mogła się powtórzyć. Nakręcona i pełna nadziei, praktycznie zapomniałam o wszelkich obawach. I okazało się, że całkiem słusznie. Obaw w tym roku nie miałam żadnych, a wszystko dzięki temu, że Falkon 2011 zapewnił mi masę rozrywek, ani na przez chwilę nie pozwalając na nudę i przy okazji gwarantując spokój ducha związany z noclegiem. Niniejszym oznajmiam, że bawiłam się świetnie – i w zasadzie mogę zaliczyć tę edycję to najfajniejszych konwentów, w jakich brałam udział.

Zacznę od podstawowej obawy, która w zeszłym roku mocno wpłynęła na moje negatywne wrażenia – mianowicie prysznice. 4 dni zabawy bez możliwości umycia się to w moich oczach zgroza. Na szczęście sprawa rozwiązana została za pomocą internatu, w którym można było wynająć pokój z łazienką i wszystkim. Przyzwoite warunki w przyzwoitej cenie 100 zł za 3 noce zdjęły mi kamień z serca. Dodatkowo internat oddalony był od głównego budynku WSPiA o jakieś 5 minut piechotą, co kwestie wygody zamykało już dokumentnie. Budynek główny też miał swoje zalety – głównie non-stop czynną stołówkę z obiadowym jedzeniem i całodobowo otwartą szatnię. Niestety, ograniczona przestrzeń nie do końca dawała radę pomieścić tylu uczestników, ilu by pewnie chciała. Momentami, przy dużym nagromadzeniu ludzi, było po prostu zbyt ciasno – a ludzi przez większość czasu było naprawdę sporo. Konwent zapewnił jednak dwie sale prelekcyjne, przestronną salę konkursową, dwa pełne pomieszczenia na sklepy, pojedynczy blok dziecięcy, blok Star Wars i blok Portalu, salę dla EA Games, dwie sale konsolowe, sklepik konwentowy, dwie duże aule i kilku-salowy Games Room. Nie miałam niestety okazji zjawić się w Paderewskim, drugiej szkole, w której odbywały się sesje i LARP-y, ale na osobę, która prawie 4 dni spędziła na Wyspie, jestem w pełni zadowolona.

Na samym wstępie, praktycznie na progu konwentu, powitał mnie Darken z informacją, że zapomniał zabrać ze sobą odłożonej do wysyłki edycji maniaka The Shadow of Yesterday. Nim jednak zdołałam się na niego pogniewać, na ratunek przyszedł Puszon, który ów odłożony podręcznik zapakował ze sobą, uznając, że właśnie po to Darken ją odłożył ;) Koniec końców mam swój wyczekiwany egzemplarz i mogłam nacieszyć się nim już na samym początku Falkonu.

W pierwszych prelekcjach udział wzięłam już z czwartek (Seks, przemoc i średniowieczne kroniki – łamanie mitu „moralnego” Średniowiecza, Dwóch nerdów w kinie – najlepsze sceny walk wg Lucka i Mateusza Zaróda), ale dopiero od następnego dnia wszystko zaczęło się kręcić. Piątek upłynął mi pod znakiem RPG. Rano odbyła się moja prelekcja, Prezentacja systemu Final Fantasy RPG. Ludzi przyszło może niewiele, ale byli zorientowani w grach i myślę, że system ich zaciekawił. Tutaj duży plus dla orgów za szybkie zorganizowanie komputera z Officem 2007. Później wzięłam udział w dwóch prelekcjach stricte RPG-owych: Jak przygotować się do sesji (autorstwa Master Mindów) oraz Drużyna w 5 minut Darkena. Z obu cieszę się bardzo, bo wyniosłam z nich wiele przydatnych dla młodego MG informacji. W niedługim czasie planuję poprowadzić własną sesję, a z prowadzeniem jak do tej pory doświadczenie mam tylko w PBF-ach. Obie prelekcje były mi więc bardzo na rękę (podobnej wiedzy zaczerpnęłam jeszcze w sobotę u Khakiego na Jak zaskoczyć graczy scenariuszem, tudzież Jak zrobić graczy w ciula). Ale to nie wszystko – wpadłam niedawno na pomysł LARP-a, więc prelekcja Jak napisać LARP-a i nie zjebać była mi jak prezent na Mikołaja. Dzień zakończył bardzo fajny konkurs Maraton filmowy, z którego wraz ze swoją drużyną wyszłam z trzecim miejscem. Postanowiłam jednak nie wydawać jeszcze swoich Blessów – i całkiem, jak się okazało, słusznie.

