Czapki z głów przed pilotem Sleepy Hollow

sleepy-h-01

[1×01 „Pilot”] Na pewno już kiedyś mówiłam, że uwielbiam niespodzianki – zapewne gdzieś w okolicach premier Continuum i Orphan Black, które po swoim nieoczekiwanie wysokim poziomie wpycham teraz każdemu, kto się nawinie. Tym razem padło na Sleepy Hollow, które muszę serdecznie przeprosić za moje wcześniejsze szorstkie słowa. Nie mam pojęcia, co z tego serialu wyrośnie, ale jeśli będzie choć w połowie tak dobre jak pilot, to kupuję go w ciemno.

Spokojnie mogę powiedzieć, że z taką premierą jak Sleepy Hollow, serialowy sezon fantastyczny 2013/2014 rusza z kopyta z mocnym przytupem. Równie dobrze mogę sama sobie wymierzyć solidnego policzka, że kiedykolwiek wątpiłam w panów Alexa Kurtzmana i Roberto Orci, którzy z paranormalnego procedurala „w stylu” Z Archiwum X zrobili przecież 5 sezonów jednego z najgłębszych i najciekawszych seriali science-fiction ostatnich lat. W Sleepy Hollow zamierzają się na temat z przeciwnego bieguna, w którym historia, legendy i mity Stanów Zjednoczonych zakręcą się w tańcu z mistycznymi siłami apokalipsy, zwalczającymi się czarnoksięskimi frakcjami i niewyjaśnionymi tajemnicami sprzed lat. I mimo, że to dalej brzmi wyjątkowo abstrakcyjnie, możecie mi wierzyć, że byłam bardzo, ale to bardzo zdumiona widząc, jak świetnie to ze sobą działa.

Zarys fabuły Sleepy Hollow najlepiej zostawić na prostym stwierdzeniu, że Ichabod Crane budzi się 250 lat po pozbawieniu głowy tajemniczego jeźdźca z blizną na ręce. Zdezorientowany, znaleziony przez lokalną policję i zapakowany w kajdanki, nie rozumie, w jaki sposób przeniósł się w czasie, ale wie jedno – nawet bez głowy, tajemniczy jeździec wciąż grasuje w Sleepy Hollow. Natrafiwszy na trop i nawiązawszy więź z ambitną policjantką, Crane podejmuje się rozwiązania zagadki, dla której najprawdopodobniej jest jedyną nadzieją. A że nowe elementy układanki piętrzą się niemal za każdym zakrętem, możemy przypuszczać, że razem z Abbie będą mieć pełne ręce roboty.

sleepy-h-02

Pierwszym skojarzeniem w Sleepy Hollow jest Assassin’s Creed III – nie, wróć – pierwszym skojarzeniem w Sleepy Hollow jest klimat. Ni to horror, ni to thriller, ni to urban fantasy, pilot ugina się pod ciężarem gęstej, tajemniczej atmosfery, w której targane wiatrem liście suną przez nocne ciemności tuż za plecami bohaterów, kiedy w ich kierunku zmierza własnie złowieszcza istota z toporem w dłoni. Jasne, można powiedzieć, że to dosyć przerysowane, ale w produkcji o tak abstrakcyjnym założeniu pasuje jak ulał, wręcz dodając jej unikalnego charakteru. Jesienny nastrój nowojorskiego miasteczka co rusz pogłębiają też intrygujące ujęcia kamery, podkręcające napięcie dziwnymi kątami, widokiem jak przez dziurkę w ścianie, czy nawet dynamicznym podążaniem za ruchami bohaterów, zupełnie jak z pełnych akcji gier video. Jest to o tyle istotne, że ten stworzony w ciągu 44-ech minut klimat grozy kilkakrotnie złapał mnie, fankę horrorów, za gardło – co w dobie dzisiejszego „straszenia” efektami specjalnymi uważam za naprawdę znaczące dokonanie. A że za tak imponujący wygląd pilota odpowiedzialny jest Len Wiseman – znany chociażby jako twórca kinowej serii Underworld czy remake’u Pamięci absolutnej – jestem przekonana, że najnowszy serial Foxa wyrobi drogę  pod nowa jakość ogólnodostępnych telewizyjnych horrorów.

