Almost Human: najlepsze sci-fi od czasu 3. sezonu Fringe?

Zazwyczaj takich rzeczy nie robię – nie nakręcam się na jakiś serial pisząc o nim gdybania – ale dla Almost Human czuję, że muszę zrobić wyjątek. Wszystko przez to, że premiera została przesunięta na Strasznie Daleko, a na żaden nowy serial fantastyczny nie czekam w tym sezonie bardziej. Z wyjątkiem Agents of S.H.I.E.L.D., oczywiście, ale Agenci już są.

W luźnym komentarzu na fanpage’u rzuciłam niedawno stwierdzenie, że Almost Human będzie najlepszym serialowym science-fiction od czasu 3. sezonu Fringe. Wszyscy, mam nadzieję, pamiętają 3. sezon Fringe – to ten, w którym nasza Olivia została uwięziona w alternatywnej rzeczywiści, a jej miejsce w naszej zajęła zdradliwa wówczas Fauxlivia (znana również jako Bolivia lub Altlivia). Razem z bohaterką, którą poddano eksperymentalnemu praniu mózgu, co drugi odcinek poznawaliśmy wtedy świat po tamtej stronie – świat różniący się od naszego zaledwie drobnymi elementami codziennej rzeczywistości, które jednak dodawały mu niesamowitego, wręcz ociekającego futurystycznym klimatem smaku. Oglądając trailery Almost Human nie mogę oprzeć się wrażeniu, że dostaniemy właśnie taki 3. sezon Fringe – dynamiczną, pełną humoru, akcji i głębi opowieść osadzoną w świecie, w którym zakochamy się od pierwszego wejrzenia. I zaraz spróbuję Wam wytłumaczyć, dlaczego.

Kto się boi procedurala?

Niektórych już na starcie odstrasza fakt utrzymania serialu w konwencji policyjnego procedurala – tymczasem przygody Olivii w alternatywnym universum udowadniają, że nawet z takiej formuły można wydobyć mnóstwo satysfakcjonujących treści. Trudno przecież zaprzeczyć, że praca bohaterki w jednostce Fringe była czymś innym niż przeprowadzaniem rutynowych, jak na tamten świat, śledztw. Jednak pomiędzy jedną a drugą tajemnicą wraz z bohaterką nie tylko poznawaliśmy tą nową nieznaną rzeczywistość, ale braliśmy udział jej wewnętrznej przemianie i poruszających historiach pozostałych postaci. Całe Fringe zaczynało zresztą od bycia serialem o sprawach tygodnia, by wkrótce przerodzić się w skomplikowaną opowieść o ludzkich siłach i słabościach, dla których element science-fiction był jedynie ramą narracyjną. Po trailerach widać, że Almost Human ma być przede wszystkim futurystyczym ujęciem popularnych motywów buddy cop i bromance – a więc serialem, który ma być przede wszystkim fajny – ale osadzenie w głównej roli bohatera osamotnionego, nawet zagubionego w świecie zaawansowanych technologii pozwala mieć nadzieję na próbę zagłębienia się w tematy znacznie bardziej rzeczywiste. Nazwisko J.H. Wymana – pana, który był producentem wykonawczym, showrunnerem i scenarzystą Fringe – pozwala mi naprawdę głęboko wierzyć, że tam, gdzie typowe policyjne procedurale tkwią w miejscu, Almost Human będzie parł do przodu.

Po tamtej stronie

Nie wiem jednak, czy na tym etapie nie jestem znacznie bardziej zaciekawiona kreacją przyszłościowego świata. We Fringe zwiedzaliśmy alternatywną rzeczywistość, w której telefony komórkowe istniały co najmniej od 1985 roku, obywatele legitymowali się wszystko-wiedzącymi identyfikatorami Show Me, a w przestworzach królowały sterowce. W Almost Human, począwszy od tego, że istnieje zdolna odczuwać emocje sztuczna inteligencja, są holograficzne projektory, zaawansowane technologie medyczne i… niewiele więcej poza futurystycznymi wersjami sprzętów, pojazdów i przestrzeni. I uważam, że jest to absolutnie genialne. Uwielbiam światy odległe, ale bliskie; takie, w których przeskok technologiczny jest w zasadzie na wyciągnięcie ręki, w których mogę czuć się jak u siebie w domu, a jednocześnie chłonąć każdy szczegół z dziecięcą fascynacją. Uwielbiałam to w 3. sezonie Fringe, którego alternatywny świat na dobrą sprawę różnił się zaledwie kosmetycznie, a wciąż fascynował – i już wiem, że będę uwielbiać to w Almost Human. Zobaczcie sobie puszczone niedawno w sieć 8 minut pilotowego odcinka i powiedzcie, czy nie jesteście już zakochani.

