Jeśli przed premierą gry tworzy się szum ze wszystkich dobrych powodów, wiedz, że coś się dzieje. Ja wiedziałam, z ciekawością więc śledziłam kolejne wypowiedzi broniące decyzji twórców Remember Me, żeby w głównej roli osadzić kobietę. Szkoda tylko, że po zagraniu mogłam stwierdzić tylko jedno: że swojej bohaterki niestety, ale zupełnie nie potraktowali poważnie.

Z mojego punktu widzenia, premiera Remember Me była wydarzeniem. Pojawienie się trzecioosobowej gry dziejącej się w futurystycznym, cyberpunkowym Paryżu zainteresowałaby mnie tak inaczej, ale w tym przypadku wyróżniały się dwie rzeczy: że gra powstała pomimo początkowego odrzucenia oraz że gracz miał wcielić się w Nilin, łowczynię wspomnień, kobietę. Nie miała to być Lara Croft, nie miała to być komandor Shepard, nie miała to być żadna bohaterka, która zawczasu zadomowiła się już w sercach graczy – miała to być zupełnie nowa, powstała znikąd postać, o której niczego nie wiedzieliśmy. Moją ciekawość co rusz podkreślały napływające z internetu głosy twórców, którzy gorąco wierzyli w zasadność tworzenia gier z bohaterkami płci żeńskiej – bo przecież to wszystko, w co i ja wierzę. Jednak w tej mieszance wiary i ciekawości, już wtedy miałam wobec Nilin wątpliwości. Wystarczyło jedno spojrzenie na to, jak wygląda, co robi i jak się porusza, żebym podważyła dobre intencje twórców jeszcze przed startem gry.

Zanim przejdę dalej, dwa słowa komentarza – bo wiem, że ten tekst wygeneruje niezgodę i domyślam się, jakie będą wypowiedzi. Że się czepiam. Że rantuję. Że histeryzuję. Że zachowuję się jak baba, że nie umiem cieszyć się tym, co mi dają, że wybrzydzam, że świata nie zmienię, że wojuję. Trudno. Dla większości czytających ten tekst facetów będzie to opinia niepopularna, niektórzy pewnie wzruszą ramionami i zapomną o sprawie. Trudno przewidzieć, jak zareagują panie, bo dużo w tym indywidualnego podejścia. Ale ja potrzebuję o tym napisać, bo mnie to zwyczajnie boli. Bo to moje hobby i mi na nim zależy, a ponieważ mi zależy, to chcę, żeby dawało mi satysfakcję – i uważam, że warto zwracać mu uwagę tam, gdzie błądzi. Nie każdemu moja opinia będzie się podobać, ale ja napiszę ją z pełną świadomością, że to już nie mój problem. Problem widzę za to w grze i zamiarach twórców, którzy, chcąc udowodnić dobre intencje, dolali jedynie oliwy do ognia. Bo to nie o to chodzi, by mieć w postaci gracza kobietę, ale by ta kobieta, jak każda inna postać, dawała jakiekolwiek poczucie rzeczywistości. Grając w Remember Me miałam zaś wrażenie, że zamiast spojrzeć w przyszłość, cofnęłam się kilka ciężko wypracowanych lat do tyłu.

A zatem wygląd. Na wygląd bohaterek kobiecych najczęściej zwracam uwagę w ich negatywnych przejawach, czyli najczęściej. Nieprzerwanie przewodzą tutaj gry z Japonii, gdzie od lat mają swoje własne wyobrażenie na temat ludzkich proporcji – jestem zdziwiona, jeśli zaskoczą mnie czymś odbiegającym od długonogiej i biuściastej normy, w reszcie przypadków po prostu zniesmaczona. Nie godzę się też z konceptem chainmail bikini – niby nie jestem w targecie, ale nóż w kieszeni otwiera się tak czy siak. Krzywię się na nienaturalnie powiększone biusty, pieczołowicie eksponowane dekolty i skrzywioną fizykę ludzkiego ciała. Nie lubię, wkurza mnie to, chciałabym, żeby tego nie było. Właśnie dlatego każda growa bohaterka wyglądająca jak człowiek jest dla mnie tak cenna jak jakiś starożytny artefakt.

