Continuum: Lepiej i lepiej

continuum-eyes

[1×04] Continuum ma już za sobą cztery odcinki – fakt, przy którym musiałam się na chwilę zatrzymać i zastanowić. Wychodzi jednak, że serial ogląda mi się naprawdę dobrze, a choć zdążyłam się już do niego przyzwyczaić, nie przeszkadza mu to ciągle mnie zaskakiwać. I to zupełnie pozytywnie.

Poziom mojego zaskoczenia nie byłby jednak aż tak wysoki, gdyby nie prosty fakt, że po Continuum spodziewałam się w zasadzie wszystkiego, co najgorsze. Że będzie sztuczny, że będzie tandetny, że będzie płaski, nudny i żenująco głupi. I szczerze mówiąc – nie mam pojęcia, skąd brało się we mnie tyle negatywnych odczuć. Pamiętam, że dwa pierwsze teasery (jeden z Kierą, drugi z Travisem) bardzo mi się podobały i już wtedy, a był to początek kwietnia, zrobiłam sobie w głowie mentalną notkę , żeby serial koniecznie obejrzeć. Potem kolejnych newsów było tyle, co kot napłakał, a jak wyszły pierwsze promocyjne zdjęcia obsady, nie spodobały mi się prawie wcale (skała w tle, szaro, buro, bez pomysłu, no i ten kombinezon….). Chyba właśnie wtedy moje początkowe nadzieje zostały brutalnie sprowadzone na ziemię. Potem zaczęło mi się wydawać, że skoro tak wyglądają bohaterowie, to nie ma tu nic z fajnego sci-fi, a klimat będzie przypominał najnudniejsze z możliwych odcinki Star Treków i Stargate SG-1. Poprzeczkę obniżyłam sobie tak nisko, że premierę potraktowałam w sumie wyłącznie jako ciekawostkę. Co z tego wyszło, zapraszam do osobnej notki, tutaj bowiem skupię się na wymienieniu kolejnych miłych niespodzianek, jakimi mnie ten serial uraczył.

Przede wszystkim, wcale nie jest sztucznie ani płasko. Pilot był mocnym uderzeniem, którego zadaniem było jak najsilniejsze zaciekawienie widza, ale dopiero kolejne odcinki pokazują, że za bohaterami kryją się prawdziwe emocje, a intryga ma o wiele większy zasięg. Kiera, na przykład, nie przechodzi do porządku dziennego z faktem, że została bezpowrotnie odseparowana od swojego świata – prawie na każdym kroku coś przypomina jej o swojej rodzinie, i ta tęsknota jest w serialu potraktowana poważnie. Mamy flashbacki, mamy aluzje, mamy ujęcia z pełną emocji muzyką w tle, mamy chwile, w których Kiera po prostu pokazuje swoją ludzką twarz. Dodaje jej to wiele życia, jest dzięki temu wiarygodna, łatwo ją zrozumieć i łatwo zacząć jej kibicować. Serial po prostu wie, gdzie i kiedy spowolnić akcję i pozwolić wejść w głowę postaci, i ma za to bardzo duży plus.

Podoba mi się też, że Kiera nie jest przedstawiana jako super-bohaterka o nie wiadomo jak niezwykłych umiejętnościach. Odnosi sukcesy, ale nie dlatego, że jest ponadprzeciętna, tylko dlatego, że ma dostęp do zaawansowanej technologii. Jest przypadkowym Protectorem przypadkiem wrzuconym w inną rzeczywistość. Rzuciło mi się w to oczy w scenie walki z Curtisem w trzecim odcinku (dodam, że świetnie zrealizowanej scenie walki), kiedy tak naprawdę potyczkę wygrał za nią jej własny pistolet. I bardzo mi to zaimponowało – fakt, że nie mamy do czynienia z bohaterką przez duże B, ale z człowiekiem z krwi i kości. Świetnie obrazuje to moment, w którym sama przyznaje, że być może będzie musiała nauczyć się wykonywać swoją pracę bez swojego wielofunkcyjnego kombinezonu. Sama w sobie nie jest przez scenarzystów idealizowana ani faworyzowana – co oznacza np. że nie tylko ona jedna jest w stanie rozwiązać jakiś problem. To kolejny duży plus, bo pogłębia to jej ludzką stronę, a przecież właśnie ludźmi bohaterowie seriali są.

