Powróciłam z Avangardy, czas więc na relację – czas tym bardziej, że powróciłam z niej z głową pełną komentarzy, a taka sytuacja dotyczy tylko dwóch przypadków: albo działo się za dużo, albo działo się za mało. Ja ostatecznie plasuję się gdzieś pośrodku i dalej przeczytacie, dlaczego.

Muszę zacząć chyba od tego, że po dwóch latach bardziej większej niż mniejszej nieobecności na konwentach miałam co do Avangardy bardzo wysokie oczekiwania. Chciałam wielkiej, masowej imprezy, na której nie będę miała kiedy odczepić oczu od dziesiątków atrakcji, nieważne, czy zaplanowanych, czy nie. Takie były dotychczas odwiedzane przeze mnie Avangardy, więc nie miałam powodów sądzić, że ta będzie inna. Prawdopodobnie pierwszym sygnałem, że coś mogło mi jednak zepsuć tę wizję był fakt, że wszystkie wydawnictwa mangowe jak jeden mąż powybierały się wtedy do Wrocławia. Powiązałam te wydarzenia dopiero na miejscu, gdy dowiedziałam, że w międzyczasie jest jeszcze w Warszawie osobna impreza dla fanów bitewniaków. Żeby nie było, bardzo lubię mniejsze, kameralne konwenty – ale akurat tego się po Avangardzie nie spodziewałam.

Jak jeździć na konwenty

Mówiąc krótko: w towarzystwie. Albo inaczej: dla towarzystwa. Pamiętam, jak dawniej dokładnie planowałam sobie na jaki i kiedy odbywający się punkt programu się wybrać, a potem dzięki towarzystwu zaliczyć może  połowę z tego. Tym razem niewiele więc planowałam, a na spontanicznych prelekcjach i konkursach lądowałam zawsze w doborowym gronie. No bo jak inaczej określić poznanie na żywo Misiaela, z którym mogłam pogadać o Power Rangersach, Myszy (wraz z ekipą podcastu Myszmasz), z którą mogłam powygłupiać się muzycznie, oraz Oceansoul, która była zdziwiona moim radosnym powitaniem chyba tak samo jak ja zadowolona z jej poznania? Avangarda 9 była dla mnie przedziwnie i przesympatycznie bardzo blogowym konwentem, który dzięki temu na bank zapisze się w mojej pamięci. Pozdrawiam wszystkich (long and prosper) i mam nadzieję, że zobaczymy się wkrótce na innych imprezach :)

Jak nie prowadzić prelekcji

Spontanicznie, czy nie, koniec końców wylądowałam na dwóch prelekcjach, które teoretycznie zapowiadały się stosunkowo ciekawie. Przegląd ciekawszych seriali kryminalnych wybrałam w zasadzie dzięki magicznemu słowu „serial”, ale niestety już po pierwszej minucie musiałam stwierdzić, że mogłam ten czas inaczej zagospodarować. Opowiadanie o mało ciekawych tytułach (serio, Perception to dla mnie jakaś totalna serialowa pomyłka i nie rozumiem, skąd bierze się jego popularność) pomijając np. Broen czy Wallandera, etc. – nie, że oglądałam, ale nawet ja wiem, że powinno się o nich wspomnieć – w dodatku w zupełnie pozbawiony ładu i składu sposób to nie była moja wizja dobrej rozrywki. Rozumiem, że prowadzący ogląda, co ogląda, ale minimum przygotowania merytorycznego jednak by się przydało.

Niestety, druga serialowa prelekcja – Szybki przegląd seriali fantastycznych – okazała się jeszcze większą porażką. Nie wstydzę się tego mówić, choć jest to przykre, ale tak strasznej prezentacji nie widziałam jeszcze w życiu. Przecież o serialach fantastycznych można opowiadać z pasją i bez końca, a tu ani pomysłu (slajdy w praktycznie przypadkowej kolejności), ani ładu (żaden rok produkcji czy choćby nazwiska obsady), ani klasyki (Star Treki, Babylony, Farscape’y?), ani sensu (żadnych powiązań, no bo po co), ani nawet fabuły, która w wersji prelegentki sprowadzała się do „jakaś dziewczyna robi coś” (tudzież „jakaś dziunia”). Na przemian płakałam, rwałam sobie włosy z głowy i zduszałam dziki ryk frustracji. Gdy na koniec prezentacji prowadząca konwersacyjnym tonem zapytała, czy może o czymś zapomniała, razem z Misiaelem i połową sali wymieniliśmy jej jeszcze chyba z 15 tytułów. Ja wiem, że to nie wina Avangardy, ale ten piątek również będę wspominać po wsze czasy.

