Nie będę chyba daleka od prawdy stwierdzając, że każdy geek chciałby kiedyś poznać swoich idoli. Gdy więc pewnego wieczoru zostałam zapytana, czy chciałabym przeprowadzić telefoniczny wywiad z Emily Rose, pomyślałam sobie, że się przesłyszałam. Dzień później spędziłam 15 minut rozmawiając z mega ciepłą, otwartą i przesympatyczną osobą.

Emily Rose to aktorka, która na tym blogu powinna być wszystkim znana. Od kilku lat wciela się w Audrey Parker w Haven – serialu emitowanym w Polsce jako Przystań na kanale Scifi Universal – z kolei gracze powinni doskonale kojarzyć ją z trylogii Uncharted, w której odegrała jedną z najlepszych kobiecych bohaterek w historii gier video, Elenę Fisher. Możecie jednak nie wiedzieć, że te dwie role rozmiłowały mnie w Emily Rose na amen, dlatego też propozycja przeprowadzenia wywiadu była dla mnie naprawdę niemałą sprawą. Sądzę, że moje „fanostwo” w tej rozmowie wyszło, ale przede wszystkim wyszło to, że mogłam jej zadać MOJE pytania. I to chyba jedna z najpiękniejszych rzeczy, jakie mi się w moim geekowym życiu przytrafiły.

Ale dość o mnie – porozmawiajmy z Emily: o Haven, życiu i Uncharted.

Polscy widzowie Scifi Universal oglądają obecnie 4. sezon Haven, ale wiemy już, że został zamówiony 5-ty – gratulacje, bardzo cieszę się z 26-odcinkowego zamówienia. I to moje pierwsze pytanie: jak sądzisz, jak taka długość może wpłynąć na strukturę serialu? Czy jest coś, co się może zmienić?

To całkiem dobre pytanie. O ile mi wiadomo, nic nie zmieni się w sposobie emisji odcinków, ale jestem ciekawa, co na ten temat mają do powiedzenia moi producenci. Osobiście, mam przeczucie, że zachowany ten sam rytm kręcenia, ale nie sądzę, że będzie to jakiś większy wysiłek – choć z drugiej strony może będzie? Nie wiem, muszę zapytać producentów w następnym tygodniu. Zapiszę sobie to pytanie (śmieje się).

Haven to w gruncie rzeczy serial o zjawiskach nadprzyrodzonych, mocno osadzony w klimacie fantastyki i tajemnicy, w zasadzie w science fiction. Jak czujesz się w takich klimatach? Lubisz science fiction?

Tak, jest bardzo fajne, bo jest wyzwaniem dla twojej wyobraźni, w końcu może zdarzyć się w zasadzie wszystko. Cały czas trzeba przesuwać swoje granice, żeby ogarnąć coraz więcej i coraz bardziej wymagających rzeczy. To zdecydowanie wyzwanie. Czasami takim wyzwaniem staje się sam język – mówi się rzeczy, których zwyczajnie się nie wypowiada. To fajny świat, wiesz, z efektami specjalnymi, gdzie masz do czynienia z rzeczami, z którymi nie mają do czynienia inne seriale. Poza tym ludzie, którzy ten gatunek tworzą są super-oddani, bardzo lojalni i ten fakt zaskakuje mnie za każdym razem. Więc tak, to gatunek, którego częścią fajnie być.

Tak, to w sumie czuć, że przez twórców science fiction przemawia pasja wobec tego, co chcą opowiedzieć i co chcą powiedzieć. Co w takim razie lubisz najbardziej w science fiction? Jest jakiś konkretny motyw, który ci się podoba?

