10 ulubionych kawałków z The Muppet Show (+5 bonusowych)

tms-01

Wiecie jak to jest, kiedy narzekacie na brak weny w jednej chwili, a w drugiej już macie trzysta świeżych pomysłów w głowie? Albo inaczej: wiecie jak to jest, kiedy narzekacie na brak weny, więc sięgacie po ulubione piosenki i śmieszne filmiki, i już macie trzysta świeżych pomysłów w głowie? Ja sięgnęłam ostatnio po swoje ulubione skecze i kawałki z The Muppet Show, po czym stwierdziłam, że ekstra, to się nadaje do fajnego tekstu o czymś zupełnie innym. Ale potem pomyślałam sobie: cholera, przecież to The Muppet Show, nadaje się do wpisu o samym sobie!

Jednak z racji tego, że poszukiwanie weny było dla mnie w dużej mierze stanem relaksacyjnym, pozwolę sobie ominąć długie analizy, jak obłędna, cięta, zabawna, inteligentna i geekowa jest to produkcja, bo na tym etapie powinna to być wiedza powszechna, a zamiast tego – w duchu relaksacyjnym – przedstawię 10 moich absolutnie ulubionych kawałków (i pięć bonusowych, bo muszę). Więc siadajcie wygodnie, odchylcie się w fotelu i przygotujcie się trzymać swoje brzuchy na miejscu, bo śmiechu będzie co nie miara.

Ze względu na niewygodne formaty wklejanych z YouTube’a filmików (i długi czas ładowania strony), zamieszczać będę jednak tylko linki.

10. Once a Year Day (3×07: Alice Cooper)

Krótki kawałek zza kurtyny świetnie odwzorowujący klimat abstrakcyjnej grozy wytworzonej przez Alice Coopera w jednym, swoją drogą, z najlepszych odcinków serialu. Muzyczny gość odgrywa w nim rolę wysłannika diabła, namawiając Muppety do podpisania cyrografu w zamian za fortunę i sławę. Z wyjątkiem, ma się rozumieć, Gonzo, mało kto nadaje się na to nabrać, ale „demoniczny” klimat daje się we znaki Kermitowi. W kawałku „Once a Year Day” (piosenki z broadwayowskiego musicalu Piknik w piżamach) biedak pada ofiarą grupki dowcipnisiów, którzy najpierw przyprawiają go o zawał serca, a potem wesoło tańczą w rytm skocznej i zabawnej piosenki. Tak, zgadliście, tańczyć się samo chce – a poza tym jest coś pociesznego w tym, że „straszne” i „złośliwe” potworki cieszą się, że choć raz w ciągu roku mogą wyrzucić swoją „potworzastość” do kosza i beztrosko powygłupiać się ilu dusza zapragnie. Urocze to i słodkie.

9. Dancing Cheese (2×08: Steve Martin)

Wszyscy wiemy, jakie są numery Gonza – zwariowane to za mało powiedziane, surrealistyczne za głęboko, a niedorzeczne tylko w połowie oddaje pełnię ich charakteru. W odcinku ze Stevem Martinem, w którym praktycznie nie było odcinka, bo zamiast przedstawienia Kermit ogłasza przesłuchania nowych artystów, Gonzo próbuje przekonać go do swojego nowego pomysłu: tańczącego flamenco kawałka sera. Nie chodzi tu jednak o sam numer na scenie, ale dialog pomiędzy bohaterami. Niezrażony Gonzo dzielnie obraca całe znudzenie i jawny brak zainteresowania ze strony Kermita na naszą korzyść, bo lekkim piórem pisane odzywki napływają strumieniami z prawa i lewa. Wymiękam za każdym razem jak słyszę „alright? alright? alright?” i za każdym razem chylę wykonawcom czoła za ich perfekcyjną umiejętność ożywiania swoich bohaterów.  Oglądajcie od 2:35 do 4:37.