Jednak nie ma tego, co na dobre nie wyszło, bo jak tylko opuściłam prelekcyjną salę zgłosiłam organizatorom Polconu kolejny punkt programu, w związku z czym za miesiąc będę opowiadać o serialach dwukrotnie.

Jak robić konkursy

Za to konkretnymi avangardowymi hitami okazały się konkursy – przede wszystkim świetny, różnorodny Multimedialny konkurs filmowy Jędrzeja Bukowskiego (tego od serwisu FilmyFantastyczne.pl), w którym sama zabawa w odkrywanie nowych kategorii dostarczyła multum wrażeń – czcionki plakatów czy inscenizacje LEGO wiodły bezapelacyjny prym. Drugą cudownością był jednak wspaniały i totalnie geekowy Disney Challenge, który Mysza miała oryginalnie prowadzić po angielsku, ale coś poszło nie tak (see what I did there?). W każdym razie z 825-ciu pytań pozostaliśmy na 156-ciu samej zgadywanki piosenkowej, która nie mogła dostarczyć mi większej frajdy – gdzie ja bym w innym miejscu świata mogła usłyszeć śpiewane w dwóch językach jednocześnie „Hakuna Matata” czy „Be Prepared”? Zresztą, co tu dużo mówić, to był konkurs wśród swoich i dla swoich i jako taki był najlepszym punktem całej Avangardy. Moar!

Jak poprawiać cenzurę

Tymczasem moja własna Cenzura to bzdura okazała się sympatycznym, zabawnym eksperymentem, który przy następnej okazji będzie wymagał pewnego usprawnienia – przede wszystkim pod względem nie marnowania czasu na zbyt długie wyszukiwanie w YouTube (przy czym za internet należy się organizatorom cześć i chwała!). Nie zjawiło się szczególnie dużo słuchaczy, ale nie mogłam sobie życzyć lepszej i bardziej zaangażowanej publiki. Bo naprawdę było śpiewanie! A przy tym i tańczenie oraz rozkoszne wspominki ukochanych kreskówek, które jeszcze bardziej rozkręciły atmosferę. Następnym razem zrobię to późniejszą porą i nie na jedną, a dwie godziny, bo ta energia to było właśnie co, co tygryski lubią najbardziej.

Jak zrobić to lepiej

No dobra, to teraz kilka słów o samej Avangardzie. Zbieżność dat konwentu mangowego i bitewnego niestety wyrządziła imprezie sporą krzywdę, kiedy zjawiło się na niej zaledwie ok. 1300 osób. W innych okolicznościach nie miałabym z tym problemu, jednak dosyć silnie dało się odczuć, że do nie końca taki był plan. Trzy sporej wielkości budynki bez trudu pomieściłyby co najmniej dwukrotną ilość uczestników, tymczasem niekiedy przykro było patrzeć na zalegające na korytarzach pustki. Szczególnie nieciekawie prezentował się pod tym względem piątek – w sobotę było już stosunkowo lepiej. Tak czy inaczej, w pierwszej chwili nie kryłam zawodu, bo faktycznie liczyłam na znacznie większą frekwencję – tak, by naprawdę dało się odczuć atmosferę pełnego fanów konwentu. Mając w pamięci wcześniejsze Avangardy, ta wypadła pod tym względem dosyć ubogo.

Z kolei szybko przestałam narzekać na aż trzy-budynkowy rozkład, bo po pierwsze, słoneczne spacerki po kampusie okazały się niezwykle przyjemne (zwłaszcza, jeśli znajdują się w pobliżu zapraszające ławeczki przy fontannie), a po drugie sprawnie rozdzielił poszczególne części konwentu. RPG-owcy, planszówkowcy i LARP-owcy mieli (a raczej kisili się) w odrębnym budynku, prelekcje odbywały się w klimatyzowanych (aż za bardzo) salach akademickich, a wystawcy mieli swój własny zakątek tuż przy akredytacji. Ciężko było się zgubić. Z drugiej strony przy tak niskiej frekwencji Avangarda 9 byłaby ewidentnie większym konwentem w pojedynczej lokacji, ale cóż, dało się z tego wynieść co najlepsze.

