Buffy: Postrach wampirów – starcie 2.

buffy-season-2

Gdyby to było możliwe, żebym drugi sezon Buffy – dłuższy o 10 odcinków – obejrzała trzy razy szybciej niż pierwszy, na pewno bym to zrobiła. Czas w świecie rzeczywistym jednak mi na to nie pozwolił, ale i tak odrywałam się od serialu tylko wtedy, kiedy było to absolutnie konieczne.

Płynęłam. W komentarzach pod starciem 1. pewna zdecydowana fanka serialu (która prowadzi świetnego bloga o horrorach) napisała, że sezon drugi jest jej zdaniem najlepszy, a ja, choć nie widziałam jeszcze pozostałych, coś czuję, że będzie się z tym strasznie ciężko nie zgodzić. Na całe 22 odcinki znalazł się może jeden, który nieszczególnie mnie porwał, acz i tak nie można mu odmówić wagi fabularnej. Zmian, pogłębień i przede wszystkim zwrotów akcji ciężko zliczyć, ale wszystkie zostały poprowadzone tak doskonale, że drugi sezon trzykrotnie przeskoczył poziom pierwszego, nie tracąc jednocześnie nic ze swojej świeżości. W bohaterach nadal jest mnóstwo rzeczy do odkrycia, przeciwności losu weszły na znacznie bardziej zaawansowany stopień trudności (aż się boję, czy kolejne go przeskoczą), a bez nowych twarzy już sobie Buffy kompletnie nie wyobrażam, Jak poprzednio, przeważać będzie ilość –

Podobało mi się:

1. Wytoczenie najcięższego działa wydaje się chyba konieczne na sam początek zachwytów, bo bez tego wątku drugi sezon po prostu nie byłby sobą. Otóż przemiana Angela. Począwszy od stopniowego budowania więzi pomiędzy nim a Buffy, przez niespodziewaną i tragiczną w skutkach utratę duszy, po dramatyczny finał – już nie wspominając o naprawdę silnej mieszance emocji w kilkunastu odcinkach po drodze – przemiana Angela była zdecydowanie najbardziej ciężkim, mrocznym i niepokojącym tematem przewodnim jaki do tej pory w tym serialu widziałam. A ponieważ do tej pory serialu było niewiele, wrażenie, jakie to we mnie pozostawiło jest naprawdę ogromne. Przewrotność i okrutność Angelusa oraz wpływ, jaki miał on na wszystkich członków gangu (wszystkich – co jest dodatkowo piękne) po raz kolejny mi udowodniła, że ten serial nie jest tylko zabawą w zabijanie potworków. O, jak bardzo bardzo nie jest. Znów więc zachwycam się balansowaniem pomiędzy lekkością a ciężkością, ale autentycznie to w Buffy podoba mi się chyba najbardziej. Scenariusz jest tu trafiony w minimum stu procentach, a wątki dotyczące zwykłych życiowych wzlotów i upadków (gdzie w drugim sezonie najbardziej wysuwa się wątek pierwszej miłości i zgubnych skutkach pierwszego razu – powiększonych do potęgi dziesiątej) są co najmniej tak ciekawe, jak kolejne supernaturalne przeciwności losu. 

Ciężko mi sobie wyobrazić, czy Buffy może stanąć przed decyzją jeszcze trudniejszą od tej, jaka czekała ją w finale drugiego sezonu.
Ciężko mi sobie wyobrazić, czy Buffy może stanąć przed decyzją jeszcze trudniejszą od tej, jaka czekała ją w finale drugiego sezonu.

Ale z wątkiem Angela wiąże się też inna obserwacja. W pierwszym sezonie Angel był dosyć bladym bohaterem, co było widoczne również pierwszą część sezonu drugiego. Jego prawość, szlachetność i dżentelmeńskie podchodzenie do Buffy zaczynały mi trochę działać na nerwy, bo tworzyły z niego postać bardzo jednowymiarową. W efekcie był mało ciekawy i momentami aż nudny. Muszę jednak powiedzieć, że przekształcenie go w okrutnego potwora lubującego się w subtelnych psychologicznych torturach dodało tej postaci wiele potrzebnego kolorytu. Do tej pory jego bestialska przeszłość była znana jedynie ze słyszenia, a ukazanie choć skrawka tego okrucieństwa bardzo w moich oczach Angela uwiarygodniło. Dopiero teraz jestem w stanie tę postać zrozumieć.

