Buffy: Postrach wampirów – starcie 3.

buffy-season-3

Faaaaaaaith! W zasadzie mogłoby to posłużyć za całe podsumowanie trzeciego sezonu, ale mam ochotę o tej postaci trochę napisać – np. o tym, że ją uwielbiam – więc przy okazji dodam też kilka innych uwag. Bo tak jakoś wyszło, że tym razem będzie kilka niepodobajek.

Tego sezonu nie mogłam się bardzo doczekać, a były ku temu aż cztery powody. Pierwszy – oczywisty – to kontynuacja przygód wcześniejszych. Ogromnie polubiłam tę historię, więc po prostu zżera mnie ciekawość, co się stanie dalej. Drugi, wiedziałam, że pojawi się w nim Faith – trudno było np. przeoczyć ją na plakacie. Trochę przecieków o Faith swego czasu do mnie dotarło, ale miałam chyba na tyle oleju w głowie, żeby unikać ich w całości (chyba gdzieś w podświadomości sobie zakodowałam, że przyjdzie czas*). Wiedziałam więc tylko, że to druga pogromczyni i „bad girl” – luzacki typ, który w fikcji po prostu uwielbiam. Po trzecie, uwielbiam Elizę Dushku i bardzo chciałam zobaczyć ją w końcu w roli, za którą zebrała takie pochwały. I muszę powiedzieć, że jej interpretacja tej postaci przyćmiła wszystko inne, co się tam w międzyczasie działo. Wreszcie, po czwarte, wraz z trzecim sezonem weszłam na nieodkryte tereny, bo tym razem już kompletnie nie wiedziałam, co zamota się w fabule. Ale po kolei.

Podobało mi się:

1. Faith – i to nawet nie sama Faith jako postać, ale wręcz bezbłędna gra Elizy. Prowadziła tę postać z tak totalną prostotą i lekkością, zupełnie bez wysiłku, że zwykle oglądanie jej na ekranie było czystą przyjemnością. Faith po prostu żyła i kradła tym życiem sceny. Każdy komentarz i odzywka, każde „whatever”, gest czy wzruszenie ramionami po stokroć odwracały moją uwagę od innych postaci w kadrze, do tego stopnia, że w pewnym momencie złapałam się na myśleniu „a to Buffy jest bohaterką tego serialu”. Próbowałam sobie przypomnieć jakąś inną rolę, którą Dushku zrobiła na mnie aż takie wrażenie, ale choć do żadnej nie mogłam się przyczepić, rola Faith wskoczyła właśnie na numer jeden. Już nie wspominając o tym, jak ciekawą i wyjątkową postacią jest sama Faith. Nie dość, że jest ulepiona z zupełnie innej gliny niż Buffy i Kendra razem wzięte, to ma też od nich dwa razy więcej głębi. Ze wzlotami i upadkami Buffy jest się na bieżąco, ale choć na pewno nie jestem w stanie odmówić im wagi, problemy Faith znacznie bardziej do mnie przemówiły – a najbardziej chyba ich aura tajemniczości. Niby zostało wyjaśnione, w jaki sposób Faith została Pogromczynią i co się z tym wiązało, ale to samo z siebie nie ukształtowało jej jako osoby. A mnie właśnie najbardziej interesuje to, skąd się wziął ten buntowniczy charakter. Dlaczego ma w nosie prawa, nie potrafi nikomu zaufać i jednocześnie tak desperacko szuka kogoś, komu by na niej zależało? Jestem przekonana, że kryje się za tym niełatwa historia i mam ogromną nadzieję, że przygoda z tą postacią nie zakończy się na jej leżeniu w śpiączce.

Simply the best. Better than all the rest.
Simply the best. Better than all the rest.

2. Znów zrobił na mnie wrażenie nacisk na psychikę bohaterów, w szczególności rozterki Buffy z początku sezonu, kiedy wraca do Sunnydale i czuje się bardziej zagubiona i niepotrzebna niż kiedykolwiek. Podobała mi się jej wewnętrzna walka z samą sobą – zarówno w kwestii Faith, jak i Angela – i że ostatecznie znalazła w sobie na tyle siły, by przestać się nad sobą użalać. Najbardziej jednak podobało mi się, że w finale wzięła sprawy w swoje ręce. Przejęła kontrolę, obmyśliła plan, zapędziła wszystkich do roboty i wreszcie pokazała – przynajmniej mi – że nie jest tu tylko od rąbania potworów po łbach. Brakowało mi takiej Buffy – zaangażowanej i myślącej, w przeciwieństwie do żartującej i na zmiany cierpiącej. Oby tylko w następnych sezonach nie wróciła do swoich poprzednich nawyków.

