Od trzech wieczorów tłukę w Assassin’s Creed Unity. Nic dziwnego – tej części nie mogłam się doczekać, nie tylko dlatego, że to pierwszy Asasyn na nową generację konsol, ale przede wszystkich dla zmian, które miały uczynić z niego zupełnie nowe doświadczenie. Po zaliczeniu 12% całości, mogę powiedzieć jedno: ACU nie bez powodu dostaje skrajne recenzje.

12% w Assassin’s Creed Unity to jeszcze tyle, co nic – fabułę na przykład tylko liznęłam, nie mówiąc o tym, że nie sprzątnęłam w całości jeszcze żadnej pojedynczej dzielnicy, a już w ogóle pomijając, że nie odkryłam ich nawet połowy. Odległości, przeszkód i przeszkadzajek jest tu tak dużo, że dla własnego zdrowia psychicznego postanowiłam poczekać, aż gra uzna za stosowne mnie do nich wprowadzić. Ale nawet te kilkanaście godzin już maluje pewien obraz, który z całą pewnością można skomentować. Zanim przejdę całość – a to prawie naprawdę będzie całość, a w każdym razie nic poniżej 90% – minie tyle czasu, że głupio mi będzie trzymać Was w oczekiwaniu na pełną recenzję. Więc dzisiaj, pokrótce, kilka pierwszych wrażeń, których się nawet sporo nakumulowało.

Arno de Fajny

Zacznijmy od podstaw, czyli bohatera, bo z bohaterami to się Ubisoftowi tylko połowicznie udawało: nudnego Altaira zastąpił wspaniały Ezio, jego zastąpił znowu nudny Connor, a na jego miejsce wszedł niezrozumiały dla mnie Edward – i tylko po drodze znalazła się jeszcze najcudowniejsza na świecie Aveline. Tymczasem Arno okazuje się, mówiąc prosto, naprawdę fajny. Poznajemy go jako młodego wychowanka u wpływowej rodziny, do której trafił po nagłej i tragicznej śmierci swojego ojca. To taki typ postaci, którego kłopoty znajdują same, a on potem z czarującym uśmiechem na twarzy próbuje się z nich wyplątać, najczęściej pakując się w jeszcze większą kabałę. Choć ma odzywkę na każdą okazję, ma też na tyle pokory, by wiedzieć, że nie jest żadnym królem świata. Gdy zostaje Asasynem, wyrasta w nim jeszcze głębsza odpowiedzialność, ale kąpana w gorącej wodzie głowa wciąż ma swoje do powiedzenia. W dużej mierze przypomina więc Ezia – przypuszczam, że nawet celowo – więc bardzo łatwo zbratać się z nim już na początku. Mam nadzieję, że w dalszej części wypłyną z niego jeszcze jakieś własne cechy, ale na sam początek to naprawdę przyjemna postać (o naprawdę przyjemnym głosie). Przy czym pomaga, że czasy jego młodości do wstąpienia w szeregi Bractwa są skrócone do absolutnego minimum – za to należy się Ubisoftowi pochwała.

Assassins-Creed-Unity

Nie tędy, idioto!

Tyle samo czasu, co z Arno, spędza się w grze sterując Arno, a tu jest już niestety mniej różowo. Głośno zapowiadane rewolucje w sterowaniu spełniają swoje zadanie pod kątem bycia innymi, ale już znacznie mniej rewolucyjnymi. Przede wszystkim pojawiła się opcja swobodnego poruszania się w dół, ułatwiająca schodzenie z budynków co najmniej potrójnie. Cieszy również wrócenie do starej zapomnianej opcji kontrolowanego wspinania – nie zaczniecie już wchodzić po ścianach, bo zapomnieliście ściągnąć palec z przycisku odpowiadającego za free running. Żeby zacząć się wspinać, znowu trzeba coś wcisnąć. Cała reszta pozostaje jednak równie znajoma co palce dłoni na padzie, co oznacza również, że moja ulubiona asasynowa odzywka, którą warczę pod nosem ilekroć gra wywinie mnie na manowce, pozostaje w użyciu. Zmienia się tak wiele, ale tak naprawdę nie zmienia się nic – można się czuć jak w domu?

Pływanie w przestrzeni

Tak, Assassin’s Creed Unity jest pełen bugów. Osobiście nie trafiłam na falujące włosy ani prześwitujące bebechy, ale spadłam na przykład w przestrzeń pomiędzy teksturami, a potem na sam dół pustej otchłani, w której mogłam co najwyżej pomachać rączkami i nóżkami. Widziałam też Pawła Opydo walczącego z duchami, albo sama utknęłam na środku linowego przejścia pomiędzy budynkami, w dodatku w środku misji kooperacyjnej, z której mnie oczywiście zdesynchronizowało. Bugi są zabawne, dopóki nie są, więc do diabła, Ubisoft, poważnie?