Jednak najpoważniejszym zarzutem, jaki muszę niestety wystawić konwentowi jest brak programowych alternatyw. To znaczy ok, były darmowe Dni Nauki i podobno wyszły całkiem w porządku, ale dla przeciętnego zjadacza chleba, który nie jest startrekowcem, starwarsowcem, tolkienowcem, graczem nie-elektronicznym czy kim-tam-jeszcze, poza prelekcjami i konkursami nieszczególnie było co ze sobą zrobić. Żadnych interesujących warsztatów (poza pokazami sztuk walki), żadnej salki konsolowej, żadnych paneli dyskusyjnych, żadnego chociażby Artemisa tak dla zabawy w międzyczasie. Nawet stoiska wystawców nie potrafiły przyciągnąć mnie na dłużej niż 10 minut, bo z drobnymi wyjątkami nie było czego na nich oglądać. Strasznie brakowało mi też elementu japońskiego – i nie mam na myśli poprzebieranych nastolatek w perukach ani poduszek z cycatymi pannami – ale mang, gier, gadżetów. Lubię takie rzeczy na konwentach – na Avangardzie ich nie znalazłam. I szkoda.

Podsumowując, to nie była najlepsza Avangarda na świecie, ale nie żałuję, że na nią pojechałam. Towarzystwo dostarczyło mi bez wątpienia najwięcej funu, a opcja spędzenia słonecznego weekendu w Warszawie wśród może i nielicznych, ale geeków, jest i tak lepsza od weekendu bez geeków. Choć dziewiątka była bardzo nierówna, pełna nadziei na pewno wybieram się za rok.

P.S. Nie bardzo wiem, jak to się stało, ale wróciłam do domu z obietnicą obejrzenia 3-ech odcinków Babylon 5. Mam na to kilka dni. How hard can it be, right?

ava9-04 ava9-02 ava9-01 ava9-10 ava9-08 ava9-07 ava9-06

  • StacjaKosmiczna

    Nie „Czcionka”, a „Krój pisma” :P A sam wpis bardzo ciekawy ;)

    • Oj tam, oj tam, jeden pies, poza tym prowadzący używali „fontów”, so…. :P

    • eV

      Po co tak się kłócić ze zmianami w języku. Czcionka, font, krój pisma – skoro dla każdego poza językowymi konserwatystami te słowa oznaczają to samo, to po co się na siłę z tym kłócić?

      • StacjaKosmiczna

        Ja się absolutnie nie kłócę, bo uważam twórczość Agnieszki za bardzo fajną i raczej nie czepiałbym się takich głupotek. Ale jakoś nie mogłem się oprzeć i jak sama widzisz, zrobiłem to z uśmiechem na twarzy :P A same słowa nie oznaczają tego samego (przynajmniej w języku projektantów).

        Btw – Jestem ostatnia osobą, która czepiałaby się słownictwa kosztem meritum wpisu. Wrzuciłem ostatnio link do swojej strony na jednej z polskich grup FB i tak mnie tak poobijali (w sumie za głupoty), że do teraz jestem w szoku. Dlatego wierz mi, jestem przeciwny rozbieraniu komuś zdania na czynniki pierwsze, w w/w akcję zrobiłem na zasadzie „wink’a” ;)

        • eV

          Nie no, rozumiem. Moja reakcja była w sumie czymś podobnym, ponieważ sama jestem grafikiem i nie podoba mi się to, że dla większości osób każdy grafik musi być bucem czepiającym się wszystkiego. Staram się walczyć z tym gdzie popadnie, aby coraz więcej ludzi (w tym środowisk projektantów) odchodziło od takiego uznawania na siłę tego podziału znaczeniowego za bardziej poważny i profesjonalny. Dobra, kończę swój spam ;).

  • rob

    ale fotki udane :-)

  • Ooo, jakie urocze to nasze zdjęcie! :D

    I tak, potwierdzam, byłam w szoku, gdyż a) po raz pierwszy zostałam rozpoznana (pomijając sytuacje wcześniejszego umawiania się na jakieś wydarzenie) oraz b) zostałam rozpoznana przez autorkę bloga znacznie popularniejszego niż mój, więc szok podwójny. :) Ale również cieszę się bardzo z tego zapoznania, dodatkowo mającego miejsce podczas tak sympatycznego punktu programu. Obiecuję sobie od tej pory znacznie częściej chodzić na konwentowe konkursy, same pozytywy się z tym wiążą!