W tym kontekście bohaterka Remember Me prezentuje się nadzwyczaj niewinnie – nieszczególnie ma co odsłaniać, jej ubranie ładnie pokrywa jej ciało, nie wydaje się, że są tu jakieś szczególne ekstrawagancje. Jednak gdy przyjrzeć się bliżej, jeszcze przed zagraniem wzbudził się we mnie instynktowny protest przed całkowitym ideałem jej sylwetki. Smukła, długonoga i szczupła jak u osy figura Nilin jak nic przywodziła mi na myśl zawodowo stąpające po wybiegach modelki, a modne, wręcz designerskie ubranie podkreślało to wrażenie co najmniej dwukrotnie. Zresztą przyjrzyjcie się chociażby zdjęciu w leadzie – wymodelowane na glanc paznokcie? Nim jeszcze zobaczyłam bohaterkę w akcji, odruchowo zestawiłam ją po jednej stronie z Eleną, Chloe i młodą Larą, a po drugiej z od lat fałszowanym wizerunkiem ideału kobiecego ciała, i pomimo najszczerszych chęci nie potrafiłam dostrzec w Nilin namiastki prawdziwej kobiety. Nie, prawdziwego człowieka – punktu zaczepienia w wyimaginowanej rzeczywistości.

A potem zobaczyłam bohaterkę w akcji i z impetem złapałam się za głowę. Wdrapywanie się po ścianach, skoki po dachach, potyczki z dziesięcioma przeciwnikami naraz, solidne pancerze przeciwko pięściom z wymodelowanymi na glanc paznokciami. Wierzyć mi się nie chce, że to wątłe, wypięknione ciało byłoby w stanie przebiec chociażby dziesięć metrów bez złapania zadyszki. Ja wiem, że to gra, że to zabawa z wyobraźnią i umawianie się w prawdę, ale decydując się na Remember Me nie umawiałam się bynajmniej na lekką przygodówkę w kreskówkowej konwencji. Świat, którzy każe mi wierzyć w swoją prawdziwość, a potem zmusza do zaakceptowania już podstawowej nieprawdy na starcie pokrywa się rysą. Nilin nie tylko wygląda jak nierealistyczna wizja perfekcyjnej kobiety, ale i działa w sposób zupełnie z tym wizerunkiem sprzeczny. Wciąż się zastanawiam, co autor chciał przez to powiedzieć, ale jedynym, co przychodzi mi do głowy jest poddanie się niewidzialnej marketingowej presji – że to jednak wcale nie jest gra o kobiecie czy też próba pokazania światu, że taka postać ma w rozrywce elektronicznej miejsce, ale gra celowo „uładniona”, „sfotoszopowana”, tak, by mimo wszystko nie odstawała od przyjętej „normy”. Co tutaj miało się sprzedać? Do jakich rąk miała ta gra trafić?

Niestety sytuacji nie poprawia wcale jej warstwa fabularna – zasadniczo, to wręcz doszczętnie ją pogrąża. Nie poruszając nawet kwestii samej Nilin, Remember Me bardzo szybko przeradza się w jeden wielki niezrozumiały bełkot, którego pod koniec aż nie wysilałam się rozszyfrować. Kwestia implikacji moralnie wątpliwych działań postaci jest niemal zupełnie zmarginalizowana, a bohaterka, poza wypowiadaniem kwiecistych metafor i retorycznych pytań, w zasadzie do końca gry daje się bezwolnie manipulować. Gorzej jest tylko wtedy, kiedy podejmie się próbę wgłębienia w jej charakter – okaże się wtedy, że jest złożony ze standardowych cech „twardej” i „silnej” kobiety, czyli wygadanego języka, bezwzględnej pięści i nieustępliwej natury. Nilin jest oczywiście wrażliwa tam, gdzie powinna i niepokonana tam, gdzie musi, ale nie posiada przy tym ani jednej własnej, tylko sobie przypisanej cechy. Właściwie nawet nie wiadomo, czemu robi to, co robi, a próżno oczekiwać od niej nawet własnej inicjatywy.

Błędem było przedstawienie nam jej jako pozbawionej wspomnień ofiary, która niemal na oślep daje się prowadzić ku ratunkowi – być może gdybyśmy poznali chociaż ułamek jej dawnej jej, łatwiej byłoby zainwestować w jej historię jakiekolwiek emocje. Niestety, tego nigdy się już nie dowiemy, a Nilin do końca gry pozostanie pustą, uformowaną w kształt pięknej kobiety lalką, która nie ma żadnych predyspozycji do ciągnięcia swą osobą kilku godzin gry.