Drugą rzeczą, jaką się Sleepy Hollow wyróżnia, jest para głównych bohaterów. Zarówno Tom Mison, jak i Nichole Beharie to twarze w serialowym światku świeże, tym bardziej więc cieszy, że w rolach Ichaboda Crane’a i Abbie Mills czują się wyraźnie wygodnie. Crane jest fantastycznie staromodny – nie dość, że używa przestarzałych zwrotów, to jeszcze mówi z cudownym brytyjskim akcentem – a na dodatek jest wręcz uroczy w swoim kompletnym niezrozumieniu epoki XXI w. Abbie to natomiast nie dająca sobie wciskać kitu, ale i nie tracąca dystansu pani porucznik z silnym kręgosłupem moralnym, którego w imię dobrej sprawy nie boi się wcale nagiąć. Mison i Beharie od pierwszej minuty grają bardzo naturalnie, ale co ważniejsze, oboje od razu łapią między sobą kontakt, co od razu przekłada się na wyraźną chemię pomiędzy ich bohaterami. Ani Crane, ani Abbie nie rzucają z jaśniejącymi oczami na drugie – nie ma tu żadnej głębokiej fascynacji człowiekiem z poprzedniej epoki czy kobietą z przyszłości, w zasadzie oboje traktują ten temat jak każdą drobną głupotkę dnia codziennego, i jest to wbrew pozorom bardzo odświeżające. Jako parze centralnych postaci i zarazem partnerów – a w przyszłości zapewne i przyjaciół – ta dynamika wróży serialowi naprawdę dobrze. Na ich tle pozostali gracze przewinęli się tylko w tle i tylko tam, gdzie byli potrzebni, póki co można ich więc zignorować – ale w tym miejscu możemy przejść do kolejnej rzeczy.

Otóż pilot Sleepy Hollow gna przed siebie jak ów jeździec, nie zwalniając ani nie zatrzymując się praktycznie na chwilę. W praktyce oznacza to, że od pierwszego kadru do ostatniego odcinek gładko prowadzi przez kolejne, postępujące niekiedy w szalonym tempie wydarzenia, nie zatracając przy tym ogólnego sensu i absolutnie nie pozwalając na nudę. Tempo jest momentami tak błyskawiczne, że w niemałym osłupieniu zastanawiałam się, jakim cudem nie sypie się to jeszcze jak domek z kart – krótkie 44 minut na zmieszczenie wszystkiego i jeszcze wzbudzenie ciekawości na ciąg dalszy takie ryzyko stwarzają – ale inwestycja w obsadę, bohaterów i klimat zrobiła swoje i wciągnęłam się ponad wszelkie wątpliwości. 44 minuty faktycznie umykają ekspresowo, a fabuła została zaledwie muśnięta, ale ilość potencjalnych wątków rosła niemal z minuty na minutę. Można się spodziewać, że przed nami długa, najeżona przeszkodami (czyt. sprawami tygodnia) droga w rozwiązywaniu głównej tajemnicy, ale z takim zestawem postaci i takim potencjałem na przygodowo-horrorow0-komediowo-dramatyczną zabawę nie mam wątpliwości, że będę mieć z niej masę frajdy. Nie mogę się chociażby doczekać sprawdzenia, jak w nowej rzeczywistości będzie sobie radził Crane – a to i tak tylko wierzchołek góry lodowej.

sleepy-h-03

Zachwycam się więc i zachwycam, ale to wcale nie oznacza, że pilot Sleepy Hollow ustrzegł się błędów. Najbardziej istotnym jest tu wspomniane upchanie wszystkiego naraz – oczywiście nie cofam swoich słów o płynności wydarzeń, ale czasami niestety widać, że niektórym wątkom przydałoby się jeszcze tak z trzy minuty więcej. W efekcie znajdują się tu dosyć łopatologiczne dialogi, które muszą przede wszystkim szybko i wyraźnie sprzedać temat. Ja temat kupiłam, zresztą oglądam przecież seriale, których scenariusze obok subtelności nawet nie stały, wyhodowanie sobie znieczulicy przyszło więc naturalnie. Nie jest zatem tak, że cały ten pilot urywa głowy w sposób bezdyskusyjny – mnie na przykład głowę urwał pilot The Walking Dead – ale słowo daję, premiera Sleepy Hollow mocno stąpa akurat po tym gruncie, który jest najważniejszy, zapewniając przede wszystkim klimatyczną i niespodziewanie dobrą rozrywkę.