2. Realistycznie oddana psychologia bohaterów. Już w pierwszym odcinku musiałam zbierać szczękę z podłogi, gdy Buffy nieszczególnie dobrze radziła sobie z następstwami swojej krótkotrwałej śmierci. Moment, w którym roztrzaskuje szczątki Władcy z konieczności odreagowania przeżytej traumy znów potwierdza mocne strony scenariusza. Innym imponującym fragmentem jest np. gwałtowna reakcja Willow na wieść o związku Xandra z Cordelią, cierpliwe zrozumienie Oza w oczekiwaniu na Willow, zraniony Spike, który swoje upokorzenie przelewa w zemstę (do której dochodzi po absolutnie fenomenalnej scenie w salonie obu pań Summers), cierpienie Gilesa po stracie Jenny i jego wręcz samobójcza próba unicestwienia Angelusa – i wiele, wiele innych. Widać, że ci bohaterowie są stworzeni do tego, żeby w tym świecie żyć, a nie tylko pokonywać kolejnych wrogów. Zawsze i wszędzie będę uwielbiać historie bohaterów, a nie tylko o bohaterach, a Buffy szybko stała się jej sztandarowym przykładem.

Druga Pogromczyni - całkowity kontrast, nawet fizyczny. I prześwietny akcent.
Druga Pogromczyni – całkowity kontrast, nawet fizyczny. I prześwietny akcent.

3. Z powyższym wiąże się również kwestia poprowadzenia bohaterów, gdzie na czoło wysuwa się m.in. Willow w jej odkrywaniu swoich własnych zalet. Bardzo podobało mi się, jak jej zafascynowanie miłością jako taką powoli przeradza się w związek z Ozem, jak jej niepewność siebie kompletnie zanika, gdy wybucha gniewem na Angela i Gilesa (!) za wywieranie na Buffy zbyt dużej presji, czy jak odkrywa w sobie potencjał nauczycielski. Willow od początku była jedną z moich ulubionych postaci i naprawdę podoba mi się, że z serial z Buffy w tytule nie zaniedbuje pozostałych bohaterów. Na osobną uwagę zasługuje także Giles z przeszłością, która silnie kontrastuje z jego stoickim angielskim usposobieniem. Mam nadzieję, że w przyszłych sezonach będę mogła dowiedzieć się jeszcze czegoś o jego tajemniczych koneksjach i zdolnościach. A żeby tego było mało, bardzo podobało mi się głębsze zaangażowanie w tę historię postaci Cordelii. Przez większość pierwszego sezonu nie była niczym więcej niż standardową queen-bitch, ale cieszę się, że zrobili z niej mniej lub bardziej pasujący element gangu. Co prawda stało się to kosztem pewnego naciągnięcia – zbyt szybko, trochę sztucznawie – ale końcem końców uważam to za dobry wybór. Inaczej ta postać byłaby w ogóle do niczego niepotrzebna, a teraz przynajmniej jest ktoś, kto w prosty sposób potrafi zwrócić uwagę na rzeczy przyziemne – będąc przy okazji fajnym elementem komicznym.

4. Spike i Drusilla. A właściwie głównie Spike, ale Drusilla też. Ponieważ drugi sezon w większości widziałam jeszcze na nieszczęsnym TV4, swoim pojawieniem się ta dwójka niespodzianki mi nie zrobiła, ale na pewno spełniła pokładane w nich oczekiwania. Nie będę mówić, że Spike – ironiczny, bezwzględny i całkowicie oddany swojej miłości bad boy – z miejsca zdobył sobie moje serce, bo zrobił to już parę dobrych lat temu, ale oglądanie go teraz w (prawie) pełnym zrozumieniu fenomenu tej postaci jest czystą rozkoszą. Podoba mi się zwłaszcza kontrast w jego brutalności wobec wszystkiego innego i jednoczesnej łagodności wobec Drusilli. Gdy zmienia się we wrażliwego i kochającego baranka, żeby skruszonym tonem przeprosić Dru, jest tak samo seksowny i pociągający, jak w bezlitosnym pościgu za Pogromczynią. Dodanie mu tej drugiej strony z miejsca uczyniło Spike’a wampirem pięć razy ciekawszym niż Angel, bo od razu pełnowymiarowym. Świetnym wyborem na postać była też sama Drusilla. Koncept obłąkanego wampira z profetycznymi zdolnościami ma w sobie coś absurdalnego – w końcu wampiry są często ukazywane jako stworzenia idealne – a ja ogromnie lubię zabawy konwencją.

Jeden rzut oka na ten kadr i już wiadomo, że ta dwójka pojawiła się po to, żeby namieszać.
Jeden rzut oka na ten kadr i już wiadomo, że ta dwójka pojawiła się po to, żeby namieszać.