8. Veterinarian’s Hospital: Hawaiian Pig (3×20: Sylvester Stallone)

Muzykalny pies Rowlf miał w serialu swój własny skecz, w którym grał Dr. Boba i w towarzystwie siostry Piggy i siostry Janice robił sobie jaja z medycznym oper mydlanych. Zazwyczaj były to głupie żarty, których odniesienia do aktualnych wydarzeń z tamtych lat często mi umykały – ale kawałek z hawajską świnią zapamiętałam bezbłędnie ze względu na żart o ananasach i genialne nawiązanie do klasycznej angielskiej poezji. Teraz, jak już podrosłam i podłapałam nieco „hawajskiej” popkultury związanej (podpowiedź: Hawaii Five-0), doceniam ten skecz podwójnie – i podwójnie zrywam z niego boki.

tms-03

7. The Lonely Goatherd (2×17: Julie Andrews)

Muppetowa wersja piosenki z Dźwięków muzyki ma tę zaletę, że jest piosenką z Dźwięków muzyki – jedną z bardziej przyjemnych i czysto rozrywkowych – a na dodatek śpiewa ją nikt inny jak rewelacyjna jak zawsze Julie Andrews. Naprawdę, posłuchajcie choć przez pół minuty jej czystego jak łza głosu i powiedzcie mi, że tego się słuchać nie da. Na dodatek Andrews jest absolutnie wspaniała w samym byciu na scenie i wczuciu się w tak krótką i tak prościutką rólkę, za co nic tylko ściągać przed nią czapki z głów. Dodatkową perełką czynią z tego numeru gościnny występ Kermita i jeden trafiony tekst Rowfla. Innymi słowy, duża dawka nieskomplikowanej radości.

6.  We’ll Sing in the Sunshine (3×13: Helen Reddy)

Kolejna lekka piosenka, tym razem wykonana przez piosenkarkę, której nazwisko stało się przedmiotem żartów na cały odcinek. Pełni obrazu temu kawałkowi dodaje jednak cała otoczka związana z jego wykonaniem (dlatego podaję Wam dłuższy link, a nie sam występ), bo oto Beauregard, wolno myślący, ale uroczy woźny, przez cały odcinek boryka się z zadaniem wysprzątania teatru. Kończy się na tym, że zmiata całą masę piasku prosto na scenę, a to wymaga od Kermita błyskawicznej zmiany repertuaru. Na szczęście ma farta, że akurat znalazła się pod ręką palma. Tak czy inaczej, występ tańczącej z wielbłądem Helen Reddy urzeka mnie przede wszystkim choreografią – przede wszystkim ze strony wielbłąda. Co jak co, ale cztery nogi poruszające się na „pamięć” robią wrażenie. Oglądajcie od 2:42.

5. Harry Belafonte & Animal Drum Solo (3×14: Harry Belafonte)

Bębnowym duetem Harry’ego Belafonte z Animalem wchodzimy na teren mojego ulubionego odcinka, który pojawi się w tym tekście jeszcze nie raz. Animala nie trzeba chyba nikomu przedstawiać – niekontrolowany, szalony, narwany, absolutnie najlepszy perkusista po tej stronie sceny. Ale kto zwycięża w bitwie na bębny? Odpowiedź na to pytanie nie ma żadnego znaczenia – wystarczy spojrzeć na szeroki uśmiech na twarzy grającego Harry’ego Belafonte i wariackie umiłowanie Animala do muzyki i wygrywa cały ten numer razem wzięty. Czysta komedia bez słów, czysta muzyka bez cienia sztuczności.