I tak sobie myśląc, co ten serial może przynieść więcej, nie mogę oprzeć się wrażeniu, że dostaniemy młodszego brata Fringe, tylko że w historyczno-mistycznych klimatach – a więc głębokie wejście w charakter bohaterów, ich relacji względem siebie, konsekwencji swoich czynów i naturalnie walki o lepsze jutro, wszystko tym razem w atmosferze grozy i czarnoksięskich tajemnic. Nie muszę dodawać, że ten kierunek bardzo mi odpowiada. Dodać szczyptę Supernaturala, odrobinę Grimma i kawałek – że wrzucę – z uroczego Castle’a, i wychodzi pozycja, która równie dobrze może okazać się hitem. A na razie moja czapka odważnie idzie za pilota w dół.

 

  • Powiem tylko tyle. Czuję się przekonany do pooglądania ;)

    • Trafiony, zatopiony. Again :D

  • Po raz kolejny: świetnie się czyta. Właśnie czegoś takiego po tym serialu oczekuję i tylko utwierdziłaś mnie w przekonaniu, że warto się mu bliżej przyjrzeć :) Więcej na temat samego pilota napiszę Ci po tym jak go obejrzę.
    Jest to jeden z kilku seriali na które czekam w tym sezonie i to zaraz po Marvel’s Agents of S.H.I.E.L.D. i drugim sezonie The Arrow. Z premierowych nowości ciekaw jestem jeszcze Almost Human, The Tomorrow People, The 100 i to chyba tyle… :) Na The Walking Dead czy Falling Skies nie czekam :P

    • Do „The Tomorrow People” i „The 100”, jako seriali młodzieżowych od stacji The CW, nawet się nie będę zbliżać, so you’re on your own, sorry :P

      Ale „SHIELD” i „Almost Human” mają mnie wgnieść w fotel każde razem i z osobna. To są moje dwie najbardziej oczekiwane premiery od lat ;)

      • Po „The Tomorrow People” i „The 100” nie oczekuję niczego specjalnego. To moja wrodzona, często naiwna ciekawość i umiłowanie do fantastyki oraz science-fiction :)
        „SHIELD” po prostu musi być rewelacyjne, nie ma innej opcji. Nie przy takim zapleczu, pomyśle, uniwersum i ludziach którzy nad tym serialem pracują.
        Natomiast po „Almost Human” oczekuję czegoś poważnego, momentami humorystycznego, jednak częściej ciężkiego, wręcz filozoficznych rozważań. Zobaczymy co to będzie :)

  • Najbardziej spodobał mi się fragment o urywaniu głowy ^^ Co jak co, ale ten serial akurat powinien pozbawiać głowy :D

  • Biorę, przekonałaś mnie już przy tytule :)

    • Aaaaaand Aeth scores one more time :D

  • I po seansie.
    Damn… It’s good. Rany, chyba zgadzam się ze wszystkim co napisałaś w recenzji. Pilot jest rzeczywiście bardzo dobry, trzyma w napięciu i leci na złamanie karku. Masa zalążków kolejnych wątków, mam nadzieję, że te będą odpowiednio rozwijane. Co do tej pracy kamery, to te ujęcia „podpatrywacza” są dla mnie męczące. Za to muzyka nieźle dogrywa do tego co się dzieje na ekranie. Zapowiada się bardzo dobrze :)
    Postać Abbie kradnie cały odcinek ^_^
    Szkoda, ze startrekowy Sulu się nie nagrał zbytnio…

  • Misiael

    Po Orphan Black już nigdy nie zignoruję polecanek Wiedźmy. Wciągam na listę „must see”.

  • Przyłączam się do zachwytów. Nie mam pojęcia jak to będzie dalej, ale obecnie jestem na pokładzie. Lekki klimat, dużo humoru i wątki supernaturalne. Trochę mi przypomina Zero Hour swoim miksowaniem pomysłów, ale tutaj wszystko ma ręce i nogi.

  • Misiael

    No więc obejrzałem pilota i ojejku, jejku… jakie to było słabe.