A najgorsza jest w tym wszystkim świadomość, że Remember Me miała naprawdę duży potencjał. Pokręconą historię o manipulacji wspomnień mogła przerodzić w dystopijny manifest o granicach wolności, a kreacją bohaterki przede wszystkim udowodnić, z czego naprawdę składa się dobra fikcyjna postać. Miałam nadzieję nie na wspaniałą, niepokonaną i piękną bohaterkę, ale pełnokrwistego wirtualnego człowieka, postać, w którą mogłabym uwierzyć, kibicować i bez cienia wątpliwości polubić. A dostałam Nilin – modelkę ściągniętą z wybiegu, która nie ma nic ciekawego do powiedzenia.

Zabawne jest z kolei to, że pod względem mechanicznym – a zdecydowanie wizualnym – grało mi się skądinąd przednie. Neo-Paryż, pomijając idiotycznie ograniczone przestrzenie, jest olśniewający w swej klasyczno-futurystycznej mieszance architektonicznej, świecące neony reklam biją po oczach niemal z każdego zakątka, a brud i ciasnota podkreślają wszystko to, co w zepsutym, „zaawansowanym” świecie science fiction lubię najbardziej. Jedna po drugiej, przemierzałam kolejne lokacje zapatrzona jak w obrazek, marząc, bym takie miejsce mogła kiedyś odwiedzić naprawdę. Wyjątkowo wciągnął mnie również system walk, więc ogólnie całość przechodziło mi się łatwo i przyjemnie. To znaczy od momentu, w którym uznałam jej całkowitą fabularną porażkę.

I kurcze, ja naprawdę chciałam w tę grę wierzyć. Wierzyć, że dostanę kolejny świeży produkt prezentujący ciekawą, przemyślaną, nie skażoną wymogami marketingu bohaterkę, która zdobędzie nasze (moje) serca już pierwszym zdaniem, jakie padnie z jej ust. Że dostanę produkt tak odważny, jak odważnie bronili go jego twórcy. Że oto wyłoni się developer, którego starania zostaną odnotowane jako kolejny krok w dobrym kierunku. Mogłam przypuszczać, że moje pierwsze negatywne wrażenia to sygnał, żeby jednak wstrzymać się z nadziejami. Mogłam się mocniej zastanowić, trochę przystopować – ale, zachęcona ostatnimi przykładami, za bardzo wierzyłam. Wiedziałam to wcześniej, ale dziś wiem jeszcze bardziej: nie chcę gry z bohaterką dla samego faktu bycia bohaterką. Bohaterka też człowiek, więc i człowieka właśnie oczekuję.

  • Matko jak ja się z Tobą nie zgadzam. Nie w kwestii tego, że Remeber Me jest słabą grą, bo Bóg mi świadkiem, że swoje już odchorowałam. Nawet nie w kwestii tego, że Nilin jest beznadziejnie skonstruowaną bohaterką. W kwestii Twojego podejścia do jej ciała.
    Na litość boską! Najpierw piszesz o tym ideale kobiecego ciała, o tym jak to kobiety są ciągle oceniane i wtłaczane do odpowiednich przegródek, a potem z jakąś sadystyczną przyjemnością pastwisz się nad Bogu ducha winną bohaterką. Czy Nillin jest rozebrana? Nie. Czy pręży się w wygina seksownie? Czy stęka zalotnie? Owszem jest ładna, owszem jest szczupła, ale skreślanie jej z tego powodu jest po prostu kretyńskie. Ludzkie ciało występuje we wszystkich kształtach i rozmiarach, zdarzają się stworzenia o figurze modelki i te, których fizys bardziej przypomina kulkę. To normalne. Szczególnie pogardliwe określenie o tym jak to Nillin nie byłaby w stanie przebiec dziesięciu metrów i wspiąć się na murek wydaje mi się koszmarnie nie na miejscu. Wystarczy pójść na siłownię, by zobaczyć jak wytrzymałe potrafią być „szkieletorki” i jak zwinne „wieloryby”.
    Uwagi o tym jak to Nillin biega z manicurem (zgroza!) i w designerskich ciuchach (tragedia!) to już w ogóle przypominają mi dyskusje o tym jak to prawdziwe feministki nie golą nóg, nie malują się i chodzą w worku pokutnym. Wkurza mnie to ciągłe negowanie kobiecości, to ględzenie jakoby dbanie o siebie było jakieś strasznie w złym guście, puste i ogólnie źle pojęte. Litości! Czym Nillin różni się od Eleny? Fajnymi ciuchami i mniejszym rozmiarem? Oż to nieistniejąca męska fantazja!
    Jest wiele bohaterek gier, które wyglądają jak spełnienie męskich fantazji i jednocześnie wręcz obrażają kobiety, a czepianie się Nilin bo jest szczupła i ma pomalowane paznokcie wydaje mi się niczym innym jak (nomenomen :)) malkontenctwem.
    W tym wszystkim zagubiło się najważniejsze, bo zostało przykryte ciuszkami, obwodem w talii i tipsikami. To, że Nillin jest słabą postacią dlatego, że twórcy odebrali jej głos. Że to totalnie bezrefleksyjna istotka, pusta płynąca z prądem wydmuszka. Ani kobieta, ani mężczyzna, jakieś przezroczyste widmo bez osobowości. I to jest prawdziwy problem. A nie rozmiar jej jeansów.