3. Wesley. Rany, jaką fajną postacią jest Wesley. Ciapowaty i życiowo nierozgarnięty Giles z pierwszego sezonu już dawno zniknął z pola widzenia, więc nawet nie wiedziałam, że mi takiej postaci brakowało. Jako poważny i przykłady Obserwator, Wesley świetnie się spisał jako źródło beztroskiego ekranowego humoru, ale ostatecznie miałam obawy, czy w finale zrobi właściwą rzecz. Zrobił. I będzie mi go teraz nawet brakować – nie tylko z uwagi na jego przezabawny udawany brytyjski akcent. To znaczy do czasu Angela, oczywiście.

4. Kolejne rozłamy w drużynie. Temat Gilesa wstrzykującego Buffy środek osłabiający, jego późniejszy sprzeciw wobec Rady – i co z niego wynikło – oraz następująca scena cichego porozumienia została potraktowana naprawdę pięknie. To była potężna dawna emocji, najpierw szokujących, później dogłębnie wzruszających, które pokazały mi kolejną rzecz: jak w życiu, nic w tym serialu nie jest pewne. Ci bohaterowie są naprawdę zbudowani z krwi i kości, zmagają się z własnymi problemami (po raz kolejny – nacisk nie tylko na Buffy) i nawet tak zżyta paczka jak Scooby Gang pod wpływem stresu potrafi się na siebie wydrzeć. Ale zdaje się, że o życiu postaci na ekranie już pisałam, więc przejdę może dalej.

5. Alternatywna Willow! Prawie że rechotałam z ubawienia, jak cudownie ta postać została przekręcona! Charakterystyczny sposób mówienia wyjątkowo pogłębił jej złowieszczy charakter, a makijaż i strój wręcz krzyczały kontrastem. A żeby tego było mało, potem był jeszcze drugi odcinek! Dawno żaden serial nie zrobił mi takiej fajnej niespodzianki.

Takie same, takie różne. Przeczuwam jakiś foreshadowing.
Takie same, takie różne. Przeczuwam jakiś foreshadowing.

6. A co do powrotów – Spike! Jak tylko Cordelia wypowiedziała słowa „kto by chciał wracać do takiej dziury”, wiedziałam, że nie mogło to zwiastować niczego innego! I znów jak w przypadku Spike’a, historia była totalnie absurdalna. Przyznam, że kompletnie nie spodziewałam się zobaczyć go pogrążonego w kompletnej depresji, ale gdzieś w zakamarkach mojego umysłu przyjęło to jakąś formę sensu. Nie wspominając oczywiście o tym, jak świetnie James Marsters ten motyw sprzedał. Jednak najlepsze było w tym jedno – że to Spike, pijany, nieszczęśliwy i na granicy szaleństwa (o wow, przypomniała mi się jego cudna scena z Willow) wypowiedział na głos prawdę, którą Buffy i Angel usilnie od siebie odrzucali. Przewrotność w tym serialu nie zna granic, i za to go właśnie kocham. A co więcej, doskonale wiem, że Spike powraca gdzieś w późniejszych odcinkach, bo już dawno sama sobie zaspoilerowałam, więc nie mogę doczekać się ich tym bardziej.

7. Ulubione odcinki: „Homecoming” – bo walka o tytuł królowej była jednym wielkim jajem, a temat konfrontacji z Cordelią prosił się od półtorej sezonu; „Band Candy” – bo aż nie wiem, czy zacząć od ryczenia śmiechem, czy od ryczenia śmiechem; „Helpless” – bo naprawdę mocno i bez ostrzeżenia uderzył w bardzo delikatne struny; „The Zeppo” – bo nie wiem, jak to jest, że w środku kolejnego sezonu pojawia się kolejny rewelacyjny odcinek z Xandrem w roli głównej, ale jak już się pojawia, to zamiata z góry na dół; „The Prom” – bo nużący wątek Buffy i Angela wreszcie się tu kończy, a potem jest mega-wzruszająca scena z parasolką.