Interesujące jest to, że w większości przypadków nauka i wiara są zazwyczaj stawiane w sprzeczności; ludzie uważają je za dwie zupełnie różne rzeczy. Uważam jednak, że nauka, sama w sobie, wymaga wiele wiary, a już zwłaszcza w gatunku science fiction, gdzie trzeba hipotetyzować, zakładać, że coś się wydarzyło, nawet pomimo tego, że jeszcze się tego nie wie. Albo by wierzyć w istnienie czegoś większego, czegoś poza pojmowaniem zwykłego człowieka. Zawsze lubiłam motyw tej wiary, że zawsze ktoś musi wierzyć albo od kogoś ta wiara jest wymagana. Ten aspekt gatunku zawsze bardzo mi się podobał.

Właśnie, gatunek. Pierwszą rzeczą, jaką przyciągnęła mnie do Haven był element nadprzyrodzony – niewytłumaczalne zdolności, tajemnicze sprawy, etc. Na początku sądziłam jednak, że Audrey będzie taką typową agentką FBI, Scully-podobną niedowiarką, która podważa istnienie zjawisk nadprzyrodzonych i próbuje udowodnić, że nie istnieją. Ale już pierwszy odcinek uderzył mnie czymś zupełnie przeciwnym – dostaliśmy oddaną, zaangażowaną młodą kobietę, która robi wszystko, by rozwiązać te sprawy, bez względu na to, czym są i co może odkryć po drodze. Prawdę mówiąc, w tym momencie bardziej zaczęła mnie interesować Audrey niż serial sam w sobie. Co tobie najbardziej spodobało się w jej postaci?

Po pierwsze dziękuję – czuję się naprawdę zaszczycona słysząc, że ludzie którzy oglądają serial nawiązują więź z Audrey jako osobą. To moim zdaniem jedna z rzeczy, które wyraźnie dotyczą 4. sezonu. Grając nową postać, Lexie, która jest dużą częścią tego sezonu, uświadomiłam sobie, że na tyle, na ile lubiłam Lexie, zaczęłam naprawdę tęsknić za Audrey. I to w sumie ciekawe uczucie – i bardzo pozytywne – bo w końcu chciałam, żeby na początku sezonu fani tęsknili za nią tak samo jak ja. To fascynujące jak bardzo przywiązujesz się do swojej postaci. Dużo z tego, co podoba mi się w Audrey to cechy, które trudno mi w sumie dostrzec, bo są moimi własnymi, ale tym, co lubię w niej najbardziej jest jej nieustępliwość (przerwa na uspokojenie szczekającego psa), ale taka, która nie wymaga traktowania ludzi bez szacunku. Audrey robi to, co robi, bo naprawdę kocha ludzi, poza tym dostrzega w nich znacznie więcej niż przeciętna osoba. Lubię też jej wrażliwą stronę, fakt, że pomaga wszystkim i jest przez wszystkich lubiana, ale że jednocześnie cierpi przez swoje pragnienie kontaktu z rodziną, z miejscem, z którego pochodzi. W końcu to postać, która nie ma własnych korzeni, a ta strona jej osobowości bardzo do mnie przemawia.

A co z Lexie? Wspomniałaś, że tęskniłaś za Audrey, ale Lexie okazała się niezwykle zabawna. Co najbardziej w niej lubiłaś? Fajnie było ją odgrywać?

O rany, świetnie się bawiłam grając Lexie, głównie przez fakt – zobaczysz w dalszych odcinkach – że Lexie w pewnym momencie zaczyna naprawdę grać Nathanowi na nerwach. Zabawnie mieć jedną relację z daną postacią, wg której Lucas i ja gramy parę wiernych przyjaciół, w siostrzano-braterskiej/romantycznej konfiguracji, a potem zmienić tę relację na taką, w której wzajemnie działamy sobie na nerwy – wow, to była świetna frajda. Mieliśmy wielki ubaw patrząc jak ekstrawertyczna osobowość Lexie oddziałuje na Nathana, bo w porównaniu do Audrey, Lexie jest o wieeele bardziej rozrywkowa niż Audrey kiedykolwiek była. Świetnie było pograć taką wyluzowaną bohaterkę, niczym się nie przejmować, myśleć o imprezach. Naprawdę, to był ubaw.