4. Mahna Mahna (1×01: Juliet Prowse)

W tym przypadku popiszę się chyba najmniejszą oryginalnością na świecie, bo come on, kto nie zna i nie lubi „Mahna Mahna”? Bzdurowata piosenka była muppetowym hitem na długo zanim otworzyła premierowy odcinek serialu, i do dzisiaj jest absolutnym muppetowym klasykiem, przewinąwszy się przez liczne spin-offy, re-edycje i hołdy (na szczególne wyróżnienie zasługuje to odcinek Muppets Tonight z Sandrą Bullock). Genialna w swojej prostocie, zabawna w wykonaniu, chwytliwa w brzmieniu, z fabułą (!) w środku i cudownym zakończeniem – piosenka, którą każdy geek powinien umieć zaśpiewać z miejsca. Mahna Mahna?

3. Fever (1×05: Rita Moreno)

Numer, za który Rita Moreno otrzymała nagrodę Emmy – a trwa lekko ponad dwie minuty. Aktorka śpiewa w nim znaną m.in. z repertuaru Elvisa Presleya piosenkę „Fever”, albo raczej stara się śpiewać, bo akompaniujący jej na perkusji Animal trochę za bardzo chce się popisać. Narwany i nieposłuszny, doigra się jak mało kto, bo z Ritą Moreno po prostu się nie zadziera. I ile się tu gra! Nie mam absolutnie żadnych pytań jeśli o tę nagrodę chodzi, bo kreowanie tak subtelnej komedii, jaka przewija się na twarzy i w gestach aktorki to umiejętność nieprzeciętna, wymagająca nie tylko talentu, ale i naturalnego pazura. Kto jak kto, ale pazur mają w tym kawałku oboje, i to pazur, który za każdym bawi tak samo tak świetnie.

2. Day-O („The Banana Boat Song”) (3×14: Harry Belafonte)

Zgodnie z zapowiedzią, Harry Belafonte po raz drugi (ale nie ostatni!). Tym razem artysta śpiewa swoją hitową piosenkę „Day-O” (właściwie cover, ale whatever) po raz pierwszy w telewizji, i bardzo chciałby, by występ przebiegł perfekcyjnie. Problem w tym, że to samo chciałby Fozzie, a nadmiar jego entuzjazmu uruchamia lawinę niefortunnych przypadków i mnóstwo zabawnych scen. Kawałek szybko zmienia się w więc w komedię pomyłek, w której kluczową rolę odgrywa niezawodny Beauregard. Sposób, w jaki nad Fozziem biorą górę emocje jest bezkonkurencyjny, a piskliwy głosik Franka Oza rozśmiesza mnie nawet na samo wspomnienie. Nic dziwnego, że przez dłuższy czas miałam potem problem z oglądaniem Gwiezdnych wojen ^^

1. Banana Sketch (1×14 Sandy Duncan)

Ale jeśli o rozśmieszanie na samo wspomnienie chodzi, nic nie robi tego lepiej niż przefantastyczny „wywiad” z Sandy Duncan, w którym biedny Kermit, a przy okazji my, próbujemy dowiedzieć się, o co chodzi w kawale o bananach. Oto bowiem przez cały odcinek Fozzie chełpi się, że będzie przedstawiać słynny skecz legendarnego komika, który znają wszyscy poza Kermitem – i nami. Z niewiedzy biednej żaby bezkarnie śmieje się cały teatr, więc w końcu Kermit postanawia poprosić Sandy o wyjaśnienie. Co z tego wynika, zobaczcie sami – ja powiem tylko, że perlisty śmiech Sandy, jej żywa interakcja z Fozziem i absolutnie zaraźliwy kawał to mistrzostwo najwyższej komediowej półki. Oglądajcie od 6:43 i niech Wam łzy ciekną ze śmiechu tak jak ciekną mnie.