Każde Fringe potrzebuje swojego Waltera

Wszyscy wiemy, że Fringe nie byłby tak wspaniałym i bogatym w wątki serialem, gdyby nie postać Waltera Bishopa. Na pierwszy rzut Walter nie wydaje się niczym więcej niż typowym odzwierciedleniem archetypu szalonego naukowca, ale przy głębszym poznaniu okazuje się postacią niezwykle tragiczną, skonfliktowaną i pokutującą. Na co dzień był jednak zabawnym staruszkiem bez piątek klepki, którego uwielbienie do LSD, kolorowych żelek i mleka prosto od prywatnej krowy mogło równać się tylko z naukowym geniuszem. Dziwactwa Waltera i jego nieprzystosowanie do świata było we Fringe nieskończonym źródłem humoru, na tyle charakterystycznym, że bez niego ten serial nie byłby po prostu sobą.

Wiele wskazuje na to, że jego odpowiednikiem w świecie Almost Human będzie Dorian, android i partner głównego bohatera. Model z wycofanej z obiegu serii DRN – the crazy ones, jak utrzymuje detektyw Kennex – Dorian miał być w założeniu jak najwierniejszym odwzorowaniem człowieka. Paradoksalnie oznacza to nie tylko przejęcie ludzkich stanów emocjonalnych, ale również ich emocjonalnych problemów. Trailer wyraźnie sugeruje, że z tego względu można się ze strony Doriana spodziewać osobliwych zachowań, które najprawdopodobniej nie będą jednak tak ekstremalne. W przeciwieństwie do Fringe, Almost Human wydaje się bowiem rozdzielać swojego Waltera na dwa – z jednej strony dostajemy androida, którego emocje czynią przerysowanym, i zamkniętego emocjonalnie człowieka, który odcina się od świata. Jeszcze jedno spojrzenie na Waltera – odizolowanego od rzeczywistości, uciekającego od emocji i jednocześnie bawiącego się nimi jak dziecko – i duchowa spuścizna Fringe jest w Almost Human zdecydowanie zachowana.

Prawie człowiek

Innym wyraźnie przeplatającym się we Fringe motywem był konflikt na linii serce-rozum. Począwszy od Olivii, przez której obronne mury przebijano się przez niejeden sezon, Petera walczącego ze swoim pochodzeniem czy wreszcie Waltera zmagającego się ze swoimi demonami – nie wspominając o pozostałych bohaterach po tej czy po tamtej stronie – w serialu wciąż mieliśmy do czynienia z bitwami wewnątrz własnej głowy. W Almost Human już widać, że może być bardzo podobnie. Oczywistym wyborem wydaje się w tym względzie Dorian, którego człowieczeństwo będzie lekcją dla Kennexa, a nie odwrotnie, ale póki co znacznie ciekawiej prezentuje się wątek samego Kennexa. Przywrócony do służby po prawie dwóch latach w śpiączce wywołanej tragicznymi w skutkach wydarzeniami podczas akcji, bohater Karla Urbana już na starcie wygląda na człowieka pełnego konfliktów. Nie dość, że w wypadku stracił nogę, a zastąpiona proteza codziennie przypomina mu o niechęci do robotów – które najwyraźniej obwinia za śmierć partnera – to sam jeszcze niechętnie pracuje z innymi i jest nieszczególnie entuzjastyczny wobec przestrzegania zasad. Skrzyżowanie go z androidem ludzkim bardziej od niego to nic innego jak przepis na trudne przemiany, drogę ku akceptacji i odrobinę społecznego komentarza. W końcu życie w świecie nie-tak-odległym też nas w końcu czeka.

I owszem, można powiedzieć, że coś podobnego widzieliśmy już wszędzie – dwóch partnerów uczących się polegania na sobie pomimo dzielących ich oczywistych różnic – ale hej, Almost Human w końcu jest serialem o dwójce detektywów. Z tą jednak różnicą, że odpowiadają za niego ludzie od Fringe.

W to mi graj

Obejrzeliście te 8 minut pilotowego odcinka? Zwróciliście uwagę na te głębokie kontrabasy w scenie na miejscu zbrodni? Ja zwróciłam – i od razu pomyślałam o Fringe. Co jak co, ale jeśli Almost Human nawet brzmi podobnie, to nawet nie ma o czym gadać.

Porównań można wyciągnąć więcej – sprzyjający duch na wyższych szczeblach to na przykład ukłon w stronę Broylesa – ale ani ja, ani Wy nie będziemy wiedzieć więcej, póki nie obejrzymy przynajmnej kilku odcinków. Almost Human jednak nie tylko powiązaniami do Fringe żyje – porównania mają tu w zasadzie pokazać, że serialowi bardzo blisko do jego niezapomnianych klimatów. Jakby nie patrzeć, temu pierwszemu brakowało w końcu Karla Urbana, którego po pierwsze ja uwielbiam, a po drugie on czuje się w roli Kennexa ewidentnie fantastycznie. Nie będę ukrywać, że cotygodniowe wizyty w świecie 2048 roku z Karlem Ubranem w środku to magnetyczny wabik, i wcale, ale to wcale się tego nie wstydzę. A cała reszta? Praktycznie wszystko, za co tak ogromnie kocham science-fiction – to bliskie, pełne akcji, ale jednak wcale niegłupie.