    Koncepcja jest po prostu kuriozalna – monster of the week był tak absolutnie przegięty, że nie potrafiłem brać go na poważnie. No sory – jeździec bez głowy, za to z shotgunem, na białym koniu z żarzącymi się na czerwono ślepiami wyglądał po prostu niedorzecznie i za każdym razem gdy pojawiał się na ekranie uderzała mnie jego pythonowość. A kiedy doszło do walki tego delikwenta z księdzem strzelającym łańcuchami z rąk, to w ogóle zacząłem rechotać jak opętany, bo to już poziom campu i taniości rodem z Power Rangers. Nie wiem, ale w moim przypadku coś nie zagrało – ale taka estetyka brana na poważnie jest po prostu żałosna, W13 załatwia to przerysowaniem i otwartą autoironią, tutaj wszystko jest najwyraźniej na poważnie i twórcy serialu oczekują, że widz będzie się przejmował na najbardziej bazowym poziomie odboru. Ale jak mam się przejmować bezgłowym jeźdźcem, skoro jak tylko go zobaczyłem, wyrwało mi się z ust „Holy crap, Army of Darkness…”? Chyba, że ja czegoś nie zrozumiałem i wpadłem w pułapkę postmodernizmu, a to wszystko tak naprawdę jakaś wyrafinowana, trójpoziomowa post-ironia.

    Poza tym – pilot cierpi na tę samą chorobę, która trawiła Fringe – był nudny! Nie z powodu przeciągania scen, tylko z powodu generyczności fabuły, która nie mogłaby być bardziej przewidywalna i sztampowa. Już w połowie odcinka wykrystalizował się nieznośnie odtwórczy duet „Młoda i ambitna kobieta & tajemniczy mężczyzna ze skomplikowaną przeszłością”, a zarysowane motywy przewodnie (poszukiwanie żony przez Niego, próba ogarnięcia zdarzeń z przeszłości przez Nią) nie zdołały mnie zainteresować, bo widziałem to już na ekranie telewizory kilkadziesiąt razy.

    Słowem – SH póki zrobił wiele, by mnie do siebie zniechęcić i nie ukrywam, że mu się to doskonale udało.

  • Paweł Zarzycki

    Przykro mi, ale czapki zdejmować nie będę, bo gdy pilot się skończył miałem cholernie mieszane odczucia. Kompletnie nie kupuję opowieści gdzie po dziesięciu minutach okazuje się, że wszyscy o wszystkim wiedzą, wszyscy są zamieszani i ogólnie to nawet nie udają, że nie są. Poza tym mam nieodparte wrażenie, że twórcy po prostu przegięli pałę w wielu miejscach a w innych strasznie poszli „na skróty” tak naprawdę niszcząc całą aurę tajemnicy i horrorowatości, która w pierwszych minutach była zaiste fajna. W efekcie sprowadzili wszystko do absurdu. Bardzo lubię klimaty w stylu Archiwum X i P.S.I., patent z rzuceniem Crane’a a wraz z nim całej akcji do czasów współczesnych też zasadniczo mi się podobał choć tu scenarzyści mocno się podkładają i kołek do zawieszania niewiary zaczyna wściekle trzeszczeć. Nie podoba mi się za to pomysł z przerabianiem dość naiwnej opowiastki o duchach w potężną teorię spiskową i walkę z apokalipsą. Na dobitkę tak od razu, na „dzień dobry”. BTW: Jerzy Waszyngton walczący z siłami ciemności… Litości. Pierwsze skojarzenie to Abe Lincoln – pogromca wampirów.

  • Hmm, tak jak zniechęcił mnie pierwszy opis na Twoim blogu + trailer, tak teraz jestem raczej przekonany do oglądania… Na coś takiego, co opisujesz powyżej, miałem nadzieję, ale przypuszczałem w swoim pesymizmie, że to marzenie ściętej głowy. A jeżeli faktycznie maczali w tym palce goście od Underworlda… Pewnie już jutro będę miał swoje zdanie na temat tego obrazu ;P

  • Po opisie i trailerze jestem kupiony, juz mi sie podoba

  • Pingback: Hej, Sleepy Hollow i Fringe to w istocie ten sam serial! | Kacza Zupa()