Disney vs Lucasfilm: Zakłócenia w Mocy?

disney-lucasfilm-f

Ten wpis jest niestety lekką musztardą po obiedzie, skoro największa burza w necie już się przewinęła i najwyraźniej uspokoiła, jednak wciąż spływają nowe wieści, a ja dopiero teraz mam czas skomentować tę sytuację pisemnie*. A nie ma co ukrywać, jest w tym temacie nieco do powiedzenia.

Zacznę od początku. Początek był taki, że gdy Twitter zaczął kolektywnie wrzeszczeć, że coś się stało, a ja dokopałam się w końcu do jakiejś klarownej wiadomości, włosy stanęły mi dęba. Zawrzeszczałam i ja. Perspektywa powstania nowych kinowych Gwiezdnych wojen jawiła mi się jak deptanie po legendzie i wbijanie ostatniego gwoździa to trumny, w której bezpowrotnie zostanie pogrzebana. Przed oczami miałam ugrzecznioną bajeczkę dla dzieci i jechanie na prostych historyjkach okraszonych najnowocześniejszymi efektami, które w środku będą kompletnie puste – w sam raz, żeby zapełnić kieszenie producentów. Nie widziałam tego, nie chciałam tego widzieć, w ogóle sio. Wolałam trwanie przy klasycznej trylogii po wsze czasy niż ryzyko kolejnego rozczarowania. Ale potem, jak większość, ochłonęłam i zaczęłam dostrzegać plusy. Nie podobało mi się przejęcie Muppetów, ale Disney strasznej krzywdy im nie zrobił. Marvel po Avengers ma się chyba lepiej niż kiedykolwiek. Piraci z Karaibów wciąż płyną i wciąż można się przy nich dobrze bawić. Kathleen Kennedy wielokrotnie współpracowała przy cenionych przez widzów produkcjach, a do George’a Lucasa już trudno mieć zaufanie po niekończącym się ciągu rozczarowujących decyzji (nowa trylogia, zmiany do wydania Blu-ray, konwersja do 3D, etc.). Więc: dlaczego nie? Może oddanie przyszłości Gwiezdnych wojen nowemu pokoleniu filmowców okaże się jednak dobrym posunięciem, które wniesie do tego świata nową świeżość i ożywi go w końcu tak, jak miała ożywić go nowa trylogia? Jest na to nawet niemała szansa.

Optymistyczna pozostaję mimo wszystko ostrożnie – choć może „otwarta na możliwości” jest lepszym określeniem. Nie ulega wątpliwości, że jako fanka mam słabość do tego universum i kusi mnie, by znów zobaczyć go triumfującego na dużym ekranie. Jednak wraz z napływem nowych informacji, pojawiały się nowe pytania i rodziły nowe wątpliwości. I tak najbardziej problematyczne są dla mnie przede wszystkim dwie kwestie:

Do kogo skierowana będzie trzecia trylogia
Gwiezdne wojny są ukochaną produkcją min. trzech pokoleń – tych, którzy obejrzeli je w momencie premiery, tych, którzy przekazali je swoim dzieciom, i tych, którzy dzisiaj wychowują się na nowej trylogii i serialu animowanym. O ile tych pierwszych i drugich łatwo będzie pogodzić, tak z obecnymi trzecimi może być problem. Nie znam się na liczbach i nie wiem, jaki procent fanów Gwiezdnych wojen zajmują dzieci w wieku do 13-stu lat włącznie, ale przypuszczam, że całkiem sporo. Jeśli Disney będzie chciał trafić zarówno do starych wyjadaczy – którzy części VII są ciekawi chyba najbardziej – jak i do młodszych, któraś z tych grup może się srogo zawieść. Jeśli tak, to mam jakieś przykre wrażenie, że będzie to ta pierwsza, bo chęć przyciągnięcia do kin młodszego pokolenia niesie ryzyko spłycenia historii, która do starszego widza po prostu nie przemówi. Oryginalna trylogia jest pod tym względem wyjątkowa, bo jest uniwersalną i ponadczasową opowieścią, z której można czerpać w każdym wieku – nie jest to więc kwestia kategorii wiekowej, PG czy PG-13, ale intrygującej opowieści, która mogłaby umiejętnie zbalansować wszystkie elementy. Już raz się na czymś takim przejechaliśmy, więc bardzo bym nie chciała powtórki z rozrywki.