  • Kurczę, Aeth, napisałaś wszystko to, co ja chciałam napisać! Tak to jest jak się chodzi na dokładnie te same prelekcje i konkursy :D
    Cieszę się, że Disneyowski „czelendż” się udał i wszyscy (włącznie ze mną) się tak dobrze bawili. Pozostaje mieć nadzieję, że na Kapitularzu też będzie tak fajnie i sympatycznie.
    I szczerze? Mimo Twoich zastrzeżeń, z którymi się w pełni zgadzam, czekam na kolejną Avę.

  • Draconnor .

    Ten tego – czy po prelekcji przeglądowej mającej na celu docelowe zaproponowanie jednego czy dwóch seriali do obejrzenia – naprawdę spodziewałaś się wymienienia Star Treka? Przegląd to przegląd, szybki to szybki i z definicji po łebkach.

    Zresztą o subiektwnym doborze tytułów oraz opinii informacja stała jak byk w informatorze więc znów nie rozumiem problemu. Idziesz na punkt w konkretnej konwencji to musisz ją zaakceptować. Wszystkich seriali obejrzeć się nie da a jak ktoś nie oglądał Twojego ulubionego tytułu to nie ma się co pieklić „że jak to tak?”.

    Wreszcie naprawdę są seriale o których istnieniu można nie wiedzieć – ale jak ktoś nie wie o istnieniu Startreka na konwencie z blokiem trekowym to naprawdę ma problem i jedna prelekcja mu w tym nie pomoże.

    Jedynym problemem było niezgranie czasowe całości przez co całość trwała 80-90 zamiast 110 minut ale to wynikło częściowo z układu tabeli programowej niestety.

    • Tak – przy czym zarzut o braku pewnych tytułów to zaledwie kropla w morzu wszystkich razem wziętych. Subiektywnej opinii też się nie czepiam, przecież nawet o tym nie wspomniałam. Każdy może mieć własne zdanie i czy mi się nie podoba, że ktoś nie lubi mojego serialu to akurat nie moja sprawa i nic mnie do tego. Ważne, że mnie się podoba :)

      Najwięcej krytyki mam po prostu do wykonania, bo serio, gdybym o tych serialach nie wiedziała nic, te kilka zdań na ich temat z pewnością by mnie nimi nie zainteresowało. Widać było, że je oglądaliście i fajnie, ale zupełnie nie było widać, że umiecie coś o nich opowiedzieć. Nie przedstawiliście fabuł w ciekawy sposób (fajnie byłoby np. dowiedzieć się imion bohaterów), nie zahaczyliście o obsadę, o producentów, o historię serialu, nawet o rok produkcji, nic. Tego brakowało mi straszliwie, bo serialowa fantastyka to bulgoczący kociołek powiązań, a do tego praktycznie każdy serial ma w sobie coś wyjątkowego – o czym też się tu nie dowiedziałam.

      Mam nadzieję, że usprawnicie nieco tę prezentację, bo faktycznie fajnie jest zachęcać do nich innych – ale faktycznie zachęcać :)

      • Draconnor .

        Ale naprawdę mówimy tutaj o kilkudziesięciu serialach, gdzie na jeden wypada mniej niż dwie minuty czasu. Żeby się rozwijać trzeba przynajmniej 5 minut a tych przy 60+ tytułach nikt nam nie da. Pomijając oczywiście fakt czy zawsze warto się rozwodzić jeżeli serialu i tak za bardzo nie warto polecać nikomu oprócz kompletnych miłośników podgatunku.

        Podstawą informacyjną był więc tylko opis realiów i narracji mniej więcej plus zapowiadana subiektywna opinia.
        Sama prelekcja była robiona któryś raz z kolei – przy czym wcześniej trwałą zwykle godzinę i zawierała ~40 zamiast 60+ tytułów. Na Pyrkonie 2013 zebrała sporo dobrych opinii z tego co pamiętam, właśnie ze względu na skrótową formę.
        Serio – nikt nie robił tego przeglądu, żeby dyskutować z fanami wymienianych seriali bo tak to można o góra 3-5 serialach coś powiedzieć. To miał być przegląd – ot taka ambitniejsza wersja suchej listy i tyle.