Tryb próby połączenia

A skoro mowa o trybie kooperacji – na dwa razy, kiedy próbowałam pograć z drugą osobą, trafił mnie się w/w bug, który wywalił mnie w środku misji, a następnego dnia nie mogłam już połączyć się z nikim w ogóle. Mało tego, ktoś chce połączyć się z Uplay? W dni weekendowe zapomnijcie. Doszły mnie też słuchy, że nie wszyscy mogą połączyć się również z appką wymaganą do niektórych misji pobocznych, więc ogólnie: do diabła, Ubisoft, poważnie? Te kilka minut wspólnego grania było naprawdę świetne i frajdowe, więc tak bardzo chciałabym móc pograć więcej! Co gorsza, misje kooperacyjne są nagradzane specjalnymi punktami do wydawania na nowe umiejętności, które inaczej można uzyskać tylko w misjach głównych, a nie chcę robić misji głównych, bo chcę pobawić się eksploracją! Bottom line? Po kilku godzinach grania nie mogę nawet wykonać podwójnego zabójstwa z powietrza, bo nie mam wykupionej odpowiedniej umiejętności… Poważnie, Ubisoft?

acu-514415

Wielkie paryskie sprzątanie

Podobno Paryż to bardzo brudne miasto – Paryż z czasów Assassin’s Creed Unity świetnie to oddaje, bo mapa jest tak pełna ikonek do wyczyszczenia, że na przemian robi mi się słabo z zmęczenia i gorąco z ekscytacji. Jest cała masa nowego rodzaju misji, jak np. Murder Mysteries, w których rozwiązuje się tajemnice morderstw na podstawie znalezionych wskazówek. W porównaniu do starych dobrych zleceń na zabójstwa – znajdź, ubij, wróć – jest znacznie ciekawiej. Poza tym zbiera się kokardy, odbudowuje teatr, otwiera się trzy rodzaje skrzynek, z czego tylko jedne bez pomocy specjalnych dodatkowych aplikacji, rozwiązuje zagadki Nostradamusa albo poszukuje artefaktów. Na pierwszy rzut oka, mapa jest tak usiana ikonkami, że nie widać zarysów ulic. Wyczyszczenie tego wszystkiego będzie chyba najbardziej męczącym zadaniem, jakie przeszłam w Asasynach, nieporównywalnie większym od zdobywania basenu morza Karaibskiego. Mam nadzieję, naprawdę mam nadzieję, że podołam – ani że się przy tym nie zanudzę na śmierć…

W towarzystwie smartfona

Wspomniałam już o appce, teraz kilka słów wychwalania i narzekania. Po pierwsze, gra traktuje appkę wyjątkowo po macoszemu, nie oferując żadnych tutoriali co, gdzie i jak poza suchym „do tego-a-tego wymagana jest appka”. Co gorsza, podobnych wyjaśnień nie oferuje też sama appka! Ładnie i pięknie synchronizuje się z danymi z gry, ale dopiero po dwóch wieczorach zaczęło mi na niej migać coś wartego zainteresowania. Ale gdy już zaczęło, zrobiło się odrobinę ciekawiej, bo okazało się, że główną osią zabawy jest wysyłanie swoich Asasynów do wykonywania zadań – podobnie jak w wielu poprzednich częściach. Do appki przeniesione zostało również szukanie glyphów. Jak działa, jest to wszystko nawet sympatyczne, przede wszystkim dlatego, że odciąża główną grę z dodatkowego szlajania się po mapie. Jest też niezwykle pomocne w chwilach absurdalnie długiego ładowania…

Nie wspomnę za to, że cała druga gra towarzysząca, Initiates, sprowadza się jak na razie do opcji „Coming Soon”. Ręce niestety opadają.

Assassins_Creed_Unity_Combat_LongSpear_1406640911

Z wizytą u wizażysty

Dużo mówiło się o możliwości dowolnego upiększania Arno, i owszem, ciuszków, portków, pasków, rękawic i kapturów jest tu całkiem sporo, można też dobierać im inne barwy. To powiedziawszy, póki co nie znalazłam nic, co spodobałoby mi się bardziej niż powiewający za bohaterem ogon jego defaultowego płaszcza, więc na całe to wielkie halo muszę powiedzieć, że jestem rozczarowana. Mam nadzieję, że w miarę odblokowywania nowych, jeszcze znajdę dla siebie coś unikalnego. Fajnie byłoby też znaleźć np. sztylet, bo to granda, że można walczyć harpunem, ale już małym ostrzem kompletnie nie…

Assassin’s Creed Unity 2

Konie końców, chyba bym jednak chciała zamiast w Unity grać w Unity 2 – albo przynajmniej w Unity 2.0. Na całą moją sympatię do serii i zmian, które w ACU działają, niemal na każdym kroku spotykam się z błędami, rozczarowaniami czy zwyczajną nudą. To nie jest gra, na którą czekałam. Pomimo hucznych zapowiedzi, tak naprawdę niewiele różni się od poprzednich Asasynów – tym bardziej, że sama w końcu stara się wrócić do dawnych „lądowych” korzeni. Powtarzam: lubię tę serię, niezmiennie potrafię się przy niej dobrze bawić. Ale jeśli tryb kooperacji oraz dodatkowe gry będą działać tak jak teraz, cała ta zabawa po prostu mija się z celem.

  • Ja jestem wkurzona, bo Unity miało wszelkie zadatki, żeby stać się jednym z moich ulubionych Asasynów. Nie straszna mi nudna fabuła (seria jest dla mnie nudna od Brotherhood), drewniany bohater (oprócz Altaira, Ezia i Haythama nie lubię nikogo), ani nawet to niedorobione sterowanie (tak, w Unity wciąż mam wrażenie, że gra chce myśleć za mnie i wie lepiej co chcę zrobić), ale te bugi mnie po prostu wykończyły. Po prostu szkoda.

  • Pingback: Karnawał Blogowy #12 - Bobrownia()