    • Tak – ale mogli wymodelować jej ciało w każdy dostępny kształt, a wybrali modelkę w obcisłych, designerkskich dżinsach.

      Ja wiem, że takie kobiety istnieją, nawet nie muszą być modelkami, by mieć szczupłą czy wręcz kościstą figurę – ale nie uważam, że powinny reprezentować płeć żeńską wszędzie, gdzie się da. Dość mi, że świat wpycha mi model idealnej kobiety z gazet i reklam.

      Manicure przeszkadza mi w kontekście roli bohaterki jako de facto wojowniczki – jest niepraktyczny, wręcz przeszkadza, tyle tylko, że ładnie wygląda. Nie chodzi o to, że „ględzę”, że Nilin o siebie dba – nie mam nic przeciwko ładnemu, zadbanemu wyglądowi – ale nie zadbany wygląd wyczuwam w intencjach twórców, tylko piękną, atrakcyjną, seksowną kobietę. Łącząc to z jej zerowym charakterem, uważam to za po prostu słabe.

    • Izabela Pandora Próchniak

      Pusiu, ja na siłowni nie widziałam żadnej kobietki nie obdarzonej nawet
      gramem mięśni i z tipsami na kilka centymetrów, żeby była zwinna czy
      jakakolwiek, bo zwykle nie robiła nic, lub siedziała na rowerku.
      Nieważne, czy masz zero mięśni przykryte tylko skórą, czy zero mięśni
      przykryte masą tłuszczu, w obu tych wypadkach niebywałe wyczyny fizyczne
      nie wchodzą w grę aż do momentu wyrobienia sobie tych mięśni – i znowu
      bez znaczenia, czy będą to łyse mięśnie tuż pod skórą, czy przykryte
      grubą warstwą tłuszczu. Choć to ostatnie utrudni mocno kilka rzeczy. Ja w
      Nilin mięśni nie widziałam, za to chudość w połączeniu z tymi
      nieszczęsnymi pazurami. Ja i mój partner nie kupiliśmy Nilin tak samo,
      jak Aeth. Dla nas była jak wygłodzona modelka, uginająca się na wietrze,
      robiąca „rozpierduchę”. Więc tak, jej wygląd BYŁ gwoździem do trumny w
      połączeniu z totalnym spartoleniem psychiki i głębi tej postaci.
      Wybaczyłam podobny kropka w kropkę wygląd Leahi z Diablo, bo
      przynajmniej jej historia, mimo, że to dziewczątko takie modelkowe, jak
      Nilin, miała w sobie jakieś konkretne emocje. Aczkolwiek wciąż nie wiem,
      jak strzelała z łuku z tymi tipsami.