        • W porządku z tym opisem realiów i narracji – ale gdy brzmi on bez ładu i składu, pomija istotne fakty fabularne, a na domiar złego pląta się w zdaniach (świadczących, sorry, ale o nieprzygotowaniu), to niestety mi sporo brakuje. Plus na dodatek nie wiedzieliście, czy serial jest skasowany czy nie, a to już mocny zgrzyt.

          Fajnie, że podobało się innym – ale nie mnie.

          • Draconnor .

            @”Plus na dodatek nie wiedzieliście, czy serial jest skasowany czy nie, a to już mocny zgrzyt.” I znów się czepiasz na siłę… Jeżeli ze zdanie podsumowujące brzmi mniej więcej „…obejrzałam kilka odcinków i dałam sobie spokój.” – to oczywistym jest, że jak do kogoś koncepcja serialu trafia zależy mu na dalszych informacjach to musi sobie ich poszukać sam…
            Naprawdę mylisz przegląd z jakąś dziwną formą opracowania redakcyjnego. Jak ktoś zna tytuł a szuka informacji to zajrzy sobie na filmweba czy gdzieś i sprawdzi każdy detal z datami emisji odcinków włącznie. Ten punkt służył do tego, żeby wzorem kilku ludzi z sali – wynotować sobie kilka tytuów do późniejszego sprawdzenia i koniec końców obejrzenie jednego, może dwóch z nich.

            Jeżeli na Kapitularzu faktycznie planujesz zrobić taki przegląd, zmieścić w nim ponad 80 tytułów i o każdym powiedzieć jeszcze więcej – to naprawdę chętnie to zobaczę i nawet postaram się powstrzymać od wtrącania uwag pt. „…a ja wymienię X serialów których nie opisałaś”, które naprawdę mocno świadczą o nastawieniu.

            • Nigdzie nie pisałam, że będę cokolwiek robić na Kapitularzu – nie napisałam nawet, że się na niego wybieram (a się nie wybieram), więc tutaj muszę rozczarować. Będę za to na Polconie i tam będę robić m.in. przegląd nowych seriali fantastycznych na sezon 2014/2015 – zapraszam :)

              Natomiast tak, naprawdę myślę, że dało się tą prezentację zrobić o niebo lepiej, 80 tytułów czy nie. Wystarczyło chociaż dodać do slajdów słowa-klucze zamiast gołego tytułu i jednej grafiki – nawet nie musielibyście wtedy sami wypowiadać nazwiska aktorów czy producentów, bo byłyby jak byk widoczne. Przy okazji jakie to ułatwienie dla słuchaczy, żeby zrobić sobie te notatki.

              Poza tym sami zapytaliście, czy ktoś chce coś jeszcze wymienić – no więc wymieniliśmy (skoro całość szła w myśl przeglądu seriali fantastycznych i nie ograniczaliście wyboru dla klasyków czy czasów nowoczesnych).

              I powiem jeszcze jedno: uważam, że info o skasowaniu serialu jest dość istotne przy jego przedstawianiu, bo nie każdy lubi zabrać się za nowy serial i doświadczyć potem przykrej niespodzianki, a niektórzy wręcz wolą, kiedy mają do obejrzenia mniejszą ilość odcinków. Poza tym skasowanie też o czymś świadczy – zarówno pozytywnym, jak negatywnym, i czasem warto o tym wspomnieć. Więc sorki, to że Wam coś nie przypadło do gustu i przestaliście oglądać nie oznacza, że podczas prezentacji powinniście omawiać to po łebkach – bo innym właśnie przypaść może i chcieliby posłuchać czegoś konkretnego, nawet, jeśli miałyby to być zasłyszane opinie.

              Więc kurcze, czy ja się czepiam? I to na siłę? Odpowiadam na zarzuty, że się czepiam, podając odrobinę chyba raczej konstruktywnej krytyki, skoro podsuwam Wam pomysły. Owszem, napisałam o prelekcji przykre rzeczy, bo i mnie przykro się zrobiło jej słuchając, ale wcale nie życzę Wam źle. Wręcz przeciwnie.

              • Draconnor .

                z Kapitularzem musiało mi się z inną relacją pomylić w takim razie gdzie na niego zapraszali a na Polconie mnie najpewniej nie będzie.

    • Ta prelekcja ssała. Przepraszam, ale nie umiem znaleźć łagodniejszego określenia, a szukałem długo. Były to dla mnie dwie najbardziej zmarnowane godziny całej Avangardy.