8. Ulubiony cytat: „We’re gonna need a bigger boat”. Ja, miłośniczka Szczęk, umarłam, kwicząc ze szczęścia wniebogłosy.

Nie podobało mi się:

1. Willow i Xander. Łączyłam się z Willow w jej cierpieniu z powodu Xandra i liczyłam, że w końcu się temu matołowi otworzą oczy, ale gdy nagle otworzyły im się oboje, było już na to o wiele wiele za późno. Smutne sceny z Cordelią mocno mnie wzruszyły, ale naprawdę strasznie było mi szkoda Oza. Oz to jedna z moich bardziej ulubionych postaci – dlaczego jest go tak mało? – a że bardzo lubię go razem z Willow, wątek zdrady nie mieścił się w granicach mojej percepcji. Na szczęście dla tej dwójki wszystko dobrze się skończyło, a i pogodzenie się Xandra z Cordelią wyszło całkiem naturalnie, więc nie ma tego, co by na dobre nie wyszło (np. Anya i Xander? może? kiedyś?), ale zaznaczyć swoje niezadowolenie muszę, bo sporo go posmakowałam.

Ulubiony fragment z nowej czołówki.
Ulubiony fragment z nowej czołówki.

2. Źli. Pan Trick nie był przeciwnikiem na miarę swoich poprzedników, a burmistrz wydał mi się nieco zbyt płasko wprowadzony, przez co przez pierwszą część sezonu miałam wrażenie, że przeciwności losu są bohaterom podsyłane tylko z zasady. Szczęśliwie pan Trick szybko przestał być problemem, a wraz z przygarnięciem Faith burmistrz dorobił się odrobiny własnej głębi, ale ostatecznie motyw z „zamienię się w demona, bo, ach, tak długo na to czekałem” nieszczególnie wyjaśniał kryjącą się za tym motywację. Było mocno jednowymiarowo, nieprzekonująco, i w efekcie stosunkowo sztucznie.

3. I przechodzę do najgorszego, czyli – niespodzianka – Angel. Już po kilku odcinkach nie mogłam tej postaci zdzierżyć. Wiecznie się nad sobą użalający, nie robiący wiele poza maślanymi oczkami do Buffy, cierpiący, smutny, ponury i nieszczęśliwy – jednym słowem nudny jak flaki z olejem. Jedyną pozytywną cechę jaką w nim znalazłam była jego próba porozumienia się z Faith. Rzeczywiście, mają ze sobą sporo wspólnego, tylko szkoda, że kwestia przeszłości Angela została tym razem potraktowana tak powierzchownie. Zaczynam się zastanawiać, czy będę w stanie oglądać jego własny serial, skoro na samą myśl o jego bezpłciowości i prawie kompletnym – wybaczcie określenie – braku jaj mam na starcie negatywne odruchy. Pocieszam się, że nim skończę Buffy ta niechęć może mi przejść, ale naprawdę, to pierwsza autentycznie irytująca mnie w tym serialu rzecz. Jestem przekonana, że decyzja o wykreśleniu tej postaci z dalszych przygód gangu okaże się w trakcie kolejnych sezonów jedną z najlepszych w całym serialu.

Ogromnie mnie teraz ciekawi, jak potoczą się sprawy po zakończeniu przez bohaterów szkoły – już abstrahując, że szkoła sama z siebie też została zakończona. Wyczuwam silne zakłócenia w Mocy.

* Zanucone śpiewnym głosem Skazy. No i muszę w końcu napisać notkę o filmach Disneya…

  • eno co Ty, Angel nie był taki zły :) ja to go uwielbiam! :D również podobała mi się Faith i to jak ciekawie namieszała w sezonie. Pan Trick… pfff :D Burmistrz był osom. Zakochałam się w odcinku z balem a scena z parasolką… masz rację- mega wzruszająca. Podobał mi się też finałowy odcinek. Ciekawie się podziało. A Weasleya więcej zobaczysz w „Aniele” i wtedy jest to postać genialna!

  • Anonymous

    Na początek: mój komentarz był tak długi, ze musiałam go podzielić. Przykro mi i mam nadzieję, ze go przeczytasz. :)
    PART 1
    Trafiłam tutaj przypadkiem i… Buffy, ach, jak ja kocham ten serial i nie rozumiem jak ktoś może mówić, że jest słaby, albo przestarzały. Dobrze, że porzuciłaś swoje uprzedzenia i postanowiłaś go zobaczyć. :) Naprawdę warto i to nie tylko ze względu na część paranormalną. Trzeba dostrzec w tym serialu drugie dno, jak konflikty Buffy i mamy, która, dajmy na to nie pozwala zrobić szesnastolatce prawa jazdy, czy wrzeszczy na nią, ponieważ ta zapomniał odebrać jej sukienki z pralni, a przecież B. była zajęta wampirem w kowbojskim kapeluszu ( to nie musiał być wampir, tylko dajmy na to jakiś przystojny brunet). :) Tak, nie chodzi tutaj tylko i wyłącznie o walkę z wampirami i demonami, lecz o siłę przyjaźni, pierwszą miłość, pierwszy seks, który u niektórych może skończyć się niechcianą ciążą, a u Buffy skończył się wyzwoleniem demona. :)
    Właśnie skończyłaś sezony, które ja uważam za „nastoletnie” – Buffy jest młodą dziewczyną pozbawioną „ludzkich” problemów, uczącą się w liceum i mającą ciekawe życie. Cóż, sezon czwarty jest symbolicznym wejściem w dorosłość, jak wiesz Buff idzie na studia, ale nie będę Ci tutaj spoilerować. :)
    ~K
    cdn

