Było sobie Once Upon a Time

once-upon-a-time-regina-f

Po obejrzeniu finałowego odcinka Once Upon a Time jednego jestem pewna – nic się w moim podejściu do tego serialu nie zmieniło. Jest drętwy, sztuczny i wkurzający, ale intrygujące ciekawostki w fabule nie dają mi zrezygnować. I na razie wcale się na to nie zapowiada. Cliffhanger kupił mnie na drugi sezon.

Dwuczęściowy finał nie zrobił na mnie specjalnego wrażenia. Ot, zamknął prawie wszystkie wątki przewijające się przez całe 22 odcinki – niektóre zbyt pospiesznie, niektóre zbyt niedbale, niektóre w ogóle – ale na pewno wzbudził we mnie ciekawość na ciąg dalszy. Jeżeli jednak w dalszym ciągu będzie w tak koszmarny i toporny sposób próbował zmusić widzów do uwierzenia w magię – razem najbardziej koszmarną i toporną główną bohaterką, jaką kiedykolwiek w serialach widziałam – to w dalszym ciągu pozostanie serialem, z którego bardziej będę się śmiać niż go doceniać.

[Uwaga na spoilery] W drugiej połowie sezonu było kilka momentów, które wołały o pomstę do nieba. Przede wszystkim to rozwiązanie tajemnicy nienawiści, jaką Zła Królowa żywi wobec Śnieżni. Cóż tak okropnego mogło się stać, że kobieta zabiła nawet własnego ojca, by zemścić się na winowajczyni? Otóż Śnieżka, mała dziewczynka mająca może siedem albo osiem lat, w dziecięcej wierze i naiwności – i nie bez pomocy podstępnej czarownicy – zdradziła sekret Reginy, przyczyniając się do śmierci jej prawdziwego ukochanego. W efekcie Regina – młoda, dorosła kobieta – poprzysięgła okrutną zemstę na małej dziewczynce, która nie zdawała sobie nawet sprawy, że była tylko pionkiem w na szachownicy pozbawionej sumienia wiedźmy. To taki moment w tym serialu, w którym szczerze zastanawiałam się, który ze scenarzystów uderzył się w głowę, gdy był małym dzieckiem. Zemsta na małej dziewczynce? Serio? I to nie byle jaka, ale rozdzierająca niejedne rodziny, łamiąca niejedne serca i niszcząca na prawo i lewo niejedno szczęście? Słabość, słabość, i po trzykroć słabość. Nawet jak na bajkę nie jestem w stanie dostrzec w tym wątku ani grosza prawdopodobieństwa – nie bez solidnego pójścia na ustępstwa, przymrużania oczu i ponownego wbijania sobie do głowy, że po Once Upon a Time jednak za wiele spodziewać się nie można.

A wrażenia w trakcie sezonu wrastały prawie z odcinka na odcinek. Większość, co prawda, nie wprowadzała do fabuły żadnych kluczowych wydarzeń – aresztowanie Mary Margaret, jej rozstanie z Davidem i śledztwo w sprawie Reginy w zasadzie niczego w serialu nie zmieniły, poza dalszym zarysowaniem nikczemności Królowej i dalszą ślepotą Emmy – ale całkiem przyjemnie oglądało się kolejne historie o poszczególnych mieszkańcach Storybrooke. Co rusz zaskakiwały mnie nowe pomysły wywracające do góry nogami znane baśniowe wątki. Najbardziej urzekła mnie wesoła mieszanka o wilkołaczej naturze Czerwonego Kapturka i zrobienie ze Śnieżki podstępnej pogromczyni radosnych, śpiewających ptaszków. Podobał mi się również wątek pomiędzy Belle a jej bestią – i tak widoczne nawiązania do disneyowego klasyka, jak tylko się dało. Te mash-upowe przekręty to dla mnie jedna z największych zalet Once Upon a Time – puszczają oko do uważnego widza, a już na pewno pozwalają choć na moment zapomnieć, jak ciężko czasem przebrnąć przez kolejne odcinki.

Niestety, na lepsze nie zmieniło się w zasadzie nic. Aktorstwo, efekty, nieprzekonujące rozwiązania fabularne i prawie zerowy postęp w rozwoju bohaterów czyniły oglądanie Once Upon a Time raczej ciekawostką niż przyjemnością. Regina, pomimo ukazania kilku ułomności, pozostała postacią, wobec której trudno żywić jakieś pozytywne odczucia. Henry do samego końca nie robił nic, tylko mamrotał o klątwie i namawiał Emmę do uwierzenia. Gold pozostał tajemniczy, August nie przydał się zasadzie do niczego, tylko jedna jedyna Mary Margaret miała odwagę zmienić się z naiwnej i nieśmiałej ulubienicy miasteczka w silną i pewną siebie młodą kobietę. Zaś Emma – cóż, Emma zasłużyła sobie na osobny akapit.

Nie robiłam tajemnicy z faktu, że od samego początku nie lubiłam Emmy – nie tylko ze względu na Jennifer Morrison, której gra w tym serialu jest dla mnie najtrudniejsza do zniesienia. Rozumiem, że można być osobą twardo stąpającą po ziemi i usilnie trzymająca się rzeczywistości. Gdyby nie to, pewnie ciężko byłoby jej przetrwać trudne dzieciństwo i ciągłą konieczność bycia zdaną na siebie. Rozumiem też, że kocha tego swojego dzieciaka, a skoro on upiera się przy całej tej klątwie, to po co sprawiać mu przykrość – zwłaszcza, jeśli to ma jej pomóc w nawiązaniu głębszej więzi. Gdy jednak powoli pojawiają się inne głosy, że coś jest nie tak – najpierw pokazuje jej to szalony Jefferson, a potem August wręcz rozpaczliwie obnaża przed nią prawdę – a ona dalej trzyma się swojej ślepoty, to zrozumieć już nie jestem w stanie. Nawet gdy dowiaduje się, że zależą od niej inne życia, nie robi nic, by wykazać chociaż krztynę zaciekawienia. Mało tego, zrzeka się jakiejkolwiek odpowiedzialności, w paskudnym, samolubnym geście odmawiając udziału w tych dalszych złudzeniach. Dokładnie w tym momencie stała się dla mnie jedną z najmniej sympatycznych serialowych postaci, co jest tym bardziej przykre, że ma niby być całą tą główną bohaterką. Nic w późniejszych odcinkach nie było już w stanie uratować w moich oczach jej wizerunku – nawet finał, który otworzył jej wreszcie oczy, choć zbyt szybko, zbyt gwałtownie, i zbyt nieprzekonująco.

Podsumowując, prawda jest jednak jedna – Once Upon a Time coś w sobie ma; takie małe, niewidzialne w trailerach i nieobecne na plakatach coś, co pomimo całych swoich wad niezmiennie przyciąga mnie przed ekran. A w serialu, w którym tak pełno jest naiwności, nierówności i „niedowiary”, przyda się każde takie małe coś.

A na zakończenie, małe pytanie: skoro Regina cały czas miała dostęp do uwięzionego w lochach smoka, czemu nie wepchała tam Emmy zamiast pozbywać się ostatniej pamiątki po ukochanym i wyciągać to całe nadjedzone jabłko?

Do ponarzekania po premierze pierwszego odcinka drugiego sezonu ;)

  • madziula987

    Odpowiedź na Twoje końcowe pytanie – Gdyby Emma umarła klątwa zostałaby złamana – tak wynikało z rozmowy Reginy i Mr. Golda w jego sklepie :) dlatego postanowiła ją uśpić – Emma śpi, klątwa działa :)