PB120451

Sobota była za to dniem starwarsowym. Z samego rana przyszłam na Kim jesteś w Gwiezdnych Wojnach – bezpardonową pokazywankę – mały konkursik na zasadzie 20 pytań (siedzi się tyłem do tablicy, na której napisane jest imię bohatera SW i zadaje pytania publiczności, która opowiada tak lub nie). W 14 pytań i 2:09 czasu odgadłam Biba Fortunę z E1. Następnie odbyła się Prezentacja Rebel Legion – Eagle Base. Mam zamiar uszyć sobie gwiezdnowojenny kostium, więc spotkanie z członkami Legionu uznałam za jak najbardziej na miejscu. Znajomi po drugiej stronie Mocy próbowali mnie przekonać, żebym przyłączyła się do Imperium, ale byłam nieugięta. Imperialni okazali się jednak bezkonkurencyjni w Familiadzie Star Wars, w której rozgromili i rebeliantów, i członków Brotherhood of the Sith. Bezkonkurencyjne były też pytania takie jak „z kim ze świata SW umówiłbyś/umówiłabyś się na randkę” czy ” jakim zawodzie pracowaliby szturmowcy, gdyby nie byli żołnierzami Imperium”. Śmiechu było co niemiara ^^ Na koniec zahaczyłam o prelekcję Ty, a gdyby tak skleić te dwie rzeczy razem?, czyli innymi słowy omówienie filmowych rekwizytów i tego, jak zostały zrobione. Można się zdziwić, jak popularne były na planie wycieraczki do samochodów.

W sobotę odbyła się również moja druga prelekcja, Kostiumy w filmach fantasy. Ze zdziwieniem odkryłam, że zjawiła się cała sala słuchaczy, z których tylko kilku wyszło w trakcie prezentacji. Muszę jednak uskutecznić nieco samokrytyki, bo o ile wydaje mi się, że wrażenia pozostawiłam za sobą w miarę pozytywne, na przyszłość na pewno muszę bardziej dopracować szczegóły. Pozwoli to uniknąć zaskoczenia pytaniami ze strony widowni.

W ciągu dnia wzięłam jeszcze udział w Konkursie serialowym, ale wyszłam z niego mocno rozczarowana. Pomimo faktu, że prowadzące organizowały go już w zeszłym roku, najprawdopodobniej nie wyciągnęły z tego żadnej cennej lekcji. Przy ok. 24 2-osobowych drużynach, nie było żadnych określonych eliminacji, przez co pierwsza kolejka trwała dobre 30 minut. Zasady nie zostały przejrzyście wyjaśnione, a co najgorsze – zdjęcia, z których mieliśmy odgadywać tytuły i bohaterów serialu nie były ponumerowane. Prowadząca musiała najpierw doliczyć się do odpowiedniego pytania, a potem jeszcze przenieść zdjęcie na ekran projektora. Przez większość czasu (długo czekając na swoją kolejkę) robiłam wyliczenie, co i jak mogłoby zostać poprawione. Ostatecznie odpadliśmy z kumplem na miejscu 4.