W Polsce jesteśmy trochę za powrotem Lexie do Haven – no i właśnie, Haven. Muszę powiedzieć, że uwielbiam Haven jako to małe miasteczko z tym swoim nadmorskim klimatem, mglistą pogodą, szumem fal, latarnią, kolorowymi drewnianymi domkami, etc. Uważam, że jest tak samo tajemnicze, jak urocze. Myślisz, że mogłabyś mieszkać w takim miejscu, w takim małym spokojnym miasteczku?

Mieszkam w takim miasteczku! (śmieje się) Słucham, jak opowiadasz o tych rzeczach i to jest pierwsza myśl, którą mamy ja i mój mąż: o mój Boże, będziemy musieli mieszkać w takim miasteczku przez dziewięć miesięcy! To spory szok kulturowy, kiedy po całym sezonie mieszkania w Chester wraca się do Los Angeles, bo Chester to faktycznie bardzo małe miasteczko. Wszyscy znają ciebie, wszyscy znają twoje dziecko, wszyscy wiedzą wszystko. Jest w tym coś zabawnego i pocieszającego, ale gdy wraca się do LA, zauważa się nagle, w jak szybkim tempie porusza się tam życie, albo czemu ludzie są tacy nieuprzejmi, wiesz, ten szok kulturowy jest bardzo wyraźnie odczuwalny. Więc fajnie mieszka się w takim małym miasteczku, no i jest to bardzo fajne miejsce do kręcenia zdjęć – bo właśnie ma się możliwość takiego mieszkania. Kiedy urodziłam swojego syna, bardzo cieszyłam się na myśl o zamieszkaniu w małym miasteczku, w którym wszystko toczy się w znacznie wolniejszym tempie i gdzie mogę mieć tylko pracę i jego, naszą rodzinę i jego. To było w naszym życiu prawdziwym błogosławieństwem.

Inną rzeczą, którą bardzo lubię w serialu są Kłopoty. Uważam, że twórcy odwalają świetną robotę w tworzeniu Kłopotów – trudno przewidzieć, czym jest dany Kłopot, jak skończy się śledztwo albo czyj Kłopot to będzie. Science fiction i fantasy często poruszają temat nadnaturalnych zdolności, ale Haven robi to trochę inaczej. Jak podoba ci się ta mroczniejsza strona serialu? Cierpienia, śmierci, odpowiedzialność?

To dobra rzecz, zwłaszcza na przykładzie całości serialu. 1. sezon jest głównie o przyjaźni pomiędzy serialem a widzami, więc żeby zadowolić wszystkich, ciężko jest poruszać te bardziej głębokie tematy. W 2. sezonie dostaliśmy możliwość pokazania konsekwencji, i w sumie nawet śmialiśmy się, że gdy w 1. sezonie ktoś odniósł rany przez jakiś Kłopot, to został odwieziony do szpitala i nie było się czym martwić, jest Audrey, pomoże. W 2. sezonie wszyscy umierają – 2. sezon zdecydowanie obrał bardziej mroczną ścieżkę, ale fajnie było odegrać te konsekwencje, te skrajności. Bywają takie dni na planie, że zmagamy się z naprawdę smutnymi kwestiami; ciężko jest wtedy wrócić do domu na noc. W „Audrey Parker’s Day Off” musiałam wielokrotnie oglądać śmierć moich przyjaciół i potem wracałam do domu myśląc sobie, że „rany, moje ciało nie wie, że to nieprawda, ale ty odgrywasz to jako prawdę”. Przez cały dzień musisz się zmagać z fizycznymi reakcjami twojego ciała, jak płakanie czy krzyczenie, i to nie jest wcale łatwe. Ale to wszystko sprawia, że serial staje się bardziej prawdziwy i bolesny, i bardziej wpływa na przywiązanie widza do historii. To dobre pisanie.