5. Kolejna nowa postać – Oz. Oz jest świetny. Uwielbiam Setha Greena, to raz, a dwa, Oz jest postacią dość mocno wyważoną – sensowną, opanowaną i zarazem zabawną – czym wg mnie bardzo dobrze wpasowuje się w środek gangu. Poza tym jestem oczarowana jego romantycznym podejściem do Willow. Dokładnie widać, jak bardzo mu na niej zależy, a mi to po prostu rozklejało serce. Nie wspominając już o jego niecodziennej przypadłości. Fajne by było, gdyby nauczył się panować nad swoimi wilkołaczymi instynktami, czym mógłby wnieść do gromadki wiele przydatnych zdolności. Niestety, z tych niektórych spoilerów, których się swego czasu dowiedziałam, wiem, że jego związek z Willow zostaje w jakiś sposób zakończony (ale nie wiem, jaki) skoro Willow jest potem związana z kimś innym. Przez to, choć bardzo Oza lubię, za każdym, gdy go widzę, robi mi się smutno, bo naprawdę podoba mi się ta dwójka razem. Cokolwiek się jednak stanie, wierzę, że będzie to miało sens.

6. W kontekście poważnego podejścia do życiowych tematów dodam jeszcze, że podoba mi się, że Buffy nie boi się podejmować tematów z pogranicza tabu. W niewielu serialach ogólnie zauważyłam dialogi dotyczące kilku kobiecych dni w miesiącu, czy aluzji do „innych potrzeb chłopców”. Abstrahując już do wątków bardziej psychologicznych – rozwodu rodziców, problemów z dogadaniem się z matką, radzeniem sobie ze śmiercią, czy nawet morderstwem – takie otwarte stwierdzanie nasuwających się oczywistości jest kolejną zaletą wskazującą na dojrzałość tego serialu. Którą po prostu uwielbiam.

7. Ulubione odcinki: „Innocence” – bo zmienia zasady gry; „Phases” – bo w nim Oz dzwoni do swojej cioci i wali prosto z mostu „hej, czy mój kuzyn jest przypadkiem wilkołakiem?”; 
„Bewitched, Bothered and Bewildered” – bo umierałam ze śmiechu; „Passion” – bo tragiczne wydarzenia są potęgowane przez złowieszczą narrację Angelusa; „Becoming Part 2” – bo to finał, który wycisnął ze mnie łzy. Wiele łez, w sumie.

"Bewitched, Bothered and Bewildered" - ubaw po pachy.
„Bewitched, Bothered and Bewildered” – ubaw po pachy.

8. Ulubiony cytat: „It’s a big rock. I can’t wait to tell my friends. They don’t have a rock this big.”

9. Jako bonus dodam jeszcze wspaniałego Armina Shimermana (Quarka!) w roli dyrektora Snydera, który – niespodzianka – okazuje się nie tak wcale nieświadomy problemów Sunnydale, jakby się mogło wydawać. Nie mogę się doczekać rozwinięcia tego wątku, bo to kolejna warstwa, którą serial po prostu tak miło zaskakuje. 

10. Przestała mnie denerwować tępa muzyka – co jest zdecydowanym znakiem, że w drugim sezonie zdecydowanie się poprawiła.

11. Tony, tony, i jeszcze więcej ton humoru, nawiązań do popkultury, aluzji, genialnych tekstów, wybuchów śmiechu, absurdów, zwrotów akcji, czystej, totalnej rozrywki i masy funu. Ja naprawdę zakochałam się w tym serialu.

Nie podobało mi się:

1. Nie wiem, co. Odcinek „Killed by Death” niespecjalnie mnie wciągnął, bo się jakimś cudem ciągnął, ale ratowała go konfrontacja Xandra z Angelusem, która pogłębiła  wynikającą z zazdrości kwestię nie do końca ciepłych uczuć tego pierwszego wobec tego drugiego. Ta zazdrość wpłynęła potem na naprawdę paskudną decyzję Xandra, więc odcinek fabularnie miał dużo sensu. Na początku irytowała mnie również postawa Buffy, która miała za złe Angelowi każdą minimalną rozmowę z inną kobietą. Widzi go rozmawiającego z Cordelią – odwraca się. Widzi go rozmawiającego z Drusillą – odwraca. Było to z jej strony okropnie niedojrzałe, ale nie pozostawało mi nic innego, jak tłumaczyć to niedojrzałością wynikającą z wieku szesnastu-siedemnastu lat. 

I tym samym dochodzę do końca. Zaczęłam już oglądać sezon trzeci, bo prostu nie mogłam się powstrzymać, a im dalej, tym jeszcze lepiej. Ciekawe, ile plusów wyjdzie mi w następnym starciu. Obstawiam, że dużo.