Kiera w starciu z Kagame (Bra'taciem) (continuumtheseries.com)
Kiera w starciu z Kagame (Bra’taciem) (continuumtheseries.com)

Sam scenariusz stoi na bardzo przyzwoitym poziomie. Najważniejszy wątek, czyli starcie pomiędzy Kierą a Liber8, rozwija się stopniowo, jeden po drugim eliminując kolejne problemy. Na początku terrorystów interesuje tylko powrót do właściwego czasu, potem poszukują środków medycznych do przetrwania w momencie, kiedy jeden z nich zostaje ranny, potem znowu potrzebny jest im dostęp do konkretnej technologii. Wszystko ma to logiczny ciąg i zgrabnie układa się w całość.

Co więcej, scenariusz całkiem rozsądnie łączy wydarzenia w teraźniejszości z flashbackami z prze(y)szłości, zamykając odcinki w pewnych tematycznych ramach. Mamy okazję poznać ponurą wizję przyszłości, obserwować ingerencje rządu w prawa obywatelskie, patrzeć na życie i pracę Kiery. Takie zabiegi po raz kolejny udowadniają, że Continuum nie opowiada się jednoznacznie za żadną ze stron. Widzimy różne perspektywy, różne punkty widzenia, ale wybór nie jest nam podstawiany przed nos. Dla przykładu, w czwartym odcinku znajduje się ładna scena „transformacji” fragmentu miasta w swój odpowiednik z przyszłości – wyrastają wieżowce, biurowce, linie transportu, zmieniając podmiejski krajobraz w tętniącą metropolię. Dla bohatera, który w danej scenie miał tę wizję, było to akurat bolesne, ale Kiera widzi rozwój technologiczny jako polepszanie standardów życiaPodoba mi się też fakt, że Kiera jest dobrą przedstawicielką stosunkowo złej organizacji, i walczy ze złymi terrorystami o dobrych podstawach. Motywacje tych drugich – zwłaszcza lidera, Kagame (Bra’taca) – mogę łatwo zrozumieć, ale w przypadku Kiery liczę na to, że jej ślepa wiara w dobrodziejstwa 2077 roku zostanie w pewnym momencie mocno zachwiana. Wręcz nie mogę się takiego momentu doczekać.

Rok 2077 (continuumtheseries.com)
Rok 2077 (continuumtheseries.com)

Jeśli chodzi o kwestię podróży w czasie, wydaje się jak na razie całkiem spójna. Nie wchodzę w technikalia, ale wejdę na przykład w kwestie wyborów, jakie stoją przed bohaterami, głównie Kierą. Ponownie wezmę za przykład czwarty odcinek, gdzie bohaterka miała nie lada orzech do zgryzienia – jeśli doprowadzi do aresztowania winnej, może w znacząco negatywny sposób wpłynąć na kształt przyszłości. Czy sprawiedliwość jest więc warta swojej ceny? Łapanie zbiegłych terrorystów to jedno, ale jak się okazuje, proste z pozoru decyzje mogą okazać się poważną pułapką. Patrząc z innej strony – codziennie problemy Kiery, na przykład z samochodem, telefonem komórkowym czy tuszem do rzęs, należą do jednych z bardziej sympatycznych smaczków Continuum. Najbardziej  ubawiła mnie scena, w której Alec podarował Kierze słuchawkę na ucho, żeby ludzie nie brali jej za osobę bez piątek klepki w momencie, kiedy z nim rozmawia. Albo jak musiał jej przypomnieć, że komórkę się też odbiera, a nie tylko przykłada do ucha. Bohaterka często też musi zmyślać na poczekaniu szybkie wyjaśnienia, gdy wymknie się jej jakiś komentarz skierowany do Aleca, albo Carlos wyrazi zdumienie wobec jej fotograficznej pamięci i innych „talentów”. Żadnej Ameryki to oczywiście nie odkrywa, ale zwyczajnie ubarwia serial.

