Continuum: Kontynuacja ze zmianami

continuum-plakat-sezon-2-f

[2×01 „Second Chances”] Kanadyjski faworyt zeszłego sezonu powrócił – i choć powrót okazał się znacznie mniej efektowny, niż oczekiwałam, przyniósł ze sobą wiele interesujących zmian, które zapowiadają dodanie do serialu znacznie więcej pieprzu. A z tak przyprawionym apetytem nie ma mowy, by Continuum straciło swoje wysokie miejsce na mojej półce.

Z racji tego, że bohaterów doskonale znamy już z poprzedniego sezonu, „Second Chances” startuje praktycznie prosto z kopyta. Pierwsze zamieszanie wprowadza już samo otwarcie, pokazując Kierę więzioną i szprycowaną narkotykami, bez szans na ucieczkę z tajemniczej placówki, w której jest przetrzymywana. Chwilę później okazuje się, że to tylko koszmar bohaterki w 2077 roku, wywołany nagłą usterką jej CMR. Ale czy na pewno? I skąd ten niepokój na twarzy jej męża, kiedy wygląda za okno? Z takimi pytaniami premiera sezonu zostawia nas bez odpowiedzi, których tylko częściowo doczekamy się w intrygującym finale odcinka. Ale zanim do niego dojdzie, przeprowadzi nas jeszcze przez nowe układy na szachownicy, które postawią kształt przyszłości pod jeszcze większym znakiem zapytania.

Fabuła „Second Chances” z grubsza koncentruje się wokół nagłego zabójstwa pani burmistrz. Profil zamachu wydaje się jak ulał pasować do działalności Liber8, więc na scenę przywołana zostaje Kiera, która od czasu eksplozji w finale poprzedniego sezonu działa jako niezależna strażniczka sprawiedliwości – nie tylko dlatego, że pozwala jej to na większą swobodę, nie ograniczoną regułami wydziału policji, ale również an unikanie węszącego agenta CSIS, Gardinera. Będący świadkiem jej „znikającej sztuczki” mężczyzna może znacząco utrudnić Kierze życie, a to w niczym nie pomoże jej w sprowadzeniu przyszłości na właściwe tory i powróceniu do rodziny. Bohaterka ponownie łączy więc siły z niczego nie podejrzewającym Carlosem, który razem z szantażowanym Kelloggiem oraz będącym po jej stronie Aleciem zapewnia jej całą gamę środków do walki z Liber8. Jedyny problem w tym, że na zapewnienie przyszłości kształtu, który zna, może być już za późno.

W tym pozornie prostym schemacie kryje się jednak znacznie głębsze dno – przede wszystkim dlatego, że w zasadzie żaden z zawartych w odcinku sojuszów może nie doczekać do finału sezonu. Już na samym początku mamy gwałtowną zmianę na najwyższym szczeblu Liber8. „Second Chances” bezpośrednio, scena po scenie, kontynuuje wątek zdrady, jakiej na życzenie nieżyjącego Kagame dopuściła się Sonya. Bez mrugnięcia okiem pakuje kilka kulek w Travisa, pewna, że to załatwi sprawę przejęcia przez nią dowodzenia. Niestety, szpital nie okazuje się najlepszym miejscem do popełniania morderstwa, bo ciężko ranny Travis przeżywa. Wiadomość ta szybko trafia do Liber8, a ponieważ Sonya wcisnęła pozostałym ładną bajeczkę, nieszczególnie podoba jej się reakcja buntowniczej Garzy, która z miejsca deklaruje żywą chęć ratowania dowódcy z rąk policji. Sonya z miejsca może więc spodziewać się kłopotów z kontrolowaniem swoich podkomendnych, a kłopoty na samym szczeblu organizacji nikomu nie wróżą niczego dobrego.

Z innej strony mamy Kierę, której wątek tylko pozornie wydaje się najmniej emocjonujący. Tak naprawdę bohaterka bardzo się zmieniła, i to z całą pewnością na lepsze, a tym lepiej, że zupełnie płynnie. Znów świetnie ilustrują to początkowe sceny odcinka, w których bohaterka bez wahania okręca Kellogga wokół małego palca. Dobrze wiadomo, że Kellogg ma do Kiery słabość, a Kiera wcale nie ma zamiaru udawać, że nie jest jej to na rękę. Ten bezwzględny aspekt jej charakteru bardzo mi zaimponował, choć sama relacja z Kelloggiem niekoniecznie idzie mi w parze z jej ciągłymi oświadczeniami o powrocie do rodziny – tym bardziej, że chemia z byłym członkiem Liber8 jest znacznie ciekawsza niż flashbacki do jej małżeńskiego życia. Jestem ogromnie ciekawa, jak ta sytuacja zmieni się w trakcie sezonu, bo im bardziej rzeczy się komplikują, tym pod większym znakiem zapytania staje znany jej obraz przyszłości. Może pogodzi się z utratą rodziny albo pozna trudne prawdy na tyle, że pozwoli sobie na większe zbliżenie się do Kellogga?  W jakiekolwiek miałoby to być formie, ja będę zadowolona. Bo czy tylko mnie mąż wydaje się podejrzany?