Konkursów to jednak nie koniec – w niedzielę rano odbywał się Konkurs Potterowski. Nie miałam go w planach, ale namówiona przez koleżankę uznałam, że może być fajnie. Obie wycwaniłyśmy, że w niedzielę o 10:00 mało kto zjawi się w sali, ale nieco się przeliczyłyśmy – ludzi było pełno. Konkurs miał być „nieco inny”, i już przy eliminacjach zrobił się naprawdę ciekawy. Zadaniem wstępnym było wypisanie, z imienia i nazwiska, wszystkich nauczycieli Hogwartu, wymienienie właściwości smoczej krwi i podanie nazwy kapeli, w której rzekomo występował Syriusz Black. Nasz 3-osobowy Borg Kolektyw ze zdziwieniem odkrył, że dostał się do konkursu głównego (Borg, bo nasza trójka należy do krakowskiego klubu fanów Star Treka). Starym zwyczajem znaliśmy chyba wszystkie odpowiedzi drużyn konkurencyjnych, a gdy przychodziło do naszych o mały włos się nie wykładaliśmy. Same pytania rzeczywiście były „trochę inne” – dotyczyły w zasadzie wszystkiego poza bohaterami. Działy obejmowały zaklęcia, eliksiry, magiczne zwierzątka, historię magii, etc. – pytania „w którym roku zabroniono hodowania smoków” były na porządku dziennym. Na szczęście dzięki Vanji i jej znajomości HP, wylądowaliśmy na miejscu 2. Dzięki temu udało mi się darmowo zdobyć Rozgwiazdę Petera Wattsa i Słońce Słońc Karla Shroedera – powieści, które wypatrzyłam sobie na początku konwentu, ale uznałam, że jeszcze zobaczę, jak się sprawy ułożą. Szkoda, że ominęła mnie możliwość zdobycia autografu, ale cóż – nie wszystko naraz ;)

Moją ostatnią falkonową atrakcją był konkurs Sound of Star Wars – odgadywanie, skąd pochodzą i do kogo/czego należą dźwięki przewijające się przez filmy. Było mocno hardcorowo – powiem, że Jar Jar łapiący językiem kurczaka na Tatooine był jedną z łatwiejszych odpowiedzi. W połowie konkursu zebrałam się do wyjazdu, ale druga połowa mojej drużyny pochwaliła się potem, że skończyła na miejscu 3. Brawo, Pepcok :)

Kilka słów o plusach względem zeszłorocznej edycji. Ogromne się cieszę, że w życie weszła waluta konwentowa. Od czasu Avangardy 2010 przyzwyczaiłam się do swobodnej możliwości wybierania sobie nagrody. Uważam, że powinien to być standard (przynajmniej na tych większych imprezach). Dalej – wspomniałam o otwartych szatniach. Rok temu szatnie były otwierane co godzinę – tym razem w szatni były dyżury stałe, co przy ciągłej wymianie uczestników na kilka lokacji znacznie poprawiło działanie konwentu. Bliskość pozostałych obiektów – internatu i Paderewskiego, zwłaszcza w kontekście jakiejś 15-minutowej jazdy autobusem do szkoły sypialnej na Falkonie 2010 – była nieodzowna. Stoiska z kanapkami i słodkimi bułkami dostarczały dodatkowego wyżywienia, które stale zapewniały zarówno stołówka, jak i bar fast-foodowy na dole. Bardzo duża ilość obsługi ułatwiała komunikację, nie było problemów z dowiedzeniem się, co i jak. Do użytku uczestników udostępnione były również komputery z dostępem do Internetu, przy których spokojnie można było sprawdzić sobie pocztę. Słowem – dużo plusów, mniejszych i większych, ale plusów.

Czego mi natomiast brakowało. Najbardziej – rozpisek punktów programu wywieszonych na drzwiach sal prelekcyjnych. Niestety, dostępna była tylko tabelka z programem, która dodawana była do każdego „zestawu powitalnego”. Tu jednak kolejny plus – w zeszłym roku takiej tabelki ani nie było w informatorze, ani nikt jej do informatora osobno nie dodawał. Rozpiska, oczywiście, żyć nie ratuje, ale byłaby przydatnym uzupełnieniem dobrze zorganizowanej imprezy ;)

Choć w zasadzie całość konwentu spędziłam na Wyspie, nie żałuję ani chwili. Niespecjalnie interesowały mnie koncerty i pokazy specjalne, ale trzeba organizatorom przyznać, że załatwili mnóstwo rozrywek na różnych poziomach. Żałuję tylko, że ominęło mnie spotkanie z bogami Falkonu – z miłą chęcią zobaczyłabym ich na żywo, na pewno prezentowaliby się godnie. Pozostaje liczyć na to, że konwencja kolejnej edycji okaże się co najmniej tak trafiona i co najmniej tak zrealizowana. Tymczasem przez rok zachowam na pewno miłe wspomnienia. Dziękuję, Lublinie!