  • Anonymous

    PART 2
    Faith jest bezbłędna i nawet samo jej imię – wiara. Rzeczywiście, bardzo do niej pasuje. :) Eliza przeszła samą siebie, kreując tę postać, biorąc pod uwagę to, że z całą moją sympatią dla tej aktorki, np. w horrorze „Droga bez powrotu” jej postać wydawała się być taka nijaka. Walka jej i Buffy była naprawdę świetna, jedna z najlepszych w całym serialu (dla mnie była jedna lepsza, ale o tym napiszę już pod odpowiednim sezonem :)). I mówiąc o walce – jest jeszcze jeden plus w tym sezonie – dublerka SMG nie była już tak rzucająca się w oczy wielką kobietą, jak w dwóch pierwszych. Sarah niby ma czarny pas w taekwondo, jednak w pierwszym i drugim sezonie nieczęsto widzieliśmy ją w akcji. Teraz będzie już tylko lepiej. :)
    Nie zniechęcaj się do naszego Anioła, w jego własnym serialu jego rola jest bardzo rozbudowana, a co za tym idzie lepiej ukształtowana. Potrafi się nawet uśmiechać, śpiewać, tańczyć, normalnie cudny chłopak. :) Wes również pokaże na co go stać. :) W trzecim sezonie BtVS podobał mi się moment, kiedy ta dwójka (Wes i Angel) walczyli ramię w ramię, razem z innymi uczniami. Zwłaszcza ta scena w której Angel stoi na czele z Wesley`em po prawej stronie. Taki mroczny i niebezpieczny Angel, mimo całej ciapowatości. :)
    Wątek Willow – wampira był cudowny. Zwłaszcza kiedy prawdziwa Willow udawała Willow wampira, albo kiedy Buffy chciała skołkować Willow wampira, a prawdziwa jej nie pozwoliła. Świetne zagranie.
    Spike, ja, cóż, pozostaję w Team Angel, jednak Spike bez problemu mógłby zostać moim kochankiem. Bo serio, Angel został wykreowany jako postać idealna super kandydat na męża ( no może z wyjątkiem seksu, po nim zrobiłoby się niemiło [nie myślę teraz o Angelusie], ale od czego jest William the Bloody? ;)), natomiast Spike jako niegrzeczny chłopiec, który pociąg dziewczyny, uwodzi je, a później zostawia, by pogrążyły się w rozpaczy. Ewentualnie zjada.
    Co do twojej ulubionej sceny z nowej czołówki – jest nas dwie. :) Pierwszy odcinek trzeciego sezonu też był jednym z lepszych, cóż, jednym z moich ulubionych. Zawłaszcza, kiedy przyjemniaczek pyta wszystkich więźniów „Kim jesteś?” i oczekuje odpowiedzi „Nikim”, a Buffy podnosi wzrok i z rozbrajającym uśmiechem mówi: „Cześć, jestem Buffy. Pogromca wampirów. A ty?”
    Burmistrz jest jednym z bardziej irytujących, ale jednocześnie jednym z bardziej „przystępnych” przeciwników Buffy. Niektórzy ( już później) byli dla mnie ciężkostrawni, ale nie powiem już o tym nic więcej.:)
    Przyznam się szczerze, że ja prawie ryczałam, kiedy Angel pomógł Buffy zabić tego mutanta, a później uklęknął przed nią i płakał. Powrót z piekieł bardzo mi się podobał, to jak Buffy trzymała Angela skutego łańcuchami… kogoś, kogo kochała. Przerażające.
    A co do zakończenia szkoły. Scena w której bohaterowie siedzą pod zniszczonym budynkiem i ktoś, chyba Oz mówi „Skończyliśmy liceum”, czy coś w tym stylu… Specjalnie cofnęłam na ten moment, by się pośmiać z ich reakcji kolejny raz. Przecież nie wszyscy mogą powiedzieć, że ich zakończenie roku było wybuchowe. :)
    Czekam na recenzje czwartego sezonu, bardzo niecierpliwie i jeszcze raz cieszę się, że ktoś docenił ten serial – z pewnością jeden z najlepszych o tej tematyce. :)
    Pozdrawiam, K. :)