Tak się składa, że poza byciem fanką seriali, jestem również graczem, a trylogia Uncharted to jedne z moich ulubionych i najlepszych gier, w jakie w życiu zagrałam. Muszę przyznać, że nie wiedziałam, że w nich występujesz dopóki nie usłyszałam pierwszych dwóch słów z ust Eleny. I naprawdę uwielbiam Elenę, uważam, że jest rewelacyjnie napisana i rewelacyjnie zagrana (śmieje się i dziękuje). Oglądając ją, za każdym razem byłam zdumiona, jak naturalna się wydaje. Czy ma dużo z ciebie? Jak łatwo – albo jak trudno – było ci ją grać?

Na początku to było wyzwanie, bo robiłam coś, co nigdy wcześniej w historii gier video nie było robione. Amy (Henning) po pierwsze napisała Elenę niesamowicie dobrze, ale inną rzeczą, do której nas zachęcała było po prostu bawienie się razem, jako obsada. Myślę, że ten naturalny element w naszej grze i w instynktach naszych postaci po części wyszedł z tego wspólnego przebywania w swoim towarzystwie. Z faktu, że nikt nas nie oceniał i mówił nam nie. Większość zasługi idzie do Amy jako dyrektorowi artystycznemu i scenarzystce. Praca z nią i dla niej była niesamowitym doświadczeniem. Jestem naprawdę wdzięczna za dar, jakim jest Uncharted i za to, co dał mi jako aktorce. Trzymam Elenę głęboko w moim sercu, tak jak Audrey; jest dla mnie kimś wyjątkowym. Mam nadzieję, że jeśli kiedykolwiek nakręcą film, dostanę szansę i okazję do zagrania jej ponownie.

Przy okazji, odcinek z Nolanem Northem należy do moich ulubionym. Strasznie podobało mi się nawiązanie do Uncharted, to „hej, jestem doktorem, takim w stylu Indiany Jonesa.”

Tak, i to jest jedna z fajniejszych cech Haven jako rodziny. Nasz scenarzysta, Brian Millikin jest wielkim fanem Uncharted i pomyślał, że fani ucieszyliby się na widok tej dwójki grającej ze sobą w prawdziwym życiu. Gdyby Haven było większym i droższym serialem, nie byłoby łatwo zgodzić się na taką fanowską zabawę, ale ponieważ wszyscy jesteśmy zżytą rodziną, (producenci) pozwolili Brianowi zrealizować swój pomysł. To w dużej mierze ich zasługa, poza tym to był naprawdę dobry pomysł, a sam odcinek okazał się świetny.

Bardzo dziękuję ci za rozmowę, było mi bardzo, bardzo miło.

To ja dziękuję! To był świetny wywiad.

Wywiad ukazał się również w serwisie FilmyFanastyczne.pl.

  • Z przyjemnością przeczytałam. Strasznie lubię „Haven”!

  • Scoagarak

    Świetny wywiad, świetny serial i można tylko pozazdrościć możliwości jego przeprowadzenia.

  • Dzięki wielkie :) Wierzcie mi, to było wieeeelkie zaskoczenie, ale jaka byłam szczęśliwa, jak wywiad się udał. Achievement, so to speak, unlocked :)

  • Nigdy nie widziałem tego serialu, ale po przeczytaniu wywiadu nabrałem wielkiej ochoty by nadrobić tę zaległość. Emily Rose wydaje się całkiem normalną osobą, która nie gwiazdorzy ani nie traktuje innych z góry. Nie mniej gratuluję Ci przeprowadzenia wywiadu. Jeśli mogę spytać: w jakiej formie przeprowadziłaś go? Spotkałaś ją osobiście czy np na Skype?

    • To była rozmowa telefoniczna – miałam tylko odebrać słuchawkę o ustalonej godzinie :) Ale chciałabym spotkać ją na żywo, naprawdę bym chciała, bo jest naprawdę przemiła i przesympatyczna; rozmawiałyśmy zupełnie na luzie, bez żadnej spiny (oczywiście pomijając, że ja się na początku ogromnie denerwowałam ^^)