I na koniec bonusy:

tms-02

Bonus 1: Turn the World Around (3×14: Harry Belafonte)

Harry Belafonte po raz trzeci, tym razem w występie, który dla samego Jima Hensona był szczytem artystycznych osiągnięć The Muppet Show. I nie ma się co dziwić. Piękna i głęboka afrykańska piosenka o nierozłącznych związkach pomiędzy żywiołami – oraz  ludźmi, jeśli tylko chcemy ich poznać – które sprawiają, że świat obraca się jednym i tym samym torem to wspaniale pozytywne spojrzenie na świat, i przy okazji ostateczny dowód na to, że serial potrafi bezbłędnie odnieść się do form sztuki wyższej, nie tracąc  przy okazji swojego charakteru. Na końcu nawet Statler i Waldorf rezygnują ze swojego zwyczajowego jadu. Piosenka stała się tak ważnym elementem repertuaru The Muppet Show i Jima Hensona, że Belafonte zaśpiewał ją później na ceremonii pogrzebowej twórcy Muppetów. Czysty, szczery szacunek.

Bonus 2: The Happy Wanderer (4×01: John Denver)

Wracając na ziemię do Muppetów szalonych i z głową pełną absurdalnych pomysłów, oto trzy wspinające się na górę świnie śpiewają popularną niemiecką piosenkę o szczęśliwym podróżniku. Co z niej wynika? Że refreny są niebezpieczne, a górskie kozy to podłe, wredne małpy. The horror!

Bonus 3: Auld Lang Syne (5×02: Loretta Swit)

Wszystkie Muppety małe i duże wiedzą, że życie i współpraca z Miss Piggy do łatwych nie należą. Kiedy więc Kermit zwalnia Piggy za rozsiewanie plotek o ich rzekomym potajemnym małżeństwie, gwiazda unosi się dumą i postawia odejść na własnych warunkach. Muppety ćwiczą więc „Auld Lang Syne”, tradycyjną angielską piosenkę śpiewaną m.in. na pożegnanie, by zgotować Piggy pożegnalną niespodziankę. Dostojna atmosfera szybko jednak znika jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki, kiedy wykonawcy zaczynają stroić sobie z Miss Piggy żarty – zresztą kto by się im dziwił. Głupie kawały o najlepszych wrogach człowieka to jedno, ale humor sytuacyjny wygrywa wszystko.

Bonus 4: Swedish Chef: Spaghetti (1×11: Lena Horne)

Jak uwielbiam The Muppet Show ogólnie, tak niektóre numery śmieszą mnie bardziej, inne mniej, a jeszcze inne nawet wcale. Nigdy jednak nie zdarzyło mi się nie zaśmiać z nieporadnych prób Swedish Chefa w przygotowaniu czegokolwiek – całkowicie już abstrahując od tego, CO próbuje przygotować. W moim ulubionym kawałku próbuje przygotować spaghetti, ale makaron nie daje mu żadnych szans.

Bonus 5: Bohemian Rhapsody

Wykonanie „Bohemian Rhapsody” może nie pochodzi już z oryginalnego The Muppet Show, ale dam sobie uciąć rękę jeśli nie jest tak trafione i tak dla całego serialu, tych postaci i wszystkiego, co sobą reprezentują charakterystyczne, jakby powstało w głowie samego Hensona. Gdy po raz pierwszy obejrzałam ten klip, płakałam tak ze śmiechu, jak i wzruszenia, bo po latach dostrzegłam w nim dokładnie ten sam humor i tych samych, ukochanych bohaterów, z którymi tak bardzo zdążyłam się już zżyć. Animal szukający mamy dosłownie powalił mnie na łopatki, śpiewający Beaker rozbraja mnie za każdym razem, a Piggy, która musi, absolutnie musi zgarnąć dla siebie jak najwięcej glorii jest absolutnie bezbłędna. Fantastyczne wykonanie (przy współpracy z oryginalnymi artystami!), rewelacyjny klimat, chyba największy muppetowy majstersztyk na świecie po 1981 roku.

A tak pomiędzy nami, 15 kawałków, jak na pięć sezonów, spin-offów, kilku pełnometrażowych filmów i niezliczonych dodatków, to jedynie kropla w morzu. Mogłabym wymieniać ich jeszcze więcej i jeszcze dłużej, ale powyższych nie ruszę za żadne skarby, więc teraz oddaję głos Wam. Who loves the Muppets?