  • Ja też bardzo lubię Faith – myślę, że wprowadzenie do serialu jej postaci natchnęło go ogromną świeżością, to takie miłe urozmaicenie, uatrakcyjnienie fabuły:) Za to za Angelem nie przepadam – jak dla mnie za bardzo ciapowaty:/
    Dzięki za reckę kolejnego sezonu i zapraszam wszystkich na konkurs u mnie
    http://horror-buffy1977.blogspot.com/2012/07/zabawa.html

  • drusilla

    Faith jest moją ulubioną postacią (choć tak ciężko wybrać, uwielbiam tam prawie wszystkich!) a Eliza fantastyczną aktorką i właśnie ona sprawia, że mimo wszystko lubię ten sezon.
    Burmistrz byłby irytujący, gdyby nie relacja z Faith dzięki której polubiłam tę postać, mimo faktycznie niezbyt ciekawych motywacji. To, jak bardzo Faith potrzebowała kogoś, kto w nią uwierzy i komu będzie na niej zależało bardzo mnie kupiło.

    Ewolucja Buffy w stronę osoby, która sama myśli, planuje i bierze odpowiedzialność jest bardzo ciekawa, a jeszcze ciekawsza jest związana z tym ewolucja relacji Buffy/Giles, gdy on staje się jej coraz mniej potrzebny.

    Wes jest absolutnie cudowny, i przechodzi największą przemianę, jeśli chodzi o postaci z Buffy/Angela. I nie wiem czy wiesz, ale Alexisis Denisof i Alyson Hannigan (Willow) są małżeństwem i poznali się właśnie na planie Buffy, i zawsze przez to aż się uśmiecham, kiedy oglądam ich wspólne sceny:)

    Spike jest mistrzem, a w przyszłych sezonach będzie go coraz więcej i będzie miał dość niespodziewane wątki, aż z trudem powstrzymuje się od spoilerowania:). Ja też uwielbiam odcinki z Xanderem w roli głównej, będzie ich jeszcze kilka i zawsze są fajne.

    Willow i Xander to wątek, który irytował chyba wszystkich, szczególnie, że w pewnym momencie oni stwierdzają, że jednak nie są dla siebie, więc to wszystko nie prowadziło do niczego, prócz namieszania w Willow/Oz i zranienia Cordy, której było mi bardzo żal i cieszyłam się, że chociaż Willow i Oz się zeszli.

    Niecierpiałam Angela w „Buffy…” od jego pierwszego do ostatniego momentu. Wątek był nudny (no, może pomijając komplikacje w 2 serii, ale Angel był dla mnie ciekawy tylko jako Angelus a to niedobrze), poza tym po prostu raził mnie związek iluśtamsetletniego wampira z B., która w początkach serialu jest jeszcze prawie dzieckiem, nie potrafię wyprzeć okropnych, zmierzchowych skojarzeń.
    W 3 serii Angel już zupelnie nie miał żadnych ciekawych wątków i decyzja o jego odejściu z serialu była najlepszą z możliwych i przyjęłam ją z wielką radością.

    Ale, o dziwo, lubię Angela w „Angelu”. Jego związek z Buffy żadnemu z nich nie wyszedł na dobre, osobno są o wiele ciekawsi. No i w swoim serialu Angel jest o wiele bardziej wyluzowany, chwilami nawet autentycznie zabawny, choć wiem, że na tym etapie może to być ciężkie do wyobrażenia sobie:D. No i ma swój własny Scooby Gang, który trochę wyciąga go z kolejnych depresji:)

    Od 4 serii wątki z „Buffy” i „Angela” od czasu do czasu się przeplatają, mamy gościnne występy, te same watki itp, więc zamierzasz obejrzeć ‚Angela” później, będziesz musiała uwierzyć bohaterom na słowo w niektórych momentach, gdy będą mówić, że stało się coś, czego nie widziałaś na ektanie:). Ogólnie nie ma tego tak wiele, ale wątek Faith dość poważnie posuwa się do przodu właśnie w „Angelu” i bez tego może wydawać się niekompletny.

    Czekam na notkę o 4 serii i pozdrawiam;)

    • Co do tego spoilerowania o Spikeu’u – ja wiem, nie za wiele, ale wiem. Niestety kiedyś gdzieś mi się to o uszy ubiło, więc nie mam niespodzianki, ale powiem, że oglądając teraz 5. sezon jestem przez ten wątek po prostu przykuta do ekranu ;)

      Sorki za tak późną odpowiedź, ale byłam zawalona, a potem… no… tego… oglądałam „Buffy” ^^