  • Dalej będzie tylko lepiej (to znaczy gorzej, w końcu to horror). Obejrzałem wszystkie serie i nie boję się do tego przyznać. Nie przypuszczałem, że w serialu dla nastolatków może być tyle autoironii. Pomijając efekty i nieraz zbyt patetyczne wątki Joss Whedon wywiązał się ze swoich obietnic. Stworzył prawdziwy szkolny horror, który nieraz bawi, śmieszy, żenuje, ale przede wszystkim straszy.

  • Osobiście drugi sezon jest jednym z moich ulubionych. Zawsze jak gdzieś przyuważę motyw z Angelusem w szkole to zatrzymuję się na dłuższa chwilę, aby zobaczyć ten odcinek, okrucieństwo Angelusa i tę rozpacz Gilesa. Parka pod tytułem Spike i Drusilla jest chyba najgenialniejsza w całej serii! Nie ma drugiej tak porąbanej ekipy. Ogólnie niewiele już pamiętam z tego sezonu, ale przemiana Anioła zawsze wpływa na mnie traumatycznie.

    Nie wiem czy widziałaś „Anioła”, ale tam też mam swój ulubiony odcinek, jeden :) z Darlą.

    Pozdrawiam :*

  • „Angel” będzie zaraz po „Buffy”, już jest zakolejkowany ;)

    A co do efektów, to racja – nawet sceny walki wydają się momentami śmieszne (wychodzą zazwyczaj bardzo sztucznie i widać, że są „wytrenowane”), ale zupełnie nie wpływają na odbiór serialu jako całości. Co jest kolejną cudowną zaletą :)

  • Mój ulubiony sezon „Buffy”. Ostatni odcinek to prawdziwe mistrzostwo świata! Ponadto jak byłam nastolatką to podkochiwałam się w Spike’u – szkoda, że w dalszych sezonach jest już taki ciapowaty:/ Nienawidzę za to Drusilli – ten zamuł irytuje mnie ilekroć na nią popatrzę.
    A tak nie na temat, polecam Ci serial „V:Goście”, nową wersję. Myślę, że jego tematyka powinna przypaść Ci do gustu, mnie ten serialek wprost zachwycił:)
    Dzięki za reckę, mam nadzieję na Twoje opinie odnośnie kolejnych sezonów.

    • Oglądałam „V” i bardzo go lubiłam, zwłaszcza Hobbesa ^^ Serial nie był najwyższych lotów, ale bardzo żałuję, że skasowali, bo finał drugiego sezonu wprowadził zaskakujące zamieszanie :)

  • Hej, trafiłam na bloga przypadkiem, i jaka miła niespodzianka – piszesz o Buffy.

    To jeden z moich ulubionych seriali, co było dla mnie samej ogromnym zaskoczeniem – bo obejrzałam go w całości dopiero jakieś 3 lata temu, czyli nie będąc już z założenia w grupie wiekowej, do której był kierowany.

    Pierwszą serię ledwo przemęczyłam, przy całym humorze i autoironii twórców była zbyt dziecinna i przewidywalna. 2 i 3 seria są lepsze, mają ogromne plusy (w 2 właśnie Dru i Spike, których uwielbiam; w 3 postać Faith, która z czasem wyrasta na moją ulubioną w całym tym uniwersum), ale to jeszcze nie to.

    4 seria jest już niezła, a od 5 serial staje się genialny – cudownie pokazali dorastanie i ewolucję bohaterów i więzi między nimi, fabuły są zaskakujące, całość robi się dużo cięższa, mroczna, ale i dojrzalsza.

    Fajnie, że wciąż są osoby, które sięgają bo Buffy, bo wśród natłoku nowych seriali te starsze stają się coraz bardziej zapomniane, a B. uważam za jedną z najlepszych historii w tym gatunku, mimo tej początkowej głupkowatości:)

    I à propos:
    „Ciężko mi sobie wyobrazić, czy Buffy może stanąć przed decyzją jeszcze trudniejszą od tej, jaka czekała ją w finale drugiego sezonu.”
    -aż się uśmiechnęłam, bo jeszcze tak dużo przed Tobą;)

    I też uwielbiałam Oza, ale ku mojemu zdziwieniu, następną osobę, z którą będzie Willow, polubiłam jeszcze bardziej.

    Pozdrawiam serdecznie i polecam oglądać dalej, bo warto.

    • Dziękuję za taki ogromny komentarz i cieszę się, że trafiłaś na bloga ^^

      Oglądam dalej z wypiekami na twarzy, bo to jest naprawdę niesamowite, że w tym serialu jest jeszcze tyle do odkrycia. Postać Faith jest już prawie moją ulubienicą, ale nie chcę jeszcze niczego zapeszać ;) Niedługo podsumowanie trzeciego sezonu, i już nie mogę doczekać się kolejnych!