A na koniec zapraszam na Kaczą Zupę, gdzie Noida sprytnie wypunktowała wszystkie podobieństwa pomiędzy Fringe a Sleepy Hollow – bo wszyscy wiemy, że za Sleepy Hollow odpowiada druga część ekipy od Fringe? Cóż, wynika z tego tyle, że Fringe to był po prostu za dobry serial, by dać mu tak odejść w niepamięć. I w to mi graj.

 

  • Seji

    Fringe był fajny, jednak stwierdzenie, że coś ma być tak dobre jak Fringe, oznacza jedynie, że to będzie fajna produkcja. I nic więcej. Sorry. ;) Może za to być lepsze. :)

  • Kurczę, teraz przez Ciebie i ja będę czekać na ten serial z niecierpliwością :D

  • Lara Notsil

    Hmm nie wiem co napisać. Zaprzestałam oglądania Fringe w połowie 3 sezonu. Nie spodobała isę mi kreacja głównej blond bohaterki, jej szefunio działał mi na nerwy (Phillip Broyles), natomiast Peter był.. jakby to delikatnie ująć – ciepłą kluchą. Także mam nadzieję, że Almost Human będzie zupełnie inne od Fringe! Jak odnalazłam ten serial? Ano w tym roku (2013) letnie seriale nie przypadły mi do gustu, Także szukałam po aktorach czegoś… ciekawego. Common Law –> Michael Ealy = Almost Human. Po obejrzeniu zwiastuna morda nie przestała się mi uśmiechać. Byłam podekscytowana i nabuzowana. Do tego rzecz piękną zaserwowali nam twórcy. Nie będzie romansu! Mam już dość romansów. Były seriale, gdzie owe podchody bardzo się mi spodobały, jednak na dłuższą metę sprawiły, że porzucałam produkcję (ot chociażby Castle i Bones). Do tego mamy humor! Kocham humor w produkcjach. Nie ciągły, ale obecny. Także czekam na ten serial, oj czekam. Mam tylko nadzieję, że nie wyjdzie tak sztucznie jak przy agentach Marvela!

  • Tores-

    Co tu zajrzę, to zapisuję parę fajnych seriali do obejrzenia ;) Czy „Broadchurch” też u Ciebie znalazłam? Bo dziś pochłonęłam i jestem zachwycona, a na „Almost Human” czekam przebierając nogami! Póki co zacznę „Fringe” :) I dziękuję :)

    • Nie, „Broadchurch” na pewno nie u mnie – nie oglądałam, a poza tym na blogu trzymam się tematyki sci-fi/fantasy. Ale słyszałam, że dobry serial. Anyway, „Fringe” gorąco polecam – ciężko nawet określić go jednym mianem, poza tym ma specyficzny klimat, ale jeśli się w nim raz zakochasz, już nie upuścisz go do końca :)

  • rob

    wiem że się powtarzam ale wygląda mi to bardzo podobnie do serialu Total Recall 2070 z 1999r był nawet fajny acz niestety przerwany po pierwszym sezonie chyba był zbyt mroczny jak na swój czas serio polecam obejrzenie sobie choć pilota po za wszystkim to dobre SF .ps jak ktoś to jeszcze pamięta to może dodać parę słów od siebie ;))

    • Rob, Rob, jeszcze się nie nauczyłeś, że stare seriale science-fiction i ja nie pasujemy do siebie? :P

      • rob

        Ciężko mi uznać za stary 15letni serial ;)) (earth2 5lat starsza ;) )ale może dlatego że jestem dziwakiem SF;)który oglądał duuużo starsze produkcje no i ten serial naprawdę jest w temacie czyli policjant partner robot procedural i wątek główny nawet data jest podobna bo TR 2070r AH 2048 ;) choć widzę i różnice TR był mroczniejszy w warstwie wizualnej przynajmniej tak mi się zdaje na pierwszy rzut oka :)dobra kończę marudzić ;)

        • Ale widzisz, „Earth 2” był po pierwsze serialem wyprzedzającym swoje czasy, a po drugie oglądałam go w dzieciństwie. To sporo zmienia w perspektywie ;)

          Podobną sympatię czuję względem „Star Treków”, ale choć miło je wspominam, dziś już bym do nich nie wróciła. Ciągle też walczę ze sobą w kwestii „Babylon 5”, ale to pewnie ostateczna granica, której nie przekroczę. Stare seriale mnie po prostu nie bawią, a straszliwie męczą. Niektórzy lubią dla beki oglądać filmy klasy Z – ja bym się na nich śmiertelnie wynudziła, a do tego zdrowo wkurzyła. Ze starymi serialami jest podobnie. So thanks, but not thanksb;)

  • arab

    Kurcze, w końcu ktoś kto jak ja polubił Fringe za te właśnie rzeczy, za które serial ten dało się lubić.