Co z Expanded Universe
Wiemy już, że trzecia trylogia będzie całkowicie nową historią nie opartą na żadnym istniejącym materiale, ale wiemy też, że plotki wskazują, jakoby głównym bohaterem miał być znów Luke Skywalker (jak i wiele postaci z oryginalnej obsady). Scenariusz części VII jest już podobno napisany, więc internet huczy od źródeł, które mają źródła i z których źródeł czerpią. Tak czy inaczej, wszystko to stawia pod znakiem zapytania Expanded Universe. Dalsze losy bohaterów Gwiezdnych wojen sięgają wiele lat wprzód po zakończeniu Powrotu Jedi, a punktem skupienia powoli stają się już potomkowie oryginalnego tria. Pytanie więc, czy nowe filmy nie wejdą w tą chronologię z butami i nie poprzestawiają wszystkiego według własnego widzimisię. Biorąc pod uwagę, że Star Wars to dalej dziecko Lucasa, który dalej będzie miał głos w sprawie ich dalszego kształtu – i pamiętając, jak wdarł się z butami w książkowy kanon przy nowej trylogii – nie czuję się specjalnie zapewniona, że wszystko będzie dobrze. Podobno ma być jeszcze kolejna trylogia, części X, XI i XII (podobno jako część od zawsze planowanej przez Lucasa wielowątkowej sagi), w której główne skrzypce mają grać dzieci Skywalkerów. Ale skoro Lucas „od zawsze” je planował, coś mi się nie wydaje, by nazywały się Jacen, Jaina, Anakin i Ben. Nie da się przewidzieć, co jest w tej części VII zaplanowane, w jakim miejscu i w jakim czasie będzie się działa, ale nawet, jeśli ma się mieścić w obrębie Expanded Universe, ciężko będzie ją tam wiarygodnie wcisnąć. I jakoś nie wydaje mi się, by wieloletni fani byli zadowoleni z faktu rozdeptania ich świata…

Dalej oczywiście pojawia się problem reżysera – czy będzie to ktoś, kto wie, czym się Gwiezdne wojny je, czy tylko taki, któremu się to wydaje. Sporym zagrożeniem będzie również obsada – po potknięciach z kluczową postacią w nowej trylogii muszą się tym razem lepiej postarać. Bardzo bym też nie chciała, by trzecia trylogia była święcącą od efektów specjalnych choinką, bo nie efekty specjalne są w filmach najważniejsze. Wiadomo, w jakim kierunku poszło teraźniejsze kino, ale kilka ostatnich perełek sci-fi potrafiło pokazać, że da się zrobić dobrze zrównoważony film o świecie przyszłości. Mam nadzieję, że Disney zdaje sobie sprawę, pod jak wielką presję się wystawił, i że sobie jej nie zlekceważy. Sukces kasowy ma już praktycznie w kieszeni, bo ludzie pójdą do kina chociażby z ciekawości, ale niechże tym razem wyjdą z nich zadowoleni. To są w końcu Gwiezdne wojny.

Są więc pułapki, i to spore, ale nie ukrywam, że jest też nadzieja. Szanse na to, że ten projekt się powiedzie są wcale niemałe, głównie przez wzgląd na oddanie go świeżej krwi, która może mieć na niego zupełnie nową perspektywę. Nie wiadomo, na razie nie wiadomo. I choć rzeczywiście byłam sceptyczna, zszokowana, zła i zniesmaczona, teraz jestem na pewno zaciekawiona. Nie lubię hejtowania, zwłaszcza hejtowania produktu, który jeszcze nie powstał, dlatego daję Disneyowi szansę – ostrożnie, ale daję. Wiadomo, że zawsze będziemy mieć oryginalne Gwiezdne wojny, których nikt nam już nie odbierze, ale niezbadane są ścieżki Mocy. Może to właśnie ten moment, na który czekaliśmy w 1999 roku.

Plus, coraz głośniej mówi się też o aktorskim serialu telewizyjnym. Kto wie…

* Apropos komentowania sytuacji pisemnie – w magiczny sposób złożyło się, że dnia 1 listopada o godz. 16:05 byłam gościem na antenie Superstacji, gdzie na żywo, jako fanka, brałam udział w wywiadzie na temat przyszłości Gwiezdnych wojen pod sztandarem Disneya. Nie mam jeszcze nagrania, bo nie zostało i nie zostanie chyba zamieszczone na necie, ale postaram się skombinować je w inny sposób. Za to dowód mam zdjęcieMuszę powiedzieć, że było to ciekawe doświadczenie, choć na początku kosztowało mnie sporo nerwów. Poza tym fajnie wiedzieć, że do wystąpienia w tv wystarczy czasem lubić filmy ^^