Tymczasem Kierze po piętach depcze agent Krycek, przepraszam, agent Gardiner, który wcale nie jest bezmyślną droną z zaprogramowaną ślepotą. Nie daje sobie wciskać kitu (fajna scena z wyznaniem prawdy), ale też wie, że niczego nie załatwi od razu. Decyduje się więc na ciekawy krok, jakim jest umieszczenie Travisa w tym samym więzieniu, w którym przebywa Julian. W ten sposób ma nadzieję rozpracować Liber8 i uzyskać cenne odpowiedzi. Ten motyw był dla mnie chyba największym zaskoczeniem całego odcinka, bo zupełnie nie spodziewałam się dodatkowego zagrożenia ze strony, który wydawała się zupełnie zamknięta. Nie muszę dodawać, że takie miłe niespodzianki tylko zwiększają moją sympatię wobec tego serialu.

Największym dopieszczeniem pozostaje jednak wątek Aleca. Odebranie wiadomości od samego siebie z przyszłości gwałtownie podważyło mu grunt pod nogami, z związku z czym błyskawicznie wyprowadził się z domu, zaczął desperacko szukać pracy i zaprzestał kontaktu z Kierą. Dopiero dzięki jej nieustępliwości dawna relacja zaczyna się odnawiać, ale pojawia się już na niej gruba, acz jeszcze niewidoczna dla nich rysa. I choć z początku trudno połapać się, skąd ta nagła zmiana w zachowaniu chłopaka, wszystko staje się jasne w momencie, kiedy poznajemy treść wiadomości. Alec stoi otóż przed niezwykle trudną decyzją – jeśli posłucha swojego siebie z 2077 roku, stanie w konflikcie z Kierą, bo będzie prowadzić do wymazania całej jej przyszłości. Ale jeśli nie posłucha, stworzy przyszłość, w której rządzące korporacje bezwzględną ręką kontrolują swoją społeczność. Czy to więc dlatego zaprzestał swoich badań, zamieniając je na podrzędne stanowisko w sklepie ze sprzętem komputerowym? Czy właśnie dlatego próbuje sabotować swoje życie? Jego wahanie jest w odcinku konsekwentnie zaznaczone i bardzo mnie ucieszyło, że ostatecznie znalazło wiarygodne uzasadnienie. Nie mówiąc oczywiście o tym, jak może wpłynąć na jego całą przyjaźń z Kierą. Continuum od początku nie wahało się stawiać bohaterów w trudnych sytuacjach, ale ten motyw może wszystkie pozostałe zostawić daleko w tyle. Mocno trzymam za niego kciuki.

Najbledszym z całej gromadki pozostaje oczywiście Carlos, którego rola wciąż ogranicza się do bycia naiwnym partnerem Kiery. I w sumie dobrze – to całkiem sympatyczny i dający się lubić bohater, ale serial ma ich znacznie więcej i znacznie ciekawszych. Z drugiej strony pewien zarysowany w odcinku wątek może go trochę ożywić w dalszej części sezonu, ale też przesadnie mi się do niego nie spieszy. Tak czy inaczej, w dalszym ciągu jest w nim niewykorzystany potencjał.

„Second Chances” kryje w sobie jeszcze parę innych ciekawostek, które zgrabnie zamykają się w całości, ale to już dodatkowy smaczek. Najważniejsze, że pomimo spokojnego tempa – nawet zbyt spokojnego jak na premierę sezonu – skutecznie rozstawił swoje pionki, obiecując tym samym ciekawe rozgrywki i znów przemyślaną fabułę. To w Continuum ceniłam i cenię najbardziej, zatem z niemałą przyjemnością zatapiam się niniejszym w nowy świeży sezon.

P.S. Z racji aktualnych problemów z komentarzami,wyjątkowo proszę o komentowanie przez Facebooka, Twittera czy Google+. Problem jest w trakcie rozwiązywania i mam nadzieję, że zostanie wkrótce usunięty. Za kłopoty przepraszam.