    Szacun!

    A Almost Human dopisuję do watchlisty. Dzięki! :)

    • No ba, jakże inaczej, zalety tego serialu są widoczne… no nie na pierwszy rzut oka, ale wkrótce potem ;)

  • Dobrze trafić na kogoś, kto tak szaleje za Fringe. Chociaż ja osobiście nie zaliczam tego serialu do wybitnych, z całą pewnością przyznać trzeba, że jest zbyt niedoceniony, zasługuje na większe uznanie i nieco bardziej liczne grono fanów. Almost Human ogarnę, chociażby ze względu na to, że właśnie do Fringe ten serial porównujesz.

  • Misiael

    „najlepsze sci-fi od czasu 3. sezonu Fringe?”

    Oczywiście, że nie – przecież po drodze był jeszcze Doctor Who.

    • Misiael, przecież wiesz czyj blog czytasz ;)

    • Misiael

      No i oczywiście brytyjski Black Mirror, do którego Fringe nawet nie ma startu.

      Największym problemem Fringe była NUDA – 20 odcinków w sezonie sprawiło, że zbyt mała ilość fabuły była rozsmarowana na zbyt wielkiej powierzchni i wątki przewodnie ślimaczyły się niemożebnie, a rozstawianie pionków na fabularnej planszy trwało tak długo, że kiedy już dochodziło do kulminacji, to widza albo już to nie obchodziło, albo zwyczajnie pozapominał, o co cały ten hałas. Za dużo niezapadających w pamięć, schematycznych zapychaczy po prostu zabiło ten serial. Wyglądało to mniej więcej tak: klasyczny monster of the week – konkluzja – trzy sekundy metaplotu przed napisami końcowymi. To choroba, która w dużej mierze dotyka seriale z sezonami po 20-22 odcinki, choć w takim SG-U akurat każdy epizod był perełką.

      • Lara Notsil

        AMEN. Zawsze oglądam rozpoczęty sezon. Tzn. nie do końca. Jak jest nowość, to daje 4 odcinki na rozkręcenie się, później oglądam do końca. Bardzo rzadko zdarza się, że opuszczam serial w połowie 2 sezonu czy też późniejszego sezonu. Akurat Fringie, Once Upon.. opóściłam w połowach sezonu, bo drętwość aktorów sprawiała, że byłam torturowana, a i sama fabuła nie specjalnie przykuła moją uwagę. Nie rozumiem fenomenu tego serialu. Tylko Walter i Astrid (zwana Asteroidą itd:D) sprawili, że zabrnęłam tak daleko z tym serialem (połowa 3 sezonu). Tak jak napisałeś, fabuła ciągnęła się jak flaki z olejem, ciągnęła się tak, że zapominałam o co to całe zamieszanie.

        • Cóż, rozumiem Wasze stanowiska, nie będę więc bronić serialu, skoro Wam nie podpadł – ale na swoją obronę mogę za to powiedzieć, że ja po pierwsze najwyraźniej do zapychaczy przywykłam, a po drugie polubiłam bohaterów, nie samą fabułę. Cotygodniowe zaglądanie do laboratorium Waltera, obserwowanie zmian w Olivii i ciekawość świata przedstawionego za każdym razem pozwalało mi cieszyć się tą historią. A gdy zdarzały się odcinki-perełlki, to już w ogóle czapki z głów. Też wolę krótsze, skondensowane sezony – nie mówiąc o serialach z fabułą ciągłą – ale, jak mówię, z tej formy też da się sporo wycisnąć.

          Poza tym ciągle zauważam, że „Fringe” w Polsce nie był zbyt popularny ogólnie. Na szczęście ludzie w Stanach podzielają moją fascynację ;)

          • noida

            Aeth, zgadzam się z tobą co do zalet Fringe w 100%. Też dokładnie z tych powodów oglądałam, nie zwracając uwagi na niedociągnięcia.

  • Pingback: Wiedźma patrzy #2: Są zombie, jest impreza | Serialowa()

  • noida

    No świetnie i teraz będę musiała to obejrzeć. Damn it ;)

  • Pingback: “Almost Human” (1×01-02): Prawdziwy bromance | Serialowa()

  • Pingback: Roboty niczym ludzie - nadchodząca apokalipsa? : Dolina Kulturalna()