Alec to również osobna niespodzianka. Genialny nastolatek jest oczywiście niezwykły jak na swój wiek, ale pytanie: jak to się stało, że ma taki sprzęt, takie umiejętności i taką swobodę? Póki co, jego wątek rozwija się w najwolniejszym tempie, ale to tylko podkręca zaciekawienie. Jego matka wspiera go we wszystkim, ale ciekawa jestem, co w końcu powie na to jego ojczym – członek czegoś, co wygląda na swego rodzaju anty-technologiczną sektę. Od razu widać, że Alec nie darzy go zbytnią sympatią, a jeszcze mniejszą jego przekonania – które z pewnością pogłębiają jego zamiłowanie wobec technologii – ale mam wrażenie, że ustatkowana sytuacja w domu runie niedługo jak domek z kart. Co ciekawe, Alec nie pisnął Kierze ani słowa na temat swoich podejrzeń, a to, że jej pomaga nie przeszkadza mu wcale czerpać z tej współpracy własnych korzyści – robi notatki z tego, co Kiera tłumaczy o 2077 roku. Wszystko przemawia za tym, że taki świat przyszłości, jaki przedstawia serial, nie wziął się z przypadku. Słowem, Alec to zdecydowanie to jedna z najbardziej skomplikowanych postaci w Continuum – pomijając już fakt, że swoimi żartami, złośliwościami i uwagami służy równocześnie jako element komiczny.

Alec w swoim królestwie (continuumtheseries.com)
Alec w swoim królestwie (continuumtheseries.com)

Z kolei terroryści są jak na razie stosunkowo bezbarwni. Wiemy, jakie mają zamiary, ale za wyjątkiem Kagame (Bra’taca) nie dostaliśmy jak na razie wglądu w ich przeszłość i ich motywacje. Mam nadzieję, że wkrótce się to zmieni – albo dzięki postaci Kagame (Bra’taca) ich działania nabiorą nieco większego znaczenia. Co innego Kellog, który po scysjach z grupą wybrał własną, jak na razie niezbyt jasną ścieżkę – bo na pewno coś się za tym kryje, za dużo wymownych półuśmieszków. Muszę przyznać, że jego zainteresowanie dogadaniem się z Kierą jest jednym z ciekawszych wątków i na pewno mam zamiar dużo mu się przyglądać.

Dosyć nieprzekonujący jest dla mnie również Carlos, policyjny partner Kiery, choć generalnie widzę, że scenarzyści starają się dodać mu nieco charakteru. Internet już podchwycił temat możliwego romansu pomiędzy tą dwójką, ale na razie nic takiego na horyzoncie nie widać. Jeśli ma zacząć, musi sobie na to jeszcze zapracować. Za to kapitan bawi mnie niemal za każdym wejściem w kadr.

Co do innych zalet – wspomniałam o świetnie zrealizowanej scenie walki i mogę powiedzieć, że takich scen – naprawdę dobrze nakręconych – Continuum ma sporo. Pomiędzy akcją a nie-akcją jest dobra równowaga, przez co odcinki ogląda się bardzo płynnie. Przyznam szczerze, że tym jestem również pozytywnie zaskoczona. Tak samo efekty specjalne stoją na wysokim poziomie – nie ma ich co prawda aż tak wiele, ale z całą pewnością nie rażą po oczach.

Ogólnie rzecz podsumowując, wszystkie moje obawy i uprzedzenia skutecznie wyparowały. Na ten moment Continuum jest dla mnie dobrym serialem i ciekawym sci-fi, które bardzo dobrze mi się ogląda, i który na pewno nie jest płaski, żenujący ani nudny. Najfajniej oczywiście by było, gdyby zostało tak do końca, ale nie chcę mówić hop, póki nie przeskoczę. Z pewnością mam co w to lato oglądać i mam nadzieję, że pozostałe fantastyczne premiery serialowe zrobią na mnie co najmniej tak dobre wrażenie. Polecam.

  • Hacker-nastolatek – coz, niewiara zawieszona na kolku (trzeszczy) i tyle; Lucas Wolenczak razem z Wesleyem Crusherem ustanowili pewien standard genialnych nastolatkow i trzeba bylo przywyknac. ;)

    Scena na lotnisku z czwartego odcinka bardzo fajna – jak w te strone beda rozwijac serialowe problemy, bede bardzo zadowolony.

    Jest dobrze, momentami nawet dobrze z plusem. Choc zostalo im juz tylko szesc odcinkow, zeby podkrecic tempo – bo na razie mamy ciagla ekspozycje, z ktorej niewiele wynika (zapowiedz kolejnego odcinka mnie nie nastraja optymistycznie, ale moze to wina blurba).

  • uświadomiłaś mi że przegapiłam czwarty odcinek…

    cóż mnie Continuum podoba się średnio, jak na razie nie widzę w nim materiału na mądrą przypowieść o ludzkości ani nawet miłą dla oka zabawę z technologią, Kiera jest mgła, jedyną ciekawą postacią jest [tu się zgodzę z Tobą] Alec, momentami mnie ciekawi co stało się w głowie tego małolata, że wymyślić tak głupi system polityczny