      • Ale jak mogliśmy zobaczyć czy Nilin ma jakiekolwiek mięśnie skoro biegała ubrana? Tyłek miała raczej zgrabny i jędrny więc ja tam jednak mięśnie widzę. Ale tak, widziałam na siłowni i babeczki z tipsami podnoszące sztangi i „suchotniczki” biegnące maraton na bieżni. Moja siostra w ciuchach wygląda jak Nillin i dopóki nie podwinie rękawa i nie napnie bicepsa to wygląda jak pierwsze lepsze chucherko. Więc można :p

        Nie neguję tego, że Nilin została stworzona po to żeby łechtać męskie ego, bo zwyczajnie tego nie wiem. Neguję zrobienie z „dziewczyńskości” bohaterki jej głównej wady podczas gdy trzy tryliardy innych wad nie opartych na fizys, aż kują w oczy. I tak, wolę grać modelkami z charakterem niż „realistycznymi kobietami” bez takowego :p

        I już absolutnie na marginesie, zawsze uważałam, że Nilin cała ta nagonka na nią mocno zaskoczyła. Że została przyparta do muru i złapana w najmniej odpowiednim momencie. To co miała zrobić? Oderwać sobie wcześniej zrobione tipsiki żeby być bardziej „realistyczną”? :p

  • eV

    A ja za to zgodzę się z Twoją opinią – choć w tę akurat grę nie grałam. Coraz częściej przeszkadza mi to, że mężczyźni przedstawieni są w grach chyba na wszystkie możliwe sposoby – widziałam grubasów, widziałam „szkielety”, widziałam takich o zbyt dużym nosie i takich o zbyt krótkich nogach aby mieścić się w obecnych standardach piękności. Tymczasem kobiety w grach to dokładnie takie modelki z wybiegu, o jakich piszesz. Wszystkie, a przynajmniej wszystkie mi znane. Nie chodzi mi o to, aby od razu wprowadzać do gier bohaterki, którym fałdy tłuszczu uniemożliwiałyby poruszanie się, ale aby chociaż zastanowić się nad innymi typami sylwetki niż idealna klepsydra. Kobiety mają często wystające brzuszki, nawet jeśli są raczej drobne, większość ma jedną pierś większą od drugiej, pojawia się cała masa rozmaitych odstępstw od powszechnie przyjętej normy. Tymczasem twórcy gier widocznie boją się przedstawić nieidealnej kobiety – być może zbyt wielu graczy zbyt bardzo przywiązuje uwagę do piękna swoich postaci i byłoby stratą pomniejszać target gry o tę grupę… Ja tam jednak czekam na prawdziwą kobietę w grze. Największym „koszmarkiem” jaki widziałam była pani naukowiec w mini i z nienaukowo-flirtową gadaniną w Alan Wake’s American Nightmare.

    • Ale gdzie faceci występują w grach we wszystkich kształtach i rozmiarach? Chyba tylko w bijatykach :p We wszystkich innych gramy standardowym, wysportowanym, umięśnionym i szczupłym przystojniakiem od Drake’a zaczynając a na Desmondzie kończąc. Nie spotkałam otyłego protagonisty, albo wychudłego nerda jako main hero w grze akcji. Więc nie, faceci wcale nie mają lepiej :p

      • Kurcze, a ja Drake’a nie uważam ani za wzór urody faceta – jest przystojny, ale w charakterystyczny sposób – ani za model męskiej fizjonomii: z jego proporcjonalnie „krótkimi” nogami. Desmond z kolei jest dla mnie zupełnie zwyczajny, nie przesadzony ani w jedną, ani drugą stronę. Bo tu nie chodzi o to, że bohater ma być nieidealny, ale dobrze wyważony.

        W tym względzie strasznie ciekawi mnie ta pani z „Infamous: Second Son” – bo już samym wyglądem sprawia dobre wrażenie: http://cdn3-www.craveonline.com/assets/uploads/2013/09/infamous5.jpg

        • Nie no chwilę! Było o tym jak to spotykamy facetów we wszystkich rozmiarach, co zresztą obaliłam, bo nawet jeśli ich spotykamy to na dwudziestym planie i nigdy jako main hero. Nie ważne czy podoba Ci się Drake czy nie, nie jest on ani Murzynem, ani gościem po pięćdziesiątce z piwnym brzuszkiem, ani chudym szkielecikiem z okularami jak denka od butelek. Więc nie, faceci wcale nie mają lepiej, bo w grach AAA (a o tych wciąż mówimy) występują jedynie wysportowane, ciemnowłose ciacha koło trzydziestki. Zresztą ten mem nie wziął się znikąd :p
          A pani z Infamous jest rzeczywiście cudowna :3