  • ptz

    Wszystko będzie dobrze ;>

  • Widzę, że w końcu ochłonęłaś i zaczęłaś trzeźwo myśleć. Powiem tylko, że mój mózg nie jest w stanie wyobrazić sobie co gorszego mogłoby spotkać SW niż epizody 1-3, które popełnił Lucas i zmiana końcówki 6 epizodu i wstawienie tam Haydena (zwanego przeze mnie częściej whiny little bitch). Więc im mniej Lucasa w SW tym lepiej.
    Co do expanded universe: uronię kilka łez po Thrawnie, ale nie oszukujmy się, większość książek była po prostu słaba. Jestem najzwyczajniej w świecie ciekaw co teraz zrobią.
    I w sumie to dobra wiadomość, że ma być dużo Luke’a. Może Mark Hammil w końcu dostanie inną rolę niż Jokera. ;) A zebranie starej ekipy i przesunięcie wydarzeń o kilkadziesiąt lat byłoby rozkoszne. :)

  • „Wiadomo, w jakim kierunku poszło teraźniejsze kino, ale kilka ostatnich perełek sci-fi potrafiło pokazać, że da się zrobić dobrze zrównoważony film o świecie przyszłości.”

    Gdzie ty widzisz te perełki, bo ja gdzie nie spojrzę dostrzegam tylko Prometeusza albo kolejne części Trnasformersów. Ostatni raz w kinie na dobrym sci-fi byłem chyba przy okazji Dystryktu 9. Czyli dawno.

    • Wara od Transformersów. A poza tym Moon czy ten drugi film Duncana Jonesa.

    • „Star Trek”, nawet „Avengers” czy „X-Men: First Class”, plus przykłady od Hihnta – bo nie mówię, że 2012, „ostatnio” to całkiem szeroki zakres, a pod SF może podejść wiele pod-gatunków.

  • Ten rok? Chocby John Carter, czy Dredd. Natomiast odnosnie Disney’a: http://www.shortpacked.com/2012/comic/book-14/05-merger-and-restructuring/merger/

  • Niesamowite jest jak w krótkim czasie powstało mnóstwo, jak nie multum różnych obrazków na temat tej sytuacji. Ja do całej sprawy osobiście podchodzę z dużym dystansem, bo SW nigdy nie były produkcją z którą aż tak mocno się zżyłam.

    • To chyba nie widziałaś ile powstało jak Disney przejmował Marvela. ;)

  • EU zakopac gleboko i o nim zapomniec. Oby zignorowali.

    Serial – mial byc, zrezygnowano ze wzgledu na koszty, moze teraz idea odzyje. Byloby fajnie.

    Co do Lucasa i czesci 7-9. Najpierw mialy byc, potem nigdy ich mialo nie byc. Jednak maja byc? Tez fajnie, ale George moglby sie wreszcie zdecydowac. :>

  • A ja się cieszę. Bo wydaje mi się, że abstrahując od nowej trylogii, Disney głównie będzie inwestował w produkcje animowane, w pewien sposób rozszerzające uniwersum. „Clone Wars” bardzo mi się podobały i liczę na to, że powstanie jeszcze kilka dobrych animacji.
    Wiem, że to tak trochę głupio i może nawet trochę dziecinnie czekać na kreskówki z uniwersum SW, ale nic na to nie poradzę, że Nową Trylogią Lucas totalnie obrzydził mi filmy. Ja tam się cieszę. Disneyu przyjdź!

  • Też o tym słyszałam (na TVN24) i choć całą serię „Gwiezdych wojen” obejrzałam dopiero w tym roku (wiem, wstyd się przyznać) bardzo przypadły mi do gustu. Ale szczerze mówiąc cały czas byłam pewna, że to jeszcze nie koniec. W końcu tyle kasy ta saga przyniosła twórcom, że dziwne byłoby gdyby w erze sequeli nie pokusili się o robienie z tego telenoweli:) Więc ja zaskoczona tą informacją w ogóle nie byłam:)

  • Po tym co Expanded Universe zrobiło oryginalnej trylogii, życzę mu jak najgorzej – niech zdycha.
    http://www.dorkly.com/article/16319/the-dorklyst-six-ways-the-expanded-universe-ruined-star-wars

  • Żadnego ignorowania EU sobie nie wyobrażam. To spora część tego świata i powstała w jego ramach masa dobrych książek. (Że zdarzały się też słabe, wiadomo.) Wspomnę chociażby „Ja,Jedi” czy „Wektor Pierwszy” – chyba najdobitniejsze przykłady, że także w ramach „tworzenia odtwórczego” można stworzyć coś wartego uwagi.

    Myślę, że pod Disneyem nie będzie SW źle. Że z tego studia potrafią wyjść dobre filmy rozrywkowe pokazują chociaż „Avengersi”. Także bądźmy wszyscy dobrej myśli. Ja jestem.