      – Prelegentka konstruowała swoje wypowiedzi jak czterolatka, która wróciła do domu z przedszkola i opowiada mamie o bajce, jaką oglądała z innymi dziećmi.Tu występuje taka dziunia, ten serial jest fajny, tamten niefajny, a przy tamtym fajnie się buduje górę w Minecrafcie. Zero konkretów. Ja rozumiem, że jeśli opowiada się kilkudziesięciu różnych produkcjach trudno wyjść poza ogólniki i telegraficzny skrót, ale raz – że nawet tych ogólników i tego skrótu na ogół brakowało, a dwa – że w takim przypadku należało nie wiem… przyciąć nieco listę omawianych pozycji?

      – Kompletny brak jakiegoś klucza, myśli przewodniej prelekcji, skakanie od sasa do lasa. Tak, wiem to był subiektywny przegląd seriali – ale naprawdę można było włożyć odrobinę wysiłku, by poustawiać je w kolejności chronologicznej albo pogrupować gatunkowo. A tak wyszło jedno wielkie pomieszanie z poplątaniem, ramotki obok świeżynek ze spremierowanymi kilkoma odcinkami, fantasy obok sci-fi i nadnaturalnych procedurali, miniprodukcje obok tasiemców…

      – błędy merytoryczne, W pewnym momencie zdjąłem okulary, żeby nie zrobić sobie krzywdy kolejnymi facepalmami. Wielokrotnie odnosiłem wrażenie, że prelegentka część z wymienionych seriali zna tylko z opisu na Filmwebie. Mylenie roku produkcji, liczby sezonów, statusu (skasowany/zakończony/anulowany/trwający), ledwie napomknięcie o fabule, brak wymienienia imion ścisłej obsady pierwszoplanowej (chyba, że większość żeńskich bohaterek współczesnych seriali ma na imię „Ta-dziunia”), określenie Marvel’s Agents of SHIELD serialem „tylko dla fanbojów” (choć produkcja ma silny kobiecy fandom, do którego zalicza się także i Gospodyni niniejszego bloga) i mnóstwo podobnych baboli.

      – Najgorsze było chyba jednak to, że czułem, iż publiczność jest prelegentce doskonale zbędna, względnie stanowi element służebny do skanalizowanie jej potrzeby opowiadania o tym, co sobie ostatnio oglądała. Nie dowiedziałem się niczego, czego nie wiedziałbym już wcześniej (albo czego nie umiałbym wyguglać w dwadzieścia sekund), a chyba po to się chodzi na tego typu prelekcje – żeby dowiedzieć się czegoś ciekawego. Chcę mieć świadomość, że wykładowca/wykładowczyni przepracował(a) jakiś temat dokumentnie i przedstawi mi skoncentrowany wyciąg najciekawszych, najistotniejszych informacji w strawnej formie. Dla mnie takie coś to wręcz przejaw braku szacunku dla obecnych na sali słuchaczy i słuchaczek.

      Krótko mówiąc – na tej prelekcji siedziałem jak za karę – i to były na dodatek dwie godziny. Dwie cholerne godziny. Po wyjściu czułem się jakby mnie po dwudziestu latach wyroku odpięli od wiosła w galerze. Jeśli jeszcze raz znajdę się na prelekcji o podobnie niskim poziomie merytorycznym, to będę buczał i rzucał w prelegentów łupinami orzechów. Kokosowych.

      • Kamil

        Szkoda zdrowia, lepiej wyjść po angielsku :P

  • yakowasiak

    Ja też byłem i filmik nawet nagrałem… :) Avangarda 9 to przede wszystkim wielki brak reklamy. Nikt, poza ściśle „fandomowym” gronem nie wiedział, że konwent się odbywa. https://www.youtube.com/watch?v=ZXKnuYtXKFQ

  • Bestia Czterokopytna

    Mam bardzo podobne odczucia po tegorocznej Avangardzie. Poprzednie lata faktycznie nas rozbestwiły, więc teraz, moim zdaniem, było pusto, drętwo i nijako. Poza tym, po zaliczeniu kilku konwentów (wcale nie tak wielu) widać, jak wiele punktów programów zna się już na pamięć, brakuje trochę świeżej krwi. Bardzo liczę, że kolejna Ava (do której mam największy sentyment spośród konwentów) będzie lepsza, zwłaszcza, że to będzie dziesiąta!