Na koniec garść podziękowań:
Vanji i Q’lasowi – z eEMPIRu, dziękuję za konkursy i humor,
Pepcokowi – za starwarsowego ducha,
Tarquillowi – za jazdę, transport i pozytywność,
Adrianowi, Krystianowi i Lotessie – za towarzystwo i pogaduszki,
Tergowi i Hemrodowi – za przygarnięcie pod jeden dach (+ Kogiemu, gdzieś tam we Wrocławiu),
Luckowi – za polecenie zacnego czytadła,
Darkenowi – za TSOY i mega-pozytywność,
Puszonowi i Kornikowi – za uśmiechy :)
Shonsu i Maćkowi-Maćkowi – za pomoc konwentową :)

  • Haha, jak to perspektywa może być różna :) Ja jestem totalnie nie-growa, Star Wars lubię, ale nie na tyle, żeby chodzić na prelekcje związane z tym, nie interesuję się mangą i anime i jedyne, dla czego przyjeżdżam na konwenty, to prelekcje literackie i popularnonaukowe. W tym roku w tym względzie było bardzo słabiutko (i ciekawych prelekcji mało, chociaż to sprawa subiektywna, i sal mniej – zawsze były trzy albo nawet cztery, a i fakt, że jedna aula przez dwa dni była zaanektowana niemal wyłącznie na spotkania autorskie się przyczynił), więc ja ogólne wrażenie mam takie, że był to najgorszy z dotychczasowych Falkonów – a jeżdżę na nie od 2006 roku. Najgorsze jest zaś to, że wiem, jakie między innymi prelekcje organizatorzy odrzucili, zostawiając na przykład kolejną już prelekcję z serii o grzybach…
    Falkon był zawsze bardzo dobry pod względem merytorycznym, było z czego wybierać (jak mówiłam, kiedyś były cztery sale na prelekcje literackie i popularnonaukowe), a teraz to głównie siedziałam w barku albo w Stolarni i gadałam z ludźmi. Cóż.
    Ale pod względem szatni, kanapek, waluty konwentowej (kanapki też waluta konwentowa, ile razy w czasie tych czterech dni usłyszałam „oddasz mi w kanapkach” to nawet nie zliczę xD) tudzież bliskości noclegowni, to się zgodzę, było bardzo w porządku ;)

    ciao,
    Toperz.

  • Anonymous

    WSPA a nie WSPiA ;p
    WSPiA to w Poznaniu ;p

  • @Anonimowy, racja, my bad, dzięki za zwrócenie uwagi ;)
    @Toperz, oczywiście, relacja jest z jednego punktu widzenia, ale cóż – im więcej opinii, tym większa szansa, że następna edycja będzie bardziej zbalansowana ;)

  • eustachiusz

    Na prelekcję o FF RPG poszedłem bardziej z zamiłowania do FF niż RPG (gdzie moje doświadczenie jest bardzo bliskie zeru), ale oceniam pozytywnie :) pozostaje zarazić kumpli Fajnalem co by było z kim grać :)

    Z opisanych punktów programu byłem byłem jeszcze na konkursie filmowym (gdzie robiłem jako statysta w drużynie przenerda-kinomaniaka w postaci brata) i serialowym, który nie spełnił moich oczekiwań nie tylko pod względem organizacyjnym. Spodziewałem się troszkę czego innego po czymś takim na konwencie fantastycznym co doprowadziło do skorygowania błędu braku eliminacji przez opuszczenie sali po drugiej kolejce :)

  • @Eustachiusz – dzięki za miłe słowa, cieszę się, że prezentacja się podobała. Właśnie o to chodziło, żeby zarazić FFem w jakikolwiek sposób się da :P

    Co do konkursu serialowego – mnie osobiście nie przeszkadzała tematyka ogólno-serialowa, bo oglądam też sporo seriali nie fantastycznych, ale mimo wszystko na konwencie takim a nie innym konkurs mógł trochę bardziej uderzać w gusta uczestników. Może pomyśli się o czymś przy następnej okazji ^^